Strona główna/FELIETON. Rozległe działania

FELIETON. Rozległe działania

Rozległe działania*

Ołeksandr Bojczenko

Świętej pamięci Wasyl Kożelianko opowiadał kiedyś o początkach swojej kariery felietonisty w jednej  niewielkiej, ale ambitnej gazecie w Czerniowcach. Początki te przypadły na ostatnie lata sowieckie, tematów do pisania nie brakowało i każdego dnia ta liczba się zwiększała, a Kożelianko, razem z ówczesnym redakcyjnym przyjacielem, ciągnęli sami po kilka rubryk naraz,  także politycznych.

– Aleśmy po nich równo pojechali, z góry na dół – powiedział Wasyl.
– Po kim? – poprosiłem o wyjaśnienie.
– Po Bushu, Gorbaczowie i pozostałych liderach światowych.
– A za co?
– Za niewłaściwą geopolitykę.
– No i jak ci światowi liderzy zareagowali?
– No właśnie nie za bardzo. W pewnym momencie zastanawialiśmy się, czy oni w ogóle czytają naszą gazetę. Ale kontynuowaliśmy pisanie.
– A dlaczego?
– Żeby sobie ulżyć.

Wasyla już dziesięć lat nie ma z nami, a ja niemal za każdym razem, kiedy wystukuję na klawiaturze różne wpływowe nazwiska Putina, Trumpa, Merkel, Macrona lub Mey, wspominam tę naszą rozmowę. Nie ma głupich: wiem, że nosiciele tych olimpijskich nazwisk nie tylko nie wezmą do siebie moich słów, ale też nigdy nawet nie dowiedzą się o moim istnieniu. Dlaczego jednak miałbym sobie nie ulżyć?

Jednym z najskuteczniejszych sposobów doprowadzenia człowieka do moralnej degradacji jest zmuszenie go, by żył w ciągłym poczuciu upokorzenia i strachu. Nie tyle zmuszenie go do takiego żywota, ile wymuszenie świadomości własnego beznadziejnego położenia i przekonania, że nie może tego zmienić. Piekło nie jest piekłem z racji panującego tam okrucieństwa, ale dlatego, że nie ma z niego wyjścia. A tam, skąd wyjścia nie ma, moralne prawa nie działają. Dobrze to rozumieli budowniczowie Gułagu i nazistowskich obozów koncentracyjnych. I nie najgorzej to rozumie Putin, doprowadzając do degradacji moralnej całą tak zwaną światową wspólnotę.

Zło jest banalne, twierdziła Hannah Arendt. Może i tak. Ale banalność też bywa doskonała. Cynizm Putina i głównych wykonawców jego polityki – szczególnie w stosunku do „liderów światowych”–  jest na tyle doskonały, że wywołuje u mnie bezsilną złość pomieszaną z zachwytem. Na tle manewrów Putina reszta dzisiejszych „liderów światowych” wydaje się grupą zagubionych i zdezorientowanych w leśnej głuszy turystów z przytułku dla obłąkanych. Gdzieś z chaszczy i kniei dobiega ich wygłodniały niedźwiedzi ryk, wszyscy lękliwie spoglądają, i każdy pielęgnuje ukrytą nadzieję, że drapieżnik porwie spośród nich kogoś innego. „Do jutra jeszcze daleko – myśli sobie jeden z drugim – jutro niech się dzieje wola Boża. Żeby tylko dzisiaj  przetrwać”.

A nie, przepraszam, brytyjska premier Teresa May, która w czasie swojej kadencji na stanowisku ministra spraw wewnętrznych długo kisiła informację o śmierci Litwinienki, żeby nie obrazić Rosji, ostatnio – po zatruciu Skripala – wykazała się bezprecedensową determinacją. Prawie jak jej kolega Chamberlain w 1939 roku. „Proponuję – powiedziała – ultimatum i wymagam od Rosji wyjaśnień: dlaczego na naszym terytorium trujecie ludzi? Jeżeli nie wyjaśnicie, to stracimy bilety, ale my, z Elżbietą, na waszych Łużnikach nogi nie postawimy. Piłkarze, rzecz jasna, mogą jechać: mają do tego prawo, ale my osobiście ogłosimy wam bojkot”. Na to, oczywiście, właściwy Putinowi Ławrow, zaledwie powstrzymując rechot, odpowiedział: „Niedobrze, że wy, Anglicy, niby kulturalni ludzie, a konwencji o zakazie broni chemicznej nie przestrzegacie. Co jest z wami?”. I Putin w podobnym dyplomatycznym stylu: „Wy – radził – zbierzcie się w Anglii się do kupy, zróbcie porządek. A świat – melancholijnie dodał – możemy zniszczyć, i nie trzeba do wróżki chodzić. Bo po co nam taki świat, w którym nie będzie Rosji?”. „Naturalnie – podsumował incydent rosyjski ambasador w Londynie – my wam tego nie wybaczymy”. I myślę, że nie kłamał, bo czego jak czego, ale własnych zbrodni Rosja nigdy nikomu nie wybacza.

