Strona główna/NOWOŚCI LITERACKIE (LITWA). Obrazki litewskie

NOWOŚCI LITERACKIE (LITWA). Obrazki litewskie

Fragment właśnie wydanej prozy litewskiej Obrazki litewskie

Powrót Piotra I do codzienności
Słynący z przebiegłości wujek Sieroża po pewnym czasie zrozumiał, że w kierowanej przez niego łaźni używa życia car Rosji – i postanowił na tym zarobić. Wykorzystując kontakty dominikanów, rozpuścił po mieście plotkę, że każdy, kto wyłoży symboliczną sumkę, może przyjść do łaźni i na własne oczy zobaczyć, co wyczynia w niej ten olbrzym. Ciekawskich, rzeczywiście, nie zabrakło. Po zapłaceniu grosza mieszkańcy i goście Wilna, niezależnie od płci, wieku, religii, narodowości i pozycji społecznej, zaczęli tłumnie gromadzić się przy wykutej naprędce w ścianie dziurze, aby zobaczyć całkowicie nagiego cara Rosji z wszystkimi narzędziami do przedłużenia dynastii Romanowów.

Kiedy o takiej możliwości usłyszeli wojewoda połocki Dominik Michał Słuszka i jego żona Konstancja, przygnali z Antokola, aby zerknąć przez dziurę. To, co zobaczyli, nie mieściło się w żadnych ramach przyzwoitości. Słuszka się rozzłościł, a jego żona musiała łyknąć leki uspokajające, za które wówczas służył korzeń waleriany. Trzeba było jak najszybciej ratować cara.

Słuszkowa, gdy tylko odzyskała mowę, nie zważając na groźby i protesty wujka Sieroży, niczym orkan wdarła się do męskiej łaźni. Zastała Piotra ı w nieprzyzwoitej pozycji z miejskim latarnikiem Stasiem i zaczęła go zawstydzać. Jednak morały Konstancji nie obchodziły cara Rosji. Namiętnie postękując, nie zwracał na nią z początku uwagi, a później zaczął bezczelnie się odcinać. Szukając usprawiedliwienia, mamrotał coś o wolności, pokoju i miłości. Dowodził, że każdy człowiek ma prawo do bycia, kim chce. Poza tym mówił, że dopiero teraz odnalazł samego siebie. Jednak Słuszkowa, która słynęła na całe księstwo ze swojej zawziętości, myślała inaczej. Zaczęła cierpliwie wyjaśniać, że takie zachowanie godzi w jego rzetelność – już drugi tydzień wszyscy go szukają. Słuszka jakoby obszedł wszystkie posterunki, szpitale i kostnice. Ponadto Piotra ı czeka nadzwyczajna wycieczka po Wilnie, podczas której zobaczy naprawdę niespotykane rzeczy. Później, według programu oficjalnej wizyty, ma odwiedzić akademię jezuicką, gdzie obejrzy egzaminy i wysłucha dysputy w trybunale najwyższym. Car Rosji odpowiedział, że kładzie laskę na wszystkie te obowiązkowe punkty – wycieczki, egzaminy i głupie dysputy. Niech je sobie wsadzi. W łaźni jest mu bowiem dobrze, przytulnie i ciepło, dlatego się stąd nie ruszy. Słuszkowa nie odpuściła. Przypomniała carowi, że siedzenie w łaźni całymi
tygodniami jest szkodliwe dla zdrowia, zwłaszcza dla serca. Może to doprowadzić do zawału albo, nie daj Boże, do udaru mózgu, w przypadku którego car Rosji stanie się pożałowania godnym warzywem. Piotr ı odpalił na to, że nigdy nie stanie się warzywem. Słuszkowa w odpowiedzi zaczęła się teatralnie śmiać. Zaproponowała, aby car spojrzał teraz na siebie z boku. Piotr ı nie zrozumiał jej aluzji.

Pomimo wszystko po długich namowach Konstancji, do których przyłączył się wojewoda połocki, udało się jakoś ubłagać cara, aby wyszedł z łaźni. Kiedy szedł w stronę akademii jezuitów, całą drogę kaprysił jak dziecko. Kilkakrotnie zawracał i próbował biec z powrotem. Gdyby nie pewna ręka Dominika Michała i postanowienie Słuszkowej, Piotr ı nie doszedłby do świątyni nauki, gdzie czekał na niego Marcin Godebski ze społecznością akademicką ustawioną w szeregi.

Środowisko akademickie oddziałało na cara usypiająco. Ni czorta nie rozumiejąc z tego, co plotą ci profesorowie w sukniach ze swoich wysokich katedr, Piotr ı wyłączył się już po pierwszych zdaniach i zwiesiwszy głowę, melodyjnie zachrapał. Niewątpliwie śnił o łaźni publicznej. Siedział tam, zanurzywszy nogi w metalowej misce, otoczony przez kominiarza Saszę, szewca Józka i latarnika Stasia. Chłopcy, pokrzykując, łaskotali cara Rosji w pępek, a on, odpowiadając żartami na żarty, kokietował ich uszczypnięciami.

