Strona główna/Historia to nie szwedzki stół

Historia to nie szwedzki stół

Czasy mamy dynamiczne. A jak wykazał Pierre Nora – klasyk badań nad pamięcią historyczną – im szybciej świat pędzi do przodu, tym bardziej potrzebna jest mu pamięć. Teraźniejszość zmienia się na tyle szybko, że nasze codzienne życie nie jest już zakorzenione w przeszłości i tradycji, tak jak to było przez stulecia. Żyjemy zmiennym dniem dzisiejszym. Jednak z przeszłością łączy nas pamięć, poprzez ślady i znaki, często tajemnicze i niezrozumiałe. Ślady, którym „musimy zadawać pytania, ponieważ przechowują tajemnicę tego, czym jesteśmy, tajemnicę naszej tożsamości”.[i]

Zmagania z pamięcią

W naszym kawałku świata, w Europie Środkowo-Wschodniej, ten ogólnoświatowy trend nałożył się na uwolnienie dyskursu o historii po upadku komunizmu. Ze zwolnionych od cenzury szaf pamięci zaczęły wychodzić skrywane dotąd  upiory i szkielety, zmuszając otoczenie do reakcji, do podjęcia pracy pamięci.
Inny klasyk, Paul Ricouer, powiedział kiedyś, że „na pustej scenie pozostawionej przez wielkie ideologie nareszcie możemy prawdziwie przeżyć nasze doświadczenie. A próbując je teraz zrozumieć, boleśnie zderzamy się ze złym używaniem przeszłości”.[ii]

Doświadczeniu pracy z „trudną pamięcią” w lokalnych społecznościach było poświęcone polsko-ukraińskie seminarium zorganizowane we wrześniu 2010 roku w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie. Spotkanie było podsumowaniem rocznej wspólnej pracy z ukraińskimi organizacjami dotyczącej tematyki Sprawiedliwych wśród Narodów Świata i upamiętniania aktów pomocy innym ludziom w czasach Zagłady. Koordynatorką projektu była Maryna Czarna, Ukrainka odbywająca w Bramie Grodzkiej wolontariat w ramach unijnego programu Wolontariat Europejski. Udało jej się namówić do współpracy siedem organizacji z różnych miejsc na Ukrainie (Berdyczów, Chersoń, Donieck, Kijów, Turbiv, Winnica, Żytomierz), które podjęły się realizacji działań inspirowanych projektem Ośrodka „Światła w Ciemności – Sprawiedliwi wśród Narodów Świata” (sprawiedliwi.teatrnn.pl).

Szukając partnerów proponowaliśmy im tylko pomysł, metodologię i wsparcie merytoryczne. Niektóre organizacje wstępnie zainteresowane współpracą, kiedy dowiadywały się, że udział w projekcie nie wiąże się z żadnym budżetem, wycofywały się. Jednak w siedmiu wymienionych miejscach uznano, że pomysł jest na tyle dobry i ważny, że podjęto się jego realizacji własnymi środkami. Dzięki wsparciu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i programu „RITA – Przemiany w Regionie” realizowanego przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności, udało nam się zaprosić do Lublina przedstawicieli współpracujących z nami organizacji, aby poznać ich doświadczenia z realizacji projektu w swoich lokalnych społecznościach oraz zastanowić się nad kontekstami pracy z „trudną pamięcią” wspólnie z polskimi i ukraińskimi ekspertami.

