Strona główna/Język białoruski – język elit. Aleh Trusau – wywiad

Język białoruski – język elit. Aleh Trusau – wywiad

Zjednoczenie społeczne Towarzystwo Języka Białoruskiego imienia Franciszka Skaryny (TJB) zostało utworzone w 1989 roku (oficjalnie zarejestrowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości Republiki Białorusi w 1991 roku). Jest to ochotnicza organizacja apolityczna, w której jednoczą się przedstawiciele białoruskiej elity narodowej w celu ochrony realnego statusu państwowego języka rdzennego etnosu Białorusi. Działalność Towarzystwa koncentruje się na obronie prawa białoruskojęzycznych obywateli do rozmawiania we własnym języku ojczystym. Zjednoczenie nie opowiada się za ograniczeniem praw ludności rosyjskojęzycznej, ale domaga się szacunku wobec języka ojczystego Białorusinów.

W ciągu swojego istnienia TJB brało aktywny udział we wszystkich większych projektach związanych z ochroną języka białoruskiego i jego rozwojem w różnych sferach życia Białorusinów. Na przykład w 1991 roku Towarzystwo brało udział w tworzeniu „Państwowego programu rozwoju języka białoruskiego i innych języków narodowych w Republice Białorusi”, w latach 1994 i 1995 wraz z Ministerstwem Edukacji przeprowadziło dwie Konferencje Narodowe dotyczące białoruskiej terminologii. Zjednoczenie nieustannie prowadzi monitoring praw lingwistycznych obywateli państwa, organizuje programy i konkursy wśród dzieci i młodzieży, realizuje wiele programów edukacyjnych, stworzyło klub Książkowy TJB, w którym organizowane są regularne spotkania z białoruskimi pisarzami. Przy towarzystwie jest zebrana biblioteka białoruskich starodruków, licząca przeszło 600 rzadkich i unikatowych woluminów. Stworzone są także komisje: organizacyjna, wydawnicza, edukacyjna, terminologiczna, kultury języka i udoskonalenia ortografii, toponimii i symboliki historycznej, wizualnego i graficznego odwzorowania przestrzeni życiowej, kontaktów międzynarodowych.

Członkami TJB byli w swoim czasie przedstawiciele białoruskiej elity, wybitny naukowcy, pisarze: Maksim Tank, Barys Saczanka, Fiodar Jankouski. Aktywnie działali w TJB: Wasil Bykau, Janka Bryl, Michaił Dziamczuk, Anatol Butewicz, Tamara Sauczuk, Jauhien Wajtowicz, Zianon Pańniak, Jury Chadyka, Aleh Łojka, Adam Maldzis, Artur Wolski, Anatol Kłyszka, Wiaczasłau Adamczyk. Dziś wśród członków Rady Krajowej są znani działacze kultury: Hienadź Buraukin, Nił Hilewicz, Hienadź Cychun, Radzim Harecki, Wasil Zujonak, Leanid Łycz, Uładzimier Sodal, Wolha Ipatawa, Uładzimier Arłou.

Od 1999 roku do dziś na czele towarzystwa stoi doktor nauk historycznych, znany działacz społeczny Białorusi Aleh Trusau. Pod jego kierownictwem TJB zdołało zmienić się w prawdziwie ogólnobiałoruską organizację. Oddziały Towarzystwa działają w 75 spośród 118 rejonów państwa. Członkami TJB są także mieszkańcy Irkucka, Sankt Petersburga, Moskwy, Rygi, Wilna, Białegostoku, Pragi, Sewastopolu. W 2007 roku, dzięki staraniom członków TJB utworzony został całkowicie białoruskojęzyczny kanał telewizyjny Belsat (Polska). Opracowana została Strategia Rozwoju Języka Białoruskiego w XXI wieku, w której przewidziano szereg inicjatyw realizowanych długoterminowo. Są wśród nich: wprowadzenie zmian do prawa państwowego i „Ustawy o językach” w celu nadania językowi białoruskiemu realnego statusu państwowego, współpraca z organami państwowymi w zakresie tworzenia białoruskojęzycznych grup w przedszkolach i tworzenia białoruskich szkół i klas na terytorium całego państwa, otwarcie Białoruskiego Uniwersytetu Narodowego.

