Strona główna/„List do Kathy Acker. Mińsk 2011”

„List do Kathy Acker. Mińsk 2011”

„List do Kathy Acker. Mińsk 2011”

Biełaruski Swabodny Teatr (Białoruski Wolny Teatr), reżyser Uładzimir Szczerbań,

nagroda „Za innowację oraz doskonały nowy dramat”

Festiwalu Teatralnego w Edynburgu Fringe 2011

„Spróbowaliśmy się zastanowić nad tym, dlaczego Białoruś jest tak nieatrakcyjna dla całego świata, taka nieseksowna. Być może dlatego, że w krajach seksownych są góry, morze, ropa, diamenty. Wszystko zaś, co my mamy, to ludzie, a ludzie to produkt o niskim popycie. I wszystko, co pozostaje krajowi o płaskim krajobrazie, to obnażyć się przed całym światem, ale mimo wszystko to nie wystarczy”.

Uładzimir Szczerbań, z artykułu Welcome to Minsk – najseksowniejsze miasto na świecie, wrzesień, czasopismo internetowe „Nowaja Europa”.

Spektakl List do Kathy Acker. Mińsk 2011, którego premiera odbyła się w ramach Festiwalu Teatralnego w Edynburgu i za który Swabodny Teatr otrzymał nagrodę, jest kontynuacją jego poprzedniej pracy Nowy Jork ’79 na podstawie powieści pod tym samym tytułem amerykańskiej pisarki punkowej Kathy Acker (premiera miała miejsce jesienią 2010 roku).

Głównym tematem obydwu spektakli było miasto, czyli odpowiednio Nowy Jork i Mińsk. Ale zarówno dla autorki amerykańskiej, jak i dla białoruskiego reżysera miasto, prywatne historie jego mieszkańców stały się podstawą analizy stanu społeczeństwa i kraju, w którym mieszkają twórcy. Narzędziem takiego badania Acker uczyniła seksualność. Seksualność nie tylko jako aspekt, część ludzkiego bytu, dziedzina, w jakiej dokonywane są odkrycia i funkcjonują zakazy, jest jak przysłowiowe szkiełko, przez które pisarka próbuje badać najpierw siebie, a następnie otaczającą ją nowojorską rzeczywistość. Tak, mówi Acker, Nowy Jork jest szalenie seksowny, wszyscy go chcą. Jak luksusowa dziwka otwiera swoje objęcia i daje szansę każdemu. Ale Acker, a w ślad za nią i Szczerbań w swoim spektaklu idą dalej: wywracają to miasto na drugą stronę i nagle się okazuje, że luksusowa dziwka, której wszyscy pragną, sama już nikogo nie chce. Mimo że jest niezwykle atrakcyjna seksualnie, sama jest oziębła.

List do Kathy Acker. Mińsk 2011 staje się logiczną kontynuacją historii o Nowym Jorku. Oczywiście ciekawe są spostrzeżenia na temat innego (nawet można znaleźć paralele ze swoim prywatnym). Ale ciekawiej byłoby podjąć próbę spojrzenia na własny kraj przez pryzmat zaproponowany przez Acker. Być może, analizując seksualność Białorusi, będzie można znaleźć odpowiedź na te pytania, wybrnąć z tych absurdalnych sytuacji, jakie codziennie mają miejsce. Szczerbań dokładnie usłyszał tonację, melodię, nagraną przez Amerykankę, i właśnie, dialogując z nią, a czasami się spierając (sceny z Listu są tworzone jako kwestie związane ze scenami z Nowego Jorku), wprowadza szkic przyszłego spektaklu, który otrzymuje wysoką ocenę w Europie i bardzo spokojnie jest przyjmowany na Białorusi. Odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak jest, postanowili podczas prywatnej rozmowy Taciania Arcimowicz i Alaksandr Marczanka.

Alaksandr Marczanka: Swoje wrażenia po tym spektaklu podzielę na opinie i emocje. Z jednej strony rozumiem konieczność istnienia takiego teatru, jak Swabodny Teatr, dla białoruskiego społeczeństwa. Myślę, że tematy, omówione akurat w Liście do Kathy Acker, są ważne i potrzebne. Rozumiem także „pryzmat” – seksualność i aseksualność – który stanowi tło do rozważań twórcy spektaklu. Ale jeśli chodzi o przeżycia emocjonalne, to po obejrzeniu pozostały bez odpowiedzi wszystkie moje pytania dotyczące tej ubogiej rzeczywistości, jaką mi zaprezentowano.

Taciana Arcimowicz: Wyszedłeś i poczułeś, że nic nie czujesz, tak?

А.М.: Tak, nie było ani odkrycia, ani wzruszenia. Ale właśnie ich brak i rozumienie tego braku podtrzymywały we mnie tamtego wieczoru nastrój wzruszenia. Zobaczyłem jednak tylko „fakt” (w spektaklu zaprezentowano różne fragmenty białoruskiej rzeczywistości: od oficjalnego przemówienia niewidzialnego prezydenta, nocnego życia mińskiego klubu dla gejów do prywatnych historii dziewczyny z prowincji czy faceta, któremu zmarła babcia) i z tym „faktem” całkowicie się zgadzam. Rozumiem, że tkwię w tej szarości, że na pewno muszę mieć do niej jakiś stosunek. Czasami się boję, że to się dzieje, czasami się złoszczę… Podczas spektaklu przyłapałem siebie na myśli, że zaczynam się złościć – na własną obojętność. Ale bardzo trudno jest ocenić to, w czym żyjesz, czego częścią jesteś.

