Strona główna/Nasza tęsknota kareta złota

Nasza tęsknota kareta złota

Łódzkie ESK to duże zaangażowanie społeczne, niewielkie wsparcie władz i silny antagonizm na osi instytucje kultury – organizacje pozarządowe. W mieście o bardzo niskim poziomie kapitału społecznego, nie można zbagatelizować mobilizacji takiej rzeszy ludzi wokół wspólnej sprawy. Wkrótce rozpocznie się proces konsultacji założeń strategicznego dokumentu określającego przyszłość łódzkiej kultury.  

Bramą przy gościńcu,
z góry od lat dziesięciu,
nikt nie przechodził,
pies ani złodziej.
.
Pasterz grał na fujarce,
i jak to zwykle w bajce,
śnił, że z daleka
złocista kareta
gościńcem mknie.
.
Czy tędy nie jechała,
kareta moja mała,
moja tęsknota,
kareta złota.
.
Boso po rannej rosie,
fujarkę wziął i poszedł,
na miejskich brukach,
karety szukać.
.
Mijają już jesienie,
nie spełnia się marzenie,
bo na tym świecie
o złotej karecie,
nie słyszał nikt.

Tak śpiewali członkowie zespołu Psychocukier i Łukasz z Bałut (aka MC Persona Grata) na wakacyjnym pikniku promującym ideę europejskiej stolicy kultury wśród mieszkańców Bałut.[1] Cover znanej piosenki o złotej karecie stał się w Łodzi nieoficjalnym hymnem ESK2016, nuconym w schyłkowej fazie knajpianych spotkań. Sen o przejeżdżającej złocistej karecie można uznać za metaforę całego wyścigu ESK. Niektóre miasta po przebudzeniu uznały wszystko za nieprzyjemny sen i chętnie zapomniały o marzeniu o karecie. Inne postanowiły nie oglądać się na gościniec i samemu zbudować sobie karetę. Łódź należy raczej do tych pierwszych.

Go local

Prawie w rok po ogłoszeniu zwycięzcy ESK2016 i w kilka miesięcy po fali różnych kongresów, która przeszła w 2011 r. przez Polskę, w Lublinie odbyło się spotkanie osób zaangażowanych w proces zmian w kulturze w miastach-kandydatach. Wspólna dyskusja pozwoliła spojrzeć na wydarzenia ostatnich lat z szerszej perspektywy, co pokazało, że ESK w wielu miastach stało się katalizatorem zmian mających na celu poprawę stanu kultury. Efekty takie nie były chyba zamierzone przez unijnych organizatorów konkursu, którzy zakładali, że głównym „beneficjentem” będzie zwycięskie miasto. Kultura wydawała się jedną z ostatnich sfer życia lokalnego, która nie została zmodernizowana po 1989 r. Była gościńcem, którym, niczym w piosence, „nikt nie przechodził, pies ani złodziej”. Pieniądze były rozdawane według od lat ustalanego klucza, a samorządowe instytucje kultury niezmiennie twierdziły, że u nich kultura ma się dobrze. Przejazd złotej karety na chwilę wytrącił wszystkich z równowagi. Dzięki temu gdzieniegdzie podjęto próbę zmiany sposobu podejmowania decyzji w kulturze i systemu finansowania.

W wielu miastach – może oprócz Warszawy, gdzie nasycenie aktywistami kulturalnymi jest bardzo wysokie – decyzja o kandydowaniu była istotnym impulsem do zmian. Wydaje się, że najbardziej na zmianach skorzystały i Katowice, pośrednio również Bydgoszcz i Poznań. W post-górniczym mieście władze zdecydowały o utrzymaniu „Miasta Ogrodów”, instytucji koordynującej proces aplikacyjny i jej wieloletniego budżetu przeznaczonego na wspieranie kultury niezależnej i alternatywnej czy po prostu młodej. Dzięki temu w mieście zaobserwować można rozkwit niezależnych inicjatyw kulturalnych, a przede wszystkim dokonała się zmiana w tożsamości młodych katowiczan, którzy chlubią się tym, że mogą powiedzieć: „pozdro z Kato!”. Pracownicy sektora kultury w mieście nad Brdą dzięki procesowi, którego kulminacją był wrześniowy kongres, doprowadzili do powołania Obywatelskiej Rady Kultury, która podejmuje decyzje o dystrybucji miejskiego budżetu na kulturę. Poznaniacy tak zirytowali się postępowaniem miasta w kulturze, że ogłosili jej kryzys, stworzyli Sztab Antykryzysowy, zorganizowali kongres. Następnie powołana została rada obywateli, która dąży do wprowadzenia mechanizmów partycypacyjnych w kulturze. Na lubelskim spotkaniu te przykłady zestawiono z miastami, w których się nie udało lub zmiany nie są rewolucyjne. Zdaje się że Toruń, Białystok czy Szczecin już o wszystkim zapomniały. Jak stymulować proces zmian? Co z miastami, takimi jak Olsztyn, które nie uczestniczyły w tym procesie? No i w końcu: czy cała Polska powinna ratować swoją stolicę kultury przed widmem Festung Breslau?