Seminarium odbyło się równo dziesięć lat po ważnym i prekursorskim wydarzeniu – misterium „Jedna Ziemia – Dwie Świątynie”. We wrześniu roku 2000 w Lublinie z inicjatywy Tomasza Pietrasiewicza i Teatru NN odbyło się wydarzenie starające się przywołać w przestrzeni publicznej pamięć o Sprawiedliwych i Ocalonych – jasnym punkcie w mrocznej historii Zagłady. Misterium było częścią Kongresu Kultury Chrześcijańskiej. W miejscu, gdzie stała kiedyś najważniejsza lubelska świątynia żydowska, synagoga Maharszala, zgromadziła się grupa Ocalonych, a tam, gdzie znajdowała się kiedyś lubelska fara, czyli kościół św. Michała, stanęła grupa Sprawiedliwych. Te dwie grupki połączył żywy łańcuch złożony z kilku tysięcy lublinian. Duchowni – naczelny rabin Polski Rabin Michael Shudrich i metropolita lubelski arcybiskup Józef Życiński – wykopali ziemię z miejsc gdzie niegdyś stały najważniejsze świątynie Lublina. Donice z wykopaną przez nich ziemią łańcuchy ludzi z obu tych kierunków podawały sobie z rąk do rąk, aż do Bramy Grodzkiej, gdzie połączył i wymieszał ją Romuald-Jakub Weksler-Waszkinel, katolicki ksiądz i jednocześnie żydowskie dziecko ocalone z Zagłady. W wymieszanej ziemi polski i izraelski nastolatek posadzili winorośl, której krzew rośnie do dzisiaj. To wydarzenie było pierwszym w Polsce artystycznym przywołaniem pamięci o Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata i zapoczątkowało cykl różnorodnych działań realizowanych w Bramie Grodzkiej na rzecz  przywrócenia Sprawiedliwym należnego im społecznego szacunku.

Sprawiedliwi i ich sąsiedzi

W tym samym wrześniu 2000 roku została opublikowana książka Sąsiedzi Jana Tomasza Grossa[iii] i wybuchła debata na temat postaw Polaków w stosunku do Żydów podczas II wojny światowej. Debata wprowadziła do świadomości publicznej szokujący fakt, że także Polacy podczas wojny brali udział w mordowaniu polskich Żydów – swoich sąsiadów i współobywateli. Ta bolesna prawda była do tego momentu wyparta ze świadomości i z historiografii, zakryta i zamazana, pomimo istnienia wielu zeznań świadków. Wystarczy chociażby poczytać okupacyjne pamiętniki Zygmunta Klukowskiego –  lekarza ze Szczebrzeszyna[iv], albo wspomnienia tak Polaków jak i Żydów opisujące czas okupacji. Debata wywołana publikacją Sąsiadów wydobyła ten temat na światło dzienne, rozpoczynając otwartą dyskusję o niektórych haniebnych i bolesnych kartach polskiej historii

Również temat Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata jest obecny w żywej polskiej debacie publicznej mniej więcej od 10 lat. W 1999 roku Norman Conard, nauczyciel z wiejskiej szkoły w amerykańskim stanie Kansas, przygotował ze swoimi uczennicami przedstawienie o Irenie Sendlerowej, postaci wówczas w Polsce praktycznie nieznanej. W roku 2001 uczennice Normana Conarda przyjechały do Polski, żeby spotkać się ze swoją bohaterką. O Irenie Sendlerowej zrobiło się głośno, zaczęła dostawać kolejne odznaczenia państwowe, napisano o niej książkę, nakręcono film. Sama Irena Sendlerowa w reakcji na wzrost zainteresowania jej postacią stwierdziła: „widocznie po Jedwabnem przyszedł czas na bohatera narodowego”.

Dziś o Sprawiedliwych mówi się dużo, coraz więcej. Powstają o nich książki, filmy, wystawy i strony internetowe, buduje się muzeum, prowadzone są działania edukacyjne. To dobrze, bo po latach zaniedbywania pamięci o nich, polskie społeczeństwo wreszcie zaczęło doceniać ich bohaterstwo. Być może, dzięki tym wszystkim akcjom, dzieci Sprawiedliwych zaczną być wreszcie dumne z czynów swoich rodziców, a sąsiedzi nie będą widzieć w nich fatamorgany „żydowskiego złota”, które w potocznej i wciąż pokutującej opinii ratujący dostawali za udzieloną pomoc. Bo istnienie Sprawiedliwych wciąż pozostaje wyzwaniem dla naszej Pamięci.

