Strona główna/Dwa narody w niewoli historii i emocji. Stosunki polsko litewskie w okresie międzywojennym

Dwa narody w niewoli historii i emocji. Stosunki polsko litewskie w okresie międzywojennym

Dekadencja stosunków pomiędzy dwoma historycznymi narodami – Litwinami i Polakami – w okresie międzywojennym zadziwiła dobrą połowę świata. O litewsko-polskich „samarytańskich” marszach po Wilno i wilniuków, o obłudnej ich dyplomacji wiedziała nie tylko Europa, Azja czy Ameryka. Według świadectwa Zigmasa Toliušisa, jednego z najbardziej znanych litewskich działaczy chłopskich w okresie międzywojennym, tragiczną wileńską epopeją ciekawili się i współczuli Litwinom nawet mieszkańcy Afryki Północnej. Algierskich Arabów najbardziej fascynowały odwaga i patriotyczne przemówienia profesora historii Augustinasa Voldemarasa na forum Ligii Narodów w obronie Wilna[1]. Można więc było niby stwierdzić, że oto po 600 latach sen Wielkiego Księcia Gedymina ziścił się: słuch o Wilnie szeroko rozniósł się po całym świecie i zarazem rozsławił narody, które go stworzyły. Tylko czy o takiej sławie śnił Gedymin i czy w pierwszej połowie XX w. choć jeden Europejczyk zazdrościł Wilnu i jego mieszkańcom takiej sławy? Raczej nie. Tak oto, gdy w 1928 r. europejscy dziennikarze zaproponowali przeprowadzenie w Kopenhadze kolejnej rundy rozmów polsko-litewskich dotyczących normalizacji stosunków, rząd tego kraju zaniepokoił się nie na żarty. Duńczycy nie bez podstaw prognozowali, że rozmowy polsko- litewskie jak zawsze będą niekonstruktywne, bezowocne i „Kopenhaga w gazetach będzie przedstawiona jak jakiś potwór”.

W nowoczesnej polskiej historiografii federalistyczne idee, koncepcja „międzymorza” oraz cała polityka wschodnia Józefa Piłsudskiego jest trafnie nazywana „prometeizmem”[2]. Takie podejście jest bardzo ważne, bo wskazuje, że z biegiem czasu polska historiografia bardziej krytycznie ocenia własną historię i stopniowo wyzbywa się międzywojennych kompleksów i stereotypów. Jest więc nadzieja, że ten przykład zachęci także litewskich historyków do wyrzeczenia się martyrologicznego oglądu na własnej historii, zachęci do większego krytycyzmu oraz do konstruktywnego dialogu z polskimi kolegami.

Prometeistyczny zamysł Józefa Piłsudskiego, aby wzmocnić Polskę za pomocą Litwy albo podarować tej pierwszej przynajmniej historyczną stolicę tej drugiej i w ten sposób przywrócić zmodyfikowany „złoty wiek”* Rzeczpospolitej Obojga Narodów, zaowocował długotrwałym i niejednoznacznym konfliktem polsko-litewskim. Polski prometeizm negatywnie wpłynął na międzywojenną Litwę: znacząco zdeformował i zdezorientował jej świadomość polityczną i orientację geopolityczną, w wielu wypadkach przyczynił się do mitologizacji polityki zagranicznej i irracjonalności litewskiej dyplomacji. Zetknąwszy się z subiektywnie szlachetnym, ale obiektywnie groźnym Prometeuszem, Litwa, mówiąc obrazowo, poczuła się w roli bohatera Miguela de Cervantesa – „szlachetnego hidalgo” Don Kichota. Musimy przyznać, że to wyraziste porównanie zostało wymyślone nie przez nas. Chyba najbardziej barwny z naszych międzywojennych dyplomatów, poeta i filozof-mistyk Oskar Władysław Miłosz, przez wiele lat rezydujący w Paryżu i doświadczający izolacji ze strony warszawskich polityków oraz dyplomatów, jeszcze w 1919 r. porównał siebie z bohaterem Cervantesa, uznając się za zobowiązanego do „walki z polskim smokiem” oraz światowymi olbrzymami krzywdzącymi Litwę. Wygląda na to, że to porównanie wypowiedziane przez mówiącego i tworzącego po polsku i francusku, ale myślącego po litewsku dyplomatę, były decydujące: duch don Kichota na długie lata zawładnął litewskimi uczuciami i świadomością polityczną. Po wyprawie „zbuntowanego” polskiego generała Lucjana Żeligowskiego na Wilno, utworzeniu Litwy Środkowej i późniejszej jej aneksji, litewska dyplomacja na całe dwudziestolecie stała się podobna do wędrującego między Zachodem a Wschodem rycerza don Kichota: ideologicznie (narodowo) silnego, prawnie dyskusyjnego, ale słabego fizycznie poszukiwacza międzynarodowej sprawiedliwości. Nieco później, hasło powstałe w Kownie, w tymczasowej stolicy: „My bez Wilna się nie uspokoimy”, stało się charakterystyczną dewizą międzywojennej donkichotowskiej litewskiej dyplomacji.

Warto zauważyć, że genealogia litewskiego donkichotostwa swoimi korzeniami wywodzi się nie tylko z wojowniczo nastawionego polskiego prometeizmu. Pewne cechy donkichotowstwa można zauważyć w samej koncepcji litewskiego państwa narodowego, przede wszystkim, kiedy jest mowa o granicach państwa. Nie zważając na szeroką i głęboką polonizację południowo-wschodnich terenów Litwy[3], większość litewskich działaczy w zasadzie nie wyobrażało i nawet teoretycznie nie modelowało przyszłości swego kraju bez tych terenów[4]. Chociaż było kwestią oczywistą, że etnicznie zróżnicowana historyczna stolica Litwy i jej okolice a priori burzyła koncepcję państwa narodowego i wymagała konstruowania bardziej liberalnego modelu państwa. Nie możemy twierdzić, że Litwinom brakowało wnikliwości i oni tego nie rozumieli. Odwrotnie, dylemat był na tyle oczywisty, że polityczna walka o włączenie Wilna i południowo-wschodnich terenów do państwa litewskiego, była niewyobrażalna bez radykalnej czy umiarkowanej „relituanizacji” tych terenów albo chociażby zatrzymania na nich[5] „polonizacji”. W takich okolicznościach patriotyzm polskiej Wileńszczyzny był nie do przyjęcia dla litewskiego państwa i litewscy działacze walcząc o Wilno liczyli nie tyle na lokalnych mieszkańców, co na polityczne młyny wyimaginowanych wielkich sojuszników, przede wszystkim Rosji i Niemiec.

Charakterystyczne symptomy litewsko-polskiej dyplomacji wyklarowały się jeszcze jesienią 1920 r., zaraz po zajęciu Wilna przez Lucjana Żeligowskiego. 28 października 1920 r. Liga Narodów zaproponowała rozwiązać konflikt za pomocą plebiscytu. Jednak ta propozycja nie odpowiadała ani Kownu, ani Warszawie. Polityczne sympatie etnicznie zróżnicowanej Wileńszczyzny dla obu stron były równaniem z wieloma niewiadomymi. Polska, która już poczuła gorycz przegranej w podobnych plebiscytach w Prusach Wschodnich i na Powiślu, chciała uniknąć jeszcze jednego takiego doświadczenia[6]. Zwłaszcza, że płynące do Warszawy różnymi kanałami informacje z Wileńszczyzny o nastrojach miejscowej ludności, nie były zbyt pocieszające[7]. Władza litewska jeszcze bardziej nie ufała miejscowym mieszkańcom. Litwini z zasady nie chcieli się zgodzić, by o losie ich historycznej stolicy decydowała wola miejscowych mieszkańców. Litewscy politycy nie mieli zaufania nie tylko do miejscowych Polaków, ale również do Żydów i Białorusinów. Ufności we własne siły nie poprawiła nawet tzw. umowa plebiscytowa z dnia 11 listopada 1920 r. z rządem Białoruskiej Republiki Ludowej na uchodźctwie, w której Białorusini zadeklarowali, że podczas plebiscytu będą popierali stanowisko Litwy[8]. Dlatego nawet po podpisaniu umowy litewscy dyplomaci nie zaprzestali poszukiwania sposobów, by uniknąć plebiscytu.

W grudniu 1920 r. Kowno spróbowało znaleźć consensus omnium z Warszawą na drodze bezpośrednich rokowań i w ten sposób zdyscyplinować i subordynować „spolszczone” społeczeństwo etnograficznych litewskich ziem wobec państwa litewskiego za pomocą samej Polski. W tym celu do Warszawy została wysłana specjalna delegacja. Polskiemu rządowi zostało wręczone memorandum z propozycjami uregulowania litewsko-polskich stosunków międzypaństwowych oraz życia Wileńszczyzny. W memorandum tym wskazano, że Litwa ma być uznana za państwo suwerenne w granicach przewidzianych w pokojowej umowie z dnia 12 lipca 1920 r. między Litwą i Rosją. Korekty terytorialne „jak i granica w byłej guberni suwalskiej” miały być ustalone na drodze wzajemnego porozumienia; Litwa oficjalnie zobowiązywała się nie atakować Polski oraz nie pozwalać na używanie swego terytorium na niekorzyść Polski (jest tu jawna aluzja do odrzucenia tajnego, dodatkowego protokołu do pokojowej umowy z dnia 12 lipca 1920 r. między Litwą i Rosją); Litwa gwarantowała Polsce wolny tranzyt do morza oraz nie odrzucała możliwości podpisania innych umów gospodarczych; mieszkającym na Litwie Polakom „gwarantuje się osobistą autonomię, która zapewni im możliwość kulturowego rozwoju”; Litwa zgadzała się na wdrażanie zasad szerokiej autonomii w wewnętrznym życiu państwowym; w miejscowościach z „mieszaną ludnością”, w organach samorządowych oraz w miejscowych placówkach rządowych, język zamieszkałej większości będzie miał równe prawa z językiem państwowym; poza tym Litwa ogłasza pełną polityczną amnestię dla Polaków, którzy naruszyli prawo litewskie, a polskie wojsko wycofuje się z Litwy, oprócz „miejscowych elementów, które są demobilizowane”; po wycofaniu wojsk polskich z Litwy, na tych terenach zostaną ogłoszone wybory do wspólnego Sejmu litewskiego, na takich samych zasadach, jakie obowiązywały podczas wyborów do Sejmu Ustawodawczego; dla zapewnienia przejrzystości wolnych wyborów miała powstać specjalna komisja; Wilno ma być stolicą całej Litwy, w której ma ulokować się Sejm[9].

Niestety, przynajmniej w naszym rozumieniu, dosyć racjonalne i kompromisowe propozycje Kowna, które mogły stać się podstawą do poważnych rozmów i przyszłej umowy, Warszawy nie zaciekawiły. Polska godziła się przekazać Wilno Litwie tylko po zawarciu unii czy federacji między dwoma państwami[10]. Arystokratyczna postawa Warszawy wywołała w Kownie desperację i popchnęła do brawurowego flirtu z bolszewicką Rosją. Nie znalazłszy porozumienia z Polską i nie ufając mieszkańcom Wileńszczyzny, kowieńska dyplomacja zaczęła niszczyć pomysł o plebiscycie, proponowany przez Ligę Narodów, rękoma bolszewickiej Rosji. W okresie pomiędzy grudniem 1920 r. a lutym 1921 r. litewscy politycy i dyplomaci byli częstymi gośćmi w sowieckim przedstawicielstwie w Kownie. Wieczorem 14 stycznia 1921 r. do przedstawicielstwa zawitała cała frakcja socjaldemokratów w Sejmie Ustawodawczym. Rozmowa z sekretarzem przedstawicielstwa –Semionem Arałowem, trwała aż 3 godziny. Działacze litewskiej socjaldemokracji zapewniali rosyjskich dyplomatów, że żadnej unii czy federacji z Polską nigdy stworzą, jeśli tylko będą czuli poparcie Rosji. Socjaldemokraci prosili również, aby w przygotowywanym traktacie pokojowym z Polską Rosja „gwarantowała podstawowe założenia traktatu z dnia 12 lipca 1920 r. i zlikwidowała korytarz Grabskiego, oddzielający Litwę od Rosji[11]”. Jeśli Litwa „(…) zostanie odizolowana od Rosji Radzieckiej i jeśli w wypadku polskiej agresji nie będzie miała możliwości oprzeć się o potężnego sąsiada, to samotna Litwa, niebędąca w stanie odeprzeć Polski własnymi siłami (…), będzie musiała poszukać innych sposobów obrony przed Polakami, albo przystać na niektóre ciężkie polskie żądania[12]” — szukając rosyjskiego poparcia, litewscy socjaldemokraci próbowali szantażować rosyjskich dyplomatów. Takie oświadczenia wywarło wielkie wrażenie na Semionie Arałowie. Raportując Moskwie o spotkaniu, zaznaczył między innymi: „Sądzę, że musimy zwrócić szczególną uwagę na tę sprawę. Musimy dołożyć wszelkich starań, aby korytarz został zlikwidowany, a sprawa Wilna uregulowana. Tylko wtedy, jeśli głośno będziemy domagali się tych spraw, nawet, jeśli nie dadzą realnego rezultatu, Litwa zobaczy, że dołożyliśmy wszelkich starań, aby rozwiązać te problemy po myśli Litwy, to pozwoli im uwierzyć w naszą pomoc (…)[13]”.

