Strona główna/DALEKI WSCHÓD. Bronisław Piłsudski, starszy brat…. Ajnów

DALEKI WSCHÓD. Bronisław Piłsudski, starszy brat…. Ajnów

HISTORIA. Bronisław Piłsudski, starszy brat…. Ajnów
Marta Panas-Goworska, Andrzej Goworski

W 2018 roku – w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości – minął wiek od śmierci Bronisława Piłsudskiego. Łączył on dwa światy – europejską cywilizację z kulturami ludów pierwotnych Dalekiego Wschodu. Stał się obrońcą i stronnikiem uciśnionych na Sachalinie, sam będąc katorżnikiem, który cudem wywinął się od stryczka. Kim był najstarszy z braci Piłsudskich i czy dziś można jeszcze coś nowego dodać do tej epopei polskiego etnografa?

Uczta pana lasu [1]

Niedźwiedź wyskoczył z zagrody, uniósł się na tylnych łapach i zaryczał, ukazując opiłowane kły. Mężczyźni stojący po okręgu pociągnęli za skórzane taśmy, którymi był spętany. Poddał się mocy ludzkich rąk, ale bynajmniej nie dał za wygraną. Pasy znów zatrzeszczały, a wierzgnięcia opanowano ostatkiem sił; pod niebo wzbiły się tumany kurzu. Nieudane natarcie skontrowano i zwierz opadł. Na tę chwilę czekało kilkunastu młodzieńców odzianych w wielowarstwowe, wytrzymałe niczym zbroja kimona. Pierwszy skoczył mu na kark, drugi naparł od tyłu z drągiem. Za nimi ruszyli następni i kłodami docisnęli łapy. Przygwożdżony niedźwiedź zdawał się zbierać siły i nie reagował, gdy jakieś ręce oplotły go kilkukrotnie pasem z woreczkami, a do uszu przyszyto długie, wykonane z wiórów łańcuchy. Z dachów pobliskich jurt pokrzykiwali starcy, doradzając, co czynić i jeden z nich dostrzegł przypływ mocy pana lasu. Gdyby wyswobodził kark, nikogo nie uratowałaby gruba tkanina, należało więc wzmóc nacisk, po czym jednocześnie odskoczyć. Na dany znak z ogłuszającym krzykiem wszyscy rozbiegli się i na placu pozostał wielki ryczący zwierz. Oprócz rzemieni był teraz owinięty zdobnymi mieszkami z jedzeniem, a z uszu zwisały mu rytualne ozdoby. Nadszedł czas na przemowę. Starzec pełniący funkcję mistrza ceremonii mówił o kobiecie, która karmiła niedźwiedziego oseska własną piersią oraz o czasie, gdy dorastał pod czujnym okiem całej wioski. Teraz zaś nastał dzień pożegnania. Dla „przyjemności” niedźwiedzia przygotowano inau, czyli różnej długości żerdzie, zakończone na górze łańcuchami, a na ścianach jurt porozwieszano miecze. „Mój boski wnuku” – starzec zwrócił się do rozjuszonego zwierza – będziesz wędrować na wschód, w przeciwną stronę niż duchy zmarłych, dotrzesz do swej „matki-staruszki” i na przyszły rok przyślesz nam niedźwiedziego malca, by u nas wzrastał. Odłożył inau i zaczął przechadzać się wśród zgromadzonych, zaglądając mężczyznom w oczy. W końcu zatrzymał się przy barczystym dwudziestolatku, który zarumienił się i uczynił gest, jakby chciał się wycofać. Nie trafić w serce czy też powtarzać strzał jest nie tylko hańbą, ale i złą wróżbą dla całej wsi oraz gości przybyłych z odległych osad. Nie można było jednak odmówić i wybrańcowi wręczono łuk z białej, drzewiastej trzmieliny, a kilku przedstawicieli starszyzny pałeczkami zaczęło wskazywać miejsce na piersi niedźwiedzia, gdzie kołatało wielkie serce. Napięcie rosło, stojący w okręgu mężczyźni okrzykami pragnęli wesprzeć łucznika i nikt nie zauważył, jak po cichu poza plac usunęły się kobiety z dziećmi. Młodzieniec naciągnął cięciwę, wyczekał, aż wskażą mu jeszcze raz owo miejsce. Trafił bezbłędnie. Zwierz łapą chwycił za promień strzały, ułamał go, a z rany buchnęła ciemno-, a po chwili jasnoczerwona krew. Miotał się trzymany na uprzęży i nagle runął. Gdy konwulsje ustały, starcy ułożyli cielsko tak, aby nie zastygło w wykrzywionej pozie. „Koło głowy niedźwiedzia ustawiono w misach i talerzach jedzenie i sake – zapisał nucia ariki, czyli w języku Ajnów biały człowiek – Dookoła porozsiadali się starzy, a dalej reszta gości. Miała nastąpić uczta, którą urządzał już niedźwiedź, a nie gospodarz.”
Piłsudski.