Niewygodne fakty

Mamy dziś często do czynienia z procesem instrumentalizacji tematu Sprawiedliwych, wyjmowania go z kontekstu oraz z zasłanianiem nimi bolesnej prawdy o Zagładzie. Jak podsumował w swoim wystąpieniu seminaryjnym Robert Szuchta, nauczyciel i pierwszy laureat Nagrody im. Ireny Sendlerowej: „ubocznym rezultatem wielu z akcji edukacyjnych dotyczących tematu Sprawiedliwych jest przekazanie młodym ludziom zafałszowanego obrazu historii, w którym Polacy w czasie wojny masowo pomagają Żydom. Tymczasem historia to nie stół szwedzki. Nie wolno wybierać z niej tylko najatrakcyjniejszych kąsków, zapominając o wszystkich pozostałych”.

Polacy są narodem z największą liczba osób uhonorowanych przez Yad Vashem tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Otrzymało go ponad 6 tysięcy polskich obywateli. Drugie miejsce w tym chwalebnym rankingu zajmują Holendrzy, a kolejne Francuzi i Ukraińcy. Bardzo trudno podawać dane liczbowe w odniesieniu do tematyki Zagłady i obarczone są one dużą  niepewnością[v], ale szacunki dotyczące polskich chrześcijan zaangażowanych w jakikolwiek sposób w pomoc Żydom mówią, że było takich osób ok 160- 360 tys (wliczając w to także tych, którzy ratowanie traktowali jak biznes i kiedy ukrywającym kończyły się fundusze wymawiali im kryjówkę, lub wydawali ich Niemcom). Czyli w ratowanie było zaangażowane maksymalnie 1-2% populacji.[vi] Reszta była albo bierna albo wrogo nastawiona. Statystyki potrafią być złudne, ale warto wiedzieć, że na ok. 300 tysięcy polskich Żydów, którzy przeżyli wojnę, tylko ok. 30-35 tysięcy uratowało się w ukryciu dzięki pomocy Polaków[vii],  ok. 250 tysięcy przeżyło w ZSRR, a kilkanaście tysięcy w niemieckich obozach.

Gdy Centrum Edukacji Obywatelskiej przebadało uczniów uczestniczących w programie edukacyjnym o Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata okazało się, że – wbrew intencjom autorów programu – wielu uczniów nabrało przekonania, że ratowanie było postawą powszechną, że każdy Polak uratował przynajmniej jednego Żyda. Tymczasem rzeczywistość była taka, że tylko jednostki pomagały, zaś o wiele powszechniejsza była wroga obojętność, a ci którzy wydawali – jak zaznacza Robert Kuwałek, historyk i pracownik Państwowego Muzeum na Majdanku – to nie był margines społeczny, byli wśród nich i profesorowie, i chłopi, robotnicy i ziemianie, czyli pełen przekrój społeczny.

Jacek Leociak, autor wydanej kilka miesięcy temu książki Ratowanie napisał w niej: „Dyskurs o pomocy ma dwa oblicza: jasne – to opowieść o heroizmie, poświęceniu, altruizmie; czarne – o strachu przed zdradą sąsiadów, o szantażu, o podłości. Obie strony – jasna i ciemna stanowią całość nierozdzielną. Z historii Sprawiedliwych nie można wydestylować tylko nurtu jasnego. Towarzyszy mu bowiem nieodłącznie ciemny nurt, niczym Norwidowska ‚nić czarna’”.[viii]

Dlatego, jak zgodnie podkreślali uczestnicy seminarium, tak ważne jest, aby mówiąc o Sprawiedliwych i ratowaniu, pokazywać ich losy w kontekście różnych postaw jakie były obecne w polskim i ukraińskim społeczeństwie podczas Zagłady, aby nie unikać odpowiedzi na banalne pytanie „kogo Sprawiedliwi się bali i kogo się boją do dzisiaj”. A bali się zarówno Niemców, jak i – a może nawet przede wszystkim – swoich sąsiadów.

Kluczem jest empatia i dobre wzorce

Amerykański historyk Charles S. Maier opisał zjawisko „wspólnot pamięci, które tworzą się wokół wspólnej traumy. Trauma jest fundamentem naszej tożsamości zbiorowej i bardzo utrudnia empatię. Pamiętamy o czymś jedynie w swoich „wspólnotach pamięci” i przez to nie możemy czuć empatii wobec innych takich wspólnot. Zadaniem edukacji jest przełamać tę skłonność, otworzyć w człowieku empatię, wrażliwość na pamięć i uczucia innych.

