Strona główna/FELIETON. Szczęśliwe kraje? Czyli chałwa zamiast chwały

FELIETON. Szczęśliwe kraje? Czyli chałwa zamiast chwały

Szczęśliwe kraje? Czyli chałwa zamiast chwały

Andrzej Jaroszyński

Wojciech Gutkowski, pisarz polityczny doby Oświecenia, który ostatnie swe lata spędził w Lublinie, akcję swojej powieści utopijnej Podróż do Kalopei do kraju najszczęśliwszego na świecie  napisanej w 1817 roku umieścił w Australii. Nie przypuszczał zapewne, jak proroczy był jego wybór.

W przeszłości pojęcie szczęśliwości obywateli nie odzwierciedlało znaczenia i ważności danego kraju. Było ono raczej zarezerwowane dla  państw utopijnych. Miarą wielkości – aż do czasów współczesnych – była potęga militarna, ekonomiczna i kulturowa oraz zdolność narzucania woli siłą militarną innym krajom. Podziw i szacunek budziły podboje, zwycięskie bitwy, bogactwo i siła polityczna, rzadziej uniwersytety i kościoły.

W ostatnich dekadach pokoju i dobrobytu na Zachodzie większość  reform społecznych, praw człowieka, rządów prawa i wolności gospodarczej zostały spełnione. Zarówno rządy jak i opinia publiczna zwróciły więc uwagę na wartości bliskie przeciętnemu obywatelowi i jego koszuli. Stąd mnogość przeróżnych rankingów międzynarodowych wskazujących na najszczęśliwsze miasta i kraje, czyli  na wskaźniki dotyczące standardów życia, jakości i dostępu  do nauki, rozrywki, turystyki, usług, indywidualnego samopoczucia oraz stopnia rozwoju społeczeństwa obywatelskiego itp. Jednym słowem, jakości życia wypracowanego przez państwo, obywateli i (czasami ) przyrodę.

Wyniki badań wizerunkowych i reputacyjnych przeprowadzonych przez czołowe instytuty międzynarodowych wskazują, że najbardziej cenionymi  są Australia, państwa skandynawskie, Kanada i Nowa Zelandia. Znajdują się one w większości przypadków w pierwszej piątce ocenianych krajów. Jest rzeczą interesującą, że są to kraje peryferyjne w podwójnym znaczenie: geograficznym i wizerunkowym. Poza Kanadą są oddalone od wielkich centrów potęg światowych, a niektóre leżą na antypodach globu.  Należą także do tych (szczęśliwych chyba) obszarów, które uniknęły wielkich wstrząsów społecznych, rewolucji i udziału w konfliktach zbrojnych ubiegłego stulecia. Charakterystyczny jest  fakt, że kraje te są rzadko tematem zainteresowania środków masowego przekazu, za wyjątkiem doniesień o kataklizmach naturalnych i sensacyjnych wydarzeniach, i oczywiście za wyjątkiem ich wysokich pozycji w rankingach krajów „wymarzonej szczęśliwości”.

Poza tym, wiele z tych krajów wyróżnia się młodą państwowością oraz okresem stanu kolonialnego (oprócz Danii i Szwecji).

Inne ważne wspólne cechy  tej grupy są ogólnie znane: bogate państwo (zasoby gospodarcze, handlowe i surowcowe), ogólny dobrobyt, silna demokracja i egalitaryzm, rozwinięte społeczeństwo obywatelskie i opieka społeczna (państwo-niańka), zalegalizowane swobody obyczajowe, wielokulturowość, wysoka pozycja sportu i kobiet  oraz zaawansowana sekularyzacja. Wyżej wymienione państwa są także orędownikami polityki pokojowej, troski o prawa człowieka oraz ochrony  środowiska.

Ciekawsza jest lista wspólnych braków, czyli tych właściwości, które nie charakteryzują krajów znanych,  uważanych za prominentne i kształtujące dzieje globu.

Po pierwsze, kraje te już od stuleci nie prowadzą samodzielnej, ambitnej i przywódczej polityki zagranicznej. Nie uczestniczyły w konfliktach i burzliwej historii i obecnie nie odgrywają decydującej roli w kształtowaniu ładu międzynarodowego. Koncentrują się raczej na akcjach mediatorskich lub humanitarnych. Wydaje się, że Australia i jej podobne kraje uprawiają tzw. postpolitykę, której istota sprowadza się do unikania konfrontacji, trudnych wyborów, a raczej skłaniania się ku  tzw. kulturze militarnej wstrzemięźliwości. Potrzeba zapewnienia wewnętrznego spokoju i stabilizacji jest dla nich ważniejsza niż stanowcze zaangażowanie się w obronę wyznawanych wartości, które łamane są w krajach „nieszczęśliwych”. Doprawdy, szczęśliwe to narody, które ani nie muszą siebie i innych bronić, ani też nikogo atakować i podbijać.