Wczuwszy się w rolę klientów 17, 20, 26, 29 stycznia oraz 11, 15, 18 lutego litewscy działacze nadal szukali sowieckiego patronatu. Najbardziej natarczywie Semiona Arałowa atakował ówczesny minister spraw zagranicznych Litwy – dr Juozas Purickis, który namawiał Rosjan do przeciągania rozmów pokojowych z Polską, bo w Wilnie i Grodnie „rośnie niezadowolenie antypolskie” i troszczył się, aby Rosja powołując się na paragraf 4 umowy pokojowej między Litwą a Rosją zaprotestowała na forum Ligi Narodów przeciw próbie wysłania do Wilna misji międzynarodowych obserwatorów plebiscytu i w taki sposób zniszczyła samą ideę plebiscytu[14]. Komentując słowa Juozasa Purickisa, sowiecki dyplomata podkreślił: „Jeśli zaprotestujemy, Litwini będą mogli przez dłuższy czas blokować wysłanie tej misji i zaogniając sytuację, będą mogli osiągnąć zwycięstwo na Zachodzie i na Wileńszczyźnie[15]”.

26 stycznia w raporcie dla kolegium Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych (LKSZ), uogólniając rozmowy z premierem dr Kazisem Griniusem, Juozasem Purickisem, ministrem obrony narodowej płk. Konstantinasem Žukasem, przewodniczącym sejmowej komisji spraw zagranicznych Mykolasem Sleževičiusem, liderem socjaldemokratów Steponasem Kairysem oraz z żydowskim działaczem Šimšonem Rozenbaumem, S. Arałow pisał: „(…) jestem całkowicie przekonany, że Litwa w żadnym wypadku nie wystąpi przeciwko nam, o ile my sami jej do tego nie popchniemy. Purickis zaproponował mi oficjalnie uczestnictwo w litewsko-polskiej konferencji. Sądzę, że to wystarczy, aby wysłać notę protestacyjną w sprawie Żeligowskiego i międzynarodowych wojsk, które mają być wprowadzone na Wileńszczyznę[16]”.

Chęć litewskiego Don Kichota do wymachiwania bolszewicką szabelką nie pozostała niezauważona na Zachodzie. Pod koniec 1920 r., podczas wizyty ministra spraw zagranicznych Juozasa Purickisa w najważniejszych europejskich politycznych stolicach i we władzach Ligi Narodów, jednoznacznie wypomniano mu, że: „(…) całą litewską polityką zagraniczną zarządza (…)” ambasador sowiecki w Kownie Aleksandr Akselrod, a wspiera go przedstawiciel Niemiec Schömberg[17]”. Podobnych zarzutów litewski rząd doczekał się i w samym Kownie. Na przykład francuski dyplomata ubolewał z tego powodu, że Litwa ma bliskie stosunki z bolszewikami, a nawet zawarła z nimi tajny sojusz, to zaś przeszkadza Europie Zachodniej w walce z bolszewikami i w uznaniu Litwy de jure[18]. Poza tym w grudniu 1920 r. jeden z członków litewskiej delegacji przy Lidze Narodów – Tomas Norus-Naruševičius, zaniepokojony, ostrzegał Kowno, że „Liga Narodów podejrzewa, iż Litwa prowadzi podwójną grę, knując jakieś intrygi z bolszewikami (…)[19]”. Oczywiście takie podejrzenia nic dobrego nie wróżyły, wzmacniały tylko sceptycyzm Zachodu i Polski, nieufność wobec polityki Litwy, oddalały uznanie Litwy de jure i stopowały perspektywę rozwiązania kwestii Wilna. Zwłaszcza, że polska dyplomacja cierpliwie tłumaczyła Europie, iż sprzeciwiający się unii litewski separatyzm, jest spowodowany raczej knowaniami Rosji i Niemiec, wymierzonymi w odrodzoną i dążącą do pokoju Polskę, a nie immanentną litewską polityką, dbającą o jej geopolityczne interesy[20].

Gdy sprawy poszły w tym kierunku, 3 marca 1921 r. Liga Narodów zrezygnowała z idei plebiscytu i zaproponowała dwóm zwaśnionym stronom rozmowy bezpośrednie, zobowiązawszy się przy tym pośredniczyć w czasie rozmów[21]. Niestety, okazało się, że pogodzić Prometeusza z Don Kichotem nie jest wcale łatwo. Delegacje obu państw, które przybyły do stolicy Belgii, zachowywały się dosyć wyzywająco i arogancko. Powstaje wrażenie, że momentami strony zastanawiały się nie tyle nad tym, jak racjonalnie rozwiązać problem, co pokładały wszelkie nadzieje w siłach stojących za ich plecami. Warszawa wykorzystywała każdą nadarzającą się okazję, by maksymalnie wykorzystać pomoc i opiekę Francji, która miała europejskie ambicje mocarstwowe[22]. Tymczasem Litwa przybyła do Brukseli z cichą nadzieją, że wkrótce Wielka Brytania odnowi stosunki dyplomatyczne z bolszewicką Rosją i powstanie polityczna oś, która pozwoli na wznowienie brytyjskiego „wiosennego ataku przeciwko Polsce” i odsunie Polaków na wschodzie na ich etniczne tereny[23]. O tym, co będzie po tym, gdy Rosja bolszewicka całą swoją potęgą oprze się o litewskie południowo-wschodnie ziemie, wydaje się, że wtedy nie myślano.

Polska delegacja, którą kierował profesor historii Szymon Aszkenazy, czuła się w Brukseli wystarczająco mocno i swoich planów raczej nie ukrywała. Nie owijając w bawełnę Litwinom oświadczono, że Wilno mogą „odkupić” tylko poprzez unię, federację lub inny równie bliski związek z Polską. Zaznaczono też, że za tę cenę Litwini mogą liczyć tylko na Wilno i być może jeszcze Druskienniki, Roduń oraz Ejszyszki. O Sejnach, Puńsku, Grodnie czy Lidzie poradzono nawet nie marzyć – bo te miasta dla „Wielkiej Polski” mają strategiczne znaczenie i Polska nigdy z nich nie zrezygnuje[24]. Nie napawało Litwinów optymizmem również oświadczenie o statusie polskiej delegacji w Brukseli oraz możliwych wynikach rokowań. Szymon Aszkenazy zaznaczył, że jego delegacja jest jedynie pośrednikiem między stworzoną przez L. Żeligowskiego „Litwą Środkową a Litwą Kowieńską”. Nie ukrywano też wątpliwości, co do szczęśliwego zakończenia rokowań — tę kwestię raczej miała rozwiązać Conseil Supreme[25]. Naprawdę, jednak byłoby błędem myśleć, że polska delegacja przez cały czas zachowywała się tylko brzydko i epigonistycznie. Na przykład, dążąc do nowoczesnej restytucji państwa litewsko-polskiego, Litwinom zaproponowano oddać absolutnie słowiańskie powiaty: Dźwiny i Wilejki, gdzie większość mieszkańców stanowili prawosławni[26]. Mając na uwadze stanowisko Warszawy wobec Puńska i Sejn, taka propozycja była zbyt podobna do faryzeuszowskiego prometeizmu i nic dziwnego, że litewska dyplomacja na nią się nie zgodziła.

Zaproponowana przez polską dyplomację ugoda Litwinom nie odpowiadała. Litewska dyplomacja prześladowana przez polskiego Prometeusza jeszcze bardziej faworyzowała swój obowiązek i powołanie do obrony przed polskim „imperializmem”. Członek litewskiej delegacji w Brukseli – Mykolas Sleževičius, zdołowany polskim stanowiskiem i swymi obowiązkami, w jednym z listów do kolegów z tymczasowej stolicy reflektował: „Tak chcę czym prędzej wrócić do domowej roboty. Ale nic nie zrobisz, trzeba odbyć i tę brukselską katorgę[27]”. A propos, zachowane listy Mykolasa Sleževičiusa z Brukseli do Kowna są bardzo dobrym i autentycznym źródłem dla historyków. W wielu wypadkach odzwierciedlają nie tylko pogląd autora, ale i stanowisko całej litewskiej delegacji. „Rozmowy idą trudno i będą iść jeszcze trudniej, być może nawet zostaną zerwane. Ale jeśli wytrwamy, to jednak zwyciężymy. Znajcie i wszystkich stanowczo zapewniajcie: ani na unię, ani federację, ani na wspólną politykę zagraniczną nie zgodzimy się. Nawet za cenę Wilna żaden z Litwinów swej niepodległości się nie wyrzeknie” — opierając się na autorytecie i wspólnym stanowisku całej delegacji pisał ex-premier[28]. Taka postawa Litwy była wspierana trzema argumentami: 1) ani USA, ani wielkie mocarstwa europejskie, nigdy nie uznają zawojowanych przez Polaków ziem na Wschodzie, które zostały zatwierdzone na mocy traktatu pokojowego między Polską a Rosją Radziecką z 18 marca 1921 r. A jeśli chwilowo i uznają „dopóki w Rosji dominują bolszewicy, to i tak z pewną rezerwą[29]”; 2) „stosunki polsko-rosyjskie zawsze będą takie, że my będziemy mogli, opierając się raz na jednych, raz na drugich, wywalczyć jak najwięcej praw w polityce, gospodarce, a nawet sektorze wojskowym[30]”; 3) Litwie „potrzebna jest obecnie „peredyszka”, dopóki na scenie polityki wschodniej nie pojawi się nowa siła, która pomoże nam pozbyć się bliskości z Polakami i umożliwi swobodne balansowanie między Rosjanami a Polakami w celu utrzymania własnej niepodległości[31]”.

Analizując postawę litewskiej dyplomacji w Brukseli, rzuca się w oczy kilka, mówiąc łagodnie, dziwnych założeń. O ile sprzeciw kowieńskiej dyplomacji wobec unii czy federacji można wytłumaczyć chęcią tworzenia wolnego, narodowego państwa litewskiego, to jak zrozumieć niechęć koordynowania zagranicznej polityki z Polską? Obserwując geopolityczne realia z początku XX w. jest czymś oczywistym, że po ewentualnym zwróceniu Litwie terytoriów zastrzeżonych w pokojowej umowie z Rosją z dnia 12 lipca 1920 r., zagrożenie ze strony imperializmu bolszewickiego tylko wzrastało. Wątpliwe, czy przed tą smutną perspektywą Litwę uratowałaby wymarzona neutralność, którą kowieńska dyplomacja rozumiała bardzo specyficznie – jako permanentne balansowanie między Polską, Rosją i Niemcami. Trudno wyobrazić, aby taka „neutralność” była tolerowana przez Polskę czy Zachodnią Europę, których celem było totalne zablokowanie rozprzestrzeniania się bolszewizmu na Zachód[32]. Notabene z takiej litewskiej „neutralności” i „balansowania” nie raz śmiali się także sowieci. Tak oto wiosną 1922 r. członek kolegium LKSZ Stanisław Ganecki wypowiedział się o litewskich dążeniach politycznych: „Oni chcieliby, abyśmy my ich zawsze popierali, wysyłali broń i amunicję czy wręcz zbrojnie walczyli z Polską o nich i przy tym krzyczą na cały świat, że nie są pod wpływem sowietów[33]”. A więc polityczne myślenie i retoryka litewskiej dyplomacji nie tylko w żaden sposób nie pasowały do demokratycznej i pacyfistycznej polityki europejskiej, ale w pewnych wypadkach dziwiły nawet bolszewicką Rosję.