Aleś Barysiewicz: Panie Alehu, działalność TJB w ciągu wszystkich lat jego istnienia naprawdę robi wrażenie. Na czym dziś koncentruje się uwaga Towarzystwa?

Aleh Trusau: Mogę powiedzieć, że z każdym rokiem nabieramy mocy. Sprzyja temu także i fakt, że jesteśmy jedyną organizacją, którą uznają białoruskie władze, choć niespecjalnie lubią. A najnowszy efekt naszej pracy to fakt, że w tym tygodniu wygrałem cztery sprawy z władzami. Chcieli na przykład zlikwidować klasę w Biarozie – nie pozwoliliśmy na to. A te trzy listy otrzymałem dziś rano, proszę przeczytać. Codziennie mamy masę takich sytuacji:

W Maładzieczańskiej średniej szkole ogólnokształcącej nr 1 imienia Janki Kupały utworzona zostanie dodatkowa klasa z białoruskim językiem nauczania […]”.

„Ani oddział edukacji, ani oddział nauczania nie wysuwają propozycji zlikwidowania klasy białoruskojęzycznej. Uczniowie IV klasy białoruskojęzycznej oraz uczniowie innych klas – jeśli rodzice wyrażą taką ochotę, będą mogli kontynuować naukę w klasach białoruskojęzycznych w mieście Biaroza […]”.

„[…] Naczelnicy oddziału kolei białoruskiej otrzymali polecenie, by przy zamianie szyldów na stacjach kolejowych i większych dworcach nazwy pisać w dwóch językach, a na pozostałych stacjach i przystankach – tylko po białorusku. Nazwy stacji kolejowych, przystanków i dworców są obecnie pisane przeważnie po białorusku. Informacje na tablicy rozkładów na dworcach także pisane są po białorusku. Planowany jest także kolejny etap rozwoju strony internetowej korporacji, w ramach którego stworzona zostanie jej białoruskojęzyczna wersja”.

А.B.: W 1998 roku Białorusi uchwalono ustawę mówiącą o dwóch językach państwowymbiałoruskim i rosyjskim. Czy to wydarzenie stało się punktem przełomowym w działalności organizacji?

А.Т.: Ważniejsze były dla nas wyniki spisu z 1999 roku, w którym większość respondentów wyraziła raczej negatywny stosunek do języka. Język białoruski pojmowany jest jako język opozycji. Oczywiście ustawa z 1998 roku w konsekwencji umocniła pozycję języka białoruskiego przy oficjalnej państwowej dwujęzyczności. Ustawa ta właściwie pozwoliła na nieużywanie języka białoruskiego. To było najstraszniejsze. Teraz nieustannie walczymy, aby zmienić tę ustawę. Władze obiecują nam to od 5 lat, ale póki co, żadne zmiany nie zostały wprowadzone. Cały czas próbujemy trzymać ich w napięciu. Tym bardziej, że w 2003 roku wywalczyliśmy wyrok Sądu Konstytucyjnego stwierdzający, iż ustawa ta przeczy Konstytucji białoruskiej, bowiem słowa „lub” („albo”) pozwalają urzędnikom na niekorzystanie z języka białoruskiego. Władze wiedzą, że naruszyły Konstytucję, dlatego idą z nami na ustępstwa.

А.B.: Powiedział Pan, że TJB jest jedyną organizacją, której słuchają państwowe organa władzy. W jaki sposób odbywa się współpraca między wami?

А.T.: Tak na przykład, jak było z klasami. Przeczytałem w gazecie „Swobodnyje Nowosti Plus”, że w Biarozie zamykana jest klasa białoruskojęzyczna. Zrobiłem kopię artykułu i wysłałem ją do Ministra Edukacji. W efekcie klasy nie zamykają. W „Naszej Niwie” przeczytałem o sytuacji w Maładecznie. Znowu poinformowałem Ministra. Wkrótce otrzymałem odpowiedź: klasy nie będą zamykane. W odkryciu naruszeń na kolei pomogli nam członkowie TJB: przynieśli dwa zdjęcia, na których ukazane były nazwy dworca i stacji napisane tylko po rosyjsku. Zaczęliśmy zgłębiać tę sprawę i okazało się, że jest pewien inżynier, który nakazał, by wszystkie napisy wykonywać w języku rosyjskim. Jeśli więc nie wmieszalibyśmy się do tego, proces ten ogarnąłby całą Białoruś.