A co słyszymy w odpowiedzi od „liderów światowych”? Obiecują wzmocnić sankcje. A jeżeli i to nie wpłynie na Putina, wtedy „liderzy światowi” zastosują „rozległe działania”, tylko nie mówią jakie, żeby szpiedzy się nie dowiedzieli. Dziwnie to słyszeć: olśnienie w głowach „liderów światowych” i przypuszczenie, że nowe sankcje za zatrucie Skripala wpłyną na zachowanie Rosji nie bardziej niż stare sankcje za agresję na Ukrainie. Czyli w żaden sposób nie wpłyną. Minęły zaledwie cztery lata, a oni, „liderzy światowi”, zaczynają się rozglądać…

W zasadzie „liderów światowych” też można byłoby zrozumieć: państwo ukraińskie – podłe i głupie, ukraiński naród – podzielony, skłócony i gotowy sam sobie przegryźć gardło. Komu miałoby zależeć, żeby czegoś podobnego bronić? Poza tym – bronić przed Rosją z jej jądrowym arsenałem i totalnym narodowym wsparciem władzy. Dlatego „liderów światowych” można byłoby zrozumieć – gdyby chodziło tylko o Ukrainę. Podobnie jak w 1939 roku można byłoby zrozumieć ówczesnych czemberlenów, gdyby wtedy chodziło tylko o Polskę. Bo państwo polskie w roku 1939 w wielu aspektach przypominało dzisiejsze państwo ukraińskie. Ale w dzień inwazji Niemców na Polskę  to przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. I gdyby ówcześni „liderzy światowi” w porę pojęli skalę zagrożenia, to mogliby wstrzymać hitlerowską agresję mniejszym kosztem, a nie położyć później trupem 50 milionów ludzi .

À propos ogólnonarodowego wsparcia. W autobiograficznej książce Na nieludzkiej ziemi Józef Czapski wspomina o zmianach nastrojów Rosjan, które dały się zaobserwować na początku wojny niemiecko-sowieckiej. Jeszcze wczoraj wydawało się, że całe społeczeństwo pod wpływem entuzjazmu militarnego jest gotowe  oddać życie w imię nieomylnej linii partii i kochanego towarzysza Stalina. Jednak wraz z pierwszymi porażkami na froncie nagromadzona przez dziesięciolecia frustracja wydostała się na powierzchnię: „(…) zupełnie nie do uwierzenia – pisze Czapski. – Ani śladu politruków, wszyscy się skarżą na głód (…) Chłop  z dużą brodą, w sile wieku, pyta, dlaczego my się chcemy bić po stronie Sowietów, że on ani myśli bić się dla nich,  właśnie chce się bić przeciwko «czerwonym łajdakom»”[1]. I podobnych przykładów znajdziemy wiele. Jednak nawet bez świadectw Czapskiego znane są fakty masowej kapitulacji – w pierwszych miesiącach wojny – oddania czerwonoarmistów do niewoli lub dobrowolnego przejścia na stronę Niemców. Tak, dyktatorzy często mogą chwalić się rzekomym masowym poparciem  swoich gnębionych narodów, ale – tylko dopóty, dopóki podtrzymują swój wizerunek zwycięzców.

Czy dzisiejszy „liderzy światowi” zdają sobie z tego sprawę? Podejrzewam, że zdają. Stąd wynika jedno ważne pytanie: czy wreszcie ośmielą się stać liderami światowymi bez cudzysłowu i zastosować do putinowskiej Rosji prawdziwe – też bez cudzysłowu – rozległe działania. Podejrzewam, że na razie nie. Podejrzewam, że dla prawdziwych rozległych działań jest potrzebny trochę inny, niż dzisiaj, Zachód. Zachód na czele nie z żałosnymi politykami, a działaczami państwowymi, którzy zbiorą się na tajne zebranie i powiedzą jeden drugiemu: „OK, ten psychopata Putin grozi, że może zniszczyć świat. Czego więc wart jest świat, który nie może zniszczyć psychopaty Putina?”.

19 marca 2018

Ołeksandr Bojczenko

Tłumaczyli Sergii Hładyszuk, Aleksandra Zińczuk
*Pierwodruk Zbrucz.eu: https://zbruc.eu/node/77776
[1] J. Czapski, Na nieludzkiej ziemi, Warszawa 1990, s. 55.

dr Ołeksandr Bojczenko – ur. 1970r., ukraiński krytyk i badacz literatury, eseista, tłumacz, kolumnista. Autor zbiorów esejów Coś w rodzaju chautauqua (2003), Chautauqua plus (2004), Byle książka (2011), Moi wśród obcych (2012), 50 procent racji (2015). Autor licznych przekładów z języka polskiego i rosyjskiego, tłumacz m.in. Tadeusza Borowskiego, Leszka Kołakowskiego, Marka Hłaski, Jerzego Pilcha, Olgi Tokarczuk, Andrzeja Stasiuka, Daniela Odiji. Wielokrotny (2005, 2008, 2013) stypendysta programu Ministra Kultury RP Gaude Polonia. W roku 2014 został uhonorowany odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

[1] Za oryginałem, wydanie z 1999 r.

Przedmiot żartów i część popkultury? Fot. Aleksandra Zińczuk.

Przedmiot żartów i część popkultury? Fot. Aleksandra Zińczuk.