Kiedy się obudził i zrozumiał, że siedzi w jezuickiej akademii, a nie w łaźni, Piotr ı posmutniał. Po jego policzku potoczyła się łza. Car Rosji, z natury wrażliwy, zaczął płakać. Wkrótce rozbeczał się na głos i na dobre rozszlochał. Konstancja, widząc duchową udrękę cara, nie mogła pozostać obojętna. Przeprosiła wszystkich milcząco i wyprowadziła Piotra ı na zewnątrz. Posadziła go pod brzózką na dziedzińcu Sarbiewskiego i pozwoliła mu się wypłakać.

Konstancja Słuszka, widząc, że Piotr ı musi odzyskać spokój ducha, postanowiła działać. Nie zważając na wykręty, zaciągnęła załzawionego cara do cerkwi zakonu św. Ducha. Postawiła go przed ikonostasem i kazała myśleć o wieczności, grzechach śmiertelnych i innych istotnych rzeczach. Na widok ikon car się uspokoił. Zrobiło mu się wstyd, kiedy nagle przypomniał sobie męki Jezusa. Doprawdy, ile wart jest żal cara Rosji po pozostawionym w łaźni Stasiu w porównaniu z piekłem, jakie musiał wycierpieć na Golgocie Odkupiciel Grzechów. Na myśl o tym Piotr ı zaczął żegnać się znakiem krzyża i uniżenie kłaniać. Padł na kolana i kilkakrotnie uderzył czołem w posadzkę. Jakby tego było mało, walnął się pięścią w podbródek. Kopnął się kolanem w klatkę piersiową. Zaczął dłońmi chłostać policzki. Piotr ı zapamiętał się w tym procederze i nie mógł przestać. Konstancja, widząc jego rękę zwróconą przeciwko samemu sobie, wystraszyła się nie na żarty. Bojąc się, że Piotr ı – nie daj Boże! – zrobi sobie krzywdę, chwyciła jego ręce i włożyła w nie płonącą świeczkę. W obliczu światła car się uspokoił. Nagle zmienił się jego nastrój i teraz smutnym spojrzeniem obserwował płomyk. Jego twarz wypełniały liryzm i wrażliwość, wręcz prosił się o matczyną troskliwość i dobre słowo. Kiedy Konstancja to zauważyła, zaczęła mówić.

Z początku Słuszkowa mówiła aluzjami. Spokojnym głosem opowiadała carowi o warownych wzgórzach, kurhanach, trójpodziale ziemi, niewolnictwie i feudalizmie. O pańszczyźnie, czynszu i dziesięcinie. Potem wspomniała o komisji językowej, jakichś bezdrożach tożsamości, wyzwaniach religijnych, błędach samookreślenia, lukach w samoświadomości i brakach w wykształceniu. Mówiła długo, bardzo mądrze i sugestywnie. Car, choć niewiele rozumiał, słuchał Słuszkowej z przyjemnością. Kiedy przyjrzał się jej pokrytej pudrem twarzy, żywym oczom i niezamykającym się ustom, pomyślał nawet w pewnej chwili, że gdyby nie pozostawieni w łaźni Staszek i Józek, z chęcią zaprosiłby tę zamężną kobietę na romantyczną randkę.
Piotr ı nie słuchał już Słuszkowej. Tylko na nią patrzył. Powoli w jego pamięci rozpraszały się sylwetka Saszy, zawilgocony abonament dyrektora łaźni wujka Sieroży, delikatne ręce Ogińskich, potężne figury Giedroyciów, władcze ruchy Chodkiewiczów i kamienne uda Platerów. Nagle Piotr ı uświadomił sobie, że Konstancja kolejny raz wspomina imię wielkiego księcia litewskiego Olgierda. Jakby nagle obudzony, znowu słuchał głosu Słuszkowej, która opowiadała bajkę o zamordowanych przez Olgierda jego własnych dworzanach – prawosławnych męczennikach Antonim, Janie i Eustachym. Leżą właśnie tutaj. Poganie, którzy stali się chrześcijańskimi świętymi: bracia Kumiec i Nieżyło oraz ich kuzyn Kruglec. Umęczeni przez Olgierda ze szczególnym okrucieństwem, a potem powieszeni.

Po wysłuchaniu tej historii Piotr ı dostał ataku szału. Choć wychowany w duchu europejskim, zaczął miotać się po cerkwi, tupał i wygrażał pięściami. Kiedy się uspokoił, nie mógł pojąć, jak syn Giedymina, książę Olgierd, który żył w centrum Europy i wybudował w Wilnie Sobór Przeczystej Bogurodzicy dla swojej ukochanej żony, mógł postąpić tak okrutnie ze swoimi braćmi w wierze.

Car Rosji przeżegnał się bogobojnie, pokłonił przed wiszącą tu ikoną ze świętymi i znowu zamierzał lamentować, ale Konstancja Słuszka, zapobiegając zaczynającej się histerii, zaproponowała mu, aby obejrzał mumie męczenników, a nawet je dotknął, jeśli będzie miał takie życzenie.

