Strona główna/Człowiek w centrum firmy

Człowiek w centrum firmy

Potrzeba minimum pięciu osób połączonych wspólnym pomysłem, by założyć spółdzielnię socjalną. Działania spółdzielni są komercyjne, bo cel to zarabianie pieniędzy na utrzymanie zatrudnionych osób. Właśnie pracownicy, a nie różnego typu wskaźniki i mnożone na koncie pieniądze, są najważniejsi. Takie organizacje zakłada się z misją społeczną: po to, by ich członkowie zaistnieli na rynku pracy. Wedle prawa spółdzielczego, przynajmniej połowa założycieli musi być naznaczona jakąś formą społecznego wykluczenia. Ustawa określa dokładnie charakterystykę osób zagrożonych, należą do nich m.in. bezrobotni, którzy utracili pracę, ale też tacy, którzy dopiero zaczynają myśleć o jej szukaniu, niepełnosprawni czy bezdomni1.

Spółdzielnie często wypełniają również inne zadania społeczne, zgodnie z profilem działalności określonym w statucie. Mogą np. prowadzić działalność edukacyjną, społeczną, kulturalną na rzecz nie tylko swoich członków, ale też szerokiego grona odbiorców.

Do przyjrzenia się idei spółdzielczości socjalnej posłużą przykłady z województwa lubelskiego. Punkt wyjścia stanowią słowa Joanny Olęckiej, członkini jednej z takich organizacji:

– W spółdzielni staramy się, by każda z nas znalazła swoje miejsce. Dzielimy obowiązki tak, by mieć szansę realizacji siebie, ale też dołożenia cegiełki do całości. To nasz sprzeciw wobec korporacyjnego systemu pracy – chcemy być potrzebne i czuć się dobrze w swoim towarzystwie.

Razem można więcej

Podwójny profil działań – funkcjonowanie na rynku ekonomicznym z jednoczesnym zanurzeniem w kontekście społecznym – pozwala na zaliczenie spółdzielni do grona podmiotów ekonomii społecznej. Na spółdzielnie należy więc patrzeć jak na firmy, w których najważniejsze jest dobro pracownika, rozpatrywane zawsze w kontekście grupy. Osoba do tej pory nieaktywna na rynku pracy znajduje na nim miejsce dla siebie, podnosi swoje kompetencje, zaczyna zarabiać pieniądze, ale też ma możliwość pracy w grupie i to z nią podejmuje strategiczne decyzje, rozwiązuje konflikty i projektuje rozwój organizacji.

Najważniejsze są chęci i gotowość do pracy – spółdzielcy chcą pomóc jednocześnie sobie i innym. Nie liczą na gotowe rozwiązania, ale sami stwarzają stanowiska pracy dla siebie i innych.

Joanna Olęcka, prezeska Spółdzielni Socjalnej „Progres” wspomina swoje dołączenie do zespołu:

Przystąpiłam do spółdzielni po pierwsze dlatego, że identyfikuję się z działaniami społecznymi i czuję, że to moja osobista misja. Jestem zmęczona stałym narzekaniem na brak perspektyw we wschodniej Polsce i chcę pokazać, że da się tu godnie żyć i pracować. Po drugie: długo byłam nieaktywna zawodowo – straciłam pracę, urodziłam i wychowywałam dziecko. Po jakimś czasie siedzenia w domu okazało się, że moje kompetencje, wykształcenie i doświadczenie na współczesnym rynku pracy znaczą niewiele – poczułam się wykluczona. Teraz wiem, że w „Progresie” mogę zrobić wiele dla siebie, ale i dla innych. W naszej spółdzielni pracują kobiety po różnych przejściach, z różnymi doświadczeniami – matki, przewlekle bezrobotne, seniorki.

