Strona główna/Nie chcemy stać w opozycji, ale wypełniać luki

Nie chcemy stać w opozycji, ale wypełniać luki

O funkcjonowaniu alternatywnych centrów społeczno-kulturalnych w Lublinie z Michałem Wolnym rozmawiają Katarzyna Krzywicka i Grzegorz Kondrasiuk.

Katarzyna Krzywicka, Grzegorz Kondrasiuk: Kilkoro ludzi, budynek w centrum miasta, żadnego budżetu. To wszystko, czym dysponowała, generująca kilkadziesiąt kontrkulturowych wydarzeń miesięcznie, Przestrzeń Inicjatyw Twórczych TEKTURA. Jaki jest na to przepis?

Michał Wolny: Wcześniejsze inicjatywy równie szybko powstawały, co upadały. TEKTURA jako pierwsza zaproponowała stały program działań: warsztaty językowe, inicjatywy lokalnej grupy Amnesty International, Kuchnia Społeczna, gotowanie w ramach „Food Not Bombs”, warsztaty samby „Rytmy Oporu”, koncerty zespołów z całego świata, a także dziesięć edycji festiwalu kontrkultury Tekturafest i sporo projekcji w Kinie Tektura. Przy budowaniu programu głosiliśmy hasło otwartości – zapraszaliśmy ludzi do realizacji projektów u nas, oferując miejsce, wsparcie i potrzebną wiedzę. Dzięki temu „Tektura” stawała się inkubatorem społeczno-kulturalnym, w którym można było zacząć przygodę z niezależną kulturą czy społecznym aktywizmem. Przykładem na to, że wystarczyło mieć odwagę podzielić się z nami pomysłem są warsztaty samby: w 2009 roku zaproponował je nasz dobry znajomy. Idea się przyjęła i teraz Wschodni SAMBAstion to jedna z najbardziej dynamicznie działających stałych grup samby w Polsce. Jeśli czyjeś działania nas zafascynowały, to często zapraszaliśmy tę osobę do realizowania ich u nas. Tak zaczęły się m.in. warsztaty szablonu – przez dwa sezony prowadził je Maped.

W niezależnych działaniach istotna była świadomość i umiejętność wykorzystania narzędzi, jakimi dysponowaliśmy: budynku w centrum miasta na ulicy Wieniawskiej oraz naszego doświadczenia i kompetencji. Odrębna kwestia to budżet lub raczej radzenie sobie z jego brakiem. Przede wszystkim TEKTURA nigdy nie była sposobem na zarabianie, a działaniem dodatkowym, które wymagało mnóstwa czasu i kreatywności. Pieniądze na życie zarabialiśmy gdzie indziej, więc można powiedzieć, że większość z nas pracowała na dwa etaty – jeden płatny, drugi nie. TEKTURA była inicjatywą opartą na idei „zrób to sam”, zupełnie niekomercyjną. Projekty finansowały się wzajemnie: większe wydarzenia (koncerty, festiwale) „zarabiały” na te mniejsze, zwykle darmowe (spotkania, jednorazowe eventy). Stawialiśmy na transparentność – raz do roku rozsyłaliśmy raport z podsumowaniem działań, pokazując innym, że można je zrealizować bez środków publicznych.

Jak wygląda zarządzanie takim miejscem?
TEKTURĄ zajmował się kilkunastoosobowy kolektyw – czuliśmy się gospodarzami i gospodyniami, i braliśmy odpowiedzialność za każdy aspekt: programowy, finansowy i administracyjny. Kierowaliśmy się dwiema zasadami: dobrowolności i odpowiedzialności – na ile czasu i siły ci starcza, na tyle włączasz się w zarządzanie miejscem. Stała liczba obowiązków była ujęta w grafik. Decyzje podejmowaliśmy wspólnie kierując się przede wszystkim dobrem TEKTURY. Kłótnie się zdarzały, ale to dobrze, bo grupa, która nie dyskutuje mocno – nie dociera się i gubi swoją dynamikę.