W zaistniałej sytuacji Liga Narodów oraz zachodnie mocarstwa, które swój polityczny sukces i międzynarodowe gwarancje dla Litwy widziały wyłącznie w kontekście jej strategicznego partnerstwa z Polską i w imię tego partnerstwa były gotowe poświęcić część litewskich narodowych interesów na rzecz Polski, nie mogły zbyt wiele zaproponować. Dyplomaci Ligi Narodów oraz dużych mocarstw w zasadzie zgodzili się ze stanowiskiem Warszawy, że jeśli Litwa chce odzyskać Wilno, powinna „dać coś w zamian” i stworzyć między dwoma krajami jakiś „trwały związek[34]”. W tym celu w 1921 r. przedstawiciel Ligi Narodów przygotował nawet dwa projekty, które miały uregulować konflikt polsko-litewski. Niestety autorowi projektu, belgijskiemu dyplomacie Paulowi Hymansowi i jego zwolennikom, przyszło się gorzko rozczarować. Tego zakątka Europy Wschodniej Lidze Narodów spacyfikować się nie udało. Litwinom oba projekty Paula Hymansa wydawały się zbyt propolskie i dlatego groźne dla narodowej egzystencji, a Polacy w drugim planie Hymansa dopatrzyli się niedopuszczalnego potakiwania Litwinom, co było sprzeczne z ich państwowym interesem.

Najdziwniejsze, że obie strony, dla poparcia swego stanowiska, bez problemu znalazły argumenty i uważały, że mają rację. Tak oto podczas pierwszej konferencji litewskich przedstawicieli zagranicznych, jesienią 1921 r., tłumaczył swoim kolegom stanowisko dyrektor departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Zigmas Žemaitis: „(…) przyjęcie projektu może być groźne nawet dla samej Kowieńszczyzny. Obecnie na Kowieńszczyźnie polski element zaczyna się asymilować, ale po przyjęciu projektu sytuacja Polaków w całej Litwie wzmocni się i ten element stanąłby do agresywnej walki przeciwko nam[35]”. Zigmasa Žemaitisa poparł minister spraw zagranicznych Juozas Purickis oraz wiceminister Petras Klimas. Klimas udowadniał: „W praktyce projekt Hymansa, obecnie niezbyt jasny, wyjaśni się i możliwe, że będzie bardziej negatywny niż sądzimy. Później pozbyć się go będzie można tylko drogą rewolucji. On będzie nas wiązał międzynarodowo i prawnie, i inaczej pozbyć się go nie będziemy mogli (…). Polacy przez wileński kanton będą wywierali dużą presję na całą Litwę, nie żałując na to ani pieniędzy, ani innych środków. Już na samym początku poniżając naszą państwową ideę, zniewolą ją i będą przeszkadzali naszej państwowej i kulturowej pracy[36]”. Bał się poprzeć projekt także przewodniczący delegacji do spraw rozmów z Polakami, minister finansów, przemysłu i gospodarki Ernestas Galvanauskas. Twierdził, że naród litewski oraz polityczne partie, z przyczyn psychologicznych i socjalnych twardo opowiadają się „przeciwko wszelkim bliskim stosunkom z Polakami. Po przyjęciu projektu, na pewno zaczną się rozruchy w kraju, które mogą doprowadzić do całkowitej katastrofy naszej państwowości[37]”.

Wygląda na to, że nie mniej argumentów przeciwko drugiemu planowi Hymansa znaleźli i polscy politycy. Wileńscy polscy konserwatyści uważali, że drugi plan Hymansa nie tylko nie rozwiąże problemu, ale jeszcze bardziej zaostrzy antagonizmy między Litwą i Polską, ponieważ będzie wspierał „lituanizację Litwy Kowieńskiej”. Działacz „krajowców” Mieczysław Jałowiecki udowadniał, że tylko unia z Polską „obroni Litwę Kowieńską od pełnej lituanizacji i udzieli jej politycznej oraz wojskowej pomocy[38]”. Nie widział sensu w drugim projekcie Hymansa słynny i wpływowy prawicowy działacz Stanisław, Cat-Mackiewicz, który był przekonany, że na żadne ustępstwa względem Litwy nie należy się godzić, bo Litwa szukając bezpieczeństwa sama zwróci się do Polski. Co prawda, zapewnienie Litwie bezpieczeństwa rozumiał nieco ten polityk specyficznie. Nacjonalizm przyrównywał do imperializmu i upierał się przy stanowisku, że nacjonalizm i imperializm są dwoma składowymi częściami działań narodowych. Tylko pierwsza „jest obroną narodową” zapobiegająca asymilacji, a druga – „promieniuje narodową siłą” oraz jest „programem atakującym”. Według Stanisława Cata-Mackiewicza, nacjonalistyczną taktykę Polacy mogą stosować w Wielkopolsce, sprzeciwiając się germanizacji, natomiast po odrodzeniu niepodległości „nacjonalistyczna taktyka na Wileńszczyźnie, jest co najmniej szkodliwa”, ponieważ tutaj jest potrzebna „polska kulturowa ekspansja”, która rozszerzyłaby etnograficzne granice Polski[39].

W takich warunkach w zasadzie zrezygnowano z pośrednictwa Ligi Narodów. Kto na tym wygrał, wkrótce się przekonano. Niezwiązana presją i autorytetem wspólnoty międzynarodowej Polska przejęła inicjatywę i na początku 1922 r., po wątpliwych wyborach na „Litwie Środkowej”, anektowała Wileńszczyznę. Chociaż po odrzuceniu pomocy Ligi Narodów taki wynik był do przewidzenia, litewskich polityków działania te doprowadziły do stanu depresji. W rozmowie z tylko co przybyłym do Kowna ambasadorem RSFSR Jakowem Dawtianem, minister spraw zagranicznych Vladas Jurgutis zasmucony rozważał swoją dymisję, natomiast premier Ernestas Galvanauskas otwarcie poskarżył się: „że problem Wilna trafił w ślepy zaułek i jak na razie nie widać żadnego wyjścia[40]”.

Znalazłszy się w ślepym zaułku, litewska dyplomacja nie uniknęła pośpiesznych improwizacji i desperackich kroków. Jak wspomniano wyżej, jeszcze w czasie rokowań w Brukseli wyciągnięto błędny wniosek, że kraje Zachodu nie będą ignorowały interesów swojej byłej sojuszniczki Rosji i nie uznają „zabranych” przez Polskę ziem na Wschodzie. O tej kwestii pisał jeden z liderów rządzącej koalicji Mykolas Sleževičius: „Duże mocarstwa muszą uznać granicę polsko-rosyjską i my będziemy liczyli się tylko z taką sytuacją, która będzie uznana przez duże mocarstwa. Z tego, co nam wiadomo, duże mocarstwa nigdy tych granic Polakom nie zostawią[41]”. W innym liście tego samego działacza znów zaznaczono: „ewidentnie odseparowaliśmy się od zajętych przez Polaków ziem po traktacie ryskim. Obiecujemy respektować te granice tylko wtedy, jeśli zostaną uznane przez duże mocarstwa, które zobowiążą się prawnie i moralnie do ich obrony[42]”. Nieco później podobny pogląd wygłosił premier Ernestas Galvanauskas. Po rozmowie z nim latem 1922 r. ambasador RSFSR Jakow Dawtian w raporcie do kolegium LKSZ pisał: „Rozmawiałem z Galvanauskasem. On kilkakrotnie podkreślił przyjacielską pomoc Litwie, udzieloną przez rosyjską delegację w Genui. Na rozstrzygnięcie kwestii Wilna w najbliższej przyszłości zapatruje się pesymistycznie. Sądzi, że do momentu rozwiązania kwestii rosyjskiej nic nowego się nie zdarzy. Uważa przeciwnie, że tylko po nawiązaniu stosunków między Rosją i Zachodem kwestia wschodniej granicy Polski będzie musiała być rozwiązana całkowicie[43]”.

Wygląda na to, że zbytnie i bezpośrednie przywiązanie się do Rosji, przecenienie jej politycznej wagi oraz niedostateczna ocena geopolitycznej siły Polski przez litewskich dyplomatów, zagnała ich w swoistą pułapkę. 18 listopada 1922 r. premier i minister spraw zagranicznych Ernestas Galvanauskas zwrócił się do Konferencji Ambasadorów z następującą prośbą: „Litewski rząd (…) byłby niezwykle wdzięczny sojusznikom i krajom, które ich poparły, gdyby dążąc do przyspieszenia pokojowych rozmów i pojednania polsko-litewskiego, wykorzystali środki przewidziane w artykule 87 Traktatu Wersalskiego i ustaliły wschodnie granice Polski, uwzględniając złożone przez nią Litwie obietnice oraz uwzględniając doczesne potrzeby i prawa Litwy[44]”.

Niestety, kowieńskie próby wejścia po raz drugi do tej samej rzeki – szachowania ekspansywnej polityki Warszawy poprzez powrót do procesu rozstrzygnięcia konfliktu przez społeczność międzynarodowej – poniosły fiasko. Po decyzji Konferencji Ambasadorów z dnia 15 marca 1923 r. w sprawie wschodniej granicy Polski, stało się oczywistym, że litewska dyplomacja jeszcze nie dojrzała do tego, by adekwatnie ocenić polityczne procesy zachodzące w Europie, nie rozumie systemu wersalskiego i tego, jaką rolę odgrywa w nim Polska. Co prawda nie mniej błędów popełniali i bardziej doświadczeni uczestnicy tej rozgrywki politycznej. Według brytyjskiego dyplomaty i historyka Roberta Della ciągłe potakiwanie, czy wręcz kapitulacja Ligi Narodów i dużych mocarstw przed Polską w sprawie Wilna, stworzyło niebezpieczny precedens i na pewno nie podniosło prestiżu tej międzynarodowej instytucji[45]. Robert Dell ocenił decyzję Konferencji Ambasadorów pozostawiającej Wilno w składzie Polski, jako istotne naruszenie 87 paragrafu pokojowego Traktatu Wersalskiego i „usankcjonowanie aktu agresji[46]”.

Po wycofaniu się Ligi Narodów z uczestnictwa w rozmowach pokojowych między Polską i Litwą i uznaniu przez Konferencję Ambasadorów 15 marca 1923 r. wschodnich granic Polski, litewska dyplomacja spadła o jeszcze jeden stopnień niżej – z trybuny Ligi Narodów, oficjalnie ogłaszając, że Litwa nie zgadza się z decyzją Konferencji Ambasadorów i z drugą stroną konfliktu nadal pozostaje w „stanie wojny”. Tak na początku lat dwudziestych Litwa oświadczyła wszem i wobec, że jest jednym z najbardziej niebezpiecznych i niestabilnych miejsc w Europie Wschodniej. Walka Litwinów o Wilno jeszcze bardziej nabrała cech „donkichotstwa”. W szeregu wrogów Litwy, obok Polski, postawiono Konferencję Ambasadorów oraz częściowo Ligę Narodów. Petras Klimas, litewski ambasador we Francji oraz jeden z najbardziej zaciekłych bojowników o Wilno, któremu nigdy nie brakowało ekspresji i umiejętności, nie powstydził się porównać Konferencji Ambasadorów z „zakrytym garnkiem”, do którego litewskiemu Don Kichotowi „nie ma sensu się zaglądać”, a wystarczy jedynie orzec, że decyzja Konferencji Ambasadorów „zawsze będzie uważana za nulle et non avenue[47]”. Nietrudno domyślić się, że taka polityka prowadziła do jeszcze większej międzynarodowej izolacji Litwy i nie przyspieszała zwrócenia Wilna.

