Strona główna/Czy jest miejsce na teatr w szkole? Doświadczenie edukacji teatralnej w liceum

Czy jest miejsce na teatr w szkole? Doświadczenie edukacji teatralnej w liceum

Dochodzi ósma. W jednej z warszawskich szkół trwają już lekcje. Pierwszy dzwonek rozlega się tu o 7.30. Zaczynają się zajęcia teatralne. Do niewielkiej salki powoli docierają zaspani uczniowie. Tylko połowa klasy, bo teatr dzieli swój czas z językiem obcym: gdy jedna grupa szykuje się do teatralnej rozgrzewki, druga w innej sali mierzy się z kartkówką ze słówek. Na „teatralnych” kilkoro uczniów dopisuje ostatnie zdanie w niedokończonej pracy domowej z matematyki z nadzieją, że może jednak ktoś pozwoli im na tej lekcji nadrobić zaległości. Zaspani, zaniepokojeni perspektywą długiego dnia pełnego sprawdzianów, z trudem rozpoczynają działania. Z ustawowych 45 minut zostaje nam niecałe pół godziny na teatralną pracę. Szybko przechodzimy do konkretów. Niestety, zanim jeszcze porządnie wszyscy przełamią się w aktywności, rozlega się dzwonek. Absolutnie nie możemy przeciągnąć zajęć. 5 minut na wyjście, przejście na drugą stronę szkoły. Kolejna lekcja.

Tak mniej więcej wyglądają typowe praktyczne warsztaty teatralne w liceum ogólnokształcącym, w którym od niecałych dwóch lat pracuję jako nauczyciel. Trudności, jakie tu napotykam, prowokują do zadania pytania: czy nowoczesna edukacja teatralna może znaleźć swoje miejsce w tradycyjnych strukturach szkoły, wchodząc do stałego programu nauczania?

Klasy o profilu teatralnym mają w warszawskich liceach długoletnią tradycję, istnieją między innymi w Liceum im. Jana Kochanowskiego, Juliusza Słowackiego czy Tadeusza Czackiego. Oddziały te są zazwyczaj efektem programów autorskich uczących w tych szkołach nauczycieli, nierzadko wielkich miłośników i entuzjastów teatralnych, którzy próbują swoją pasją zarazić kolejne pokolenia. Przez lata wypracowali oni swoje metody i scenariusze, łącząc często teorię z praktyką, uzupełniając program zajęć języka polskiego o elementy wiedzy o teatrze, warsztat krytyka czy też pracę nad samodzielną realizacją sceniczną. Klasy te mają swoją renomę i sukcesy edukacyjne. Pozostawały ewenementami w środowisku szkół warszawskich. Do czasu nowej reformy programowej, która weszła w życie we wrześniu 2012 roku i ma za zadanie wprowadzić elementy wychowania artystycznego we wszystkich liceach. To nie to samo, co program autorski. Lekcje teatralne są tym razem osobną cząstką, którą szkoły dodają do oferty zajęć obowiązkowych dla uczniów. Model ten przypomina nieco system edukacji rozwijany w krajach anglosaskich, gdzie młodzi ludzie sami kompilują swoje programy, wybierając zajęcia zgodnie z zainteresowaniami.

Zajęcia teatralne w każdej szkole to olbrzymie możliwości nawiązania współpracy z animatorami i edukatorami spoza szkoły. Dają też nowe pole do rozwoju dla ambitnych nauczycieli, mających ochotę poszerzać swoje lekcje o praktyczne działania. Niestety, nie wszyscy nauczyciele czują się na to gotowi, a wciąż istnieje niewiele ośrodków, w których mogliby przechodzić profesjonalne przygotowanie z zakresu nowoczesnej edukacji artystycznej. Dlatego pesymiści uważają, że odgórne rozszerzanie programu o praktykę artystyczną stanie się w części szkół jedynie fikcją, zatrzymując się na miernej jakości lub zamieniając się w kolejną godzinę przeznaczaną na zwykłe lekcje języka polskiego lub WOS-u, których przecież nigdy nie jest za dużo.