Po podniesieniu wieka sarkofagu car nieśmiało dotknął świętego Antoniego. Był mile zdziwiony. Brat zmarłego, święty Jan, również nie rozczarował monarchy. Podobnie ich kuzyn Eustachy, zwany Kruglecem. Wszystkie trzy ciała były doskonale zachowane. Po podniesieniu wiek Piotr ı ujrzał mięśnie, ścięgna, skórę, paznokcie i włosy Litwinów utrzymane w zadziwiająco dobrym stanie. Słuszkowa wyjaśniła zachwyconemu Piotrowi ı, że to prawdziwy cud, którego nie zdoła wyjaśnić nawet sekcja zwłok. Carem zawładnęła ciekawość. Poprosił, aby Słuszkowa pokazała mu jeszcze coś ciekawego.

Konstancja oprowadzała Piotra ı po prawosławnych cerkwiach, żeby było mu przyjemnie i aby wyrobił sobie jak najbardziej przychylną opinię o Wilnie. Za każdym razem, kiedy gdzieś na horyzoncie wyrastał kościół albo, uchowaj Boże, synagoga, świadomie kierowała jego spojrzenie w inną stronę.

Piotr ı był zadowolony, widząc po drodze tylko kopuły cerkwi. Zatrzymał się na krótko przy cerkwi Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja Cudotwórcy i szczerze się nią zachwycił. Kilkakrotnie obszedł na kolanach, ryjąc nosem ziemię, cerkiew Piatnicką. Kiedy przypomniał sobie historię opowiedzianą przez Słuszkową, znowu nie mógł nad sobą zapanować i zaczął się dramatycznie gorączkować. Władca nijak nie mógł pojąć, dlaczego obydwie cerkwie zbudowano za pozwoleniem mordercy prawosławnych Olgierda. Pierwszą dla jego drugiej żony, a drugą dla pierwszej małżonki. To jakaś schizofrenia, powtarzał w myślach Piotr ı. Swoich prawosławnych mordował, a stawiał cerkwie babom, które trafiły do pogan. Słowem, nie nadążysz za tymi labusami*.

Kiedy po obejściu wszystkich wileńskich cerkwi Piotr ı wspiął się na Górę Giedymina, całym sercem nienawidził wielkiego księcia Olgierda. Wstrząśnięty przez zabójstwa swoich braci w wierze, stał na wzgórzu odurzony ich męką, gotowy – gdy tylko nadarzy się okazja – zemścić się za wyrządzoną krzywdę nie tylko na niewinnych, ale też na ich religii.

Piotr ı ze złością popatrywał na miasto, które nie obroniło prawosławnych. Z góry Wilno wydało mu się ogromnym polem cebuli. Niestety, zaniedbanym. Na drugim brzegu rzeki gospodarowała jego wielotysięczna armia. Kiedy car Rosji zobaczył, jak pieli ona cudze ogródki, poczuł się, jakby był w Moskwie. Wszystko tu wydawało się swojskie, od dawna znane i niezmiernie miłe. (…)

* Labus – pogardliwe określenie Litwinów.

Herkus Kunčius 
Przełożył z litewskiego Kamil Pacela

Herkus Kunčius (ur. 1965 w Wilnie) – prozaik, eseista, dramatopisarz, autor słuchowisk radiowych. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie. Pracował jako redaktor i krytyk sztuki w czasopismach kulturalnych „Krantas” i „Literatūra ir menas”. Autor około dwudziestu tomów prozy tłumaczonej m.in. na języki angielski, duński, niemiecki, rosyjski, słoweński, szwedzki. W Polsce jego teksty były prezentowane na łamach czasopism „Literatura na świecie”, „Tekstualia” i „Korespondencja z ojcem”. Jako osobne książki w tłumaczeniu na język polski ukazały się „Moja walka bambino” (2001) oraz „Litwin w Wilnie” (2014). Herkus Kunčius jest członkiem zarządu Polsko-Litewskiego Forum Dialogu i Współpracy im. Jerzego Giedroycia. W latach 2011–2015 był przewodniczącym litewskiego PEN Clubu. Laureat licznych nagród literackich. W 2019 r. odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi RP za zasługi w rozwijaniu polsko-litewskiej współpracy kulturalnej.

Spotkania z autorem w ramach Wschodniego Expressu

Sobota, 29 czerwca

16.00–17.00 Premiera książki „Obrazki litewskie” Herkusa Kunčiusa | Próba Cafe, Grodzka 5a – patio
W spotkaniu udział wezmą: Herkus Kunčius – autor oraz Ołeksandr Bojczenko – prowadzenie

Niedziela, 30 czerwca

11.30–13.00 Śniadanie literackie – Odpowiedzialność pisarza w przekazie prawdy historycznej cz. 2 | Próba Cafe, Grodzka 5a – patio
W dyskusji udział wezmą: Herkus Kunčius (Litwa), Jurij Andruchowycz (Ukraina), Marcin Wroński (Polska) oraz Tomasz Dostatni OP – prowadzenie (Próba Cafe, Grodzka 5a – patio)

 

Kultura Enter
czerwiec 2019