TEKTURA miała opinię środowiska lewicujących radykałów. Jak to wyglądało od wewnątrz?
Miejsce było niszowe i subkulturowe, a my stanowiliśmy grupę osób o różnych poglądach – od wolnościowych po hierarchiczne. Szukaliśmy zawsze wspólnego mianownika, który dla nas wyznaczała nie kariera, ale potrzeba samorealizacji, spełnienia i posiadania miejsca, gdzie czujesz się jak u siebie. W TEKTURZE mieliśmy realny wpływ na to, co się w niej działo. Kiedy pracujesz w gronie osób, do których masz zaufanie, ideologiczne sprawy stają się drugorzędne, widać je dopiero w programie działań, charakterze projektów.

Gdy straciliśmy miejsce dla TEKTURY nasza grupa się nie rozpadła – na tyle dobrze się ze sobą czujemy, że postanowiliśmy walczyć o nowe miejsce i rozszerzać działalność, zapraszać do współpracy kolejne osoby.

Co teraz planujecie?
Po tym jak pod koniec ubiegłego roku miasto sprzedało wielką parcelę przy ul. Wieniawskiej w Lublinie, gdzie dotychczas była Przestrzeń Inicjatyw Twórczych TEKTURA, udało nam się wynegocjować miejsce zastępcze przy alei Piłsudskiego, dalej od centrum. Celem tej nowej przestrzeni działań jest utrzymanie tego, co udało się wypracować w TEKTURZE. Nadal chcemy by różne środowiska, mogły tutaj realizować swoje inicjatywy, a nie szukać możliwości w instytucjach kultury, gdzie trzeba uzgadniać wszystko z władzami i podpisywać stos pism. Nowe, legalne miejsce dopiero się kształtuje, ale już wiemy, że będzie się w nim działo więcej niż w TEKTURZE – również z uwagi na lepsze warunki lokalowe.

Odtworzycie TEKTURĘ, tylko w innym miejscu?
Nie, chcemy uniknąć kojarzenia nowego miejsca z tym, które prowadziliśmy na Wieniawskiej. Zaczynamy z nową siedzibą, ze spadkiem w postaci wieloletniego doświadczenia, ale bez balastu przeszłości. Nowej nazwy jeszcze nie mamy, wybierzemy ją wspólnie.

TEKTURA to marzenie, które się spełniło. Teraz mamy nowe: chcielibyśmy stworzyć sieć niezależnych, wzajemnie wspierających się miejsc, które będą umożliwiały realizację tego, na co brakuje miejsca w zhierarchizowanym formalnym systemie. Nie chcemy stać w opozycji, ale wypełniać luki.

Jak powstało Autonomiczne Centrum Społeczne Cicha4?
Chcieliśmy założyć oddolne, prospołeczne miejsce, gdzie będzie można zrealizować tematy, na które w wielu przypadkach nie było miejsca dotąd w Lublinie.

W 2009 roku zobaczyliśmy ofertę sprzedaży dużej kamienicy w centrum Lublina, na ulicy Cichej 4. Wybraliśmy się do pełnomocniczki właściciela i zapytaliśmy, czy możemy korzystać z budynku za darmo. Ta pani była zdziwiona naszą, już nie tyle odwagą, co bezczelnością – prosiliśmy o kamienicę, która jest wystawiona na sprzedaż za 10 milionów złotych! Wtedy się nie udało, ale temat ciągle powracał w naszych planach. W czerwcu 2013 roku po nowych negocjacjach w ciągu tygodnia dostaliśmy zgodę.

Właściciel, znał podobne niezależne inicjatywy we Włoszech, więc uwierzył w sukces naszej, ale podszedł do sprawy jak biznesmen – interesowało go głównie to, że budynek będzie pod opieką, chroniony przed włamaniami i dewastacją.

Autonomiczne Centrum Społeczne Cicha4 jest zupełnie legalnym miejscem. Umowa bezpłatnego użyczenia kompleksu budynków – kamienicy i dwóch budynków gospodarczych o łącznej powierzchni prawie 1300m2 – została podpisana między dwiema prywatnymi osobami. Porozumienie zawarliśmy na czas nieokreślony z niepisaną zgodą użytkowania przez najbliższe 7-8 lat.