W latach późniejszych ciągłe apele do Rosji o zainteresowanie się Litwą i prośby o protekcję, stały się wręcz wizytówką litewskiej dyplomacji w walce o Wilno. Powstała sytuacja całkowicie nielogiczna. Po wzmocnieniu się pozycji Polski w Wilnie i straceniu przez Litwę wspólnej granicy z Rosją (ZSRR), geopolityczne zagrożenie ze strony ZSRR zmalało. Anektowana przez Polskę Wileńszczyzna stała się swoistą tarczą obroną, chroniącą Litwę przed potencjalną sowiecką agresją. To spowodowało, że Litwa, w odróżnieniu od pozostałych państw bałtyckich (Łotwy i Estonii), bardziej odważnie poczynała sobie w stosunkach z ZSRR, chętnie flirtowała i ciągle oczekiwała sowieckiej pomocy dyplomatycznej w walce o Wilno[48]. Paradoksalnie, ale tylko dzięki polskiej tarczy, Kowno mogło tak po „donkichotowsku” opierać się o Moskwę w walce z Warszawą – swoim geopolitycznym i strategicznym sojusznikiem w walce o niepodległość oraz historycznym partnerem.

Utrata Wilna i nierozwiązany konflikt terytorialny z Polską, zdeformował nie tylko litewską politykę zagraniczną i dyplomację. Emocjonalnie reagowało na te wydarzenia litewskie społeczeństwo i opinia publiczna w trzecim dziesięcioleciu XX wieku42. Założenie Związku Wyzwolenia Wilna, reprezentacyjna, ale bezowocna jego działalność, ludowa dyplomacja w stylu „wileńskich paszportów”, odpowiednia retoryka prasowa oraz dekoracje „stanu wojennego”, wzmacniały antypolskie nastroje. Niezwykle popularnym stało się publiczne ogłaszanie wrogiem Polski. Szczególnie złą sławą cieszył się marszałek Polski, który zainicjował prometeistyczny marsz na Wilno. Czasami litewskie antypiłsudczykowskie nastroje przybierały charakter wręcz tragikomiczny. Znany litewski działacz społeczny i pisarz, ksiądz Juozas Tumas-Vaižgantas, który podczas wiosennego potopu 1926 r. musiał tymczasowo przenieść się z własnego domu do siostrzenicy, użalając się na niedogodności związane z potopem, w swoim liście do dyplomaty Petrasa Klimasa, pisał: „Najgorszy jest ten kot Aleknavičiusów – Pilsuckis, potwornie gruby i strasznie nachalny, Kaukasowi* się nie poddaje i wszędzie szcza. Później wszystko to śmierdzi jakby rozlano naftę. Jest bałwanem i oszczał moją sutannę na wizyty w kurii biskupiej[49]”. Po takim malowniczym opisie trudno coś dodać. Być może tylko tyle, że przytoczone w liście imię kota, świadczy o olbrzymiej traumie emocjonalnej litewskiej inteligencji z powodu utraty historycznej stolicy. Nieco później, traumatyczne litewskie myślenie skonstatował też Michał Römer. Komentując tezę „odebrania Wilna” profesor napisał, że w katolickiej Litwie ta teza „jest mocniejsza niż dogmat o niepokalanym poczęciu, o nieomylności papieża, niż wszystkie pozostałe katolickie dogmaty[50]”.

Litewska codzienność przesycona żądaniem politycznego odwetu, nie dawała usnąć także dyplomatom. Petras Klimas w tym samym roku, jakby zraniony niezdyscyplinowaniem kota Aleknaviciusów czy też osoby, na której „cześć” kot został nazwany, w dyplomatycznym raporcie z Paryża pisał ministrowi spraw zagranicznych księdzu Mečislovasowi Reiniusowi: „musimy zwracać uwagę wszystkich zainteresowanych państw na to, że Polska jest tylko sztucznym imperialistycznym tworem, konglomeratem zniewolonych narodów, który w każdej chwili może wybuchnąć[51]”. Ile w tej propozycji było racjonalnej analizy, a ile ryzykownej dla samej Litwy konfrontacji, niech czytelnicy zdecydują sami.

A propos, z „polskim wirusem” Litwini walczyli przez cały okres międzywojenny. Za pomocą swoistego „testu na antypolskość”, jak za pomocą wykrywacza kłamstw, byli sprawdzani politycy, dyplomaci oraz urzędnicy państwowi. I robiła to nie tylko policja polityczna, do której obowiązków to należało. Także część litewskich działaczy w prywatnych rozmowach z zagranicznymi dyplomatami bardzo chętnie omawiała za plecami „polską młodość” czy „inne polskie grzeszki” swoich kolegów. W różnych okresach o zbytnie sympatie wobec Polski byli oskarżani tacy dyplomaci jak: Bronius Kazys Balutis, Ernestas Galvanauskas, Stasys Lozoraitis, Edvardas Turauskas, etc.

Z drugiej strony, z powodu tego konfliktu cierpiała nie tylko litewska opinia publiczna. Mniejszy, ale również znaczący wpływ miała także prasa polska, która nie żałowała soczystych epitetów pod adresem litewskich Don Kichotów. Jeden z nich, premier i minister spraw zagranicznych Litwy, profesor Augustinas Voldemaras, w 1927 r. w polskiej prasie był przedstawiany tak: „Człowiek małego wzrostu, ostrzyżony na jeża (…) o kościstych rysach niemieckiego kolonisty (…), bez krzty intelektu i litewskich cech[52]”. Gdy jesienią tego samego roku stosunki polsko-litewskie się zaostrzyły, „Głos Prawdy” komentując wypowiedzi Augustinasa Voldemrasa, w taki sposób oceniał litewskiego premiera: „Kowieńska parodia Mussoliniego swoją małość chce skompensować dużymi ambicjami” – wewnętrznym terrorem i prowokacjami przeciwko Polakom[53]. Nieco później, to samo pismo, rozczarowane dużymi mocarstwami, które nie chcą docenić prometeuszowskich wysiłków Polski w Europie, pisało: „od czasu odzyskania niepodległości założono specjalne oddziały propagandowe, przekazano im specjalne fundusze, zatrudniono najlepszych dziennikarzy, wszystko w jednym celu – otworzyć oczy świata na nasze znaczące miejsce w świecie cywilizowanym (…), ale wynik tego wszystkiego jest śmiesznie mały, Europa nadal nie orientuje się w kwestiach polskich[54]”.

Co prawda, jak zauważają polscy historycy, gdy w połowie trzeciego dziesięciolecia XX w. Józef Piłsudski po raz drugi został głową państwa, skorygował on priorytety swojej polityki zagranicznej, idea prometeizmu zaczęła blaknąć, a na jej miejsce przyszły bardziej racjonalne doktryny[55]. To potwierdzają i inne źródła. Według ambasadora Litwy w Rosji – Jurgisa Baltrušaitisa, w 1928 r. Józef Piłsudski, odpowiadając na gorący apel wileńskich zwolenników prometeistycznej polityki, miał powiedzieć: „wiem, że czekacie moich działań wojskowych przeciwko Litwie. Musicie jednak wiedzieć, dopókim żyw, żadnych polskich ułanów w Kownie nie będzie[56]”. Pierwszy marszałek Polski swego słowa dotrzymał. Mimo, iż do końca wierzył, że Litwinów da się przekonać i wcześniej czy później powrócą na drogę wytoczoną przez dynastię jagiellońską. „Kwestia litewska idzie w dobrym kierunku (…) Litwę trzymamy w garści tak z zewnątrz, jak i wewnątrz. Musimy tylko czekać[57]” – z nadzieją patrzył w przyszłość marszałek. Ten optymizm pozostał mu do końca życia. Będąc już osobą schorowaną, w 1934 r., podczas spotkania z ambasadorem Estonii, zaznaczył: „Litwa jest jak dojrzałe jabłko. Sama wpadnie do polskiej dłoni[58]”. Sam marszałek tej chwili nie doczekał, jednak jego sojusznik – czas, pracował na korzyść Polski: nie bez pomocy polskiej władzy centralnej i lokalnej litewski element w Wilnie słabł, nadzieja w litewskim społeczeństwie na rychły powrót Wilna malała, a terminy na przedstawienie litewskich argumentów prawnych przedawniały się.

W drugiej połowie lat 20-tych, a jeszcze silniej w latach 30-tych, litewscy politycy i dyplomaci zaczęli ze smutkiem coraz wyraźniej dostrzegać, że totalna konfrontacja z Polską nie ma żadnych perspektyw. Wyimaginowani sojusznicy – Niemcy i ZSRR – nie tyle dbali o przywrócenie Wilna Litwie, ile kwestionowali polskie granice, dążąc do destabilizacji sytuacji w regionie i przygotowując własne imperialistyczne plany rewanżu. Otóż Iwan Lorenc, ambasador ZSRR na Litwie, jeszcze w 1924 r. jasno stwierdził, że strategicznym celem Rosji w odniesieniu do Wilna, jest włączenie go do agendy rozmów sowiecko-polskich, tak, aby w perspektywie historyczna litewska stolica, podobnie jak Zachodnia Białoruś, mogły zostać przyłączone do Białoruskiej Radzieckiej Republiki Socjalistycznej[59].

Ten polityczny program Moskwy, a raczej jego zarys, był z jubilerską dokładnością, wręcz modelowo zrealizowany 28 września, 1926 r., gdy między Litwą i ZSRR został podpisany pakt o nieagresji. Nie patrząc na to, że w czasie rokowań nad paktem o nieagresji, litewska strona wyłaziła ze skóry i wylała morze potu, aby Moskwa na poziomie międzynarodowym poparła jej stanowisko w sprawie Wilna, rezultat był skromny. Rosjanie, w międzynarodowy bank kwestii wileńskiej, zainwestowali fałszywe pieniądze. Słynna nota Cziczerina w sprawie Wilna, będąca pochodną paktu z 28 września 1926 r., była skąpa i dwuznaczna. Powiedziane w niej jest tylko tyle: „(…) Rząd Związku oświadcza, że faktyczne naruszenie nienaruszalności granic Litwy, dokonane wbrew woli narodu litewskiego, nie zmieniło jego (kogo? – przyp. aut.) stanowiska w sprawie terytorialnej suwerenności Litwy, określonej w artykule 2 pokojowego traktatu między Litwa a Rosją z dnia 12 lipca 1920 r. i jego aneksie[60]”. Z noty Cziczerina nie wynika jasno, czyje stanowisko nie zmieniło się w sprawie Wilna: rządu radzieckiego czy narodu litewskiego? W zależności od okoliczności i swoich celów Moskwa mogła dowolnie interpretować treść noty. Poza tym, pakt o nieagresji na pewien okres wzmógł na Litwie nastroje antypolskie, a w konflikt polsko-litewski tchnął nowego ducha.