Dla wielu osób sens funkcjonowania teatru w szkole zamyka się w umilaniu ważniejszych uroczystości. Trudno może to sobie wyobrazić, ale w niektórych liceach wciąż realizuje się okazyjne apele zachowujące od lat stałą strukturę. Do zadań nauczyciela teatru należy więc stworzenie scenariusza takich ogólnoklasowych spotkań z krótkim występem artystycznym jako wisienką na torcie. Ów występ nie może być jednak zbyt wyszukany. Powinny dominować prostota i humor. Taki niespełna piętnastominutowy efekt pracy całkowicie satysfakcjonuje wszystkich oglądających. Wydaje się wręcz, że cały sens prowadzenia zajęć teatralnych sprowadza się do realizacji tych drobnych form, które nijak się mają do tego, co nowoczesna edukacja teatralna może dać nie tylko uczestnikowi, ale też potencjalnym widzom rezultatów takich działań.

Szkoła jest środowiskiem hermetycznym. Wytwarza swój własny mikroklimat, w którym często trudno wprowadzić świeże spojrzenie na utarte mechanizmy. Wielu nauczycieli wciąż nie traktuje teatru jako ciekawego medium do mówienia o świecie. Nie widzi w nim narzędzia, które przekazane w ręce ucznia, staje się środkiem jego oryginalnej, osobistej wypowiedzi. Co najwyżej może być sposobem na prezentację talentów uzdolnionej młodzieży. Bardzo często spotykałem się z prośbą o udział w pokazie tylko ładnie i głośno mówiących uczniów. Również mało czytelna dla nauczycieli jest idea zbiorowego, kolektywnego autorstwa pracy artystycznej. Nieraz dziękowano mi gorąco za przygotowanie projektu, który w rzeczywistości był w całości efektem wcześniejszej pracy warsztatowej całej grupy, rezultatem fantastycznej improwizacji młodzieży. Po tym zapewnieniu najczęściej nauczyciele mrugali okiem i dodawali z uśmiechem: „No nie, ale przecież powiedziałeś im, co mają mówić i robić. Nie ma co się wstydzić, ładnie Ci to wyszło.”

Konfrontacja ze stereotypem teatru jako prostej i łatwej rozrywki odbywa się również przy pierwszym spotkaniu z uczniami. Na ich wyobrażenia składają się wspomnienia z dzieciństwa i nudne inscenizacje szkolnych lektur. Rzadko przyznają się do kontaktu ze współczesnym teatrem, natomiast pewnym kultem otaczają teatry muzyczne i olbrzymie realizacje musicalowe. Często dla uczniów impulsem, by wybrać klasę teatralną, bywa chęć zostania aktorem lub aktorką, by grać w popularnych serialach i filmowych hitach. Uczniowie na zajęciach teatralnych chcą „trochę sobie pograć”. I może jeszcze nauczyć się, jak radzić sobie w stresujących sytuacjach. Nie traktują z początku teatru jako przestrzeni twórczego wyżycia się. Często nie czują się gotowi na pracę warsztatową, opierają eksperymentom, a wręcz proszą o przyniesienie im gotowych scenariuszy do realizacji.

Kolejnym wyzwaniem dla pedagoga teatru w szkole jest sama jej struktura. System oparty o sztywny rozkład dzwonków, infrastruktura, środowisko. To wszystko sprawia, że szkoła zamyka się we własnym świecie. Mojej grupie zdarzyło się działać w salach, w których z trudem przesuwaliśmy ciężkie ławki przeznaczone do chemicznych eksperymentów. W niewielu szkołach istnieją sale kondycyjne, gdzie można swobodnie się ruszać. Pozostają wielkie sale gimnastyczne, ulubione miejsca wszystkich apeli – w trakcie codziennych lekcji są jednak zajęte przez nauczycieli w-f. Oceny, lista obecności, dzwonki, ustanowiony z góry system hierarchiczny (w ramach którego trzeba używać tradycyjnego tytułu „profesorskiego” w kontakcie z nauczycielem) praktycznie uniemożliwiają realizację warsztatów w duchu nowoczesnej pedagogiki teatru. Uczniowie wtłoczeni w wir norm, zwyczajnie nie są w stanie się z niego wyrwać. Wybudowanie nowej jakości w obrębie tego świata sprawia ogromną trudność. „Nie chce nam się niczego zaczynać. Zniechęca nas to, że mamy tak mało czasu” – powiedział w trakcie lekcji jeden z moich uczniów. Przypomniał następnie sytuację warsztatów, które mieliśmy na wyjeździe integracyjnym. „Tam żyliśmy tym teatrem non-stop. Tu mamy tylko jedną godzinę, trudno się tym cieszyć.”

W trakcie jednego ze szkolnych przedsięwzięć zdecydowałem się na pewien eksperyment: część prób przeniosłem poza szkołę, zajmując uczniom czas wolny. Z początku pomysł wywołał niechęć. „Po co to robimy? Przecież nikt nie przyjdzie, jeśli nie musi.” Zorganizowaliśmy otwartą próbę na jednym z warszawskich squatów. Celowo wybrałem miejsce odległe od szkolnych realiów. Pierwszą reakcją uczestników był szok, potem niedowierzanie, a na końcu – wielkie zdziwienie. Bo na pokaz przybyło wiele osób zainteresowanych naszymi działaniami: mieszkańcy squatu, dzieci z okolicznych kamienic, członkowie zaprzyjaźnionych grup teatralnych, przyjaciele. Próba na zewnątrz szkoły okazała się niezwykłym sukcesem. „Czy będziemy mogli tam jeszcze wrócić? To było poruszające. Chciałabym spotkać raz jeszcze tych wszystkich ludzi.” – powiedziała mi po czasie jedna z uczestniczek eksperymentu. Wróciliśmy na squat jeszcze kilka razy, realizując między innymi projekt „Podaj dalej*.”

Praca ta zmieniła jakość naszych działań w samej szkole. Zajęcia teatralne odkleiły się od szkolnego kontekstu. Stały się dla uczestniczącej w nich grupy czymś istotnym i na tyle ważnym, że warto było dla tego doświadczenia poświęcać więcej czasu. Teatr przestał być stereotypem teatru. Z nie do końca zrozumiałej pracy stał się środkiem do konkretnego celu, którym była sama idea spotykania się i wspólnego działania. Kluczowe w tym przypadku było doświadczenie „własnego miejsca” – bezpiecznej przestrzeni kreacji. Squat zadziałał jak antystruktura, opozycja do pewnej hierarchii i ładu. Nie oznacza to, że prowokował do jawnego buntu. Stał się raczej inspiracją do aktywności.

Ograniczenia i trudności, na które pedagodzy teatru napotykają podczas pracy w liceum, mogą powodować zniechęcenie i efekt szybkiego wypalenia. Zmiana szkolnych zwyczajów może zakończyć się klęską. Zamiast zmieniać porządek, można próbować kreować w ramach szkolnej rzeczywistości alternatywne struktury. Podobnie jak w teatralnej improwizacji, gra z zastałymi zasadami może być czymś, co pobudzi naszą kreatywność. Jednym z warunków powodzenia takich działań jest z całą pewnością włączenie do tego świata całej szkoły: z innymi nauczycielami, administracją i rodzicami włącznie. Taki idealny projekt wychowania teatralnego mógłby skupiać się nie tylko na artystycznych produktach, ale na budowaniu pewnej sieci nowych relacji, które przecięłyby różne dziedziny szkolnego świata w poprzek, ustanawiając przestrzeń niezwykłego spotkania. W dzisiejszej sytuacji nie należy to do prostych zadań, ale jest warte wysiłku. Zmiany zachodzące w programach w ramach nowej reformy wywołują strach i niepewność. Szkoły i nauczyciele okopują się. Jednak dobre wykorzystanie potencjału działań artystycznych może zaowocować fantastycznym otwarciem się na uczniów wewnątrz i stworzeniem przestrzeni, do której każdy będzie chciał wracać.



*Projekt „Podaj dalej” był realizowany przez Stowarzyszenie Sztuka Nowa w 2012 roku w Warszawie. Jego głównym założeniem była wymiana technik między młodymi grupami pracującymi z animatorami z różnych, warszawskich instytucji. Działaniami na squacie Przychodnia zajmowało się Stowarzyszenie Pedagogów Teatru i członkowie kolektywu Performeria Warszawy. Więcej informacji na temat projektu można znaleźć na stronie www.podajdalej.waw.pl

Sebastian Świąder