No i się zaczęło – grupą kilkudziesięciu osób weszliśmy na zarośnięty drzewami dziedziniec i zaczęliśmy porządkować i odnawiać budynek, który zastaliśmy w stanie przerwanego generalnego remontu. Wywieźliśmy kilka ton gruzu i śmieci, zdarliśmy złuszczone farby ze ścian. To miejsce w surowym stanie chcieliśmy jak najszybciej otworzyć, móc pochwalić się wszystkim – mamy kamienicę i zapraszamy do współpracy.

14 września 2013 roku otworzyliśmy Autonomiczne Centrum Społeczne Cicha4.

Jego tworzenie było sprawą otwartą, w efekcie zebrało się mnóstwo grup z różnych środowisk. Działaliśmy w myśl zasady „do it yourself”. Animator i reżyser teatralny Arek Ziętek nazwał to miejsce bramą Lublina, przez którą dostają się tu z Polski i zagranicy nowe nurty i inicjatywy.

Zainwestowaliście w remont?
Wiedziałem że najważniejsza jest dynamika działania. Nie warto doprowadzać do perfekcji lokalu, tylko wykorzystać energię oddolną i chęci osób różnymi perspektywami i możliwościami.

W remont zainwestowaliśmy trochę naszych pieniędzy, ale nie mamy ambicji na dopracowanie tu wszystkiego na wysoki połysk, bo mamy stale poczucie tymczasowości – świadomość, że kiedyś będziemy musieli się stąd przenieść dalej. Czas, który spędzamy na Cichej jest potrzebny na wzmocnienie istniejących tu inicjatyw, zainicjowania pewnej zmiany w mieście.

Jaka jest Cicha4 po prawie pół roku funkcjonowania?
Wewnątrz budynku podczas poprzedniego remontu wyrwano wszystkie futryny, więc wygląda on dość surowo. Jednak dzięki temu zyskał strukturę otwartą – nie zatrzymają cię żadne drzwi, przeszkody. To stwarza klimat, który chcemy utrzymać. Tworzy się swoista więź między ideą a materią, architekturą.

Mimo dość trudnych warunków w zimie budynek działał właściwie każdego dnia. Obecnie regularnie odbywają się spotkania Queerowego Ambulatorium, cotygodniowa akcja społeczna „Jedzenie Zamiast Bomb” oraz zajęcia z szermierki, jogi i języka hiszpańskiego. Bezpłatny warsztat rowerowy i comiesięczny Ekotarg cieszą się sporym zainteresowaniem sąsiadów. Działa u nas promująca streetart Brain Damage Gallery, prowadzona przez Anię Bakierę i Czarka Hunkiewicza. Inne dwie inicjatywy – Cafe Kropotkin i Kropotkino – nazwą nawiązują do słynnego rosyjskiego anarchisty z przełomu XIX i XX wieku, głoszącego idee dobra wspólnego i kooperacji jako istoty człowieczeństwa. Po zaakceptowaniu przez resztę społeczności Cichej, każdy może zagospodarować część tej imponująco wielkiej przestrzeni.

Czy dla kogoś nie ma miejsca na Cichej4?
Tak, po dyskusjach na spotkaniach naszej społeczności zdecydowaliśmy, że nie chcemy tu inicjatyw dyskryminujących innych, ksenofobicznych, antydemokratycznych i hierarchicznych, w których zwykły człowiek nie ma przestrzeni na podejmowanie decyzji. W skład wspólnoty nie weszła dotąd tylko jedna grupa, która była nastawiona na zysk. Oczywiście działają u nas stowarzyszenia i fundacje, wpisane w porządek prawny, ale przeważają jednak kooperatywy, inicjatywy nieformalne, grupy oddolne nie potrzebujące legalizowania i ramy prawnej. My chcemy pilnować się sami, bez ingerencji z zewnątrz.