Jolanta Ambrosewicz-Jacobs, dyrektor Centrum Badań Holocaustu Uniwersytetu Jagiellońskiego, powołując się m.in. na publikację Nechamy Tec zwróciła uwagę na fakt, jak trudno jest sklasyfikować w jakikolwiek schematyczny sposób osoby, które odważyły się pomóc prześladowanym Żydom. Nie były to cechy demograficzne, ale postępowanie zgodnie ze swoim wewnętrznym kodeksem etycznym, że ratowali ludzie, którzy zostali wychowani tak, iż nie obawiali się postępować wbrew otoczeniu, demonstrować swojego zdania[ix]. Poza tym, ratowały przede wszystkim osoby, które spędziły dzieciństwo w kochających się rodzinach. Tu jeszcze raz widać, jak wielkie społeczne znaczenie mają rzeczy najbardziej podstawowe – miłość, otwartość i empatia.

Na rolę empatii i potrzebę szukania wzorców osób działających ponad podziałami wskazał także ksiądz Stefan Batruch, prezes Fundacji Kultury Duchowej Pogranicza, jeden z inicjatorów nagrody im. Emiliana Kowcza wręczanej osobom działającym na rzecz pojednania polsko-ukraińsko-żydowskiego. Przypomniał on, że tu gdzie mieszkamy, na terenie pogranicza polsko-ukraińskiego, od wieków w różnych proporcjach żyli obok siebie Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Każda z tych społeczności według własnej koncepcji analizuje historię swojej społeczności, wszyscy mają zupełnie różne kryteria oceny wspólnej przeszłości, swoją pamięć, swoją historię. Czasem te kryteria są na tyle różne, że buduje się nimi kolejne mury. Każda społeczność upamiętnia swoje własne tragedie, zamiast iść w stronę szukania wspólnych form upamiętnień. Niebezpieczne jest nadawanie złu etnicznego charakteru – zło popełnia człowiek, niezależnie od tego czy ma taką czy inną tożsamość.

Dlatego tak duże znaczenie ma pokazywanie przykładów ludzi, którzy potrafili się wznieść ponad podziały. Takich jak lwowski metropolita greckokatolicki Andrzej Szeptycki, który w 1941 roku witał Niemców jak wyzwolicieli, jednak w 1942 kiedy zorientował się w potworności ich zamiarów względem Żydów, nakazał, aby proboszczowie głosili kazania przypominające wiernym o przykazaniu „nie zabijaj” i uruchomił akcję ukrywania żydowskich dzieci w klasztorach Galicji.

Rozumieć siebie nawzajem

Dla rozmowy o pamięci kluczowym terminem jest również słowo „kontekst”, niezbędne do zrozumienia odmienności w dialogu i milczeniu, pamięci i zapominania. O różnorodności kontekstów musimy pamiętać kiedy wchodzimy na pole dialogu polsko-ukraińskiego. Sytuacja na Ukrainie jest inna niż w Polsce, a konteksty jeszcze bardziej skomplikowane. Mamy to szczęście, że w Polsce udało się wiele zrobić w pracy z „trudną pamięcią” w ciągu kilkunastu ostatnich lat (co ostatnio udanie opisał Jean Yvves Pottel w książce Koniec niewinności[x]), podczas gdy na Ukrainie najważniejsze wyzwania nie są jeszcze na poważnie przepracowane (do czego nawiązuje najnowsza książka Oksany Zabużko „Muzeum porzuconych sekretów”[xi]). Tam nie odbyła się dotąd społeczna debata podobna do jedwabieńskiej, a w społecznej pamięci pokutuje wciąż wersja historii tworzona przez historiografię sowiecką, wersja zdominowana przez pamięć o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, w której nie było miejsca na Holokaust, a więc nie było też miejsca dla Sprawiedliwych.