А.B.: Ilu w sumie członków liczy dziś Towarzystwo?

А.Т.: Tych, którzy wstąpili do TJB, wpłacają składki, prenumerują gazety, pomagają poprawić naruszenia przepisów jest pięć i pół tysiąca. Pracujemy głównie dzięki pomocy tych ludzi. Przypadek kolei jest tego dobitnym przykładem.

А.B.: Towarzystwo stanowi taką „sieć” rozpiętą na całej Białorusi?

А.Т.: Mogę nawet powiedzieć, że sieć międzynarodową. Mamy wielu członków za granicą – od Australii po USA. Władze o tym wiedzą i dlatego nas tolerują. Tak naprawdę jestem jedynym człowiekiem w państwie, który jest członkiem dwóch państwowych organów doradczych: przy Administracji Prezydenta i przy Radzie Ministrów. To daje mi trybunę. Mam możliwość rozmawiać prywatnie i omawiać problematyczne kwestie z urzędnikami, dlatego wiele moich propozycji jest realizowanych.

А.B.: A co w ogóle dzieje się teraz z językiem białoruskim?

А.Т.: Z jednej strony, jak pokazuje statystyka, edukacja w języku białoruskim się zmniejsza. Spowodował to między innymi były minister edukacji. Zmienił on na przykład sposób nauczania historii i geografii Białorusi – przedmioty te są dziś wykładane w języku rosyjskim. Nowy minister, póki co, przyjął postawę oczekującą. Ale dzięki bogu, szkody nie wyrządza. Dlatego mam nadzieję, że Ministerstwo Edukacji zatrzyma swój rusyfikatorski impet.

Obecnie zmienia się podejście do języka białoruskiego przede wszystkim ze strony państwa. Odbywa się rotacja kadr i do władzy dochodzą działacze, którzy 20 lat temu jeszcze jako studenci chodzili pod biało­‑czerwono­‑białą flagą. Znają i szanują język białoruski. A jeśli zmienia się władza w jakimkolwiek rejonie, to od razu zaczynają się także zmieniać wszystkie szyldy z nazwami. Najaktywniejsi są w tej kwestii władze rejonów grodzieńskiego i mohylewskiego: tam sytuacja języka białoruskiego jest najlepsza. Władze lokalne organizują narady, same próbują rozmawiać po białorusku. W gorszej sytuacji jest rejon homelski: tamtejsze władze mają do języka stosunek co najwyżej obojętny, jeśli nie negatywny. Wychodzi więc na to, że w każdym rejonie jest sytuacja specyficzna: w jednym okręgu wiejskim będzie dobrze, w drugim – byle jak, a w trzecim – źle. Trzeba jednak dodać, że cieszy nas pozytywna tendencja wśród młodzieży. Statystyka pokazuje, że wiele młodzieży ze szkół rosyjskojęzycznych zdaje na testach właśnie język białoruski i wyniki tych testów są znacznie wyższe niż wyniki testów w języku rosyjskim.

А.B.: Czy język jest często używany w życiu codziennym?