Mitologizację wileńskiego problemu oraz irracjonalność polsko-litewskiej dyplomacji w latach dwudziestych zauważyli również zachodni dyplomaci. Konsul Królestwa Danii na Litwie Erik Andrea Mathias Biering, który wiele lat spędził w tymczasowej litewskiej stolicy, jeszcze jesienią 1922 r. litewskie stanowisko w sprawie Wilna nazwał „fanatycznym[61]”. Zdanie konsula nie zmieniło się po kilkuletniej przerwie. W grudniu 1927 r. dyplomata powtórnie zarzucił Litwinom „wileński fanatyzm[62]”. Analogiczny pogląd wyraził na początku 1923 r. też przedstawiciel Szwecji na kraje bałtyckie – Torsten Ulf Unden, który był przekonany, że: „Wilno w litewskiej świadomości jest okryte wręcz legendarną poświatą (…). Wilno dla Litwy znaczy tyle samo, co dla Żydów Jeruzalem[63]”. Francuski ambasador na Litwie Gabriel Padovani w 1925 r., analizując litewską politykę względem Wilna, obrazowo porównał ja do prób złapania „słonecznych zajączków”. Dyplomata był przekonany, że problem Wilna na Litwie ma tak silny wpływ, że w zasadzie zawładnął umysłami wszystkich polityków i ma negatywny wpływ na działalność gospodarczą, kulturową i społeczną kraju. Podkreślając panującą na Litwie biedę i nieporządek, Gabriel Padovani w jednym z raportów pisał: „wiara w zwycięstwo nad Polską i zwrot Wilna stała się tu religią (…). Jak w starożytnych bajkach, Litwa czeka na pięknego królewicza, który wyzwoli Wilno i zwróci je w ramiona ukochanej narzeczonej – rządu litewskiego[64]”. Z drugiej strony, dyplomata zaznaczył, że „kompetentni” litewscy politycy, którzy charakteryzują się nieustępliwością i twardym charakterem, nawet nie rozumieją, w jakiej trudnej sytuacji się znaleźli[65]”. Innym razem francuski dyplomata komentując panujące na Litwie nastroje żałoby po utracie Wilna pisał: „Jeśli wdowa opłakuje męża przez rok, społeczność ją rozumie, popiera i współczuje, jeśli jednak ubranie żałobne nosi dłużej – nie doczeka się szacunku, bo to świadczy o złym tonie, niezdrowym podejściu i braku wykształcenia”. Gabriel Padovani był rozczarowany również polską polityką względem Wilna i Litwy. Był zdania, że gdyby „Wilno teraz należało do Litwy, wpływ Polski byłby tu o wiele większy i współpraca wszystkich państw przygranicznych przeciwko Rosji byłaby zagwarantowana[66]”.

Niejako kontynuując myśl francuskiego kolegi, najstarszy brytyjski dyplomata na Litwie zwracał uwagę na negatywny wpływ litewskiej dyplomacji na polską politykę zagraniczną. Wkrótce po podpisaniu paktu o nieagresji między Litwą i ZSRR, brytyjski minister spraw zagranicznych Austen Joseph Chamberlain oświadczył ambasadorowi Litwy Ernastasowi Galvanasukasowi: „Wasz rząd, podnosząc obecnie sprawę Wilna za pomocą noty Cziczerina, prowadzi politique maladroit (…). Zmuszacie rząd Polski do składania patriotycznych, publicznych i formalnych oświadczeń tak wewnątrz kraju, jak i poza jego granicami. Poprzez takie oświadczenia rząd polski zamyka sobie drogę do rozwiązania wileńskiego problemu po waszej myśli. Zamyka drogę również dla przyszłych rządów. Ciągle, publicznie i formalnie podnosząc tę kwestię, systematycznie zwracacie uwagę polskiej opinii publicznej na ten skrawek ziemi i robicie z niego w ich oczach jakąś relikwię czy świętość, aż tam zaczynają głosić hasło: „nie oddamy ani piędzi własnej ziemi[67]”. W obliczu irracjonalnych posunięć w polsko-litewskiej dyplomacji oraz zbyt bolesnego przywiązania Litwinów do Wilna także rosyjscy dyplomaci zacierali ręce z zadowolenia[68].

Do połowy lat 30-tych stosunki gospodarcze Litwy z Niemcami, w odróżnieniu od Rosji, układały się poprawnie, ale już o politycznej współpracy nie dało się tego powiedzieć[69]. Późną jesienią 1926 r. ambasador Litwy w Berlinie, Vaclovas Sidzikauskas, z bólem konstatował, że Litwa interesuje Niemcy o tyle, o ile destabilizuje sytuację Polski na arenie międzynarodowej. Dyplomata nie odrzucał możliwości, że Niemcy swoje rewanżowe plany mogą zacząć nie od Polski, a od Litwy[70]. W styczniu 1928 r., kiedy stosunki między obydwoma krajami były poprawne, Vaclovas Sidzikauskas jeszcze raz uprzedził rząd Litwy, że podstawowym zadaniem niemieckiej polityki zagranicznej jest „po uzyskaniu swobody politycznego manewrowania, ubiegać się o terytorialną rewindykację ziem na Wschodzie[71]”. Po dojściu do władzy Adolfa Hitlera stosunki ochłodziły się jeszcze bardziej. W latach 1933-35 Adolf Hitler bardzo często i ostro wypowiadał się na temat Litwy, publicznie groził wojenną interwencją. Na przykład w styczniu 1935 r. w czasie obchodów świąt noworocznych w berlińskim korpusie dyplomatycznym, wódz nazistowski w rozmowie z ambasadorem Wielkiej Brytanii wyzywał Litwę takimi słowami, że angielski chargé d’Affaires na Litwie Thom Hildebrandt Preston nie zdecydował się na ich powtórzenie litewskiemu ministrowi spraw zagranicznych Stasysowi Lozaraitisowi[72]. Litewscy dyplomaci byli zmuszeni przyznać, że niemiecka machina odwetowa, której oni torowali drogę na Polskę*, może być skierowana przeciwko Litwie[73].

Pierwsza znacząca rewizja litewskiej polityki zagranicznej wobec Polski nastąpiła w roku 1927. Augustinas Voldemaras, po raz drugi zostawszy premierem i ministrem spraw zagranicznych, doszedł do wniosku, że polityka „stanu wojny” z Polską jest dla Litwy niebezpieczna, gdyż, uwzględniając dysproporcję sił obu stron, jakakolwiek walka z południowym sąsiadem i zbrojne odebranie Wilna są niemożliwe. Poza tym ta charyzmatyczna polityka stoi w całkowitej sprzeczności z europejskimi planami pacyfistycznymi, burzy międzynarodowy autorytet Litwy i w wypadku realnego zagrożenia nie daje podstaw do liczenia na sympatie i pomoc międzynarodową[74]. Dlatego postanowiono wyrzec się „wojny” z Polską, w zamian za polską obietnicę, że kwestia ostatecznej przynależności Wilna pozostanie otwarta[75]. Wzmianka o tej zmianie w polityce zagranicznej, napisana ezopowym, językiem pojawiła się i w deklaracji rządu Augustinasa Voldemarasa[76].

Ale nawet taka niewinna deklaracja wywołała burzę w Kownie. Opozycja zarówno z prawa, jak i z lewa, oburzyła się. Kilka dni po ogłoszeniu rządowej deklaracji organ chadeków „Rytas” pytał: „Złożenie w deklaracji rządu publicznej propozycji Polakom to już początek rokowań (…) czy w odpowiednim czasie robimy rewizję naszej polityki wobec Polski?” – i sam odpowiadał: „zbliżenie z Polską może zrobić z Litwy zabawkę w rękach obcego imperializmu (…). Pod tym względem rewizja stosunków z Polską, naszym zdaniem, została podjęta w niewłaściwym momencie[77]”. Bez entuzjazmu „Rytas” skomentował wiosną 1927 r. oświadczenie Augustinasa Voldemarasa, twierdząc, że nie wierzy w informację podaną w radzieckich gazetach o tym, że Polska przy wsparciu Wielkiej Brytanii, szykuje się do ataku na Litwę[78]. Po zniesieniu „stanu wojny” chadecy otwarcie wkładali kij w koła polityki premiera. „Siłą naszej pozycji właśnie był „stan wojny” z państwem, które brutalnie złamało swoją obietnicę i przy pomocy oszustwa zawładnęło naszą stolicą” – demagogicznie, na początku zimy 1927 r., dowodził ten sam „Rytas” [79]. Podstawowe tezy chadeków na temat stosunków z Polską poparli także ludowcy. Ich prasa nie szczędziła słów krytyki pod adresem „romantycznej idei” Augustinasa Voldemarasa nawiązania stosunków z Polską[80]. 28 lutego 1928 r. gazeta „Lietuvos žinios“ pisała, że Polacy mogą cieszyć się, bo rząd Voldemarasa w odróżnieniu od poprzedników, zgadza się nawiązać stosunki dyplomatyczne z Polską, bez wcześniejszego zwrotu Wilna[81]. Nowej polityce sprzeciwiały się też struktury wojskowe – oficerowie oraz Związek Szaulisów żądali zerwania rozmów z Polską, a nawet próbowali szantażu[82].

Zdobywszy władzę w drodze antykonstytucyjnego przewrotu, przyciskany do ściany przez opozycję Augustinas Voldemaras, nie zdołał pozostać konsekwentnym. Zapewne chcąc wyglądać na patriotę i uspokoić opozycję, podjął wątpliwe kroki przeciwko mniejszości polskiej na Litwie. Na przełomie lata i jesieni 1927 r. władze litewskie zaczęły zmniejszać liczbę polskich szkół podstawowych oraz egzaminować nauczycieli polskich szkół ze znajomości języka państwowego[83]. Taka polityka nie przyniosła żadnych pozytywnych skutków, tylko wzmocniła odwetowe działania polskich władz przeciwko Litwinom w Wilnie[84]. Entuzjastycznie rozpoczęta na początku roku, przez Augustinasa Voldemarasa, polityka poprawy stosunków z Polską, pod koniec roku przerodziła się w niebezpieczną konfrontację sąsiadujących państw, która groziła nawet zbrojnym konfliktem. Nie patrząc jednak na wojenną retorykę obu stron, na polityczne zamieszki wewnątrz Litwy oraz na inne niebezpieczne polityczne wygibasy, 10 grudnia 1927 r., na forum Ligi Narodów, Litwa wyrzekła się nieszczęśliwej polityki „stanu wojny” z Polską, a Polska z kolei uznała ją de jure[85].

Po jesiennym kryzysie 1927 r., stosunki polsko-litewskie potoczyły się bardziej umiarkowanym torem. Nie patrząc na to, że rozmowy polsko-litewskie w Królewcu w 1928 r. zakończyły się bez większych politycznych rezultatów, a rekomendacji Ligi Narodów, aby nawiązać stosunki dyplomatyczne, nie zrealizowano, do takich konfrontacji, jak te z początku lat 20-tych, już nie dochodziło. Większych kryzysów udało się stronom uniknąć m.in. dzięki tajnej dyplomacji, która zaktywizowała się na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych[86], i z mniejszymi lub większymi przerwami trwała do marca 1938[87]. Możemy stwierdzić, że chirurgiczna operacja na polityce zagranicznej, wykonana przez Augustinasa Valdemarasa w 1927 r. w zasadzie się powiodła. Poważniejszych konfliktów nie wywołało również polskie ultimatum z 17 marca 1938 r. w sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych[88]. Co prawda w tym przypadku wszystkie laury należą się ówczesnemu szefowi MSZ Stasysowi Lozaraitisowi. To on właśnie w połowie lat trzydziestych dołożył najwięcej starań, aby stosunki polsko-litewskie przesunąć w bardziej racjonalnym kierunku i tym samym wzmocnić położenie geopolityczne regionu i Litwy[89].

Z drugiej strony, warto zaznaczyć, że nawiązanie stosunków dyplomatycznych między Litwą i Polską, dokonane w tak nietradycyjny i w praktyce dyplomatycznej niespotykany sposób, nie rozwiązało żadnego z podstawowych problemów. Powalony na kolana, przez polskie ultimatum, rząd Litwy, zgodził się na nawiązanie stosunków nie dlatego, że tego bardzo chciał, tylko dlatego, że: „nieprzyjęcie ultimatum, oznaczałoby zbrojny konflikt z Polską, mogło zakończyć się ciężkimi konsekwencjami dla naszego kraju, a być może nawet dla bardziej szerokiego kręgu państw (…), zbrojny opór, według szacunków rządu, nie tylko nie dawał gwarancji dla największego skarbu narodowego – zachowania i obronienia niepodległości, odwrotnie, mógł postawić niepodległość w bardzo ciężkiej sytuacji[90]”. Nie jest więc dziwnym, że w latach następnych, zaufanie wobec południowego sąsiada rosło na Litwie bardzo powoli. Wzajemna wrogość nie zniknęła, a tylko została schowana głęboko w podziemiu i przykryta dyplomatyczną kurtuazją. Litwa nie wyrzekła się również najważniejszej części składowej swojej polityki zagranicznej – walki o Wilno. Nie patrząc na pewną presję ze strony Polski i demarche polskiego ambasadora w Kownie Franciszka Charwata[91], w konstytucji z maja 1938 r. pozostał zapis o tym, że Wilno jest stolicą Litwy. Tak więc w zasadzie zmieniła się tylko polityczna retoryka i dyplomatyczna taktyka, ale nie polityczna strategia. Polityczne dekoracje, a nie podstawy polityki zagranicznej. Charakter stosunków polsko-litewskich, ale nie ich duch.