Bronisław Piłsudski

Ani okolicznościowe znaczki pocztowe, ani wybite w dziewięćdziesiątą rocznicę śmierci monety nie przyczyniły się do dostatecznego rozpropagowania dokonań najstarszego z braci Piłsudskich. Urodzony w 1866 roku Bronisław pozostaje w Polsce jednym z rodzeństwa sławnego Józefa i dopiero w dalszej kolejności kojarzony jest z wybitnym naukowcem. Prymat marszałka widoczny jest też w Niemczech czy europejskiej części Rosji, ale już na Dalekim Wschodzie nazwisko Piłsudski jednoznacznie wiąże się z etnografem. Jak to się stało, że na Sachalinie powołano instytut zajmujący się pielęgnacją jego dziedzictwa, zaś w Japonii dzieci śpiewają o nim piosenki, a licealiści na lekcjach omawiają dokonania? Sława, jaką cieszy się na wschodnich rubieżach Azji, jest efektem prowadzonych przez niego badań. Większość z nich realizowana była na zlecenie i pierwsze zamówienie przyszło około 1894 roku od wojskowego gubernatora Sachalinu. Tworzono wówczas lokalne muzeum etnograficzne i generał-major Władimir Mierkazin zwrócił się do Bronisława Piłsudskiego z prośbą o zebranie kolekcji. Ten zgromadził przedmioty codziennego użytku, charakterystyczne dla zamieszkujących wyspę autochtonów i przekazał do Aleksandrowska, pełniącego w owym czasie funkcję centrum administracyjnego. Od 1898 roku Polak przebywał we Władywostoku, gdzie zajmował się opracowywaniem zgromadzonych materiałów. Wtedy też powstały teksty językoznawcze, szkice rozwiązań prawnych, mających polepszyć życie lokalnych plemion, a nawet rozprawy meteorologiczne. Około 1902 roku decydenci z petersburskiej akademii nauk zaproponowali Piłsudskiemu udział w wyprawie na Sachalin i pobliską wyspę Hokkaido, której celem miało być zebranie materiałów folklorystycznych dotyczących ludu Ajnu. Owa ekspedycja trwała z przerwami trzy lata i miała niewątpliwie duże znaczenie dla zleceniodawców, bowiem wyposażono Polaka nie tylko w aparat fotograficzny, ale też w sprowadzony specjalnie dla niego fonograf umożliwiający dźwiękową dokumentację i na stu woskowych wałkach Piłsudski zapisał pieśni związane z życiem rdzennych plemion. Pracował również nad stworzeniem słowników i powstał wówczas zbiór ponad dziesięciu tysięcy słów języka Ajnów i nieco skromniejsze zestawienia dla Gilaków, Oroków i Mangunów. Za te działania badacza odznaczono małym srebrnym medalem rosyjskiego towarzystwa geograficznego i można przypuszczać, że rychło otrzymałby i znaczniejsze nagrody. Zbliżały się jednak zmiany i u progu wojny rosyjsko-japońskiej powierzono mu jeszcze przygotowanie materiałów do tworzonej w imperium „ustawy o tubylcach”. Z prośbą o wykonanie tej pracy ponownie zwrócił się do niego sam gubernator Sachalinu i zadeklarował, że przysługiwać mu będzie „rządowa lokomocja konna i […] pełne bezpieczeństwo i ochrona” [2]. Polak przyjął to zlecenie i niebawem powstał Projekt zasad bytu i zarządzania Ajnami z krótkimi komentarzami do poszczególnych punktów. I choć działania wojenne uniemożliwiły jego wdrożenie – wyspa przeszła pod jurysdykcję Japonii – to w późniejszych latach zarówno carskie, jak i radzieckie władze obficie korzystały z przygotowanego dokumentu. Wiedziano bowiem, że nikt, tak jak Bronisław Piłsudski, nie poznał specyfiki rdzennych ludów Sachalinu, ciesząc się wśród nich nie tylko mianem nucia ariki, ale i akan oraz jupi, czyli „starszego brata” i bynajmniej nie była to aluzja do Józefa.