Łódź: Wcześniej zaczniemy – wcześniej skończymy

O idei Europejskiej Stolicy Kultury usłyszeliśmy w Łodzi po raz pierwszy pod koniec 2006 r., wkrótce po ogłoszeniu harmonogramu stolic. Zainspirowani przykładem Salonik, w których studiowali w ramach programu Erasmus, dyrektorzy Łódź Art Center – Krzysztof Candrowicz i Michał Piernikowski postanowili przekonać władzę Łodzi, że miasto mogłoby skorzystać na udziale w konkursie. W styczniu 2007 r. ówczesny prezydent Jerzy Kropiwnicki, marszałek województwa Włodzimierz Fisiak i dyrektor ŁAC podpisali list intencyjnego inaugurującego przygotowania miasta do ubiegania się o tytuł ESK w 2016 r. Przez trzy lata ŁAC prowadził samodzielną kampanię (wówczas powstał głośny film Wojciecha Bruszewskiego „Łódź – miasto kultury”[2]) promocyjną w oczekiwaniu na wyłonienie przez miasto oficjalnego operatora aplikacji. W styczniu 2009 ogłoszono przetarg na opracowanie „strategii programowo-promocyjnej w celu pozyskania przez Miasto Łódź tytułu Europejska Stolica Kultury (ESK) 2016 wraz z jej realizacją”. Ostatecznie, po zawirowaniach przetargowych, w lutym 2010 roku – na osiem miesięcy przed terminem złożenia dokumentu – oficjalnie rozpoczęte zostały starania o tytuł. Pracą zespołu aplikacyjnego kierowała Agata Etmanowicz. Ponieważ formalnie to miasto zgłaszało swoją kandydaturę, wobec czego UMŁ chciał zachować kontrolę nad aplikacją. Powołano komitet Wykonawczy złożony z przedstawicieli różnych wydziałów UMŁ i Urzędu Marszałkowskiego oraz klubów radnych. Komitet dokonywał akceptacji fragmentów tekstu bądź zgłaszał uwagi, na przykład dotyczące konieczności dodania konkretnych zagadnień.

Tworzenie aplikacji pomyślano jako proces. Do współpracy zaproszono wszystkie podmioty działające w sektorze kultury w Łodzi. Ogłoszono konsultacje środowiskowe, które były prowadzone w lutym 2010 roku. Na bazie wniosków z otwartych konsultacji utworzono grupy robocze zajmujące się polityką lokalową i przestrzenią miejską, wsparciem dla przedsiębiorczości, rozwojem projektów artystycznych i profesjonalizacją sektora kultury. Z uwagi na charakter pracy, konsultacje dla instytucji kultury i organizacji pozarządowych odbywały się w innych godzinach, co zaowocowało brakiem dialogu. Jak twierdzi Rafał Kupiński, który w ramach badań do pracy magisterskiej przeprowadzał wywiady z osobami zaangażowanymi w proces: „Wprawdzie grupy te, ani ich interesy nie są względem siebie antagoniczne, niemniej wnioski wypracowane w każdej z tych grup pokazały, że cechują je różne potrzeby, biorące się z odmiennych warunków działania.” Formułując ten wniosek mocniej, można by stwierdzić, że idea ESK w Łodzi spotkała się z silnym sprzeciwem ze strony instytucji, przekonanych, że kultura w mieście (w ich wydaniu) ma się świetnie. Ostatecznie zaś wiele instytucji kultury wyraziło ubolewanie, że aplikacja tak niewiele mówi na ich temat.

