Strona główna/Miasto w dźwiękach

Miasto w dźwiękach

Tekst nagrodzony w konkursie na reportaż z Nocy Kultury 2015

– W Lublinie to nic się nie dzieje – burknęła ciotka, podnosząc do ust kubek z dawno wystygłą herbatą. Zdegustowany tym stwierdzeniem rudy kot wskoczył na stół, zgrabnie ominął filiżanki i rozłożył się na parapecie między doniczkami – byle dalej od ciotki.

– A kiedy ciocia ostatni raz była na Starym Mieście?

Spojrzała z wyrzutem… Jak można zadać tak głupie pytanie.

– Jak nic się nie dzieje, to i wychodzić nie ma po co!

– A ja wychodzę! – rzucam przelotnie i zgarniam z podłogi skórzany plecak z mikrofonem, chusteczkami i zapasowymi bateriami.

Dobry dziennikarz zawsze powinien nosić ze sobą zapasowe baterie – a ta mądrość to po historii z pewną ważną personą lubelską, która przez pół godziny opowiadała o planach jednego z ośrodków kultury, a mnie usta ścierpły od wymuszonego uśmiechu, który był próbą ukrycia, że z powodu wyładowania baterii nic a nic z tej rozmowy nie zostało zarejestrowane…

Ale się dzieje

Stare Miasto pęka w szwach. Widmo kultury wysokiej krąży po kamieniczkach, wystukując różne motywy rytmiczne na kocich łbach. Do wtóru przygrywa tajemniczy skrzypek, który – mimo sprzeciwów okolicznych mieszkańców  – tkwi nieustraszenie na swoim stałym miejscu, nieopodal Bramy Krakowskiej.

Pub u Szewca zaprasza na koncert: Muzyka – widzę, dotykam, czuję. Na zagraconej sprzętem scenie najwięcej miejsca zajmują mikrofony, a za moment ma tam wejść jeszcze pięciu muzyków z zespołu The Ravel. Półmrok sali skutecznie osłania twarze zgromadzonych ludzi i tylko jedno w tym wszystkim niepokoi. Cisza. Cisza? Przed koncertem? Po kilku krokach i wkroczeniu w strefę cienia dociera do mnie… Przecież ludzie siedzący przy długich drewnianych stołach, owszem, rozmawiają, niektórzy nawet bardzo żywo, sądząc po gestykulacji.

– Wielu z was się wydaje – zaczyna liderka The Ravel, Katarzyna Gil – że głuchoniemi nie mogą usłyszeć muzyki. Jesteście w błędzie.

Tuż obok stoi kobieta, która każde słowo tłumaczy na język migowy. Ktoś rozdaje kolorowe balony. Kiedy tylko biorę jeden z nich w dłoń, czuję w opuszkach palców rezonującą perkusję i struny basowe. Dotykam ścian, podłogi – wszystko wibruje w takt muzyki ze sceny, a ciało może te wibracje „usłyszeć”. A więc tak też można poczuć bluesa… Fascynujące. Bardzo żałuję, że muszę już wyjść.

Dzierganie dźwięku

Pomiędzy Trybunałem Koronnym a jedną z kamienic rozciąga się taśma zawieszona kilkanaście metrów nad ziemią. Biegnę przed siebie, mając nadzieję, że żaden highliner, wykonujący swoje ekstremalne ewolucje powietrzne, nie spadnie mi na głowę.

Wreszcie jest, widzę go. Biały wóz z charakterystycznym logo Radia Lublin, w samym centrum Placu Wolności − tego szukam. Badam teren… Przejście dla pieszych jest daleko, a dookoła tłum ludzi. W tłumie wszyscy jesteśmy anonimowi, wszyscy odważni i bezkarni, więc… zamiast iść grzecznie do przejścia, przeskakuję ponad barierką − wprost na jadący wolno policyjny radiowóz. Policjanci lustrują mnie wzrokiem. Kłaniam się i składam ręce w pokorze: panowie, wybaczcie, przecież jest Noc Kultury – to jedyne usprawiedliwienie, które przychodzi mi do głowy. Prośba skutkuje, widocznie dzisiaj więcej można.

