Strona główna/OMÓWIENIA. Co robi córeczka?

OMÓWIENIA. Co robi córeczka?

Jan Burnatowski

I partyzantka, i szpieg, i dywersantka – tak rozpoznaje siebie protagonistka-narratorka powieści Tamary Dudy pt. Córeczka. To ważna identyfikacja, której przynajmniej z jednego powodu prześlepić nie wolno: tym wyznaniem tytułowa bohaterka podważa patriarchalny stereotyp mówiący o tym, że wojna to jedynie męska sprawa.

Wydana ostatnio debiutancka powieść Tamary Dudy (w znakomitym przekładzie Marcina Gaczkowskiego) już w Ukrainie spotkała się ze wzmożonym zainteresowaniem krytyki, czego znak stanowiła nagroda ukraińskiej redakcji BBC za najlepszą książkę beletrystyczną w 2019 roku. Jej istotność podbił jeszcze kolejny laur: uhonorowanie Dudy w 2022 roku Narodową Nagrodą Ukrainy im. Tarasa Szewczenki, powszechnie uznawaną za najważniejszą nagrodę kulturalną kraju. O ile aklamacja zawodowych czytaczy i bardziej wyrafinowanej publiczności nie dziwi ze względu na artystyczne walory warsztatu literackiego Tamary Dudy, o tyle ten debiut musiał rzeczywiście poruszyć jakąś czułą stronę publicznego dyskursu, gdyż stał się zarzewiem dyskusji o roli i udziale kobiet w rosyjskiej wiośnie 2014 roku.

Zresztą, patriarchalne skostnienie dyskursu nie miało charakteru jedynie lokalnego. Okazało się zjawiskiem transgranicznym, o czym przekonują wspomnienia Kateryny Babkiny z niedawnego spotkania z polskimi czytelnikami na okoliczność przyznania Nagrody Europy Środowej Angelus 2021. Podzieliła się nimi w rozmowie z Wojciechem Szotem: „Gdy dostałam Angelusa, podczas spotkania we Wrocławiu prowadzący usilnie próbował podzielić literaturę na męską i kobiecą, powiedział też coś w rodzaju: «Wojna to męska rzecz». Zagotowałam się. W pierwszym rzędzie siedziały dwie Ukrainki, weteranki wojny ukraińsko-rosyjskiej. To była absolutnie idiotyczna sytuacja. Ten patriarchalny stereotyp wciąż pokutuje i pewnie dlatego w mediach nie widać kobiet żołnierek i polityczek”. Jest zatem w tej powieści coś, co wierci dziurę w brzuchu, coś, co zaczepia.

No dobrze, ale z czym mamy do czynienia? Otrzymujemy łotrzykowską z ducha powieść osadzoną w topografii obwodu donieckiego, której akcja rozpoczyna się w pierwszych miesiącach 2014 roku, kiedy prowokacje rosyjskie osiągają apogeum, wolno przepoczwarzając się z terenowych incydentów w otwarty konflikt zbrojny, rozpalany przez działalność „zielonych ludzików”. Główna bohaterka i narratorka, półsierota, pozbawiona imienia trzydziestolatka, pseudonimowana jako Elf, wyznaje: „Mnie jednak, jak nas wszystkich, bardziej interesuje nie początek, lecz koniec. A koniec jest taki, że żyję”. Zostajemy zatem wrzuceni w sam środek spraw.

W retrospekcyjnym lusterku obserwujemy kolejne przygody tej niespełnionej elektryczki i utalentowanej witrażystki, która do spowitego szarym węglowym pyłem, „stojącego na przegniłych fundamentach” Doniecka przybywa z Wołynia na skutek niepomyślnego splotu rodzinnych okoliczności. Napisałem „przygody”, ale w tym, co przydarza się „córeczce”, nie ma nic z ekscytujących niewinności. Przygoda zmienia się tu w paradę egzystencjalnych dotkliwości, bezpośrednio zagrażających życiu, a w dodatku wyjętych spod kontroli jednostki. Chodzi rzecz jasna o niespodziewane znalezienie się w bezpośrednim sąsiedztwie historii spuszczonej z łańcucha, a zatem na celowniku bomb i luf karabinów, doprowadzających do tego, że „poukładany światek rozleciał się już w drobny mak”. Ekstremalność sytuacji nie skłania bohaterki do wyjazdu. Zostaje. Pragnie bowiem zemsty „nie abstrakcyjnej, na poziomie globalnej równowagi i triumfu sprawiedliwości”, lecz konkretnej, czyli takiej, która sprawi, że „«donbaskich powstańców» mówiących z dalekim, wołogodzkim akcentem” ujrzy „z poderżniętymi gardłami […], żeby krew trysnęła fontanną z arterii”, żeby można było „wepchnąć palce w rany, poczuć gorące bebechy, przedziurawioną tchawicę, zmiażdżone kręgi szyjne”. Mikra postura nie pozwala jej na bezpośrednią walkę, dlatego używa przebiegłości: wspólnie ze współpracownikami z warsztatu witrażu (Borysowycz i Roman) wykorzystuje Googla i sieci mediów społecznościowych do organizacji siatki kontaktów, które umożliwiają im zdobywanie koniecznego zaopatrzenia dla walczących oddziałów armii ukraińskiej (skądinąd: Punkt zerowy Artema Czecha daje bezpośredni wgląd w kondycję ukraińskiego wojska tamtego czasu).
Przypomina w tym wszystkim kolejne emanacje łączniczek z tekstowo-ikonograficznego projektu Co robi łączniczka (2005) Darka Foksa oraz Zbigniewa Libery, z jednym tylko ważnym apendyksem: jeśli bohaterka Tamary Dudy w dużym stopniu działa rozumowo i metodycznie, to równocześnie rządzą nią zemsta i furia. W efekcie jest więcej niż odważna – jest brawurowa. Zręczna w oszustwach, lekceważąca wojenne normy i konwencje – co raz umyka grabarzowi spod łopaty.