Kwintesencję litewskiej polityki zagranicznej po przyjęciu polskiego ultimatum, najlepiej scharakteryzował litewski ambasador we Francji Petras Klimas, który pisał do S. Lozoraitisa: „Po przejściu „burzy”, warto zastanowić się nad nowym kierunkiem naszej polityki zagranicznej. (…) Nawiązanie stosunków z Polską, moim zdaniem, ma być przeprowadzone praktycznie i technicznie. Wyciąganie jakichś większych problemów w tej sytuacji będzie nie na naszą korzyść i dlatego byłoby to niepolityczne i szkodliwe. (…) W zdemoralizowanej, gangsterskiej międzynarodowej atmosferze, zasadnicze debaty z mocniejszym kontrahentem nie mają sensu. Dlatego warto ten nieprzyjemny moment podnoszenia morałów przetrwać poprzez techniczne i praktyczne ratowanie sytuacji, a duże problemy zostawić w naszej świadomości na lepsze czasy[92]”.

Taki pogląd na nową politykę zagraniczną względem Polski poparła nie tylko większość dyplomatów, kierownictwo MSZ, premier, ale również prezydent Antanas Smetona, który ster polityki zagranicznej trzymał mocno w swoich rękach. Co prawda były i bardziej radykalne propozycje, w jaki sposób mają się kształtować stosunki z Polską i Polakami. Litewski attache wojskowy w Moskwie, płk Kazys Skučas, w końcu marca w swoim raporcie wysłanym do Kowna rozprawiał o tym, że polskie ultimatum ujawniło nie tylko ich podstęp, ale ostatecznie obnażyło „metody i środki” przyszłej ich działalności, co zmusza Litwę do szukania ścisłej współpracy, czy wręcz sojuszu wojskowego, z ZSRR[93]. Pułkownik pisał do Kowna: „Rozpoczęła się w stosunkach dyplomatycznych epoka obłudnych obietnic i brutalnych podstępów, która została nam narzucona siłą oręża i nie obiecuje nam świetlanej przyszłości (…). Dopóki jeszcze jest czas, w celu obrony naszej niepodległości trzeba szukać oparcia w Moskwie. Wątpliwe, aby Polacy wymachiwali bronią, jeśli będą wiedzieć, że Armia Czerwona jest gotowa uderzyć na Grodno[94]”.

We wrześniu 1939 r. Litwa w sposób charakterystyczny zareagowała zarówno na wybuch II wojny światowej oraz na faktyczną eliminację Polski z politycznej mapy Europy. Z jednej strony w Kownie rozumiano, że brutalna, przymusowa likwidacja Polski jest nie tylko groźnym politycznym precedensem, ale może być też groźnym znakiem dla niepodległości Litwy. Dlatego na konającego sąsiada patrzono z szacunkiem i współczuciem. Nie patrząc na wojnę oraz na gospodarcze i finansowe problemy, z którymi borykała się Litwa, przygarnięto kilkadziesiąt tysięcy cywilnych uchodźców z Polski oraz kilka tysięcy wojskowych. Z drugiej strony, we wrześniu 1939 r., w Kownie, na upadek państwa polskiego patrzono, jak na unikalną i być może jedyną realną szansę odzyskania historycznej stolicy. Już 25 września w specjalnej instrukcji MSZ zaznaczono: „Utrzymujcie, wy i wasi pomocnicy, jak najlepsze stosunki z sowieckimi kolegami w korpusie dyplomatycznym. Bądźcie przygotowani w kwestii Wilna i przy każdej nadarzającej się okazji przypominajcie im wszystkie nasze argumenty historyczne, etnograficzne, ekonomiczne oraz prawne za tym, że Wilno ma należeć do Litwy. Róbcie to z dużym taktem[95]”.

Jednocześnie zaczęto działać bardziej szeroko. W tym samym czasie litewska dyplomacja na Zachodzie, przede wszystkim w Paryżu, Londynie, Rzymie i Waszyngtonie zaczęła podnosić problem Wilna na łamach prasy, w rozmowach z dyplomatami, politykami oraz na forum rządowym. Oto, w jaki sposób Bronius Kazys Balutis, ambasador Litwy w Londynie i jeden z najbardziej doświadczonych litewskich dyplomatów, rozmyślał o litewskich możliwościach, które pojawiły się po upadku Polski. Pod koniec września 1939 r. pisał z Londynu do swojego kolegi w Waszyngtonie Povilasa Žadeiki, aby zorganizował w Stanach Zjednoczonych kampanię medialną pt „Powrót Wilna do Litwy”: „Czego w końcu boimy się, przecież nieuchronnie znajdziemy się w sytuacji and we are in it. Nasze położenie, w obecnych okolicznościach, stosunkowo jest najlepszym, jakiego tylko mogliśmy oczekiwać w tym cholerstwie. Pod warunkiem, oczywiście, że będziemy mogli zachować naszą neutralność do końca (…). Oficjalna pozycja naszego rządu jest jasna i prawidłowa. Deklarowaliśmy neutralność i jej dotrzymaliśmy. W naszym konflikcie z Polską deklarowaliśmy, że Wilna będziemy się domagać tylko na drodze pokojowej. Obie deklaracje nie są ze sobą sprzeczne, w tym kierunku trzeba podążać – nie rezygnując ze swoich żądań dotyczących Wilna, musimy je urzeczywistnić tak jak deklarowaliśmy – drogą pokojową[96]”.

Na podstawie umowy z 10 października 1939 r. pomiędzy Litwą i ZSRR, Wilno zostało zwrócone Litwie, ale problemów polsko-litewskich to nie rozwiązało. Ówczesny rząd Polski oficjalnie zaprotestował i nie uznał przyłączenia Wilna do Litwy, Litwa z kolei w warunkach ekstremalnych – obok jej granic już trwała wojna światowa – odzyskaną historyczną stolicę, w zawrotnym tempie zaczęła „wciągać” w skład narodowej państwowości.

Na przełomie lat 1939-40 na Litwie powstały dwie polityczne koncepcje, co do tego, jak kształtować dalsze stosunki z rządem Polski (na uchodźstwie) oraz integracji Wilna i Wileńszczyzny z litewskim państwem, które można odpowiednio nazwać „radykalną” i „umiarkowaną”. Pierwszą popierali konserwatywnie myślący wojskowi, politycy i dyplomaci, drugą – działacze o bardziej lewicowym czy liberalnym myśleniu. Radykalną czy nacjonalistyczną pozycję, chyba najlepiej ilustrowała postawa litewskiego attache wojskowego w Paryżu płk Juozasa Lanskoranskisa.

Pod koniec grudnia podsumowując informacje zebrane podczas rozmów z przedstawicielami miejscowej społeczności polskiej, niektórymi politykami oraz kolegami dyplomatami, płk Juozas Lanskoranskis wyciągnął daleko idące wnioski istotne dla dalszej polityki wobec Polski i Polaków: „O ile chcemy mieć pod koniec wojny mocną pozycję w rozmowach z Polakami, powinniśmy w Wilnie postępować bez zbędnych ceremonii. Wdzięczności za to nie otrzymamy, a pojawiają się jedynie twierdzenia, że polskość jest tak dużą siłą moralną, że nie są jej straszne żadne nagonki. Wszystko, co pozostanie polskie, to będzie ich, Polaków, zasługa, a nie wynik naszej humanistycznej i tolerancyjnej polityki. Osobiście uważam, że obecne „zrozumienie nas” przez oficjalnych polskich dygnitarzy, jest tylko tymczasowym manewrem, mającym na celu uśpienie nas i wymuszenie na nas tolerancyjnych zachowań. W pierwszej kolejności trzeba zamknąć uniwersytet i – o ile jest to możliwe – wszystkie polskie szkoły. Krajem trzeba rządzić przy pomocy twardej ręki, trzeba żądać, aby publicznie używano tylko naszej mowy. Oczywiście, byłoby dobrze, aby na Zachodzie fakt o naszej tolerancji, pozostał faktem. Obecnie przysparza nam dużo sympatii, ale po cichu polskość trzeba niszczyć niczym chwasty. Czym więcej zrobimy dla gospodarczej, socjalnej i administracyjnej inkorporacji kraju do Litwy – tym pewniej będziemy się czuli na tych terenach, jeśli w przyszłości tak ułożą się okoliczności, że Polacy znów będą mogli pretendowali o ten kraj[97]”.

Postawę pułkownika w zasadzie popierał i ambasador w Londynie Bronius Kazys Balutis, który w styczniu 1940 r. tak komentował propozycje Juozasa Lanskoranskisa: „Uwagi pułkownika Lanskoranskisa o obecnej sytuacji Polaków i o ewentualnym ich zachowaniu względem Litwy (…) trzeba uznać za trafną analizę obecnej sytuacji i prawidłowe wytyczne na przyszłość. Z każdym dniem mamy coraz więcej dowodów, że Polacy niczego się nie nauczyli i że obecne nieszczęścia w przyszłości będą skutkować nierozsądnym nieumiarkowaniem, zemstą (względem Niemiec) i chorymi ambicjami (względem Litwy i ogólnie Wschodu). Co do tego nie ma jakichkolwiek wątpliwości[98].” Podobną, ale jednak nieco bardziej liberalną i pragmatyczną politykę wobec Polski i Polaków, proponowali litewski ambasador w Szwajcarii Jurgis Šaulys i ambasador we Francji Petras Klimas. Ten ostatni, w kwietniu 1940 r., czyli kilka miesięcy przed sowiecką okupacją, przysłał z Paryża następującą „rekomendację” odnośnie wileńskich Polaków: „Chcąc litwinizować Wilno, musimy przyciągnąć na swoją stronę Żydów, nie w tym sensie, aby stali się Litwinami, ale tak, by popierali nas i głosowali za Litwą. Naród litewski nie jest zainteresowany tym, aby z Żydów zrobić Litwinów, bo taka nacjonalizacja Żydów zawsze obraca się w antysemityzm, jak to się stało w Niemczach, gdzie Żydzi stali się bardziej niemieccy niż sami Niemcy. Musimy sporo ofiarować Żydom, aby oni nie byli wrogami Litwy i by nie byli w Wilnie indyferentni (…). Dlatego byłoby głupio nie dać Żydom więcej praw w sprawowaniu władzy w Wilnie niż Polakom. Państwo tworzą nie małe ambicje, ale zrozumienie swoich zadań w konkretnych warunkach. Zainteresować Żydów Litwą musimy jak najszybciej, bo po załatwieniu Rosjan, to oni odegrają kluczową rolę w walce z polskimi pretensjami. W oczach świata Litwa nigdy nie przegra, jeśli większość mieszkańców Wilna, tzn. Litwini i Żydzi, na równych prawach będą walczyli o swoją ojczyznę. Walka z Polakami bez udziału Żydów na naszej stronie może mieć dla nas groźne konsekwencje[99]”.

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Petras Klimas słał rządowi swoje liberalne rekomendacje, mówiące o tym jak z Wilna zrobić drugie Jeruzalem, a wileńskich Polaków z narodu zdegradować do zwykłej mniejszości narodowej, Juozas Šaulys w szwajcarskim Fryburgu spotkał się z prezydentem Polski Ignacym Mościckim. Według słów litewskiego dyplomaty rozmowa była „bardzo żywa, przyjazna i bardziej przypominała studenckie dyskusje, niż rozmowę pomiędzy prezydentem i pełnomocnym ministrem. Oficjalność została daleko, daleko w Warszawie, a rozmawiali tylko starzy znajomi. Otwarcie i serdecznie[100]”. Rozmowa trwała ponad dwie godziny, w jej trakcie Ignacy Mościcki wyznał Juozasowi Šaulysowi, a za jego pośrednictwem wszystkim Litwinom: „Problem Wilna skręcił w tak nieszczęśliwym kierunku, ponieważ Piłsudski był w nim zakochany, i uważał go za kwestię swojego honoru” i powiedział przy tym niemal sakralne dla litewskiego ucha zdanie: „Wilno (…) nie będzie barierą w stosunkach polsko-litewskich. Już więcej nie będzie[101]”.