Przed wozem stanowisko z komputerem – dla dziennikarzy przynoszących materiały z miasta. Natychmiast siadam do komputera i – jak mawiają niektórzy radiowcy – „dziergam”, czyli montuję dźwięk. Czasu jest mało, bo za chwilę materiał z koncertu w pubie U Szewca ma się znaleźć na antenie. Przy wozie ciągle ktoś się zatrzymuje, zaciekawiony zagląda do środka i dopytuje: „Co tu robicie?”. Informując o atrakcjach, sami stanowimy jedną z nich. A w środku po prostu trwa audycja i… obżeranie się pizzą. To drugie po to, żeby kiszki nie grały marsza w mikrofonach − przed nami jeszcze kilka godzin pracy. Przynajmniej tak sobie tłumaczmy niezdrowe nocne napychanie brzuchów. Radiową relację prowadzą dziś Józek Szopiński i Aga Krawiec. Szkoda, że nie widzi ich kamera. Gestykulują więcej niż głuchoniemi w pubie U Szewca, prawdziwy koncert ruchów. Nagle w słuchawkach i na antenie… cisza. Coś się zacięło i za żadne skarby nie można odpalić relacji z The Musical Show, czyli ze spektaklu Teatru Muzycznego na dachu Tarasów Zamkowych. Cisza! W radiu! Na szczęście Józek Szopiński natychmiast przejmuje dowodzenie, a właściwie mikrofon i żartem wypełnia czas. Szybko się okazuje się, że sprawcą tego sporego zamieszania był mały szary kabelek, który wysunął się z laptopa. Bingo! Możemy kontynuować transmisję.

Bezczelna improwizacja

A mnie skusił spektakl improwizowany w Teatrze im. Juliusza Osterwy. Na scenie „doświadczeni artyści po zawodówkach” – jak się przedstawiają niektórzy aktorzy z Teatru Osterwy, a obok nich improwizatorzy z Impro Teatru Bezczelnego. Pomysłodawcą tego niebezpiecznego melanżu był Adam Organista, jeden z „bezczelnych”.

– Czy taka mieszanka nie okaże się wybuchowa? – pytam zaczepnie.

– Będzie wybuchowa. Liczymy na dużo huku! – śmieje się Tomek Bielawiec, „zawodowiec” z Osterwy.

– Czego uczycie się od „bezczelnych”?

– Podstawową zasadą dobrej improwizacji jest bezwarunkowa akceptacja partnera. Uczymy się więc lepiej reagować na drugą osobę, bardziej się wsłuchiwać w to, co robi, myśli i mówi.

Kurtyna w górę. Najpierw  zbieranie małych karteczek, na których publiczność zapisała swoje tematy improwizacji teatralnych. Później krótka rozgrzewka. Adam Organista w prosty sposób pobudza publiczność. Ludzie mają odkrzykiwać odwrotnie do tego, co on krzyknie: „Tak!” − „Niee!”, „Nie!” − „Taak!”, „Kot!” − „Piees!”… Dość rozgrzewek – czas, żeby polała się krew. Kto z aktorów na scenie zająknie się podczas wygłaszania kwestii lub powtórzy ostatnie słowo wypowiedziane przez kolegę, pada na deski i „umiera”. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, IMPRO! Bajka o trzmielu, który pił mleko w sklepie spożywczym rozbawiłaby największego smutasa. Faktycznie jest z hukiem – co chwilę wybuchają salwy śmiechu. Znamienne, że na deski sceny pierwsi „padają” zawodowcy. Ale spektakl się rozwija − bez reżysera, bez scenariusza, bez-czelnie!

Po północy

Biały wóz Radia Lublin wciąż na stanowisku. W drzwiach gość mija się z gościem. Ciekawe, czy dali radę zjeść całą pizzę?

Słucham końcówki audycji, leżąc już w łóżku. W pokoju cisza, tak bardzo kontrastująca z energetycznym poszumem, którym wybrzmiewały śródmiejskie uliczki Lublina przez całą noc. Przed snem zaglądam do komputera – ludzie chwalą imprezę, ale niektórzy jak zwykle narzekają: „Dlaczego kolejna taka noc dopiero za rok?”, „Dlaczego muszę tak długo czekać?”.

Wcale nie musisz czekać. Wystarczy, że wyjdziesz wieczorem na Stare Miasto, odetchniesz głęboko i zatoniesz w klimacie starych kamienic. Lublin tętni dźwiękami o każdej porze, każdego dnia – wystarczy tylko słuchać.

Agnieszka Szwajgier

Zachwycające Świeciuchy na ul. Żmigród. Fot. Marcin Butryn

Zachwycające Świeciuchy na ul. Żmigród. Fot. Marcin Butryn

Koncert na lubelskim Trybunale. Fot. Ignacy Tokarczyk

Koncert na lubelskim Trybunale. Fot. Ignacy Tokarczyk

Instalacja na Placu Litewskim. Fot. Robert Pranagal

Instalacja na Placu Litewskim. Fot. Robert Pranagal

Magia na dachu Tarasów Zamkowych. Fot. Marcin Butryn

Magia na dachu Tarasów Zamkowych. Fot. Marcin Butryn