Ten awanturniczy charakter sprawnie poprowadzonej fabuły niewątpliwie byłby inny, może nawet nie tak przekonujący i dopracowany, gdyby nie wyraźny talent Dudy oraz jej wielorakie doświadczenie wyniesione z pracy na wschodzie Ukrainy, gdzie w latach 2014–2016 pracowała jako wolontariuszka i reporterka.

W tym sensie ta bezimienna bohaterka jest everymanem (everywoman) skupiającym (skupiającą) w sobie jak soczewka los wszystkich tych kobiet, które wtedy (2014 rok) i teraz (po 24 lutego) masowo wstąpiły do sił zbrojnych Ukrainy (szacuje się, że stanowią około 20 procent), aby walczyć z rosyjskim agresorem. Byłaby więc Córeczka hymnem pochwalnym dla kobiet, które media newsowe pokazują rzadziej. Ale ich działania, biegnące przecież równolegle do „spraw męskich”, wcale nie są mniej ważne, a jedynie ze względów społeczno-kulturowych bywają pomijane czy zbywane wzruszeniem ramion.

Dobrodziejstwa powieści Dudy nie wyczerpują się w opowieści o kobiecie działającej, kobiecie aktywnej. Innym, wcale nie mniej ważnym, sensem pracującym w tej książce na prawie leitmotivu wydaje się badanie możliwości zawiązania wspólnoty w sytuacji ekstremalnej. Powraca on jak cichy refren w naukach matki: „Córeczko, idź do ludzi. Zawsze, kiedy jest ciężko, idź do ludzi, ludzie pomogą”. Te zdania, przyjmujące charakter ludowej prawdy, mówią coś niezmiernie ważnego: doświadczanie cierpienia i wspólnotowy opór wyrażające się w działaniu konsolidują ludzi i dają egzystencjalne oparcie.

Córeczce znajdziemy jednak znacznie więcej niż opowieść o sprawczej i brawurowej dziewczynie, która w czasie wojny organizuje wsparcie dla wojska i przeżywa niesamowite przygody. Wiele tu kapitalnych obserwacji społeczno-obyczajowych, częstokroć osadzonych w konwencji czarnego humoru. Słowem, dziwna jest ta wojna. O ile w powszechnej świadomości jawi się ona jako brutalny proces porządkujący świat, bo przecież ostrą kreską oddziela „swoich” od „tamtych”, wyostrza widzenie, o tyle paradoksalność rosyjsko–ukraińskiego konfliktu będącego podglebiem Córeczki polega na tym, że kontury świata nie są jasne, a mapa zostaje trwale rozmazana. Jak to bowiem możliwe (nieprawdopodobne!), że trzynaście minut ostrej jazdy do nieodległego Krasnoarmijska ujawnia istnienie światów równoległych, które nic o sobie nie wiedzą: „Parkujemy przy znajomej pizzerii, wolnych stolików wciąż nie ma. Kelnerzy, jak przedtem, słaniają się na nogach, ekipa w kącie nadal wznosi toasty za zdrowie jubilata […]. Chwytam kelnerkę za poły fartucha: – Proszę pani… – Tak? – Czy pani w ogóle czuje, że obok nas toczy się wojna? – W sumie to nie bardzo”. Przypomnę: a tuż obok, nieledwie za miedzą, wali artyleria („Znaleźliśmy się pod gigantycznym świetlnym łukiem, lepszej iluminacji w życiu nie widziałam”). Świat wypadł z kolein, a jego gramatyka jest absurdalna, przypomina tragifarsę.

Powiedzieć, że Tamara Duda napisała powieść ważną, to nic nie powiedzieć. Wyobrażam sobie, że Córeczka przełożona na tzw. języki obce może przynieść nie tylko rozrywkę (powieść przygodowa: perypetie głównej bohaterki z wojną w tle). Przede wszystkim jednak oferuje głębsze rozumienie złożonych relacji ukraińsko-rosyjskich opartych na dychotomii kolonizowany-kolonizator. W odniesieniu do nich proste, dotąd skuteczne, dystynkcje języka zawodzą, a o wyborach tożsamościowych często decyduje skurcz serca, bowiem tam, do odległego Donbasu, pisze Duda, docierają z Kijowa jedynie ciche i niewyraźne echa planów, idei, polityk.

Pierwodruk: „Czas literatury” 2022, nr 2 (18)

Jan Burnatowski

Jan Burnatowski  – ur. 1984, literaturoznawca, polonista, krytyk literacki; sekretarz redakcji „Czasu literatury”. Wydał Poprzednie sezony – wybór poezji Janusza szubera (2022); na antenie RmF Classic, w audycji „spis Treści”, prezentuje literaturę ukraińską.

Kultura Enter 2022/02
nr 103–104 „Rosyjskie zbrodnie”

Wydawnictwo Kolegium Europy Wschodniej