А.Т.: Ostatnie badania socjologiczne wykazały, że przeszło połowa Białorusinów odnosi się z szacunkiem do tych, którzy rozmawiają w języku białoruskim. Dzisiaj na przykład spotkałem znajomego. Stoimy na ulicy i głośno rozmawiamy po białorusku. Podchodzi jakiś chłopiec mający około 30 lat i dziękuje nam, że rozmawiamy po białorusku. Nawet sam spróbował powiedzieć kilka słów. A 10 lat temu nazwałby nas nacjonalistami. Oznacza to, że kardynalnie zmieniło się nastawienie – nie tylko do języka, ale w ogóle do kultury. Władza zaczęła masowo odnawiać pomniki kultury: kto mógłby pomyśleć, że odrestaurują zamek w Mirze albo Nieświeżu? Odbudowano ratusz miński i mohylewski. Czemu tak się stało? Oczywiście pojawiły się inwestycje. Wydaje mi się jednak, że oprócz tego, władzom nie chce się już dłużej chodzić „w łapciach”. Chcą być Europejczykami. I tu pojawia się problem języka. Wyznaczyli na ministra kultury Pawła Łatuszkę, który codziennie – w pracy i w domu – rozmawia po białorusku. Nawiasem mówiąc jest on aktywnym członkiem TJB i takich naszych członów jest dziś wielu pośród przedstawicieli władzy.

Sytuacja językowa jest więc niejednoznaczna i złożona. Z jednej strony liczba ludzi, którzy określają język białoruski jako swój język ojczysty i tych, którzy codziennie mówią po białorusku, znacznie się zmniejszyła w porównaniu do wyników spisu sprzed 10 lat. Polepszyło się jednak podejście do języka. Z drugiej strony bardzo smuci fakt, że 10 lat temu 37% Białorusinów mówiło codziennie po białorusku. Być może część z nich podawało takie informacje na znak protestu. Wydaje mi się, że dane obecnego spisu są dokładniejsze. Mimo tego, że władze wymyśliły różne sprytne pytania w rodzaju „pierwszy język dzieciństwa”, a oczywiste jest, że pierwszym językiem większości był rosyjski. Zgodnie z wynikami jednak około 1,5 miliona ludzi codziennie rozmawia po białorusku, a to liczba równa półtorej Estonii. Język więc nie zaginie.

А.B.: Z czym według Pana wiąże się zmiana stosunku ludzi do języka?

А.Т.: Pomogło temu 20 lat niezależności. Ludzie uświadamiają sobie, że nie są Rosjanami. Nawet prezydent stwierdził, że jeśli jesteśmy ruscy, to ze znakiem jakości. W ogóle procesy w społeczeństwie są niezwykle interesujące. W tym na pierwszym miejscu jest oczywiście Mińsk. To właśnie on jest nośnikiem języka, a na wsi jest odwrotnie – język wymiera, mieszkańcy wsi porozumiewają się trasianką (mieszanina języka białoruskiego i rosyjskiego – przyp. tłum.). Zwiększa się liczba białoruskojęzycznych rodzin. Dziś są ich już dziesiątki tysięcy, a wcześniej były jednostki. Kiedy w 1982 roku przeszedłem całkowicie na język białoruski, to w Mińsku po białorusku rozmawiało góra paręset osób.

А.B.: Język białoruski przestaje być wiejski?

А.Т.: Tak, staje się językiem elit. I młodzi urzędnicy to rozumieją. Bo kiedy urzędnik wyjeżdża do Europy i nie rozmawia tam po białorusku…

А.B.: …mogą pomyśleć, że jest z Rosji?

А.Т.: Dokładnie. Nawet biznesmeni coraz częściej przechodzą teraz na białoruski. Przyjaźnię się przedsiębiorcami i widzę, jak zmieniają się ich nastroje. Wcześniej było im wszystko jedno. Teraz chodzą na kursy po białorusku, żeby nie wyjść w Europie na dzikusów. Zaczęły się pojawiać reklamy po białorusku. Do tego oczywiście my też się przyczyniliśmy: wysyłaliśmy listy do szefów firm Samsung, Gallina Blanca (producent zup – przyp. tłum.), Renault i innych z propozycją wykonania białoruskojęzycznej reklamy. Posłuchali nas, przeprowadzili eksperyment i okazało się, że jeśli billboard jest po białorusku, to towar sprzedaje się o 10–11% lepiej. Ważne jest oczywiście to, by się wyróżniać wśród języka rosyjskiego. Za firmami zagranicznymi podążyły także nasze, tutejsze.

А.B.: Jaka według Pana strategia państwa sprzyjałaby rozwojowi języka w szerszym sensie?