Kończąc artykuł, chcę zaakcentować trzy najważniejsze sprawy o ogólniejszym charakterze:

1. W pierwszej połowie XX w. polska elita polityczna w dużym stopniu trwała w przeszłości: w romantycznym nacjonalizmie z przełomu XVIII – XIX w.. Kierowała się wartościami i koncepcją obywatelską, z której Litwa wyrosła i o której już zdążyła zapomnieć. Mówiąc obrazowo, na uschłej jabłoni szukano świeżych jabłek. Jak głęboko ten chrześcijańsko- pogański romantyzm tkwił w świadomości polskiej elity politycznej, dowodzi przypadek Józefa Piłsudskiego, którego ciało jest pochowane w Krakowie, a serce w Wilnie.

Po Wielkiej Wojnie w odrodzonej Polsce Wilno stało się nie tylko symbolem kontynuacji historii i tradycji, ale źródłem i dowodem na byłą świetność polityczną i dyplomatyczną. Być może Francuzi czują coś podobnego do Reims i jego katedry. Przecież większość polskich królów od Władysława Jagiełły po Zygmunta Augusta, z którymi jest wiązany polski „złoty wiek”, najpierw byli korowani czapką Gedymina, a dopiero później koronowali się w Krakowie. Wilno dla Polski w okresie międzywojennym stało się swoistym archetypem szczęścia czy przynajmniej talizmanem.

W promieniach wileńskiej mitologii „z powodzeniem” kąpała się i międzywojenna Litwa. Litwini okryli Wilno legendarnym, ale chłodnym promieniowaniem, które świeciło, ale nie grzało. Można stwierdzić, że Litwini marzyli o tylko i wyłącznie litewskim Wilnie. Zahipnotyzowani starożytnymi legendami, o mieszkającym w dolinie Świentoroga Krivisie Krivaitisie i Ognisku palonym przez wajdelotki w ujściu Wilejki do Wilii, szukali na początku XX w. miasta, którego nigdy nie było. Miasta, które istniało tylko w ich wyobraźni.

2. Jednostronne przywiązanie Polski do tradycji unijnych i wizerunku dużego mocarstwa oraz jednostronna wiara Litwinów w wartość państwa narodowego, w pierwszej połowie XX w. spowodowały głęboki i długotrwały konflikt między państwami. W tym okresie całe pozytywne historyczne doświadczenie zostało zapomniane, a racjonalne stosunki zostały zniszczone. Kowieńską i warszawską dyplomacją i polityką zawładnęły obrazy wiecznie walczących, nigdy niemylących się, nieprzegrywających i niepodających się bohaterów. Niestety to polityczne bohaterstwo przeciągnęło sie do początku II wojny światowej i zakończyło się wcale niebohatersko – polityczną i wojskową klęską obu krajów oraz dużymi materialnymi i duchowymi stratami.

3. Byłoby olbrzymim błędem analizować wiekową historię stosunków polsko-litewskich tylko przez pryzmat ostatniego dziesięciolecia XIX w. i pierwszej połowy XX w., polsko-litewskich bójek o język odprawiania mszy, polskiej nieufności wobec „litwomanów” czy sporu o Wilno. Jeszcze większym błędem jest patrzenie przez krzywe zwierciadło konfliktowego XX w. na całość stosunków obu narodów. W kilkuwiekowej historii polsko-litewskich stosunków, okres międzywojenny XX w. jest tylko ważnym, bolesnym, kontrowersyjnym, czasami nawet krwawym, ale jednak epizodem. Podkreślam: epizodem w tych stosunkach, ale w żadnym wypadku nie ich historycznym paradygmatem czy polityczną kwintesencją.

Algimantas Kasparavičius

polecamy także lekturę tekstu: Projekt tajnego porozumienia z roku 1923 pomiędzy Republiką Litewską a Białoruską Republiką Ludową:

http://kopia-ke.venaart.pl/projekt-tajnego-porozumienia-z-roku-1923-pomiedzy-republika-litewska-a-bialoruska-republika-ludowa/2009/09/


.

[1] Dr. Zigmo Toliušio prisiminimai apie A. Voldemarą, Lietuvos Nacionalinė Martyno Mažvydo biblioteka. Rankraščių skyrius, f. 66–34, s. 2.

[2] S. Mikulicz, Prometeizm w polityce II Rzeczypospolitej, Warszawa 1971, A. Albert (Wojciech Roszkowski), Najnowsza Historia Polski 1914 1993. Warszawa 1995, t. 1, s. 250–251.

* Sądzimy, że obok bodźca zewnętrznego, czyli położenia międzynarodowego, wytyczając strategiczne cele Polski, podyktowane imperatywem prometeuszowskim, dla Józefa Piłsudskiego i jego współpracowników nie mniej ważny był wewnętrzny imperatyw moralno-obywatelski, który żądał „wyzwolenia” Wileńszczyzny spod „władzy kowieńskiego terroru” oraz zwrócenia domów i Ojczyzny najwierniejszym legionistom. Więcej o tym, jakimi argumentami i logiką Józef Piłsudski i jego towarzysze posługiwali się idąc na Wilno, można przeczytać w książce Piotra Łossowskiego Konflikt polsko-litewski 1918-1920, Warszawa 1995, s.175-193; w monografii Piotra Okulewicza Koncepcja „międzymorza” w myśli i praktyce politycznej obozu Józefa Piłsudskiego w latach 1918 – 1926, Poznań 2001, s. 152–202, oraz w studium Piotra S. Wandycza Soviet – Polish Relations, 1917 – 1921, Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts 1969, s. 270-271.

[3] P. Łossowski, Konflikt polskolitewski 19181920. Warszawa 1996, s. 10–13; P. Čepėnas, Naujųjų laikų Lietuvos istorija, Vilnius 1992, t. 2, s. 253–274.

[4] Č. Laurinavičius, LietuvosSovietų Rusijos Taikos sutartis, Vilnius 1992, s. 97–102; P. Klimas, Lietuva, jos gyventojai ir sienos, Vilnius 1917; A. Smetona, Vilnius – Lietuvos širdis, Vilties kvieslys 1907, s. 1; A. Smetona, Dėl Vilniaus, w: Viltis, 1909, nr 1, s.1; A. Smetona, Kur Lietuvos centras?, w: Viltis, 1910, nr 139, s.1; A. Smetona, Lietuvių žemė ir jų skaičius. Raštai, Kaunas 1930, s. 47–49; A. Smetona, Lithuania Propria, w: Darbai ir dienos. Kaunas, 1996, nr 2 (11), s. 191–208.

[5] A. Grigaravičius, V. Sirutavičius, Neįgyvendinta idėja: Lietuvių Tautos namai Vilniuje, w: Kultūros barai, 1998 nr 10, s. 88; P. Łossowski, op. cit., s. 14; propagowaniem aktywnej „relituanizacji” zajmowało się, dotowane przez państwo pismo „Nowiny” redagowane przez Broniusa Žilinskasa .

[6] G. Vilkelis, Tautų Sąjungos bandymas plebiscitu išspręsti Lietuvos ir Lenkijos konfliktą (1920 spalio 28 – 1921 kovo 3), w: Lituanistica, 1994, nr 1(17), s. 9.

[7] Tamże, s. 9–10.

[8] A. Kasparavičius, Gudų korta Kauno ir Maskvos diplomatiniame žaidime 19201925 metais, w: Lituanistica, 1997, nr 1(29), s. 4–5.

[9] Deklaracja delegacji litewskiej przedstawiona 1920 12 20 Polsce, Centralne Państwowe Archiwum Litwy (dalej – LCVA), f. 383, ap. 7, b. 142, s. 122–124. (Interesujące, że kopia tej deklaracji na początku 1927 r. okazała się także w Moskwie, Archiwum polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej (dalej – RFUPA), f. 04, ap. 27, apl. 181, b. 19, s. 13).

[10] Doniesienie z 1920 12 22 kierownika litewskiej delegacji w Warszawie J. Staugaitisa rządowi w Kownie, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 142, s. 18.

[11] Doniesienie z 1921 01 14 S. Arałowa G. Cziczerinowi, RFUPA, f. 04, ap. 27, apl. 181, b. 19, s. 14.

[12] Tamże.

[13] Tamże, s. 14–15.

[14] Tamże, s. 18, doniesienie nr 5 z 1921 01 20 S. Arałowa G. Cziczerinowi.

[15] Tamże.

[16] Tamże, s. 21, doniesienie z 1921 01 26 S. Arałowa G. Cziczerinowi.

[17] Doniesienie z 1921 01 10 S. Arałowa G. Cziczerinowi. Tamże, b. 19, l. 11.

[18] Doniesienie z 1921 01 03 S. Arałowa G. Cziczerinowi. Tamże, s. 4.

[19] G. Vilkelis, op. cit, s. 11.

[20] P. Łossowski, op. cit., s. 59.

[21] P. Čepėnas, op. cit., p. 643.

[22] M. L. Hinkkanen-Lievonen, British Trade and Enterprise in the Baltic States, 1919-1925, Helsinki 1984, s.101-103; P. Klimas, Iš mano atsiminimų, Vilnius 1990, s. 297–298.

[23] Doniesienie z 1921 02 15 S. Arałowa G. Cziczerinowi, RFUPA, f. 04, ap. 27., apl. 181, b. 19, s. 29.

[24] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 05 03) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego, LNMMB Rankraščių skyrius, f. 25–372, s. 11; List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 04 29) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego. Tamże, s. 1–2; List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 05 14) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego. Tamże, s. 16.

[25] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 05 03) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego. Tamże, s. 8.

[26] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 04 29) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego. Tamże s. 1–2.

[27] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 05 14) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego. Tamże, s. 26.

[28] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 04 29) do prezydium Bloku Socjalistów- Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego. Tamże, s. 16.

[29] Tamże, l. 3.

[30] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 05 14) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego. Tamże, s. 17.

[31] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 05 16) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego. Tamże, s. 27.

[32] M. L. Hinkkanen-Lievonen, op cit., s. 104.

[33] List nr 164 S. Ganeckiego (1922 03 30) do J. Dawtiana, RFUPA, f. 0151, ap. 7, apl. 6, b. 2, s. 338.

[34] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 04 29) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego, LNMMB Rankraščių skyrius, f. 25–372, l. 2; List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 05 06) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego, Tamże, s. 11.

[35] Protokół dziewiątego posiedzenia pierwszej konferencji przedstawicieli Litwy za granicą (1921 10 29). M.Tamošiūnas, Lietuvos užsienio atstovų konferencija Kaune 1921 metais, w: Lietuvos istorijos metraštis, 1995, Vilnius 1996, s. 251.

[36] Protokół dziesiątego posiedzenia pierwszej konferencji przedstawicieli Litwy za granicą (1921 10 31). Tamże, s. 254.

[37] Tamże, s. 253.

[38] D. Szpoper, Sukcesorzy Wielkiego Księstwa. Myśl polityczna i działalność konserwatystów polskich na ziemiach litewsko-białoruskich w latach 1904 – 1939, Gdańsk, 1999, s. 218–219.

[39] Tamże, s. 238–239, 244.

[40] Doniesienie nr 32 z 1922 02 18 ambasadora RFSSR J. Dawtiana członkowi kolegium LKSZ S. Ganeckiemu, RFUPA, f. 0151, ap. 7, apl. 6, b. 2, s. 529.

[41] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 04 29) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego, LNMMB Rankraščių skyrius, f. 25–372, l. 3.

[42] List M. Sleževičiausa z Brukseli (1921 05 30) do prezydium Bloku Socjalistów-Ludowców-Demokratów i Związku Chłopskiego. Tamże, s. 37.

