Strona główna/FELIETON. „Nasz kolor to czerwony”

FELIETON. „Nasz kolor to czerwony”

Dichtung und Wahrheit

Dobiega końca szósty dzień stycznia 2016 roku, dobiega końca Święto Trzech Króli, moja żona kończy dzisiaj kolejny rok życia, to nie osiemnastka, więc nie będziemy tych cyfr wymieniać, orszaki przeszły przez większe i mniejsze miasta Polski, tu i ówdzie może nawet z wielbłądami, na Rynku w Krakowie spłoszył się koń, zrzucił jeźdźca i kopnął czteroletnią dziewczynkę, w stanie ciężkim trafiła do szpitala, Trzej Królowie w Lublinie – pieszo − sfotografowali się na tle bramy wjazdowej do Zamku, a że w Zamku jest siedziba Muzeum, to nad ich głowami widnieje taki właśnie napis, co można zobaczyć w galerii zdjęć na stronie Radia Lublin. W Puławach tych Trzech Króli było, jak mi ktoś mówi, dziewięciu, bo orszaki szły z trzech parafii. Nie bardzo w to rozmnożenie monarchów wierzę, tym bardziej że byli też Mędrcami, coś chyba się tej uczestniczce orszaku musiało pomieszać – sprawdzam w sieci: „Również w środę 6 stycznia po raz trzeci przejdzie ulicami Puław Orszak Trzech Króli. Wyruszy o godz. 13.00 z Placu Chopina przy UM (zbiórka 12.45) i przejdzie al. Królewską pod Pałac Czartoryskich, gdzie królowie złożą pokłon i dary Nowonarodzonemu Jezusowi. Nasza parafia będzie towarzyszyć królowi Kacprowi i będzie reprezentowała Europę, nasz kolor to czerwony. Każdy z nas niech zaopatrzy się w kawałek czerwonego płótna, a w czasie Orszaku niech zarzuci go na swoje ubranie w ten sposób, zaznaczymy swoją przynależność do kontynentu europejskiego. Na zakończenie orszaku nie będzie mszy św. Wszystkich chętnych do wzięcia udziału w orszaku zapraszamy już w przebraniu na mszę świętą o godz. 11.30, aby wspólnie po mszy wyruszyć na Plac Chopina. Czekamy jeszcze na ojców, którzy zasilą straż ojcowską orszaku, chętni mogą zapisać się w zakrystii po mszy św. Prosimy ubrać się na cebulkę, nigdy nie wiadomo, jaka pogoda nam będzie towarzyszyć” [cytaty z zachowaniem oryginalnej pisowni − przyp. red.]. Na innej stronie przeczytałem, że: „Nieodzownym elementem każdego Orszaku jest wspólne, głośne, radosne kolędowanie tysięcy ludzi, którzy idą za Trzema Królami ubranymi w piękne, barwne stroje oraz ich rycerzami, wojownikami i dwórkami. W ten sposób każdy może się przyłączyć do Orszaku Trzech Króli, stając się nie tylko biernym widzem, ale aktywnym uczestnikiem wydarzenia. Tego dnia każdy chce mieć na głowie papierową koronę, która przez lata stała się atrybutem święta”. Kiedy miałem kilka lat, koń mnie kopnął w głowę na wsi, wredny był, dobrze, że podszedłem blisko, bo to było bardziej pchnięcie, skończyło się na strachu, podobnie jak na strachu również w początku lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia skończyło się bliskie spotkanie z końską mordą na ulicy w Częstochowie, dokąd matka zabrała mnie na pielgrzymkę, jechało się nocą na skrzyni ciężarówki pod plandeką, ten już nie kopał, a chciał mnie chapnąć za ramię. Najbardziej jednak dał mi się we znaki koń poczciwy, łagodny kasztan drugiego wuja, na którym − trochę już starszy − pojeździłem na oklep po rybickich polach, odparzając sobie to i owo. Jeździłem kiedyś konno? Na oklep? Możliwe to? Przed świętami na klawiaturze mojego laptopa wylądowała szklanka gorącej, lekko posłodzonej herbaty; szklankę żona postawiła na biurku, a smycz owinęła się jej wokół palca. Kiedy okazało się, że twardy dysk uszedł cało, odczułem ulgę – nie muszę wysyłać życzeń świątecznych i noworocznych, z noworocznymi to jeszcze nie wiadomo, ze świątecznymi, uwzględniając przyjaciół obrządku wschodniego – też nie do końca. Bo oni dzisiaj, 6 stycznia siadają do wieczerzy wigilijnej. A ja taki ambitny jestem, że nawet życzeń nie umiem pisać przez kalkę i skoro każdy z kilkudziesięciu potencjalnych adresatów jest inny, to do każdego co innego powinienem napisać. Po kilku życzeniach z Węgier, po paru z Polski, które do mnie doszły, zorientowałem się, że jest nowy trend − w tym roku wiele osób używa formuły „błogosławionych świąt”, pani premier nie wyłączając. Zobaczyć rząd ubierający choinkę, ministrów wieszających na niej bombki – jak to się mawia − bezcenne. Z problemu życzeń pewnie można by jakoś wybrnąć, gdyby mieć trochę czasu, tyle ile się go miało w pierwszych klasach podstawówki i się dziecięciem robiło własnoręczne ozdoby na choinkę: łańcuchy z karbowanej bibuły, pająki ze słomy, nie, jabłuszek na czerwono się nie malowało, słońce zrobiło to jesienią, no więc, gdyby się miało czas i dryg do multimediów, to by się zmontowało jakąś kartkę grającą, z jakąś gwiazdą betlejemską, czyli poinsecją, czyli wilczomleczem nadobnym, z jakimś bałwanem ulepionym ze śniegu sprzed lat – dziwna sprawa, bałwanów dostatek, a śniegu jak na lekarstwo – z jakimś aniołkiem, jakimś wołem i osiełkiem (może tu przypis by się przydał, odsyłający do Gałczyńskiego?[i]) albo tylko zrobiło sobie zdjęcie pod własną choinką (czemu nie respektuję zasady ekonomii językowej i nie używam słowa na „s”, które takie zdjęcie nazywa? Bo go nie cierpię jak i przymiotnika, niebędącego anglicyzmem, a zaczynającego się od „zaje”; w chwili, gdy się pojawił, ślubowałem sobie, że go nie użyję i przez ćwierć wieku dotrzymałem tego postanowienia), no więc zrobić spersonalizowaną kartkę i kliknąć: wyślij wszystkim. Dobiega też końca sześćdziesiąty czwarty Turniej Czterech Skoczni. Polskie skoki narciarskie są w ruinie, w ostatnim konkursie trzech Polaków pod koniec trzeciej dziesiątki, a w klasyfikacji generalnej najlepszy Kamil Stoch jest dwudziesty trzeci.