Uroda życia

Co musiało się wydarzyć, żeby do pozbawionego wszelkich praw skazańca carski generał słał listy rozpoczynające się od słów „Łaskawy Panie Bronisławie Osipowiczu!”? Przyczyn tej nieformalnej rehabilitacji należałoby doszukiwać się w indywidualnych przymiotach Polaka, gdyż droga, jaką przebył, była podobna do tej, którą szli inni więźniowie polityczni. Jeszcze w czasach wileńskich Bronisław zaangażował się w działalność niepodległościową, za co relegowano go ze szkoły. Nie mogąc kontynuować edukacji, udał się do Petersburga, gdzie zezwolono, aby wstąpił na studia. Nie zaniechał jednak spiskowania i przyłączył się do działaczy Narodnej Woli. Został dopuszczony do wąskiego koła terrorystów i rozpoczął współpracę z bratem Lenina, Aleksandrem Uljanowem. Ów trzydziestolatek, z wykształcenia przyrodnik (na trzecim roku otrzymał złoty medal za pracę o pijawkach), planował zamach na Aleksandra III i znalazł w Bronisławie towarzysza; niektórzy z historyków uważają, że Piłsudski nie był zaangażowany w ten akt terroru, choć teza ta wydaje się mało prawdopodobna. Carobójstwo zaplanowano na 1 (wg starego stylu) marca 1887 roku, czyli dokładnie w szóstą rocznicę zrealizowanego przez Polaka, Ignacego Hryniewieckiego, udanego zamachu na Aleksandra II. Tym razem jednak nowi „pierwszomarcowcy” zostali powyłapywani tuż przed podłożeniem bomby. Kary były surowe i oprócz grupy Rosjan, której przewodził Uljanow, na śmierć skazano dwóch Polaków, Józefa Łukaszewicza oraz Bronisława Piłsudskiego. Rykoszetem został trafiony także Józef Piłsudski, który w Wilnie gościł spiskowców za co otrzymał pięć lat zesłania. W przypadku najstarszego z braci zastosowano prawo łaski i ostatecznie zasądzono piętnaście lat katorgi na Sachalinie. Jego ojciec, jak zaświadczają pamiętnikarze, człowiek delikatny, utopista, wykazał się niezwykłym hartem ducha i determinacją, błagając decydentów o dalsze złagodzenie wyroku. I choć nie wpłynął już na zmianę decyzji, pamięć o jego zaangażowaniu pomogła Bronisławowi przetrwać najtrudniejsze chwile, do których niewątpliwie należała podróż na miejsce katorgi. Skazańcy trafiali tam na statku, przez Morze Czarne, Kanał Sueski, Morze Czerwone i dalej wokół Półwyspu Indyjskiego i kierując się na Singapur płynęli wzdłuż brzegów Chin i Japonii. O niedogodnościach tej nawigacji dowiadujemy się nieco z cytowanego już w polskim piśmiennictwie listu, jaki Piłsudski wysłał do ojca 10 lipca 1887 roku z Singapuru. Można jednak podejrzewać, że zataił tam niemało, aby nie pogrążać zrozpaczonego rodzica. Więcej dramatyzmu, a także przemilczanych faktów znajduje się w Urodzie życia Stefana Żeromskiego. Pisarz wielokrotnie spotykał się z Bronisławem Piłsudskim, czyniąc go pierwowzorem powieściowego Gustawa Bezmiana i te literackie wyimki możemy uznać za istotne uzupełnienie biografii:

