Strona główna/DZIAŁ WSCHODNI. Czy warto przejmować się Litwą? Rozmowa z Marcinem Łapczyńskim, dyrektorem Instytutu Polskiego w Wilnie

DZIAŁ WSCHODNI. Czy warto przejmować się Litwą? Rozmowa z Marcinem Łapczyńskim, dyrektorem Instytutu Polskiego w Wilnie

W marcu 1996 roku w Wilnie zainicjował działalność Instytut Polski, jedna z najprężniej działających instytucji zagranicznych na Litwie. Od listopada 2015 roku jego dyrektorem jest Marcin Łapczyński (wcześniej pracownik Departamentu Współpracy z Zagranicą MKiDN, zajmujący się promocją kultury polskiej).

Antoni Radczenko: Jeśli chodzi o kwestie polityczne to obecnie relacje polsko-litewskie nie wyglądają najlepiej. Czy polityka ma wpływ również na współpracę w dziedzinie kultury?

Marcin Łapczyński: Przed przyjazdem na Litwę miałem sporo obaw związanych między innymi z napięciami w stosunkach polsko-litewskich, które prawdopodobnie, niestety, jeszcze przez jakiś czas pozostaną nierozwiązane. Wydawało mi się, że mogą one przekładać się bezpośrednio na pracę w obszarze współpracy kulturalnej. Na szczęście, po półrocznym pobycie na Litwie, mogę powiedzieć, że to, co się dzieje między politykami, gdzieś wysoko ponad nami, nie wpływa znacząco na działalność Instytutu Polskiego na Litwie. A robimy całkiem sporo, bo w ciągu roku od stu do stu dwudziestu projektów w każdej dziedzinie. Praktycznie nie ma tygodnia, żebyśmy nie organizowali pokazu filmu, spotkania z poetami lub pisarzami, projektów teatralnych, muzycznych czy spotkań z młodzieżą. W kwietniu w Kownie spotkałem się ze studentami Uniwersytetu Witolda Wielkiego, zafascynowanymi językiem polskim. Jest tam taka mała grupa entuzjastów, co bardzo cieszy. Opowiadałem im o historii Instytutu i z szybkich obliczeń wyszło nam, że w ciągu dwudziestu lat obecności na Litwie nasza placówka zorganizowała grubo ponad dwa tysiące wydarzeń. To ogromna liczba i powód do dumy. Nie odczuwamy większych problemów w realizacji planów, wiele osób i instytucji jest nam przychylnych. Robimy swoje, niezależnie od polityki.

Co spowodowało, że zgodził się Pan na objęcie stanowiska dyrektora Instytutu Polskiego?

Wcześniej przez wiele lat pracowałem w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, gdzie zajmowałem się współpracą międzynarodową i promocją polskiej kultury za granicą. Moje działania w Instytucie Polskim są w pewnym sensie kontynuacją tego, co robiłem w Warszawie. Z jednej strony to bardzo wymagające obowiązki, bo Litwa z różnych względów nie jest łatwym miejscem, ale z drugiej strony ta praca oferuje dużo interesujących wyzwań i pozwala na kontakt z wieloma ciekawymi osobami. Pracując w Instytucie Polskim w Wilnie, nie można się nudzić.

Co Pana na Litwie najbardziej zaskoczyło – pozytywnie i negatywnie?

Litwa to różnorodny kraj, o bardzo ciekawej historii, kulturze i przepięknej naturze. Kraj tak bliski Polakom, ale jednocześnie nadal wiemy o nim mało. Mimo że znam Litwę, bo studiowałem tutaj przed dziesięcioma laty w ramach wymiany studenckiej, to jeszcze za wcześnie, by się pokusić o głębsze przemyślenia. Może uda mi się interesująco odpowiedzieć na to pytanie dopiero za cztery lata, przed powrotem do Polski. Litwa jest ciekawa z różnych względów. Leży na pograniczu Europy Środkowej, Wschodniej i Północnej. Litwini zaliczają siebie do krajów bałtyckich, ale nie mogą się odciąć od dziedzictwa i historii, czyli od związków z Polską, Białorusią, Ukrainą czy Rosją. Dla mnie, absolwenta stosunków międzynarodowych, jest to bardzo dobre miejsce do obserwacji polityki międzynarodowej. Mój studencki pobyt na Litwie zaowocował obszerną pracą magisterską, która była poświęcona trzem republikom bałtyckim i ich tożsamości międzynarodowej. Zajmowałem się tym, jaki wpływ na tę tożsamość miała i wciąż ma Rosja.

Sądzi Pan, że położenie geograficzne wpływa na charakter narodowy?

Myślę, że tak. Położenie geograficzne i geopolityczne Litwy, przenikanie się kultur, języków, różnych opinii i postaw − bez wątpienia wpłynęły na charakter Litwinów, podobnie zresztą jak i Polaków. Wydaje mi się, że nasze narody łączy bardzo wiele: poczucie dumy ze swojego kraju, ze swojej historii, z kultury, języka, przywiązanie do takich wartości jak honor, ale także poczucie humoru. Natomiast uważam, że Litwini są bardziej zamknięci w sobie, jeszcze bardziej niż my nieufni. Być może odgrywa tu jakąś rolę bliskość Skandynawii?

Wspominał Pan o wpływach Rosji na Litwie. Są one widoczne nie tylko wśród miejscowych Rosjan, ale również wśród Litwinów i Polaków. Czy można coś zrobić, aby to oddziaływanie zmniejszyć na przykład na korzyść kultury polskiej?

Rzeczywiście, z ostatnich badań socjologicznych wynika, że bardzo wielu Polaków na Litwie ogląda na co dzień rosyjską telewizję i słucha rosyjskiego radia. Rosyjska kultura masowa jest więc tutaj powszechnie obecna. Oczywiście bardzo trudno jest konkurować z rosyjskimi wpływami. Rosjanie dysponują ogromnymi funduszami, a ich mass media mają o wiele większy zasięg. W tej chwili na Litwie w telewizjach kablowych można oglądać tylko TVP Polonia, natomiast rosyjskich kanałów jest kilkanaście. To pokazuje, jak duże wyzwanie stoi przed polskimi władzami oraz Instytutem Polskim. Dlatego staramy się, aby było coraz więcej projektów skierowanych do różnych grup odbiorców, zarówno do dzieci i młodzieży, jak i do osób starszych oraz by nasza oferta była jak najbardziej zróżnicowana i pokazywała to, co polska kultura ma najciekawszego do zaoferowania. Coraz częściej też realizujemy nasze projekty poza Wilnem. Jesteśmy już obecni w Kownie i Kłajpedzie, zamierzamy dotrzeć i do mniejszych miejscowości, takich jak Poniewieża, Olita, Koszedary, Kiejdany, Janów, Soleczniki. Dodam, że większość naszych imprez nie jest biletowana, mogą w nich uczestniczyć wszyscy chętni.

Czasami słyszymy z ust polskich polityków lub publicystów, że nie warto przejmować się Litwą, ponieważ jest to mały kraj bez większego znaczenia.

W stosunkach międzynarodowych nie można prezentować takiego podejścia. Każdy kraj powinien utrzymywać pozytywne relacje ze wszystkimi partnerami, zwłaszcza z sąsiadami. Oczywiście Polska jest terytorialnie nieporównywalnie większa od Litwy, potencjały obu państw są różne, tak jak różne bywają nasze interesy, czy to polityczne, czy gospodarcze, łączą nas jednak wieki wspólnej historii i wspólnej państwowości. Rzeczpospolita Obojga Narodów była w swoim czasie najpotężniejszym krajem w tej części Europy. Dlatego powinniśmy współpracować i dążyć do szybkiego rozwiązania problemów, które na drodze tej współpracy stoją. Wiele z nich nie wymaga wysiłku, ale jedynie dobrej woli w wypełnianiu międzynarodowych zobowiązań.

Czy na Litwie istnieje zapotrzebowanie na kulturę polską? Misją Instytutu jest promocja kultury polskiej wśród wszystkich mieszkańców Litwy, nie tylko wśród miejscowych Polaków…

Ideą, która przyświecała powołaniu Instytutów Polskich[i], było realizowanie projektów promujących Polskę poprzez kulturę, naukę, język, historię, czy też sport. Tak było i w przypadku placówki w Wilnie. Oznacza to, że jesteśmy otwarci na wszystkich: Litwinów, Polaków, Białorusinów, Rosjan. Dlatego też wszystkie informacje publikujemy zawsze przynajmniej w dwóch językach: po polsku i po litewsku. Ma to również wymiar edukacyjny, bo w ten sposób promujemy język polski. Zapotrzebowanie na kulturę polską jest. Na nasze imprezy przychodzi sporo widzów. Obserwujemy duży popyt na kino polskie, a polscy reżyserzy cieszą się na Litwie dużym uznaniem. To jest ta dziedzina, dzięki której najłatwiej dotrzeć do litewskiego odbiorcy. Na tegorocznym największym litewskim festiwalu filmowym Kino Pavasaris pokazaliśmy aż 16 polskich tytułów. Na niektórych seansach nie było wolnego miejsca na sali. Sam miałem problemy z dostaniem się na pokaz filmu „Moje córki krowy“, bo bilety były wyprzedane. Dlatego taką wagę przywiązujemy do, organizowanego od 16 lat, Festiwalu Filmu Polskiego. W ubiegłym roku wzięło w nim udział ponad 4,5 tysiąca widzów. Co miesiąc w Wilnie, Kownie i Kłajpedzie organizujemy bezpłatne pokazy filmów w ramach Klubu Filmu Polskiego. W tym roku projekt poświęcony jest dorobkowi Łódzkiej Szkoły Filmowej.

Czy jest szansa, że polskie filmy trafią do normalnej dystrybucji kinowej? Czy Instytut może w tym pomóc?

Wszystko zależy od dystrybutorów. Wiadomo, że obecnie na całym świecie, także na Litwie, największą popularnością cieszą się hollywódzkie megaprodukcje. Filmy polskie, czeskie lub węgierskie to dla dystrybutorów ryzyko. Wiem, że obecnie prowadzone są rozmowy dotyczące wprowadzenia do litewskich kin filmu „Moje córki krowy”. Mam nadzieję, że się to uda. Lepiej jest z obecnością polskich filmów w litewskiej telewizji. Instytut od wielu lat współpracuje z publiczną telewizją LRT, w której pokazujemy najciekawsze polskie produkcje. W tym roku będą to, prawdopodobnie, „Miasto 44”, film o księdzu Popiełuszce oraz jeden z tytułów Krzysztofa Zanussiego. 

Instytut Polski zajmuje się przede wszystkim promocją kultury z wyższej półki. Co sądzi Pan na temat promocji kultury popularnej, niszowej czy alternatywnej?

Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że Instytu zajmuje się promocją kultury z wyższej półki. Owszem, staramy się, by nasze imprezy były na najwyższym poziomie, jakość jest gwarancją sukcesu, nie oznacza to jednak, że wszystkie nasze projekty to, jak Pan to ujął, „kultūra z wyższej półki“. Staramy się zachować zdrową równowagę pomiędzy tzw. kulturą wysoką a popularną. W tym roku zaplanowaliśmy szereg różnorodnych wydarzeń dla różnych odbiorców. Warto wspomnieć, że po raz pierwszy w osiemnastoletniej historii najbardziej znanego festiwalu mody w krajach bałtyckich − Mados Infekcija − zaprezentowaliśmy współczesnych polskich projektantów. W tych pokazach uczestniczyło kilkaset osób. Opowiadając o sukcesie polskiego sektora kreatywnego, staramy się dotrzeć do pasjonatów gier komputerowych czy animacji. Wspieramy też projekty prezentujące polską muzykę współczesną. W ramach tych działań odbyły się koncerty zespołów Bokka i Paprika Corps, czy choćby cykl audycji o nowych polskich twórcach w radiu LRT Opus. Każdy w naszej ofercie powienien znaleźć coś dla siebie.

Czy jest różnica w odbiorze kultury polskiej w Wilnie, które nadal pozostaje miastem wielokulturowym i wielojęzycznym, i w innych miastach Litwy?

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że codziennie w Wilnie odbywa się kilkanaście wydarzeń kulturalnych. Dostęp do kultury jest tutaj o wiele łatwiejszy niż na prowincji. Przy czym nie mówię o Kownie czy Kłajpedzie, bo tam również stosunkowo dużo się dzieje, ale już w Szawlach, Poniewieżu, Olicie oferta jest ograniczona. To oznacza, że na imprezy, które tam organizujemy, przychodzi o wiele więcej mieszkańców. Podam dwa przykłady. W kwietniu na festiwalu filmowym w Poniewieżu gościł Krzysztof Zanussi ze swoją retrospektywą. Film otwarcia z jego udziałem przyciągnął prawie 900 osób. W Solecznikach na pokaz filmu w ramach Klubu Polskiego Kina dla dzieci przyszło prawie 300 najmłodszych kinomanów. Bardzo nas cieszy współpraca z muzeum regionalnym w Janowie (Jonava). Pokazywaliśmy tam film „Dotknięcie anioła” oraz wystawę o lokalnym patriotyzmie „Kto ty jesteś?”. Przy tej okazji odbyły się również warsztaty dla dzieci. Odbiór tych wydarzeń jest zupełnie inny niż w Wilnie.

Cieszę się również, że ostatnio wiele imprez odbywa się już bez udziału i wsparcia Instytutu Polskiego. To jest dobry znak, bo pokazuje, że polscy i litewscy artyści umieją współpracować, że polskie i litewskie instytucje kultury są równorzędnymi partnerami. Chciałbym tu wspomnieć o wielkim sukcesie Krystiana Lupy, który wystawił w Litewskim Narodowym Teatrze Dramatycznym sztukę Thomasa Bernharda „Plac Bohaterów”. Autorzy spektaklu otrzymali aż cztery najważniejsze litewskie nagrody teatralne – Złote Krzyże Sceny. Spektakl podobał się również w Polsce, niedawno był pokazywany w Chinach a latem zagości na najważniejszym festiwalu teatralnym w Awinionie. Takich przykładów można podać wiele.

A jak jest z promocją polskiej literatury na Litwie? W ubiegłym roku w Polsce ukazało się kilka książek litewskich autorów. Czy na Litwie wydaje się literaturę polską?

Rzeczywiście w ostatnim czasie w Polsce pojawiło się sporo litewskich książek, w bardzo dobrych tłumaczeniach. To ogromna zasługa przede wszystkim Kolegium Europy Wschodniej we Wrocławiu, które publikuje Tomasa Venclovę, Leonidasa Donskisa, czy Herkusa Kunčiusa. Sądzę, że to również skutek sezonu kultury litewskiej, który odbył się jesienią 2015 roku w Krakowie, a także starań Rasy Rimickaitė, byłej attache kulturalnej ambasady Litwy w Warszawie. Jeżeli zaś chodzi o polską literaturę nad Niemnem, to po pierwsze − było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, że na Litwie jest bardzo mało dobrych tłumaczy literatury polskiej. Wydawać by się mogło, że w takim mieście, jak Wilno, gdzie słychać język polski na ulicy, gdzie są polskie szkoły oraz polonistyka na dwóch uniwersytetach, profesjonalnych tłumaczy powinno być na pęczki, a tak naprawdę można ich na palcach jednej ręki policzyć. To sprawia, że mają dużo pracy i trudno jest im na bieżąco tłumaczyć współczesne pozycje. Po drugie − bardzo trudno nakłonić litewskich wydawców do publikowania książek polskich autorów. Zakładam, że w czasach kryzysu czytelnictwa wydawnictwa patrzą na książki przez pryzmat zysku. A o wiele bezpieczniej jest wydawać skandynawskie kryminały, które cieszą się popularnością na całym świecie. To zresztą nie tylko litewska bolączka, podobnie dzieje się w innych krajach. Z trzecim problemem spotykamy się na przykład podczas Wileńskich Targów Książki, na których praktycznie nie ma polskich wydawnictw. Staramy się tę lukę wypełnić poprzez stoisko Instytutu, na którym prezentujemy literaturę polską i organizujemy spotkania z polskimi aturami. Jednak jako placówka dyplomatyczna nie możemy prowadzić działalności komercyjnej, dlatego nie wolno nam finansować kosztów obecności na targach prywatnych wydawców.

Rozumiem, że choć nie reguluje tego statut, rolą Instytutu Polskiego, jak również innych przedstawicielstw polskich na Litwie, jest tworzenie lobbingowej grupy propolskiej. Czy w ciągu dwudziestu lat działalności udało się taką grupę lobbingową zbudować?

Na Litwie jest wiele osób przyjaznych Polsce. Być może jest w tym i zasługa Instytutu Polskiego. Cieszę się, że moim poprzednikom na stanowisku dyrektora oraz pracownikom Instytutu udało się zgromadzić wokół placówki liczną grupę przyjaciół i sprawdzonych partnerów, zawsze chętnych do pomocy lub udziału w ciekawym projekcie. Mam nadzieję, że tych osób będzie coraz więcej. Cieszę się, że na początku mojej pracy w Wilnie, wspólnie z ambasadorem Jarosławem Czubińskim mogliśmy wręczyć przedstawicielom tej grupy odznaczenia nadane przez Prezydenta RP za wkład w rozwój polsko-litewskiej współpracy kulturalnej. Cieszy mnie także to, że w litewskich mediach coraz częściej pojawiają się przychylne Polsce teksty. To także rezultat naszej pracy, w tym wizyt studyjnych litewskich dziennikarzy w Polsce, które organizujemy. Mam nadzieję, że tych nieprzychylnych bądź zniekształcających obraz Polski artykułów będzie coraz mniej. Jeżeli chcemy czytelnikom rzetelnie opowiadać o sąsiedzie, o ważnym partnerze − nie można skupiać się tylko na negatywach.

Rozmawiał Antoni Radczenko.

[i] Na całym świecie działają 24 Instytuty Polskie – przyp. A. R.

Klub Polskiego Filmu w Centrum Kultury w Solecznikach - 12 maja pokazano "Magiczne drzewo" w reż. Andrzeja Maleszki. Na seans przyszło ok. 300 dzieci. Fot. dzięki uprzejmości IP w Wilnie.

Klub Polskiego Filmu w Centrum Kultury w Solecznikach - 12 maja pokazano "Magiczne drzewo" w reż. Andrzeja Maleszki. Na seans przyszło ok. 300 dzieci. Fot. dzięki uprzejmości IP w Wilnie.

Klub Polskiego Filmu - repertuar na maj 2016.

Klub Polskiego Filmu - repertuar na maj 2016.