Tak się daliśmy omamić propagandzie sukcesu, że uwierzyliśmy, iż cztery złote medale na olimpiadzie w Soczi dwa lata temu były prawdziwe? Jeszcze w letnim Pucharze Świata skoczkowie święcili triumfy. A przyszła zima i wyszło szybko wszystko na jaw. Nie ma skoków, nie ma Justyny Kowalczyk, nie ma żadnej innej narciarki, jak nie kontuzjowane, to w stanie błogosławionym, cicho o sukcesach łyżwiarek i łyżwiarzy szybkich. Ciekawe, ilu z nas jeszcze coś mówi nazwisko Zbigniew Bródka. Siatkówka kobieca w ruinie, los męskiej wisi na włosku jednego turnieju kwalifikacyjnego do Igrzysk. Strach pomyśleć, co będzie z lekkoatletami w Rio, którzy jeszcze w lecie ubiegłego roku zanotowali najlepszy w historii występ na mistrzostwach świata, może te złote medale Włodarczyk, Fajdka i Małachowskiego to kit, który wcisnęli nam reżimowi dziennikarze.

Na antypodach w Święto Trzech Króli ludzie dają sobie prezenty – to chyba logiczne nawiązanie do darów, które Władcy, Mędrcy przynieśli Jezusowi. U nas pod tym względem jakiś bałagan: św. Mikołaj, potem w zależności nie wiadomo od czego jakieś aniołki prezenty przynoszą albo Gwiazdka. Dziadek Mróz na szczęście się nie przyjął, ale czy wszystko było złe w czasach tej nieudanej implementacji? Na przykład niektóre pieśni. Jedno z parlamentarnych ugrupowań domaga się parytetu dla polskiej piosenki w radiu, jedna polska – jedna obca. Tych dobrych współczesnych może być za mało, ale czemu mielibyśmy nie posłuchać sobie na przykład „Milionów rąk”, których muzykę skomponował Edward Olearczyk, a słowa napisał Krzysztof Gruszczyński:

Tysiące rąk, miliony rąk,
a serce bije jedno.
Wzniesiemy dom: Ludową Rzecz
słoneczną, niepodległą.
Wesoły marsz, milionów krok
uderza wspólnym rytmem.
Budować świat, promienny świat,
zadanie to zaszczytne.
Z nami słońce i drzewa w pochodzie
maszerują przez miasto i wieś.
Niech w szeregi jednoczy się młodzież,
niech modlitwa nas łączy i pieśń.

Dobrze, że nie ufam już bezgranicznie swojej pamięci, sprawdziłem cytat i ostatnia linijka powinna brzmieć „niechaj praca nas łączy i pieśń”.

Bohdan Zadura

[i] Porfirion Osiełek − bohater powieści satyrycznej Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego Porfirion Osiełek, czyli Klub Świętokradców (1929) oraz Teatrzyku Zielona Gęś (1946−1950); przypis od redakcji w odpowiedzi na delikatną sugestię autora.

Bohdan Zadura. Fot. Natalia Wierzbicka

Bohdan Zadura. Fot. Natalia Wierzbicka

Trzej Królowie w różnych krajach podróżują różnymi środkami lokomocji; Meksyk, 2007. Fot. JEDIKNIGHT za: Wikipedia

Trzej Królowie w różnych krajach podróżują różnymi środkami lokomocji; Meksyk, 2007. Fot. JEDIKNIGHT [za: Wikipedia]

Trzej Królowie w różnych krajach podróżują różnymi środkami lokomocji; Madryt, 1962. Fot. za: Wikipedia

Trzej Królowie w różnych krajach podróżują różnymi środkami lokomocji; Madryt, 1962. Fot. [za: Wikipedia]

Co kraj, to obyczaj − we Włoszech 6 stycznia przynosi prezenty... Befana, Freddy Krueger w kobiecej wersji. Fot. za: Wikipedia

Co kraj, to obyczaj − we Włoszech 6 stycznia przynosi prezenty... Befana, Freddy Krueger w kobiecej wersji. Fot. [za: Wikipedia]

Tysiące rąk, miliony rąk... wzniosły m.in. Zakłady Azotowe w Puławach; szkoda, że przy okazji drzew ubyło. Fot. Kowal_kowal za: Wikipedia

Tysiące rąk, miliony rąk... wzniosły m.in. Zakłady Azotowe w Puławach; szkoda, że przy okazji drzew ubyło. Fot. Kowal_kowal [za: Wikipedia]