Najczęściej spółdzielnie zakładają osoby, które się znają, pracowały ze sobą wcześniej, miały czas by obdarzyć się wzajemnym zaufaniem, sprawdzić w działaniu. Najważniejsze są wspólne cele i poczucie, że razem można więcej. Jednak organizacja pracy w spółdzielni socjalnej wymaga poświęceń. Wiąże się często z nielimitowanym czasem pracy, długimi zebraniami „po godzinach”, rozciąganiem momentu podjęcia decyzji przez kolektyw kilkunastu osób.

Gdy ktoś przychodzi do spółdzielni jedynie jak do pracy, w godzinach od ósmej do szesnastej, to znaczy że zapomniał o drugiej stronie tego medalu – wspólnej pracy, wzajemnej pomocy, współodpowiedzialności. komentuje Maciej Lubaś, animator i doradca kluczowy w Stowarzyszeniu na rzecz Integracji Społecznej „Modrzew” –Każdy jest po trochu pracownikiem i prezesem projektującym rozwój organizacji. W spółdzielni nie odpowiada się tylko za własną część, ale za losy całej firmowej machiny. To wymaga często długich strategicznych spotkań, rozmów, konsultacji, wspólnego rozwiązywania konfliktów.

Zakładając sytuację, w której spółdzielnię socjalną zawiązuje pięć osób, okazuje się, że trzy z nich muszą być naznaczone wykluczeniem społecznym, natomiast dwoje założycieli może być ludźmi aktywnymi zawodowo: menadżerami czy księgowymi. W takim modelu osoba, która ma kompetencje do kierowania zespołem czy wiedzę ekonomiczną, może zaprosić do współpracy świetnych pracowników i stworzyć sprawnie działający organizm.

O tym, jak zarządzana jest Spółdzielnia Socjalna „Progres” wspomina Joanna Olęcka:

– Pozostajemy w bardzo ścisłej współpracy: nie tylko decyzje na zebraniach podejmujemy wspólnie każdy dzień pracy wypełniają konsultacje i wymiana zdań, umiejętności. Z jednej strony to pomysł na bardziej kreatywne działania – im więcej osób tym więcej pomysłów. Z drugiej może stwarzać pewne ograniczenia, bo czasem każda z nas chciałaby zarządzać firmą z perspektywy właściciela i mieć większą autonomię. Trzeba brać pod uwagę zdanie wszystkich i być tolerancyjnym. W przedsiębiorstwie rynkowym, gdy pracownik sobie nie radzi z wypełnianiem obowiązków, zostaje zwolniony. Natomiast w spółdzielni cenimy etyczne traktowanie – czasem trzeba się mocno napracować i namyśleć, by zagospodarować kogoś tak, by czuł się spełniony, a jego praca przynosiła korzyść spółdzielni.

Wszystko po kolei

Istotna jest kolejność działań: gdy pojawia się idea i chęć wypełniania społecznej misji, warto zacząć od zbadania potrzeb rynku. Nie trzeba być specjalistą, wystarczy wiedzieć, do kogo się zgłosić z prośbą o pomoc: wsparcie oferują na przykład Powiatowe Urzędy Pracy. Dzięki temu na starcie skorzystać można nie tylko z pomocy merytorycznej, ale również finansowej Na terenie subregionu lubelsko-bialskiego pomoc w opracowaniu strategii rozwoju, stabilizacji sytuacji finansowej, znalezieniu kanałów dystrybucji oraz zaprojektowaniu nowych produktów i usług oferuje Stowarzyszenie na rzecz Integracji Społecznej „Modrzew”. W Polsce funkcjonuje również Ogólnopolski Związek Rewizyjny Spółdzielni Socjalnych, popularnie zwany „Ozyrysem” który wspiera prawnie i administracyjnie, a to dwa obszary wymieniane przez spółdzielców jako przysparzające nieustannie najwięcej kłopotów i wymagające sporej wiedzy.