Jeśli chodzi o włączanie mieszkańców w promowanie idei Europejskiej Stolicy Kultury, największym sukcesem okazał się żółto-zielono-czerwono-niebieski logotyp „Łódź. Europejskiej Stolicy Kultury 2016 – najlepszy kandydat”. Logo znalazło się na koszulkach, torbach, parasolach, krawatach… Strzałem w dziesiątkę okazały się magnesy, które do dzisiaj wiszą na niejednej łódzkiej lodówce. Wiele osób zmieniało swoje zdjęcia profilowe na Facebooku na logotyp, i masowo publikowali wakacyjne zdjęcia z najdalszych zakątków świata z logotypem ŁESK. Pierwszą z publicznych akcji promujących ideę Łodzi jako stolicy kultury była próba pobicia rekordu Guinnesa w ilości grup wycieczkowych jednocześnie oprowadzanych po mieście. W marcu 2010 1500 osób w 50 grupach zwiedzało miasto, a finał wszystkich tras znajdował się na Starym Rynku w Łodzi. Tam wszyscy uczestnicy wycieczek uformowali logo ŁESK i zostali sfotografowani z wysięgnika. Zorganizowano również dwa plenerowe pikniki, które cieszyły się olbrzymim zainteresowaniem łodzian. Pierwszy odbył się w czerwcu 2010 roku na Księżym Młynie. Drugi – niemal dokładnie 3 miesiące później – we wrześniu na Placu przy ul. Bazarowej na Bałutach. W odczuciu wielu osób taka działalność „PR-owa” w postaci rozdawania gadżetów ŁESK2016 i organizacji pikników zdominowała naszą kandydaturę do tytułu ESK. Moim zdaniem jest to jednak jeden z najbardziej pozytywnych aspektów całego procesu. W Łodzi, mieście o bardzo niskim poziomie kapitału społecznego, nie można zbagatelizować mobilizacji takiej rzeszy ludzi wokół wspólnej sprawy. Dzięki koszulkom z kolorowym logotypem łodzianie – zwłaszcza młodzi – nie tylko zyskali poczucie tożsamości manifestowane podczas wakacyjnych wojaży, ale również uwierzyli, że dzięki ESK mają szansę na życie w lepszym mieście, które będzie się rozwijać dzięki kulturze. Tak właśnie, moim zdaniem, należy rozumieć hasło łódzkiej aplikacji – „Rewolucja wyobraźni”.

Łódź odpadła jednak już w pierwszej turze procedury selekcyjnej, chociaż wielu wskazywało miasto jako niemal pewnego kandydata. Chór ekspertów oceniających aplikacje zaśpiewał nam: „nie, nie, nie, złocistej karety nie znajdziesz już!”. Komisja uzasadniała: „Odnotowując rozmach planowanych projektów infrastrukturalnych i artystycznych w mieście, Komisja równocześnie zauważyła, iż założenia obchodów ESK nie zostały wystarczająco finansowo, organizacyjnie i strukturalnie zagwarantowane, co może stanowić zagrożenie dla jego pełnej realizacji. Obawy zostały wzmocnione podczas sesji pytań, w czasie której Komisja odniosła wrażenie, że nie otrzymała wystarczająco wiarygodnych odpowiedzi na pytania dotyczące funduszy miasta dedykowanych kulturze.”

Rozmawiając z przedstawicielami ŁAC, urzędnikami, członkami organizacji pozarządowych i instytucji kultury, Kupiński wyłonił trzy typy powodów wskazywanych przez respondentów. Respondenci wskazywali, że wina leżała:

  1. w pozamerytorycznej (politycznej bądź personalnej) niechęci wobec Łodzi
  2. po stronie operatora (ŁAC), który nieudolnie prowadził prace nad aplikacją
  3. w działaniach organów władzy samorządowej w mieście, które nie wspierały operatora

