Strona główna/Moja rezolucja w sprawie sytuacji w Parlamencie Europejskim

Moja rezolucja w sprawie sytuacji w Parlamencie Europejskim

Od uchwalenia rezolucji Parlamentu Europejskiego RC-B7-0116/2010 i napisania Mojej rezolucji… upłynąło ponad pół roku. Okres ten bynajmniej nie przyczynił się do dezaktualizacji prowokacyjnych tez Bojczenki (o czym mogą Państwo przekonać się, czytając zamieszczony w niniejszym numerze „kulturyenter” artykuł Tarasa Wozniaka na temat dyplomatycznej izolacji Ukrainy). Moją rezolucję… przedrukowujemy dzięki uprzejmości autora za pismem ukrzurnal.eu. Dziękujemy! (gk)

Ja, obywatel Ukrainy, Ołeksandr Bojczenko,

– mając na uwadze, że rezolucja Parlamentu Europejskiego RC-B7-0116/2010 – z wyjątkiem jednego punktu – jest typowym dla tego organu zbiorem demagogicznych zwrotów, na widok którego zaraz zwymiotuję na klawiaturę;

– mając na uwadze, że wspomnianym wyjątkiem jest punkt, w którym mówi się o głębokim ubolewaniu Parlamentu Europejskiego z powodu nadania Stepanowi Banderze tytułu „Bohatera Ukrainy”, a także o nadziei na ponowne rozważenie tej decyzji przez nowe władze ukraińskie w osobie Janukowycza, Azarowa, Tabacznika i innych przywiązanych do europejskich wartości złodziei-recydywistów i ukrainofobów;

– mając na uwadze, że na dźwięk słów „wartości europejskie” zaraz znowu zwymiotuję na klawiaturę, bo ostatnimi laty zwykłem słyszeć je przeważnie w sytuacjach, gdy „wielkie” kraje, układając się między sobą o ropę i gaz, proponowały „małym” krajom ogrzewanie się właśnie wspomnianymi wartościami;

– mając na uwadze, że choć dziesiątki razy oglądałem w centrum Warszawy pomnik dalekiego od „wartości europejskich” ideologa polskiego nacjonalizmu Romana Dmowskiego, którego (Dmowskiego, nie pomnik) trzęsło na samą myśl o niepodległej Ukrainie, a mimo to ani razu nie zaproponowałem europosłom Lenie Kolarskiej-Bobińskiej i Pawłowi Zalewskiemu, by go (pomnik, nie Dmowskiego) zdemontować, ponieważ uważam, że zarówno liberalna krytyka poglądów tego działacza, jak i tańce neofaszystów pod jego pomnikiem, są wewnętrzną sprawą Polski;

– mając na uwadze, że główny architekt międzywojennej niepodległej Rzeczypospolitej Józef Piłsudski, rabując banki, przygotowując akty terrorystyczne i przeprowadzając wojskowy zamach stanu, bo takie metody polityczne były wówczas w modzie od Lizbony do Sachalinu, także niewiele myślał o „wartościach europejskich”;

– mając na uwadze, że tuż przed i w czasie II wojny światowej ani demokratyczna Polska, ani radziecka Rosja, ani nazistowskie Niemcy z nieznanych mi przyczyn nie chciały dopuścić do zjednoczenia ziem ukraińskich i stworzenia niepodległego Państwa Ukraińskiego, czym pośrednio sprowokowały zarówno Stepana Banderę, jak i resztę ukraińskich nacjonalistów, do skorzystania z europejskich doświadczeń walki terrorystycznej;

– mając na uwadze, że współpraca Stepana Bandery z nazistami w żadnym wypadku nie była tak ścisła, jak współpraca Stalina z Hitlerem, co jednak nie wywołuje w posłach Parlamentu Europejskiego uczucia głębokiego ubolewania z powodu nowej fali uwielbienia Stalina w Rosji i nie przeszkadza przywódcom państw europejskich – po uprzednim wsadzeniu swych wartości w gazociąg – ściskać się 9 maja z Putinem i Miedwiediewem na tle portretu wodza narodów, który wymordował miliony Ukraińców;

– mając na uwadze, że siedmiu z piętnastu wysokiej rangi nazistów, którzy brali bezpośredni udział w „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej” podczas tzw. Konferencji w Wannsee, faktycznie uniknęło surowej kary, a czterech z nich po wojnie legalnie zajmowało się biznesem i jurysprudencją oraz działalnością społeczną i kulturalną, natomiast Stepan Bandera lata 1934-1939 spędził w polskim więzieniu, lata 1941-1944 w niemieckim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen (gdzie między innymi więziony był komendant główny AK Stefan „Grot” Rowecki), a w 1959 roku został zabity przez agenta KGB;

– prócz tego, uwzględniając treść wspaniałej sztuki Bertolda Brechta „Matka Courage i jej dzieci”, w której na przykładzie doli syna markietanki Eilifa w przekonujący sposób pokazano, że ocenianie czynów, dokonanych w czasie wojny z punktu widzenia prawa z czasu pokoju (lub odwrotnie) jest, mówiąc delikatnie, idiotyzmem, a mówiąc dosadnie – powszechną europejską praktyką stosowania podwójnych standardów;

– mając na uwadze, że poszczególne działania członków OUN i żołnierzy UPA naprawdę mogą i powinny zostać zakwalifikowane jako zbrodnie, nie do przyjęcia z punktu widzenia dzisiejszej moralności, podobnie jak nie do przyjęcia w procesie budowy współczesnego demokratycznego państwa jest ideologia Stepana Bandery, choć z drugiej strony, bez ówczesnej walki tych ludzi nas jako państwa w ogóle by dziś nie było;

– mając na uwadze niezwykłą złożoność wymienionego wyżej problemu, którego nie można rozwiązać szybko i jednoznacznie, ale który mimo wszystko rozwiązać należy – poprzez rozpowszechnianie prawdziwych informacji i prowadzenie ciągłej dyskusji na Ukrainie, a nie powielanie kremlowskich kłamstw i obłudnych „europejskich” frazesów;

– mając na uwadze wątpliwe zdolności intelektualne dwóch ostatnich ukraińskich prezydentów, z których pierwszy znalazł najgorszy moment, by odznaczyć Banderę dawno zdyskredytowaną w społecznej świadomości blaszką, a drugi, sądząc po wszystkim, znajdzie teraz nie lepszy moment, by tę blaszkę odebrać;

– mając na uwadze powyższe stwierdzenia, a także uwzględniając jawnie okrutny charakter żartów na temat uznania naszych „europejskich dążeń” (ech, żegnaj, klawiaturo!) w kontekście wyraźnej zgody Zachodu na powrót Ukrainy do rosyjskiej strefy wpływów –

jednoosobowo więc i jednogłośnie proponuję, by Przewodniczący Parlamentu Europejskiego:

Wydrukował rezolucję Parlamentu Europejskiego RC-B7-0116/2010 w wystarczającej dla wszystkich europosłów liczbie egzemplarzy na jak najmiększym papierze, żeby choć jakaś korzyść z niej była.

Właściwie wszystko.

Ołeksandr Bojczenko