[43] Doniesienie z 1922 06 02 ambasadora RFSSR J. Dawtiana członkowi kolegium LKSZ S. Ganeckiemu, RFUPA, f. 0151, ap. 7, apl. 6, b. 2, s. 225.

[44] Odpowiedź z 1922 11 18 rządu litewskiego na notę Konferencji Ambasadorów w sprawie uznania Litwy de jure, Lietuva, 1922 12 01, s. 1.

[45] R. Dell, The Geneva Racket 1920 – 1939. Robert Hale Limited, London, WCi, s. 37.

[46] Tamże, s. 43.

[47] Doniesienie z 1926 10 25 ambasadora Litwy we Francji P. Klimasa ministrowi spraw zagranicznych M. Sleževičiusowi, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 673, s. 105.

[48] Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest tzw. „umowa gentelmeńska” między Litwą a ZSRR, która działała od jesieni 1926 r. do upadku pierwszej republiki w 1940 r., patrz: A. Kasparavičius, Kauno ir Maskvos „Džentelmeniškas polonezas” Varšuvai (1926 – 1936), w: Lietuvos diplomatija XX amžiuje, Vilnius 1999, p. 92–118 oraz A. Kasparavičius, „Gentlemen’s Agreement” of Lithuania and the USSR, Lithuanian Foreign Policy Review, Foreign Policy Research Center, Vilnius, 1999 № 4, s. 79–93.

42 P Subačius, Tautinių įvaizdžių metamorfozės: Lenkas nuo Brolio iki Velnio”, w: Kultūros Barai, 1998, nr. 7, s. 49–53.

* Imię psa J. Tumasa-Vaižgantasa.

[49] List J. Tumasa-Vaižgantasa do Petrasa Klimasa ir Broni Mėginaite-Klimiene z 1926 03 10, Aidai 1970, nr 4, s. 162.

[50] J. Savicki, Mykolas Römeris ir buvusios Lietuvos Didžiosios Kunigaikštystės žemių tautinės problemos. Lietuvių atgimimo istorijos studijos, Vilnius 1999, t. 15, s. 156–157.

[51] Doniesienie z 1926 02 17 ambasadora Litwy we Francji P. Klimasa ministrowi spraw zagranicznych, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 629, s. 112.

[52] S. Sierpowski, Piłsudski w Genewie. Dyplomatyczne spory o Wilno w roku 1927, Poznań 1990, s. 94.

[53] Netaktas, Głos Prawdy, 1927 10 15, s. 2.

[54] W. Lipinski, Co nieco o polskiej propagandzie, Głos Prawdy, 1927 11 19, s. 8.

[55] J. Faryś, Niemcy w myśli politycznej Piłsudczyków w latach dwudziestych, w: Niemcy w polityce międzynarodowej 19191939, Poznań 1990, t. 1, (Era Stresemanna), s. 358; A. Albert (W. Roszkowski), op. cit., s. 251.

[56] Krótka notatka nr 6577 z rozmowy B. Stomoniakowa z litewskim ambasadorem J. Baltrušaitisem (1929 01 23), RFUPA, f. 0150, ap. 17, apl. 35, b. 5, s. 8.

[57] S. Sierpowski, Polityka zagraniczna Józefa Piłsudskiego, w: Józef Piłsudski i jego legenda, Warszawa 1988, s. 88.

[58] V. Žalys, Lietuva Baltijos Santarvės sistemoje 19341940 metais. Humanitarinių mokslų daktaro disertacija, Lietuvos Mokslų Akademijos bibliotekos Rankraščių skyrius [Mašinraštis], s. 81.

[59] Tajne doniesienie ambasadora ZSSR na Litwie I. Lorenca do kolegium LKSZ (1924 09 24), RFUPA, f. 04, ap. 27, apl. 183, b. 67, s. 59, 62.

[60] 1926 09 28 Lietuvos ir SSSR sutartis. G. Čičerino nota Lietuvos premjerui, teisingumo ministrui ir einančiam užsienio reikalų ministro pareigas M. Sleževičiui, P. Dailidė, Lietuvos sutartys su svetimomis valstybėmis, Kaunas 1930, t. 1, s. 433.

[61] V. Mažeika, Danijos santykiai su Lietuva 1918 – 1940 m.: požiūriai, interesai, politika. Praca doktorska z zakresu nauk humanitarnych, Lietuvos istorijos instituto rankraščių skyrius [maszynopis], Vilnius 1999, s. 105.

[62] Tamże, s. 171.

[63] S. Pivoras, Lietuvos – Lenkijos konfliktas dėl Vilniaus ir Švedija (1920 – 1924 m.), w: Kultūros barai, 2000, nr. 6, s. 60.

[64] Załącznik do doniesienia nr 133 ambasadora ZSSR na Litwie I. Lorenca kolegium LKSZ 1925 02 14: kopia fragmentów doniesienia ambasadora Francji G. Padovaniego z lutego 1925 r., RFUPA, f. 04, ap. 27, apl. 184, b. 81, s. 69.

[65] Tamże.

[66] V. Mažeika, op. cit., p. 107.

[67] Doniesienie ambasadora Litwy w Wielkiej Brytanii E. Galvanauskasa z 1926 10 22 premierowi i ministrowi spraw zagranicznych M. Sleževičiusowi, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 673, s. 133–134.

[68] Doniesienie nr 67 ambasadora Sergieja Aleksandrowskiego członkowi kolegium LKSZ Semionowi Arałowowi (1925 11 17), RFUPA, f. 04, ap. 27, apl. 185, b. 85, s. 33.

[69] A. Gaigalaitė, Anglijos kapitalas ir Lietuva 19191940, Vilnius 1986, p. s. 59.

[70] Doniesienie ambasadora Litwy w Niemczech V. Sidzikauskasa z 1926 11 17 ministrowi spraw zagranicznych, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 662, l. 14; Doniesienie ambasadora Litwy w Niemczech V. Sidzikauskasa z 1926 11 23 ministrowi spraw zagranicznych. Tamże, s. 9–10.

[71] Doniesienie ambasadora Litwy w Niemczech V. Sidzikauskasa z 1928 01 19 premierowi i ministrowi spraw zagranicznych A. Voldemarasowi. Tamże, b. 791, s. 19.

[72] Pro memoria z 1935 02 01 ministra spraw zagranicznych S. Lozoraitisa o rozmowie z charge d’affaires Wielkiej Brytanii na Litwie T. H. Prestonu. Tamże. b. 1731, s. 203.

* Tak na przykład w 1926 r., kiedy rząd Mykolasa Sleževičiussa szykował polityczną umowę z Niemcami, w jej preambule chciał zamieścić takie zdanie: „[…] nieograniczona terytorialna ekspansja młodego polskiego imperializmu kosztem sąsiednich narodów zrodziła daleko idącą gospodarczo-polityczną wspólnotę interesów Litwy i Niemiec.” [Lietuvos URM 1926 m. birželį parengtas Aide-Memoire projektas Nr. 1 „Dėl santykių su Vokietija“. Tamże, b. 726, s. 162.]

[73] Memorandum nr 446 S. Lozoraitisa do prezydenta A. Smetony (1935 04 18); A. Merkelis, Antanas Smetona, Jo visuomeninė, kultūrinė ir politinė veikla, New York 1964, s. 487– 489.

[74] Zapis nr 5600 rozmowy członka kolegium LKSZ B. Stomiakowa z J. Baltrušaitisem (1927 05 06), RFUPA, f. 0151, ap. 15, apl. 29, b. 9, s. 51–52.

[75] Tamże.

[76] A. Voldemaro Kabineto deklaracija. 1927 02 25, III Seimo stenogramos, III-oji sesija, 69-asis posėdis, s. 9.

[77] Dėl naujos krypties užsienių politikoje, Rytas, 1927 03 01, s. 1.

[78] Min. Pirm. prof. Voldemaras apie lenkų invazijos pavojų, Rytas, 1927 03 21, s. 1.

[79] Kas iš Genevos?, Rytas, 1927 12 07, s. 1.

[80] Prof. A. Voldemaro deklaracija, Lietuvos žinios, 1927 02 26, s. 1.

[81] Deklaracija ir Vilnius, Lietuvos žinios, 1927 02 28, s. 1.

[82] A. Eidintas, V. Žalys, A. E. Senn, Lithuania in European Politics. The Years of First Republic, 19181940, St. Martin’s Press, New York 1997, s. 142.

[83] B. Šetkus, Lietuvos vyriausybės požiūris į lenkų tautinės mažumos mokyklas Lietuvoje 19191940 m., w: Lietuvos Rytai, Vilnius 1993, s. 214.

[84] Tamże, s. 215; B. Makauskas, Vilnijos lietuviai 19201939 m., Vilnius 1991, s. 148–149.

[85] A. E. Senn, The Great Powers, Lithuania and the Vilna question 19201928. Leiden 1966, s. 195–199.

[86] Zapis nr 6287 rozmowy członka kolegium LKSZ B. Stomiakowa z J. Baltrušaitisem (1930 09 02), RFUPA, f. 0150, ap. 19, apl. 39, b. 5, s. 81.

[87] Pro memoria generalnego sekretarza litewskiego MSZ J. Urbšisa z 1938 02 26 o naradzie u prezydenta A. Smetony, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 2080, s. 457.

[88] A. Gaigalaitė, Penkios dienos Lietuvos istorijoje, Istorija. Lietuvos aukštųjų mokyklų mokslo darbai, Vilnius 1997, t. XXXVI, s. 119–145.

[89] V. Žalys, Stasys Lozoraitis – Lietuvos užsienio reikalų ministras, w: Lietuvos diplomatija XX amžiuje, Vilnius 1999, p. 35–65; V. Žalys, Britų diplomatų tarpininkavimas Lietuvos – Lenkijos santykiuose 1934–1936 m., w: Iš Lietuvos diplomatijos istorijos, Kaunas 2000, t. 3, s. 70–90.

[90] Tajne memorandum litewskiego MSZ do Sejmu RL z 1938 03 19, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 2080, s. 5.

[91] Projekt noty litewskiego MSZ do polskiego MSZ z 1938 05 18. Tamże, b. 2101, s. 10.

[92] Ściśle tajne doniesienie litewskiego ambasadora we Francji P. Klimasa z 1938 03 25 ministrowi spraw zagranicznych S. Lozaraitisowi, LCVA, f. 648, ap. s, b. 29., s. 79–80.

[93] Tajne doniesienie z 1938 03 31 litewskiego attaché wojskowego w ZSSR pułk. K. Skučasa szefowi II oddziału Sztabu Wojska Litewskiego. Tamże, f. 383, ap. 7, b. 2080, s. 67.

[94] Tamże.

[95] Zaszyfrowany telegram z 1939 09 25 ministra J. Urbšisa do ambasadora w Londynie, LCVA, f. 648, ap. 1, b. 453, s. 253.

[96] Tajny list z 1939 09 25 ambasadora w Wielkiej Brytanii B. K. Balučio do ambasadora w USA P. Žadeikisa. Tamże, b. 9, s. 222.

[97] Tajne doniesienie z 1939 12 05 litewskiego attaché wojskowego we Francji płk. J. Lanskoranskisa szefowi II oddziału Sztabu Wojska Litewskiego i Departamentowi Politycznemu MSZ, LCVA, f. 648, ap. 1, b. 30, s. 250–251.

[98] Konfidencjalne Pro Memoria ambasadora w Londynie B. K. Balutisa z 1940 01 27 do ministra spraw zagranicznych J. Urbšisa, Tamże, b. 10, l. 32.

[99] Ściśle tajne doniesienie ambasadora we Francji  P. Klimasa z 1940 04 12 do ministra spraw zagranicznych J. Urbšisa. Tamże., b. 31, s. 197–198.

[100] Ściśle tajne Pro Memoria z 1940 04 06 ambasadora w Szwajcarii dr J. Šaulisa do ministra spraw zagranicznych J. Urbšisa. Tamże, b.33. s. 97–9 8.

[101] Tamże, l. 99.