Po drugie, pewne niedoskonałości czy ułomności są widoczne w dziedzinie kultury. Ubogie dziedzictwo kultury wysokiej, wtórność i naśladownictwo wobec Nowego Jorku czy Paryża, brak wyrazistej tożsamości (szczególnie w przypadku Kanady i Australii ze względu na postkolonialną spuściznę) łączy się ze stosunkowo nieznacznym wkładem w kulturę światową i brakiem wielkich nazwisk i nowatorskich zjawisk kreujących nowe style artystyczne i innowacyjne wartości w nauce. Natomiast brak Luwru i Einsteina bardzo są pomocne w schlebianiu kultury masowego karnawału. To raczej gusta popkultury są wzorem dla tzw. kultury ambitnej. Elity sięgają i służą formom charakteryzującym niedawno tzw. kulturę niższą, plebejską. Są to więc kraje przyjazne wspieraniu przeciętności, czyli masowego i posłusznego obywatela. Nie są jednakże przyjazne dla innowatorów, wizjonerów i oryginalnych osobowości, koniecznych dla kreatywnych elit antysystemowych.

Po trzecie, jedną z oczywistych przyczyn skromnego dorobku historycznego w sztuce jest fakt, że w czasach najwyższego rozwoju europejskiej kultury kraje te albo nie istniały (Kanada, Australia Nowa Zelandia) albo były peryferyjne, ubogie i uzależnione od innych. Brak arystokracji i zasobnych kościołów pozwoliły tym obszarom budować swą tożsamość narodową i społeczną korzystając ze zdobyczy Oświecenia. (Nie znaczyło to, że w walce o równości społeczne, prawa człowieka i sprawiedliwy dobrobyt mieszkańcy Australii objęli tymi zasadami Aborygenów, Skandynawowie Lapończyków, a Kanadyjczycy miejscowych Indian. Ideały Oświecenia nie przeszkodziły też w kolaboracji rządów skandynawskich z Trzecią Rzeszą.)

Można by powiedzieć, że ta grupa krajów była beneficjentami rewolucji, przemian polityczno-społecznych i rozwoju materialnego dziejących się nieraz daleko od ich granic. Trzeba też przyznać, że wykorzystali szansę pozostawania poza dramatami światowymi oraz szansę  posiadania wielkich bogactw surowcowych. Wydaje się ponadto, że na tych ziemiach zniknął już kod wojskowy, charakterystyczny dla krajów sprawców i ofiar wojen. Natomiast w sposób naturalny istnieje tam kod merkantylny o silnym podłożu pacyfistycznym. Stąd do naturalnych postaw należą tam kompromis, konieczność negocjacji i empatia oraz niechęć do agresywności, wywyższania się i wszelkich fundamentalizmów.

Jeden z uczonych australijskich polskiego pochodzenia powiedział mi, że droga do integracji ze społeczeństwem australijskim jest prosta i opiera się na dwóch zakazach „nie buntuj się i nie imponuj innym” i jednej sugestii  „chodź częściej na mecze niż do kościoła”.  Polscy przybysze poradzili sobie z przestrzeganiem tych reguł zupełnie sprawnie. Tylko niektórzy chodzą na polonijne spotkania, aby dać upust narzekaniom i aby innym zaimponować oraz w celu utrzymania więzi z Macierzą chodzą w niedzielę do kościoła.

Z kolei profesor historii kultury na uniwersytecie w Oslo chętnie przytaczała narodową przypowieść o ubogim wieśniaku, który zdobył księżniczkę i połowę królestwa nie dzięki swojej ambicji i aspiracjom, ale przyzwoitości, pomaganiu potrzebującym i życiu zgodnie z rytmem przyrody. Najlepszy kraj na świecie  (to także tytuł książki cytowanej pani profesor) osiągnął dobrostan nie dzięki zwycięskim generałom, ekscentrycznym wynalazcom czy wyrafinowanym artystom, ale głownie dzięki codziennej pracy posłusznych rzesz pracowników i ich kompetentnych przełożonych. Najkrótsza wersja historii Norwegii brzmi następująco: Dawno temu wieśniak uprawiał z trudem swoją ziemię, potem sprzedał ją na pole golfowe, a teraz gra na niej w golfa.

Poznałem stosunkowo dobrze dwa spośród szczęśliwych krajów: Norwegię i Australię. Nauczyłem się tam dużo o Polsce. Czy jednakże mieszkając w tych stronach miałem poczucie, że przebywam w krajach szczęśliwych? Tak, ale pod co najmniej jednym warunkiem. Mianowicie, pod warunkiem puszczenia w niepamięć polskich nieszczęść i polskich wspaniałości.

Andrzej Jaroszyński

Andrzej Jaroszyński – polski anglista, dyplomata. Był pracownikiem dydaktycznym na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (1970–1990). Pełnił funkcję konsula generalnego RP w Chicago (1991–1992), radcy-ministra ambasady w Waszyngtonie (1994–1998), dyr. Departamentu Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i  Departamentu Polityki Bezpieczeństwa MSZ (1998–2000), ambasadora w Oslo (2001–2005), dyr. Departamentu Systemu Informacji MSZ, wicedyrektora/dyrektora Departamentu Ameryki MSZ, ambasadora w Canberze (2008–2013).

Sognefjord - najdłuższy fiord w Norwegii. Źróło: gallery.world-traveller.org.

Sognefjord - najdłuższy fiord w Norwegii. Źróło: gallery.world-traveller.org.