Pozyskujecie środki na działania?
Nie, to pieniądze głównie z prywatnych kieszeni. Dwadzieścia inicjatyw skupia prawie setkę osób. Każda grupa przekazuje co miesiąc kilkadziesiąt złotych dobrowolnej składki – to taka wspólna forma odpowiedzialności za miejsce, które zajmujemy. Działa u nas kooperatywa obiadowa, która serwuje popołudniami zdrowe, wegańskie obiady za kilka złotych. Zyskujemy dzięki temu pieniądze na comiesięczne pokrycie kosztów wszystkich mediów.

Jak relacje macie z sąsiadami na ulicy Cichej?
Jak do tej pory te relacje układają się bardzo pozytywnie, oparte są na obustronnym szacunku. Z jednej strony sąsiadów cieszy, że opuszczona kamienica otrzymała swoje drugie życie. Nasza grupa aktywistów ma okazję oddolnymi, społecznymi inicjatywami ożywić ulicę Cichą. Na początek zaprosiliśmy wszystkich sąsiadów na otwarcie Centrum. Odwiedziliśmy około 200 mieszkań, z których przyszło 50 osób. To satysfakcjonujący wynik. Od wiosny chcemy organizować niedzielne darmowe obiady sąsiedzkie, które będą okazją do bezpośredniego kontaktu, ale też stworzą przestrzeń do wymiany perspektyw i oczekiwań. Jesteśmy otwarci na sąsiadów, którzy mają pomysły współtworzenia miejsca. Działamy dla siebie, wspólnie. I nigdy nie mówimy, że robimy coś DLA kogoś, ale Z KIMŚ. Jesteśmy gotowi dostosować ofertę do ich potrzeb, bo chcemy stworzyć coś na kształt wspólnego sąsiedzkiego domu kultury. To tylko jeden z pomysłów.

Jak wpadacie na takie pomysły?
Odwiedzamy podobne miejsca w Polsce i w Europie. Czasem mylnie wydaje nam się, że ludzie, którzy je prowadzą na zachodzie Europy, dostali je za darmo. To nieprawda. Wywalczyli je często kilkadziesiąt lat temu, potrafili utrzymać i zarządzać nimi do dziś. Teraz czas na nas. Chcemy pokazać, że jesteśmy w stanie niezależne miejsca społeczno-kulturalne ugruntować i utrzymać.

Ale my też staliśmy się dla kogoś inspiracją! W październiku ubiegłego roku podczas Kongresu Kultury Partnerstwa Wschodniego odwiedziło nas dwóch animatorów z Gruzji, którzy twierdzili, że wizyta u nas pokazała im, że warto tworzyć takie miejsca i dała odwagę by spróbować u siebie. Jakiś czas po tym wydarzeniu na portalu squat.net znalazłem informację, że w grudniu zeszłego roku, m.in. oni otworzyli swoje niezależne miejsce nad rzeką Mtkwari w Tbilisi. W hangarach przemysłowych powstało alternatywne centrum kultury, które nazywa się „Melting Pot”, czyli wielokulturowy tygiel. Tworzą je lokalsi, studenci z Zachodu oraz Afgańczyk, który w tym miejscu zamieszkał ze swoim wielbłądem!

Michał Wolny, Grzegorz Kondrasiuk, Katarzyna Krzywicka

Michał Wolny – aktywista społeczny, związany z kulturą niezależną, wolontariusz Przestrzeni Inicjatyw Twórczych TEKTURA oraz Autonomicznego Centrum Społecznego Cicha4 w Lublinie.

Linki:
Przestrzeń Inicjatyw Twórczych „Tektura”: www.tektura.wordpress.com;www.facebook.com/tektura
Autonomiczne Centrum Społeczne Cicha4: www.cicha4.org,www.facebook.com/cicha4


koncert w Tekturze, mat. TEKTURA

koncert w Tekturze, mat. TEKTURA

Otwarcie ACS, mat ACS Cicha4

TEKTURA, mat. TEKTURA

TEKTURA, mat. TEKTURA

TEKTURAfest, mat. TEKTURA

Warsztaty szablonu z Mapedem, mat. TEKTURA