Spółdzielnie oferują różne usługi: od budowlanych i sprzątających, przez kosmetyczne, po porady psychologiczne. Prowadzą sklepy z autorskimi produktami, kawiarnie, restauracje, przedszkola. Są przedsiębiorstwami, które na co dzień mierzą się z konkurencją. Muszą zatem mieć świadomość praw rynkowych i choćby elementarną wiedzę z zakresu ekonomii.

Idealna wydaje się sytuacja, w której grupa ludzi chętnych do podjęcia pracy organizuje sobie zajęcie tak, że spełnia się robiąc coś, co najlepiej potrafi i najbardziej lubi, jednocześnie dostarczając na rynek deficytowe produkty czy usługi.

Tak było w przypadku Spółdzielni Socjalnej „Progres”, która powstała w Białej Podlaskiej, gdy tam upadł PKS. Spółdzielnia miała wypełnić tę lukę, jednak jej idea upadła z końcem medialnego szumu. Zaangażowane w nią panie interesowały się rzemiosłem artystycznym, postanowiły zatem nawiązać współpracę z Bialconem – on oferował siedzibę i zapewniał stałe zlecenia, „Progres” dostarczał oryginalne hafty i aplikacje ręcznej roboty. Przedsiębiorstwu z Białej Podlaskiej sprzyjał też z pewnością fakt, że Barbara Chwesiuk, właścicielka Bialconu, nie traktuje swojej działalności czysto biznesowo: żywo interesuje ją sytuacją lokalnych kobiet na rynku pracy.

To przykład, w którym spółdzielcy właściwie rozpoznali możliwości lokalnego rynku i płynnie się na nim znaleźli. Niestety nie każdemu się to udaje.

Niektórym spółdzielniom zdarza się jednak startować z mylnym przekonaniem, że skoro są organizacja z misją społeczną, to mogą liczyć na gwarancję współpracy od zleceniodawców czy klientów. Przekonują się dość szybko, że w parze z ideą musi iść jakość oferowanych produktów i ich przydatność na rynku.

Nie ma idealnego przepisu na sukces spółdzielni. Najważniejszy jest oryginalny pomysł na działalność, znajdujący miejsce w niezagospodarowanej niszy. To może być cena, szybkość wykonywania usługi, niecodzienny sposób jej zrealizowania. Niestety spółdzielcy wychodzą czasem ze złego założenia – zaoferujemy to, co potrafimy wykonać, a może chętni na to kiedyś się znajdą. Zapominają o tym, że są po prostu podmiotami gospodarczymi – na wszystko, co produkują, musi być popyt. Firmy mają świadomość, że skoro oferują produkt lub usługę niskiej jakości, niepotrzebną na rynku, to po prostu nie znajdą na nią chętnych. – podsumowuje Lubaś.

To twarde prawa ekonomii, które często dla społeczników okazują się zabójcze. Wiele z energicznie startujących przedsiębiorstw, szybko upada. Wspomniany „Ozyrys” prowadzi katalog spółdzielni socjalnych, pozwalający za pomocą strony internetowej sprawdzić, ile takich podmiotów działa Polsce. Dla przykładu – w województwie lubelskim ich liczba wynosi 52.

Maciej Lubaś podaje jednak inne dane:

Nasza baza z subregionu lubelsko-bialskiego liczy czternaście podmiotów, jednak gdy podejmujemy próbę kontaktu – dostajemy dziesięć sygnałów, że dana organizacja pod takim adresem nie funkcjonuje. Pozostałe cztery spółdzielnie otrzymują nasze informacje. Zazwyczaj tylko dwie z nich na nie odpowiadają.

Czy da się sprawdzić, ile rzeczywiście spółdzielni socjalnych działa w jakimś regionie? Każde z dostępnych i uaktualnianych źródeł podaje inne dane, a różnice wahają się od kilku do kilkudziesięciu podmiotów.