Т.А.: Rozumiem, o czym mówisz. Gdy po spektaklu zapytano mnie o wrażenia, z absolutnie kamienną twarzą potrafiłam jedynie powiedzieć, że dobre. Ludzie, nie widząc w moich oczach natchnienia, myśleli, że odpowiadam formalnie i że przyjęłam spektakl obojętnie. Ale nie o to chodziło! Od samego początku śledziłam każdy ruch. Jednak rzeczywiście, jeśli porównać z Nowym Jorkiem, to po Liście nic nie poczułam. Nowy Jork trafił w jakieś moje własne strefy, jak gdyby twarzą w twarz zetknęłam się z tym, o czym podświadomie zapomniałam (pożądanie, żądza, uczuciowość – wiele różnego rodzaju tabu), i na spektaklu nagle sobie o tym przypomniałam. List, według mnie, współgra z naszą świadomą rzeczywistością. Obserwujesz sytuację, którą znasz, przy czym nie zapominasz o niej ani przez chwilę. Ale po to, aby przeżyć tu, wyżyć przeżyć w tej sytuacji, udajesz, że tego nie ma.

А.М.: Dlatego oczywiście ważne jest to, aby te dwa spektakle obejrzeć po kolei. Miałem szczęście, że obejrzałem List prawie natychmiast po Nowym Jorku. Widoczna staje się konstrukcja spektaklu, jest możliwość dostrzeżenia paraleli z amerykańską historią i przedstawienie o Białorusi zaczyna wychodzić poza granice konkretnego kontekstu. Dla mnie jednak pozostaje zagadką brak emocjonalnego odzewu. Jak gdyby to się działo na jakimś genetycznym poziomie. Gdy zderzam się z tym, co określiłaś jako „wiesz, ale świadomie ignorujesz”, zaczynam chcieć dużo mniej, wewnątrz mnie pojawia się znacznie mniej bólu, wszystkie życiowe siły ograniczają się w najlepszym wypadku do sarkazmu, a nie do tworzenia. Nie dlatego że ktoś się temu przeciwstawia czy zakazuje albo przeszkadza. Dzieje się to samoistnie, wewnątrz mnie, mówiąc językiem spektaklu: libido znika.

Т.А.: Wychodzi na to, że gdy pracujemy z jakąś swoją osobistą przestrzenią, jak w Nowym Jorku, jesteśmy aktywni. Natomiast jeśli chodzi o aktywność obywatelską, tracimy swoje libido. Mam na myśli nas, właśnie jako widzów w Białorusi.

А.М.: Zapewne… Dla mnie najbardziej wzruszającym momentem Listu – o dziwo – stała się rozmowa pomiędzy Maryną Jurewicz i Paszą Haradnickim, gdy opowiadał o swojej jeździe trolejbusem po pogrzebie babci – jak weszli kontrolerzy, o szczurze, który się uśmiechał. To zostało zrobione bardzo cicho, w odróżnieniu od pozostałej części spektaklu, bardzo głośnego i agresywnego. I moje najważniejsze pytanie po obejrzeniu spektaklu brzmi: Tak, pokazano mi sceny dotyczące białoruskiego życia, z którymi się zgadzam lub nie. Ale co z określeniem „białoruski” w kontekście kraju aseksualnego można zrobić dalej?

Т.А.: Być może tego dotyczy odpowiedź, że brakuje dokładnej odpowiedzi. Białoruski widz przyzwyczaił się myśleć kategoriami, że teatr powinien udzielić odpowiedzi, a reżyser powinien przekazać jakąś konkretną myśl że tak powiem dokładnie określić granice. Ale czy możliwa jest dzisiaj taka dokładność? Spektakl może się stać tylko reakcją, odzwierciedleniem procesu zastanawiania się nad pewnym tematem. Jednak w tym przypadku w Liście finał jest dokładny Jana Rusakiewicz obnaża się i wypowiada monolog o tym, że jej oraz jej krajowi, by zwrócili na siebie uwagę, aby stali się dla kogoś seksualni, nie pozostaje nic innego jak się rozebrać. I zgadzam się z nią. Ewidentne jest to, że wielki świat nie obchodzi Białoruś z jej „płaskim” ciałem (Szczerbań znajduje bardzo dokładną metaforę). Dlatego przyswajajmy jakieś specyficzne egzotyczne „pozy”, aby się wyróżnić…

Im więcej się zastanawiasz nad spektaklem, tym lepiej rozumiesz, ile płaszczyzn tam jest. Tak, być może to przedstawienie Swabodnego Teatru nie daje natychmiastowego mocnego emocjonalnego wzruszenia. Ale po nim jednak nagle zaczynasz się rozkręcać. Nawet jeśli ostatecznie spektakl pozostanie w postaci takich naszkicowanych scen, tego, moim zdaniem, już wystarczy. Jako widz mam okazję się zastanowić i przeżywać. Tym bardziej jeśli obejrzy się List wraz z Nowym Jorkiem: życie nocne amerykańskiej i białoruskiej stolicy, naturalność seksualnego pożądania tam i jego prześladowanie tutaj.