Łby golone, kajdany, upał straszliwy. My pod pokładem i powietrza ani powąchać! No, cóż? Oczywiście ona – walka. Zbudowałem ja plan, zorganizowałem bunt jak należy. Rzecz była zrobiona niegłupio. Wypadliśmy w jednej chwili, straż w powrozy, wyważyliśmy drzwi, na pokład. Oficerów i komendanta w postronki. […] Nadbiegły marynarze, pokonały. Z powrotem pod pokład. Przeprowadzili rury do kotłów parowych do naszych nor i zapowiedzieli, że za najlżejszym objawem buntu drzwi zaprą i parą nas jak robactwo w naszych kaźniach wypalą. Trzeba było pazury schować i milczeć [3].

Amor vincit omnia

To jednak nie cechy przywódcze, wytrzymałość na skrajnie ciężkie warunki bytowania czy w końcu intelekt uczyniły z Bronisława Piłsudskiego światowej sławy etnografa. Choć niezwykle ważne, ustępowały czemuś, co rzucało się w oczy już przy pierwszym kontakcie. Iwan Juwaczow, katorżnik tworzący pod pseudonimem Mirolubow, zapisał o Polaku:

Od początku wyróżniał się od ogółu więźniów nie tylko wykształceniem, lecz również tym, że miał dobre serce, był bardziej sentymentalny i wśród więźniów cieszył się największą sympatią [4].

Piłsudski miał również dużo szczęścia, gdyż pierwsza lata jego pobytu na dalekowschodniej wyspie przypadły na okres rządów wspomnianego już Mierkazina. Ów wojskowy gubernator – co zdaje się umknęło uwadze polskich historyków – musiał być stosunkowo łagodny dla więźniów i jak wynika z rosyjskich statystyk przez piętnaście lat nie podpisał ani jednej kary śmierci. Podejście administratora przekładało się na działania pomniejszych urzędników, od których już bezpośrednio zależał los zesłańców. Bywało jednak, że lokalni kacykowie posuwali się do okrucieństw i w 1891 roku na południu Sachalinu zginęło stu budowniczych drogi. Piłsudski z niejakim Perłaszkiewiczem, którego opisał w Wyspie Sachalin Anton Czechow, podjęli śledztwo i opublikowali artykuł, mający na celu wyjaśnienie krwawych zajść. Mimo ewidentnych dowodów na winę carskiej administracji, sprawę zamieciono pod dywan. Acz oczywistym jest, że nie od razu Polak mógł zająć się publicystyką czy pracami dydaktycznymi oraz naukowymi. Tuż po przybyciu na Sachalin został odesłany w głąb wyspy, gdzie pracował przy wyrębie lasu, a później jako cieśla, aby na dłużej trafić do więziennej kancelarii. Tam doceniono jego talent pedagogiczny – zaczął bowiem uczyć dzieci rosyjskich urzędników – i stopniowo odsuwano go od ciężkich robót fizycznych. Mając więcej swobody Piłsudski zainteresował się losami autochtonów. „Marząc stale o powrocie do Ojczyzny starałem się w miarę możliwości pozbyć uciążliwej świadomości, że jestem wygnańcem – zapisał we wspomnieniach – i […] dlatego odczuwałem naturalną skłonność do tubylców Sachalinu”[5]. Wystarczył przyjazny gest, nieznaczna pomoc medyczna, a gdy poznał już języki, pośrednictwo między nimi a Rosjanami, aby został dopuszczony do lokalnych wspólnot, stając się jednym z pierwszych Europejczyków wprowadzonych do świata ludów wyspy.

Szczery śmiech bawiących się dzieci, łzy wzruszenia w oczach dobrych kobiet, uśmiech wdzięczności na twarzy chorego, okrzyki uznania lub poklepywanie po ramieniu na znak, że jest przyjemnie – w memuarach tłumaczył się z olbrzymich pokładów empatii, będącej owym sekretem jego osoby – to był balsam, który zmniejszał ciężar mojego losu”[6].

Można podejrzewać, że podjęcie się przez Polaka roli tłumacza, było na rękę także Rosjanom, którzy szukali rozwiązań umożliwiających jak najsprawniejsze zarządzanie. Tu jednak musiał zarysować się konflikt między administracją a jednostką, gdyż cele monarszych plenipotentów – upraszczając – można by określić mianem kolonialnego wyzysku, zaś Piłsudski pragnął budować szkoły, chronić, leczyć oraz aktywizować społecznie.

Milczenie drzew

Na pytanie, dlaczego rosyjska administracja tolerowała poczynania Piłsudskiego, trudno o jednoznaczną odpowiedź. Około 1891 roku Polak poznał przebywającego na sachalińskiej katordze Lwa Sternberga, który zajmował się zawodowo etnografią i dzięki niemu zaznajomił się z teorią oraz techniką prac folklorysty. Urodzony w Żytomierzu badacz i rewolucjonista był już znany w kręgach akademii i pod koniec lat dziewięćdziesiątych wrócił do Petersburga otoczony nimbem wielkiego naukowca. Mógł wówczas wesprzeć pozostałego na Dalekim Wschodzie kolegę, choć wciąż pozostaje niejasne, kto i dlaczego protegował Piłsudskiego wcześniej. Tępi żołdacy nie byliby do tego zdolni i można podejrzewać, że taką osobą stał się gubernator lub ktoś z jego najbliższego toczenia, ale nie odnaleziono dokumentów, które by to potwierdzały. Pobyt na Sachalinie de facto przestał być katorgą i Polak mógł oddać się pasjom naukowym i społecznym. Zesłanie dobiegło końca i Piłsudski przez Japonię udał się do Polski, ale tu jego historia jakby skarlała. Borykał się – co było typowe dla tych, którzy całą energię wykorzystali na walkę o przetrwanie na katordze – z problemami psychicznymi i niczym starszy o trzy dekady geolog i zesłaniec Aleksander Czekanowski, po okresach euforii popadał w depresję. Przebył burzliwy i raczej nieudany związek z młodzieńczą sympatią Marią Żarnowską de domo Baniewicz, nawiązał też znajomości z wybitnymi myślicielami i artystami epoki, ale nie udało mu się zagrzać miejsca w kraju. Ruszył na Zachód i tam zwiedzał muzea etnograficzne, a w Paryżu popularyzował wiedzę o mieszkańcach Dalekiego Wschodu. W swych odczytach postulował stopniowe włączenie ludów pierwotnych do szeroko rozumianej kultury współczesnej, przy zachowaniu ich tradycji i niepowtarzalnej specyfiki. Nie stronił też od polityki i w ostatnich dekadach XX i na początku XXI wieku pojawiły się prace naukowe gloryfikujące jego działania narodowowyzwoleńcze. Wszystko to nie przyćmiło jednak walki o sens egzystencji. W roku odzyskania przez Polskę niepodległości Piłsudski najwyraźniej przeżywał zapaść i 17 maja rzucił się w nurt Sekwany. Kto wie, może nie mógł żyć bez żony oraz syna Sukezo i córki Kio, których pozostawił na Sachalinie. Pamięć o nim, choć niedostatecznie rozpowszechniona, trwa, a dzieła wciąż inspirują kolejne pokolenia badaczy i miłośników historii. Tu jednak trzeba by pokusić się o dwie glosy. Na niwie międzynarodowej ukazują się artykuły, takie jak tekst amerykańskiego profesora Sergieja A. Kana, z „Arctic Antropology”, gdzie mowa jest o „rosyjskim antropologu Bronislawie Pilsudskim”[7]. Należałoby przynajmniej zrównoważyć je publikacjami podkreślającymi polskość badacza. Inaczej akcenty rozkładają się w kraju. Choć niemożliwe jest tu całkowite pominięcie postaci Józefa, warto przypominać, że do więzi braterskich z Bronisławem poczuwali się również przedstawiciele ludów Sachalinu. Przeszłość bowiem – jak zwykli mawiać Ajnowie – „podobnie jak drzewo stoi i milczy”.

Marta Panas-Goworska, Andrzej Goworski

 

Andrzej i Marta Goworscy stanowią małżeński duet pisarski. Interesują się kulturą i historią krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rosji. Są przeświadczeni, że właśnie ta część świata jest najciekawsza ze wszystkich. Publikowali m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Nowej Europie Wschodniej”. Regularnie współpracują z kwartalnikiem literacko-artystycznym „Akcent” i „Kulturą Enter”. Autorzy książek wydanych w PWN: Grażdanin N.N. Życie codzienne w ZSRR, Naukowcy spod czerwonej gwiazdy oraz Naznaczeni przez rewolucję bolszewików (wyd. Editio).

[1]  Poniższy passus – Uczta pana lasu – jest beletryzowaną kompilacją materiałów poświęconych ceremonii iyomante, m.in.: Piłsudski B., Materials for the study of the Ainu language and folklore, Kraków 1912, https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/129983/edition/122113/content?ref=desc (dostęp: 2019.02.26); Piłsudskij B., Fol’klor sachalinskich Ajnow, http://www.icrap.org/Folklor_sachalinskich_Ainov.html (dostęp: 2019.02.26); Bronisław P., Das Bärenfest der Ajnen auf Sachalin, https://www.digi-hub.de/viewer/fulltext/DE-11-001832361/58/ (dostęp: 2019.02.26).[2] Cyt. za: Kuczyński A. (red.), Zesłaniec − etnograf − polityk. Bronisław Piłsudski, Wrocław 2000.[3] Żeromski S., Uroda życia, Gdańsk 2000.[4] Cyt. za: Kuczyński A., Bronisław Piłsudski (1866−1918) zesłaniec i badacz kultury ludów Dalekiego Wschodu, „Niepodległość i Pamięć”, 2015, 50, 7-93.[5] Piłsudski B., Materials for the study of the Ainu language and folklore, Kraków 1912, https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/129983/edition/122113/content?ref=desc (dostęp: 2019.02.26).[6] Cyt. za: Kuczyński A., op. cit.[7] Kan S., Bronislaw Pilsudski’s Scholarly Legacy Rediscovered: Review Essay, „Arctic Anthropology”, 2005, 42, 95-98.

 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Kultura Enter, 2019/01 nr 87
Bronisław i Józef Piłsudscy (1885). Źródło: wikipedia.org.

Bronisław i Józef Piłsudscy (1885). Źródło: wikipedia.org.

Bronisław Piłsudski. Źródło: https://commons.wikimedia.org.

Bronisław Piłsudski. Źródło: https://commons.wikimedia.org.

Ainu z Sachalinu, zdjęcie wykonane przez Bronisława Piłsudskiego w 1905 r. Źródło: wikimepia.org.

Ainu z Sachalinu, zdjęcie wykonane przez Bronisława Piłsudskiego w 1905 r. Źródło: wikimepia.org.

Rytuał z niedźwiedziem w kulturze Ajnów zachowany w Brooklyn Museum (XIX w.). Źródło: en.wikipedia.org.

Rytuał z niedźwiedziem w kulturze Ajnów zachowany w Brooklyn Museum (XIX w.). Źródło: en.wikipedia.org.