Na pytanie skąd bierze się taka sytuacja, odpowiada Lubaś:

Trudno ustalić konkretną liczbę, ponieważ zdarza się, że przedsiębiorstwa społeczne nie są wyrejestrowywane. Funkcjonują zatem na papierze, w bazach danych, a realnie nie działają. Spółdzielnia socjalna w ciągu pierwszych trzech lat działalności musi poddać się lustracji, czyli sprawdzeniu legalności gospodarności i rzetelności działania. Taka lustracja kosztuje od 3 do 7 tysięcy złotych, a spółdzielni często na nią nie stać. A nie można rozwiązać organizacji, nie poddając się lustracji.

Istnienie organizacji-widm to zjawisko niepokojące, obnażające smutną prawdę – statystyki zdają się być imponujące, jednak nie przekładają się na rzeczywistość.

Równocześnie jednak można podać przykłady spółdzielni, które doskonale wykorzystały zarówno ludzki jak i lokalny potencjał – nie tylko udało im się utrzymać działalność, ale też ją rozwijać. Wielokrotnie tu przywoływany „Progres” nadal współpracuje z Bialconem, ale zyskał autonomiczną siedzibę i właśnie otworzył sklep internetowy, w którym sprzedaje rękodzieło.

Należy on do grona spółdzielni stopniowo projektujących swoją przyszłość, zważających na zapotrzebowanie i konkurencję, podnoszących jakość swoich działań, biorących udział w programach i szukających wsparcia. Takie przedsiębiorstwa zrzeszają się, by wymieniać się doświadczeniami, co prowadzi do wzrostu jakości prowadzonych przez nie działań. Miejmy nadzieję, że w przyszłości wszystkie podejmowane teraz kroki spowodują poprawę sytuacji – upadające przedsiębiorstwa społeczne będą stanowiły tylko nieliczny odsetek tych, którym się udało.

Budujący jest też fakt, że konsumenci stopniowo zyskują większą świadomość – wybierają produkty nie tylko za ich jakość i cenę, ale mają też na uwadze postawę producenta i coraz częściej kierują się społeczną odpowiedzialnością.

Katarzyna Krzywicka

Linki:

Stowarzyszenie na rzecz integracji społecznej „Modrzew” http://www.modrzew.org/

Blog Waldemara Żbika „Spółdzielnia Socjalna w Praktyce”http://spoldzielniasocjalnawpraktyce.pl/

Ogólnopolski Związek Rewizyjny Spółdzielni Socjalnych http://ozrss.pl/

______________________________

1 Szczegółowe informacje na temat osób uznawanych za wykluczone społecznie podaję za stroną poświęconą ekonomii społecznej: www.ekonomiaspołeczna.pl

  • osoby bezrobotne w rozumieniu ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy,
  • osoby, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 1-4, 6, 7 ustawy o zatrudnieniu socjalnym, czyli:
  • bezdomni realizujący indywidualny program wychodzenia z bezdomności, w rozumieniu przepisów o pomocy społecznej,
  • uzależnieni od alkoholu, po zakończeniu programu psychoterapii w zakładzie lecznictwa odwykowego,
  • uzależnieni od narkotyków lub innych środków odurzających, po zakończeniu programu terapeutycznego w zakładzie opieki zdrowotnej,
  • chorzy psychicznie, w rozumieniu przepisów o ochronie zdrowia psychicznego,
  • zwalniani z zakładów karnych, mający trudności w integracji ze środowiskiem, w rozumieniu przepisów o pomocy społecznej,
  • uchodźcy realizujący indywidualny program integracji, w rozumieniu przepisów o pomocy społecznej,
  • którzy podlegają wykluczeniu społecznemu i ze względu na swoja sytuacje? życiową nie są w stanie własnym staraniem zaspokoić swoich podstawowych potrzeb życiowych i znajdują się w sytuacji powodującej ubóstwo oraz uniemożliwiającej lub ograniczającej uczestnictwo w życiu zawodowym, społecznym i rodzinnym
  • osoby niepełnosprawne w rozumieniu ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych.