Strona główna/ESK i Warszawa – w 7 minut

ESK i Warszawa – w 7 minut

Dzień dobry. Mam taką prośbę, zamiast planszy „Warszawa” na wyświetlaczu poprosiłabym o planszę z czasem. Mam nadzieję, że Warszawa zajmie nie więcej niż 7 minut.

Około roku 2007 stolica miała bardzo dobrze zintegrowaną i funkcjonująca sferę pozarządową. Dzięki pączkującym klubokawiarniom mieliśmy takie poczucie, że organizacje społeczne, czy też obywatele, którzy nie są w ogóle zrzeszeni w żaden instytucjonalny sposób, ale chcieliby uczestniczyć w życiu kulturalnym swojego miasta, potrafią się organizować, by to osiągnąć. Nawet w sytuacji, gdy strona urzędnicza czy też zarządzająca miastem nie jest w stanie tego zrobić. W tamtym czasie, chyba nie bardzo do nas dotarło, że Warszawa w ogóle kandyduje, że zgłosiła akces do ESK. Prawdę mówiąc, do dzisiaj nie wiem jak ten proces przebiegał. Czy ta decyzja została podjęta przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego – czy było to jeszcze za jego prezydentury – czy też miało to jakiś inny przebieg?

W roku 2009 mamy świetnie działającą Komisję Dialogu Społecznego ds. Kultury, której przewodzi Grzesiek Lewandowski. Jest on założycielem jednej z najciekawszych, najlepszych klubokawiarni w Warszawie – „Chłodnej 25”, która daje miejsce do działania większości organizacji pozarządowych działających na polu kultury, ale także inicjatywom twórczym, artystom. W tym samym 2009 roku, mamy postępującą demokratyzację i wprowadzanie reguł transparentności do systemu dystrybuowania środków finansowych przeznaczanych na kulturę przez Warszawę. Mamy także nowatorskie konkursy wieloletnie. Takie procesy zachodzą dzięki działalności Komisji Dialogu Społecznego i dzięki tym ludziom, którzy w ramach działalności w NGO podejmują się mediacji między stroną samorządową a społeczną.

W tym samym 2009 roku instytucje kultury działające w Warszawie – a wiecie, że jest ich całe mnóstwo – one jeszcze ciągle żyją własnym życiem, dość uśpione. Jest jedna innowacyjna sytuacja – powołane w 2005 r. Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Tutaj chciałabym zaprezentować przykład, który troszkę was ostudzi i ostrzeże przed zbyt swobodnym posługiwaniem się statystyką. Otóż, w momencie podejmowania decyzji, czy budować w Warszawie wspominanie muzeum, zostały zamówione badania przeprowadzone przez Centrum Badania Opinii Społecznej. Wykonało ono takie badanie, z którego wynikało, że co najmniej 40% do 50% warszawiaków jest zainteresowana sztuką współczesną. Pytanie brzmiało: „Czy interesuje się Pan/Pani sztuką tworzoną współcześnie?”. W odpowiedzi „Zdecydowanie tak” zadeklarowało 15%, „Raczej tak” 38,2 %, a „Raczej nie” 31%. Odpowiedzi pozytywne, zliczone razem z „Raczej nie” – bo właściwie czemu nie [śmiechy z sali] – dają prawie 80%. Na tej podstawie można było powiedzieć „TAK”, Warszawa dorosła do tego, żeby mieć Muzeum Sztuki Nowoczesnej za gigantyczne pieniądze, w centralnym punkcie miasta na Placu Defilad; ale także, że obywatele tego miasta są gotowi w nim partycypować i generować ruch roczny dający przynajmniej 1 milion zwiedzających i wpływy z biletów wstępu. Takie były bardzo optymistyczne założenia.

W 2009 roku urząd miasta bardzo mocno zaczyna mówić o tym, że Warszawa kandyduje o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i przedstawia urzędnika, który będzie pełnomocnikiem prezydenta w walce o to miano. Tutaj zaczyna się historia o dezintegracji i dwutorowości życia kulturalnego Warszawy. Z jednej strony pojawiły się głosy mówiące: „po co mamy kandydować?”. Z drugiej strony, odpowiedź na to pytanie – udzielana między innymi przeze mnie, dlaczego uważam że warto się zaangażować. Próbowaliśmy wywrzeć nacisk na urzędzie, aby stworzył długofalową politykę kulturalną dla miasta. Warszawa jej nie miała, i nie ma do dzisiaj (to już nieaktualne: Program Rozwoju Kultury w Warszawie do roku 2020, dokument stworzony w trakcie starań o tytuł ESK przez komitet złożony z przedstawicieli bardzo wielu środowisk związanych z kulturą, został ostatecznie przyjęty przez Radę Warszawy 29 marca 2012 r. – przypis BŚ). Naszym argumentem podstawowym za tym dlaczego powinniśmy się zaangażować było: ponieważ ten konkurs jest traktowany zadaniowo przez Urząd Miasta i samego prezydenta. To znaczy w taki sposób, że to jest nasz cel, musimy go zdobyć, nadchodzą wybory samorządowe, będzie to jeden z punktów naszej przedwyborczej kampanii, zrobimy wszystko, by ten tytuł zdobyć, czyli zainteresujemy się kulturą. I tak się zresztą stało.

W Warszawie budżet na kulturę jest w porównaniu z innymi miastami niewyobrażalnie wysoki. Parę liczb: w 2007 roku było to 99 mln zł, w 2009 roku 158 mln zł, w 2010 roku 163 mln zł i w 2011 spadek do 125 mln zł. Dlaczego? Dlatego, że skończono już budowę Centrum Nauki Kopernik. Jest to inwestycja zaliczana do inwestycji kulturalnych, a we wszystkich tych kwotach są oczywiście pieniądze inwestycyjne. Jeżeli chodzi o pieniądze na działalność kulturalną organizacji społecznych, to jest to dużo mniej. W tym roku, jak mówiła Beata Chmiel, Warszawa obcięła sobie budżet na kulturę. Jest to oczywiście związane z tym, że Warszawa nie zdobyła tytułu. Prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz bardzo solidnie przygotowywała się do udziału w konkursie ESK, muszę to powiedzieć szczerze, ponieważ widziałam ją w akcji –potraktowała to bardzo serio i była przygotowana do kandydowania, znakomicie argumentowała w czasie wystąpień przed komisją. Jednak w momencie, w którym odpadliśmy, temat kultury zniknął. Tak jak strona ESK Warszawy z sieci. Kiedy na spotkaniu zamykającym starania Warszawy o tytuł ESK jako Rada Programowa poprosiliśmy o przygotowanie rozliczenia ESK – nie chodziło o finansowe, a o merytoryczne – a także o przystąpienie do Monitora Kultury utworzonego przez Obywateli Kultury, pani prezydent powiedziała: „Warszawa nic nie musi”. To był moment, kiedy okazało się, że obietnice mówiące, że nawet jeśli nie wygramy to będziemy realizować program aplikacji, że nie zostaną zrealizowane. Aplikacja finałowa przygotowana przez Grzegorza Piątka była w porządku, szczególnie polecam wam lekturę zwłaszcza takiego małego podrozdziału, w którym wymienione są problemy Warszawy. Jest to jeden z najszczerszych dokumentów dotyczących funkcjonowania miasta – na przykładzie Warszawy – jaki czytałam; jest tam wszystko napisane, naprawdę otwartym tekstem.

Ostatnia minuta, żeby wszystko podsumować. Jakie mamy osiągnięcia? Otóż, Program Rozwoju Kultury w Warszawie do roku 2020 był opracowany przez liczący ponad 20 osób komitet redakcyjny, w którym ja i Beata Chmiel miałyśmy okazję pracować. Sam dokument został napisany głównie przez organizacje pozarządowe, ale poddany został bardzo szerokim konsultacjom, ze wszystkimi możliwymi stronami zaangażowanymi w tworzenie i udostępnianie kultury w stolicy – zebrano ponad 500 uwag i poprawek. Wszystkie one były dyskutowane i miały wpływ na ostateczne brzmienie tego dokumentu.

Na koniec chciałabym wyartykułować dwa wnioski na koniec. Po pierwsze, musimy bardzo mocno uważać na to, co się dzieje z naszymi miastami, organizacjami i ideami, kiedy wezmą się za nie prawnicy. Chodzi o to, że ich hegemonia jest gigantyczna; a także o to, co potrafią oni zrobić z dokumentem, który powinien mieć żywy charakter, być zrozumiały dla każdego czytającego. Podając na przykład dziwne argumenty typu, że dla nich definicja działania kulturalnego jest niejasna, albo pytając kim właściwie jest animator kultury, lub co to są działania performatywne sprawiają, że to co w intencji było słuszne, na koniec okazuje się bełkotem, jest niestosowalne. To jest jedna z rzeczy, których się nauczyliśmy. Lobby prawnicze powoduje, że ten nasz świat zaczyna być tak samo nieznośny, jak wtedy, kiedy przystępowaliśmy do jego reformy. Więc tutaj trzeba bardzo mocno uważać.

Po drugie, środowisko związane z kulturą ma niestety skłonność – i to także widać podczas naszego spotkania – do zamykania się w treściach, które ja określam jako „związkowe”. Jesteśmy bardzo hermetyczni i mówimy o rzeczach, które nikogo poza tą salą naprawdę nie interesują. Ludzi interesują wydarzenia kulturalne, a nie to, w jaki sposób dochodzi do ich produkcji. Jak mówi Edwin Bendyk – mieliśmy wczoraj krótką rozmowę na ten temat, ale taką, która mi trochę zaburzyła sen – że kiedy mówimy o kulturze, o naszych działaniach w ramach ESK (które wpłynęły bądź nie wpłynęły na to, co się dzieje z obywatelami w naszym mieście), to mam poczucie, że ESK była jednak za bardzo „związkowa”; że konkurs ten był o tym, jak robić, jak produkować kulturę, która w dodatku miałaby być dostępna w bardzo konserwatywny sposób. I nawet jeśli mechanizmy, które próbowaliśmy tworzyć są nowoczesne, to projektowany odbiór i same wydarzenia, były dość tradycyjne w formie. I tu skończę, dziękuję bardzo.

Bogna Świątkowska

Wypowiedź na seminarium Polskie Stolice Kultury, Lublin 4 II 2012. Tytuł pochodzi od redakcji.



Zobacz także:Aplikacja Warszawa ESK 2016Druga Aplikacja – Warszawa ESK 2016Blog Rady Programowej Warszawa ESK 2016

Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020 uchwalony przez Radę Miasta