Jak napisał Andrij Portnow, redaktor naczelny czasopisma „Ukraina Moderna”: „Gdy w roku 2002 francuski duchowny Patrick Desbois wyruszył na Ukrainę, by odnaleźć masowe groby Żydów rozstrzelanych przez hitlerowców oraz nagrać wspomnienia świadków, okazało się, że był pierwszą osobą, której mieszkańcy wiosek mogli opowiedzieć o Holokauście, gdyż nikt wcześniej ich o to nie pytał. Dla Holokaustu nie było miejsca w oficjalnej radzieckiej wizji Wielkiej Wojny, w radzieckich filmach czy pieśniach wojennych. Władza wolała nie wspominać o pochodzeniu ofiar, a tym bardziej o wyjątkowej tragedii narodu żydowskiego.[xii]” Dziś pracą z trudną pamięcią zajmują się organizacje pozarządowe, takie jak Ukraińskie Centrum Badań nad Holocaustem, jednak nie otrzymują one dla swych działań żadnego wsparcia ze strony władz i siłą rzeczy ich działalność ma ograniczony zasięg. Jak przyznaje dyrektor Centrum Anatolij Podolski: „jest dobrze, jeśli się nam przynajmniej nie przeszkadza”.

Należy przy tym pamiętać o wiele bardziej złożonej niż w Polsce kwestii tożsamości narodowej i znaczących różnicach pomiędzy poszczególnymi regionami państwa ukraińskiego. A także o ogólnie mniejszym niż w Polsce społecznym zainteresowaniu historią i większej koncentracji w życiu publicznym na materialnych problemach dnia codziennego. Zapominanie historii dotyczy nie tylko Holokaustu. Wołyń, gdzie w czystkach etnicznych 1943 roku partyzanci UPA wymordowali ponad 60 tys Polaków, to z punktu widzenia mieszkańca Kijowa region zupełnie marginalny – natomiast dla Polaków jest to hasło wywoławcze jeśli padają słowa „historia i Ukraina”. Wielki Głód, który na Ukrainie pochłonął 3 miliony istnień ludzkich[xiii], to dla większości Polaków temat mało istotny, o ile w ogóle uświadamiany, zaś absolutnie podstawowy temat na Ukrainie.

Jak wiele wątków we wzajemnej historii trzeba poznać, żeby się dobrze rozumieć w dialogu? Nie ma jednak powodów, aby z tego powodu stosować taryfę ulgową i unikać trudnych tematów. Po dwudziestu latach niepodległości Ukraina jest już na tyle dojrzałym krajem, że powinniśmy rozmawiać ze sobą na serio. W tym czasie uczyniono wiele dla wzajemnego zrozumienia kontekstów polskich i ukraińskich i – jak zauważył podczas seminarium Andrij Portnow – dziś różnice w dyskursie historycznym pomiędzy historykami nie przebiegają już prosto po linii kraju pochodzenia historyków, ale opierają się na przesłankach merytorycznych i światopoglądowych ustawionych często zupełnie w poprzek podziałów narodowościowych. Czas, aby to wzajemne rozumienie przeszło z poziomu dialogu historyków na poziom społeczności lokalnych i organizacji pozarządowych. Zapomnianych, krwawych plam w pamięci naszego zakątka Europy świata jest jeszcze wiele. Jednak – jak podkreślił Anatolij Podolski – to nie my braliśmy udział w tych wydarzeniach, nie jesteśmy ani ofiarami, ani sprawcami. Ale naszym obowiązkiem jest pamiętać.

Wyzwania

W ciągu ostatnich lat kilka szkół przyjęło za patronkę Irenę Sendlerową. Jednak ciągle nie ma w Polsce ani jednej szkoły nazwanej imieniem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata (choć taka szkoła mogłaby się odwoływać jednocześnie do m.in. Czesława Miłosza, Jarosława Iwaszkiewicza i Mieczysława Fogga). Nieliczne próby przyjęcia takiego imienia podejmowane przez szkoły dotąd zawsze kończyły się odrzuceniem propozycji przez rodziców, bo „temat zbyt kontrowersyjny”.