А.Т.: Tu wszystko jest bardzo łatwe. Białorusin, rzecz jasna, rozmawia w języku zwierzchnictwa. Trzeba walczyć o to, by do władzy dochodzili białoruskojęzyczni urzędnicy. Nie trzeba będzie zmieniać niczego kardynalnego – ani Konstytucji, ani ustaw. Wyraźnym przykładem tego jest Ministerstwo Kultury. Przez Łatuszką był minister, który nigdy nie mówił po białorusku. Prowadził więc taką politykę kulturową. Przyszedł Łatuszka i w ciągu pierwszych pięciu dni urzędnicy zaczęli przy nim mówić po białorusku. Kiedy dwukrotnie byłem dziekanem, to już w ciągu roku wszyscy moi wykładowcy zaczęli rozmawiać po białorusku i nawet w tym języku wykładać. Nikogo nie zmuszałem, nigdy nie zabraniałem rozmawiania po rosyjsku. Ale sam zawsze mówiłem po białorusku, sporządzałem w tym języku całą dokumentację. Wiem, że nawet do dziś mój wydział jest najbardziej białoruskojęzyczny. Stało się to tradycją, nawet modą. Nasi studenci doskonale znają język – czy to muzealnik, czy bibliotekarz. Uczyłem języka białoruskiego nawet Chińczyków. U nas są głoski „dż” i „dz”, dlatego dla Chińczyków wymówienie słowa dziakuj (biał. „dziękuję”) jest bardzo łatwe, a spasiba (ros. „dziękuję”) już trudniejsze. W ogóle język rosyjski jest bardzo trudny. Po prostu słyszymy go od dzieciństwa i dlatego wydaje się on nam ojczysty. A spróbujcie dla odmiany uczyć się tego języka od „zera”. Znam Iwonkę Surwiłę, prezydenta Białoruskiej Republiki Ludowej na Uchodźstwie, która zna 8 czy 9 języków, ale w ogóle nie zna rosyjskiego. Kiedy nasi emigranci próbują rozmawiać po rosyjsku, nie wierzą, że nie rozumie ani słowa. Ona nigdy nie słyszała języka rosyjskiego, w jej domu rozmawiało się tylko po białorusku.

А.B.: Z jakimi organizacjami współpracuje Towarzystwo?

А.Т.: Wiele ich jest. Nasi najbliżsi przyjaciele, to Związek Pisarzy Białoruskich, Zrzeszenie Białorusinów Świata „Baćkauszczyna” („Ojcowizna”), Towarzystwo Białoruskiej Szkoły.

А.B.: Poza takimi „drobnymi”, codziennymi zwycięstwami, co dziś kryje się za działalnością Towarzystwa?

А.Т.: Przy TJB organizowany jest program „Szkoła Prawnicza”, odbywa się wiele różnych seminariów i kursów. Niedawno na przykład udała się na urlop grupa Przedmowa, w której ludzie w różnym wieku i różnych profesji uczą się pięknie rozmawiać po białorusku. Grupę tę zorganizowała jednak dziewczyna, która pracuje w banku. Znalazło się wielu ochotników, grupa zrobiła nawet własną stronę internetową. Są także odrębne grupy dla młodzieży, w tym dotyczące historii Białorusi dla uczniów. Zorganizowana jest praca w rejonach: nasi przedstawiciele mają swoje strony internetowe, wydania. Tak naprawdę jesteśmy jedyną organizacją, która wydaje dwie gazety: „Nasze słowa” i „Nowy czas” i zarejestrowane czasopismo młodzieżowe „Wierasień”. Poza tym wydajemy różne książki, pocztówki, kalendarze. Niedawno uzyskaliśmy amerykański grant i wydaliśmy rozmówki angielsko­‑białoruskie i białorusko­‑angielskie. Jest to w ogóle pierwsze wydanie tego typu. Rozprowadziliśmy je także wśród urzędników. Planujemy teraz wydanie Kodeksu Ruchu Drogowego po białorusku, o co walczymy już chyba z pięć lat. Myślę jednak, że nam się uda. Jesteśmy ludźmi upartymi, dlatego wywalczymy swoje.

Aleh Trusau, Aleś Barysiewicz

Aleh Trusau

Aleh Trusau