Konieczne wydaje się przeprowadzenie szczegółowej ewaluacji, która pozwoli ocenić kontekst zewnętrzny, efektywność współpracy z miastem, oraz działania operatora. Przypomnijmy jednak, że czas składania aplikacji zbiegł się z zarządem komisarycznym miasta po referendum, w którym odwołano Jerzego Kropiwnickiego oraz awanturami, które zakończyły się likwidacją Festiwalu Dialogu Czterech Kultur oraz wyprowadzką festiwalu Camerimage. Umowę pomiędzy operatorem a miastem podpisano na 8 miesięcy przed terminem złożenia aplikacji, a projektów wskazanych w aplikacji nie wpisano również do wieloletniej prognozy finansowej miasta, co nie dawało żadnej pewności, że znajdą się na nie pieniądze. Istotne mogły być również utrudnienia w komunikacji i przepływie informacji. Autor pracy tak relacjonuje jedną z rozmów: „[…] chociaż dwoje z trojga badanych przedstawicieli operatora konkursu podczas wywiadów określili tę współpracę jako dobrą, to jedna z respondentek po zakończeniu nagrania przyznała, że w istocie była ona niezwykle trudna i, że przed rozpoczęciem pracy nad projektem nie spodziewała się spotkać z tak dużymi pokładami niekompetencji, niewiedzy i braku chęci współpracy.”

Nic się nie stało

Po ogłoszeniu wyników, ekipa prezentacyjna wróciła z Warszawy w atmosferze, jaką znamy z powrotów reprezentacji Polski. Na nieistniejącym już Dworcu Łódź Fabryczna tłum witał ich okrzykami „nic się nie stało, łodzianie, nic się nie stało”. Przy ESK w Łodzi widoczne było duże zaangażowanie społeczne, niewielkie wsparcie władz i silny antagonizm na osi instytucje kultury – organizacje pozarządowe. Proces konkursowy ujawnił zastałe układy instytucjonalno-finansowe i brak myślenia o kulturze jako ważnej sferze rozwoju. A po wszystkim temat zamieciono z ulgą pod dywan. Nie odbyła się żadna dyskusja nad tym, co się wydarzyło i jakie wnioski można wyciągnąć.

Próbując przełamać impas w sektorze kultury w Łodzi, Narodowe Centrum Kultury wyszło z inicjatywą organizacji w Łodzi Regionalnego Kongresu Kultury.[3] Inaczej niż kongresy w Bydgoszczy i Poznaniu, nie był on wynikiem mobilizacji społecznej na rzecz kultury, która świadczyłaby o samorzutnym przekroczeniu masy krytycznej. Zorganizowany przez władze samorządowe kongres łódzki porównać można do reaktora atomowego, w którym reakcje łańcuchowe zachodzą wskutek umyślnie wysłanego impulsu. W przypadku takiej odgórnej inicjatywy dużym wyzwaniem było zdobycie zaufania środowiska i konieczność uwzględnienia bardzo różnorodnych środowiskowo realiów i oczekiwań środowiskowych. Zapewne udało się to tylko częściowo. Na kongresie padła jednak ze strony władz deklaracja co do kierunków przyszłej polityki kulturalnej. Część rozwiązań podejmuje pomysły z części aplikacji ESK-owej „Rewolucja w procesie”. Wkrótce rozpocznie się proces konsultacji założeń strategicznego dokumentu określającego przyszłość łódzkiej kultury. Czy władzom uda się przeprowadzić proces sanacji? Pytanie na razie pozostaje otwarte.

Łukasz Biskupski

* * *

W grudniu 2011 władze Łodzi rozstrzygnęły konkurs na logo miasta. Wiele osób popierało pomysł wykorzystania logotypu ŁESK2016, z którym zidentyfikowało się tak wielu łodzian. Wybrano inny projekt. Podobno chodziło o to, aby nie kojarzyć się z tym, co z punktu widzenia władzy było porażką.

—————————

Korzystałem z pracy magisterskiej Rafała Kupińskiego, „Łódź – Europejska Stolica Kultury 2016. Analiza przyczyn porażki projektu” napisanej w Katedrze Metod i Technik Badań Społecznych Uniwersytetu Łódzkiego.


[1] http://www.youtube.com/watch?v=W8OE1VSV3MM

[2] http://video.google.com/videoplay?docid=-3724889138785114198

[3] www.kongres-kultury.pl