Nauczyciele podejmujący w pracy z młodzieżą ważny, kluczowy dla współczesnej polskiej tożsamości temat Zagłady Żydów, często stykają się z oporem ze strony dyrekcji szkół i rodziców. W efekcie czego, nie chcąc wywoływać otwartej konfrontacji bądź po prostu obawiając się o swoje miejsce pracy, wycofują się z dotychczasowych czy planowanych działań. Tematy związane z Żydami, tak jak i inne, nie mieszczące się w monoetnicznej wersji przeszłości, wciąż bywają kontrowersyjne i spychane w niepamięć.

Doświadczenie wielokulturowego współistnienia obecne w tradycji i pamięci niemal wszystkich miast i miasteczek Europy Środkowo-Wschodniej oraz doświadczenie Zagłady, jakie unicestwiło ten barwny świat, na zawsze zatruwając naszą pamięć, to sprawy o jakich nie wolno zapominać i znaczenie których trudno przecenić. Zwłaszcza dzisiaj, wobec kryzysu i narastających w całej Europie nastrojów ksenofobicznych. My to już w naszej części świata przerabialiśmy. Pamiętajmy!

Emil Majuk


[i] Pierre Nora, Czas pamięci, Respublika Nowa nr 7/2001, s. 40.

[ii] Paul Ricoeur, Większość była gapiami, w: J. Żakowski, Rewanż pamięci, Warszawa 2002, Wydawnictwo Sic!, s. 46

[iii] Jan Tomasz Gross, Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka, Wydawnictwo Pogranicze, Sejny 2000, http://pogranicze.sejny.pl/archiwum/jedwabne/ksiazka.pdf

[iv] Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna 1918-1943, Wydawnictwo Ośrodka Karta, Warszawa 2007 (pierwsze, częściowo ocenzurowane  wydanie:  Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny 1939 – 1944. Lublin 1958)

[v] Aktualny przegląd stanu badań na temat pomocy Żydom udzielanej przez Polaków w okupowanej Polsce oraz szacunkowe liczby Ocalonych i Ratujących zob. Dariusz Libionka, Polskie piśmiennictwo na temat zorganizowanej i indywidualnej pomocy Żydom (1945-2008), w: „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”, vol.4, 2008, s. 17-80

[vi] Kaja Kaźmierska, Biografia i Pamięć. Na przykładzie pokoleniowego doświadczenia ocalonych z zagłady. Kraków 2008, Zakład Wydawniczy „NOMOS

[vii] Israel Gutman, Polscy Sprawiedliwi wśród Narodów Świata, w: Księga Sprawiedliwych wśród narodów Świata. Ratujący Żydów podczas Holocaustu. Polska, red. tenże, Yad Vashem Jerusalem 2004, wyd.polskie, red.D.Libionka, R.Kuwałek, A.Kopciowski, Kraków 2009, s. XIX

[viii] Jacek Leociak, Ratowanie. Opowieści Polaków i Żydów, Warszawa 2010.

[ix] Nechama Tec,When Light Pierced the Darkness: Christian Rescue of Jews in Nazi Occupied Poland, Oxford 1987.

[x] Jean Yvves Pottel, Koniec niewinności, Kraków 2010

[xi] Oksana Zabużko, Музей покинутих секретів, Kijów 2010

[xii] Andrij Portnow, Czy Ukraina jest gotowa wydorośleć? Spostrzeżenia na temat Holokaustu w polityce i pamięci historycznej, http://teatrnn.pl/sprawiedliwi/node/452

[xiii] Timothy Snyder, Holocaust: ignorowana rzeczywistość, The New York Review of Books, July 16, 2009, polska wersja: Res Publika Nowa 3/2009, http://www.eurozine.com/articles/2009-12-02-snyder-pl.html

Misterium „Jedna Ziemia – Dwie Świątynie”, Lublin, 20.09.2010. Fot. Marta Kubiszyn

Opowieść Sprawiedliwego. Opowiada Mikołaj Siabruk, nagrywa Maryna Czarna, Baranivka, obw. Żytomierski. Fot. Dominika Majuk

Dyskusja panelowa podczas seminarium „Praca z trudną pamięcią w społecznościach lokalnych”. Uczestnicy: Tetyana Velychko, Robert Szuchta, Stefan Batruch, Anna Janina Kloza. Fot. Maryna Czarna