Jest to jak historia tej prowincjonalnej dziewczyny, która, jeśli pamiętasz, w kółko powtarzała: „Jestem małą dziwką”. Dla mnie to całkiem zrozumiała historia: wyobrażenie moralności w kontekście sowieckiego społeczeństwa stało się przyczyną tego, że publicznie okazywać własne pragnienie, uznać własną seksualność oznaczało stanie się „amoralnym”. W wyniku tego, co mamy dzisiaj, to albo niska kultura seksualna, albo rzeczywiście absolutna oziębłość związana z psychologicznym gwałtem. Myślę, że ten problem byłby niezrozumiały na przykład w zachodniej Europie, gdzie u dzieci od urodzenia kształtuje się naturalne podejście do własnego ciała, jego pragnień i fizjologii. U nas do chwili obecnej nie wypada publicznie o tym rozmawiać, dla białoruskiego społeczeństwa bowiem pozostaje to w sferze tabu. I być może pierwszy krok na drodze do uzdrowienia to uświadomienie sobie „choroby”. List właśnie umożliwia Białorusinowi popatrzenie na siebie z zewnątrz.

А.М.: No tak, ale kto będzie lekarzem? Czy wybieramy samoleczenie? Jeśli chodzi o formę spektaklu, pomyślałem, że przecież List otrzymał nagrodę w kategorii „Za innowację”, jednak postrzegany jest w tak naturalny sposób, że nie zauważyłem formy jako takiej. Być może to akurat jest innowacją w dzisiejszym teatrze, gdy teatr, gra jest obecna minimalnie. De facto Swabodny Teatr pracuje nad tym. W Liście wykorzystali te same chwyty i sposoby: brak granicy pomiędzy salą i sceną, „przypadkową” scenografię, bezpośrednie zwracanie się do widza, pracę z ciałem – widzimy to również w innych ich spektaklach. Swabodny Teatr pracuje z osobistą przestrzenią i, jak mi się wydaje, osiągają swój cel: jako widz najpierw zderzam się z nimi w dialogu, następnie zaś przechodzę do dialogu z samym sobą.

Т.А.: …Widocznie poza Białorusią spektakl miał inny wydźwięk, ale koniecznie, według mnie, trzeba go grać właśnie dla białoruskiego widza, który jak gdyby i tak o tym wie.

А.М.: Wydaje mi się, że gdy List oglądają ludzie nieznający białoruskich realiów, widzą w nim również wezwanie do człowieczeństwa, przejawy humanizmu. W Europie prawdopodobnie dzisiaj mamy do czynienia z deficytem właśnie takich sztuk o bardzo osobistym i szczerym charakterze. W białoruskiej rzeczywistości ten spektakl tak czy inaczej jednak jest ściśle powiązany z polityką: nie da się określić, gdzie jest przesłanie artystyczne, a gdzie przesłanie teatru na uchodźstwie.

Т.А.: Myślę, że dzisiaj dla białoruskiego artysty ogromnym luksusem pozostaje praca z „czystą” sztuką. Ale nawet jeśli będziemy postrzegać List w kontekście politycznym, to i tak nie wszystko jest takie łatwe. Monolog nagiej Jany, moim zdaniem, skierowany jest na przykład w większym stopniu do niebiałoruskiego widza. Brzmią w nim zarzut, wyzwanie, krzyk szarej, zgwałconej, ubogiej osoby, która uświadamiając sobie swoją ułomność, postanowiła ją zademonstrować.

Wydaje mi się, że twórcom spektaklu udało się uniknąć czarno-białego komiksu. Być może akurat dzięki teatrowi na uchodźstwie potrafili spojrzeć na białoruską sytuację z zewnątrz. W sztuce nie ma tylko dobrej Europy czy absolutnie ubogiej Białorusi. Granice pomiędzy czarnym i białym ulegają rozmyciu, powstają niuanse, jak na przykład wzruszający monolog Paszy w trolejbusie. Tak, pojawia się wiele pytań, ale głównie do samego siebie. Spektakl porusza wiele tematów i jest na tyle niejednoznaczny w swoim przesłaniu, że im bardziej próbujesz zorientować się w sytuacji, przyjąć lub odrzucić punkt widzenia twórców sztuki, tym bardziej rozumiesz, że rozmowa dopiero się rozpoczyna. Pytań jest o wiele więcej niż odpowiedzi, a to oznacza, że nastąpił ruch do przodu, że mimo wszystko nie jest oziębła seksualnie. A to, według mnie, jest najważniejsze.

Alaksandr Marczanka, Taciana Arcimowicz

Tłumaczenie z białoruskiego – Maryja Łucewicz-Napałkow