Strona główna/OMÓWIENIE (TEATR). Proroctwo ucieleśnione

OMÓWIENIE (TEATR). Proroctwo ucieleśnione

Wiera Meniok
„Noc Helvera” Ingmara Villqista w interpretacji Teatru w Drohobyczu
Tekst ukazał się w języku ukraińskim z czasopiśmie Zbrucz

Reżyseria: Jurij Fedczuk
Dyrektor produkcji, scenografia, oprawa muzyczna: Ołeksandr Korol
W rolach głównych: Jurij Fedczuk, Ałła Łatyszewa-Kruk
Premiera: 30 grudnia 2021 r. (Drohobycz), 9 lipca (Lublin)

Wycie syreny

Na kameralnej scenie Teatru w Drohobyczu (Lwowski Akademicki Obwodowy Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza) znajduje się typowa kuchnia z licznymi szczegółowymi przedmiotami, zaprojektowana na wzór więziennej klatki, pełna śladów codziennej ludzkiej egzystencji.
Wycie syreny. Dokładnie takiej, jaka codziennie wyje teraz we wszystkich miastach, miasteczkach i wsiach Ukrainy, w dzień i w nocy, wyje nieustannie. Przeraźliwy dźwięk, który stał się częścią ukraińskiej rzeczywistości, zapowiadając śmierć i zniszczenie. Proroctwo sztuki ziściło się. Sztukę oglądałam wcześniej trzykrotnie, ale podczas premiery 30 grudnia zeszłego roku, w styczniu i na początku lutego nikt nie mógł nawet sobie wyobrazić, że sygnał alarmu powietrznego stanie się prawdziwym ostrzeżeniem o bezgranicznej tragedii dla całej Ukrainy. I jakże boleśnie było to odczuwalne przez nagie nerwy duszy i ciała teraz, 20 marca 2022 roku, podczas charytatywnego spektaklu sztuki dla ludzi pochodzących z miejsc śmiertelnie osmalonych przez terror wroga, którzy znaleźli schronienie w Drohobyczu. Pytania „czy mają dokąd wracać?”, „czy wszyscy krewni i przyjaciele żyją?” są najtrudniejsze do wymówienia.

Sklep z żołnierzykami

Po bokach więziennej celi znajdują się otwory okienne i drzwiowe. Pojawia się główna bohaterka Karla, alarmująco i głośno je zamyka, podkreślając w ten sposób poczucie zagrożenia ze świata zewnętrznego dla jej własnego świata-mieszkania.
Z entuzjazmem i emocjonalnym zapałem, w czarnym ubraniu, wojskowych butach, ze szturmówką w ręku, do pokoju wpada młody mężczyzna. To główny bohater – Helver. Wrócił z narady wojskowej – jakiejś musztry lub pogromu. Pełen histerycznego podniecenia opowiada Karli o wojskowej musztrze, chwali się odznaką na berecie i sztandarem, który dał mu przywódca grupy wojskowej, nie chce obiadu, bo właśnie częstował się do woli grochówką z chlebem, herbatą i nawet sznapsem w kuchni polowej. Świadomie podejmuje decyzję o goleniu brzytwą, tak jak umiejętnie robi to nazistowski przywódca Gilbert – kobieta obiecuje kupić mu prawdziwą brzytwę w sklepiku, który oboje znają, gdzie zwykle kupowała mu żołnierzyki. Jednak tego sklepu już nie ma, spalili go młodzi naziści, a córka sklepikarza została zgwałcona. Helver stał po przeciwnej stronie ulicy, oglądając pogrom, nie wypuszczając szturmówki podarowanej mu przez przywódcę pogromu. On i Karla już nigdy nie pójdą do tego sklepu, muszą znaleźć inny, w którym będą mogli kupić żołnierzyki lub brzytwę z ostrym ostrzem… Następnie brutalnie będzie uczył ją musztry, której nauczył się sam. W taki sposób będzie dążył do wszystkiego, co dla niej najlepsze, aby Gilbert nie mówił o niej źle, nie zaliczył jej do szumowin, które należy zniszczyć.

Noc Kryształowa jest wszędzie

Tak zaczyna się dramat „Noc Helvera” (1998) Ingmara Villqista (pseudonim sceniczny Jarosława Świerszcza) – znanego współczesnego polskiego dramatopisarza i reżysera, teoretyka sztuki, doktora sztuk teatralnych, profesora Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, autora około trzydziestu utworów dramatycznych. Historyczny kontekst Nocy Kryształowej – pierwszego nazistowskiego pogromu żydowskiego na dużą skalę, który przetoczył się przez Niemcy w noc z 9 na 10 listopada 1938 r. – ma w dramacie wymiar ponadczasowy: zgodnie z zamysłem autora akcja może się toczyć w każdym europejskim państwie w przedapokaliptycznych latach trzydziestych ubiegłego stulecia. Jednocześnie symboliczne przesłanie tego dzieła przekracza granice historyczne, geograficzne i czasowe – dotyczy każdego z nas, a w Ukrainie urzeczywistnia się właśnie teraz.
Świetnie wyreżyserowany i zagrany spektakl ku przestrodze, którego premiera odbyła się w Teatrze w Drohobyczu 30 grudnia 2021 roku, jest dziś postrzegany jako spektakl o apokalipsie spełniającej się w naszym tu i teraz, spektakl o prawdziwym piekle, które na ukraińską ziemię sprowadziła horda zwyrodnialców-raszystów.

Wysokie rejestry dramatycznej ekspresji

Prawdziwa sztuka zawsze ma w sobie moc proroctwa. Proroctwa zwykle dotyczą rzeczy najstraszniejszych, najtragiczniejszych, ponieważ przewidywanie rzeczy jasnych i dobrych ludzie nazywają marzeniami. Ukraińskie „Marzenie” zostało okaleczone, ale nie zniszczone, nie zamordowane. A proroctwem zła wcielonego na ziemi była „Noc Helvera”, zagrana przez aktorów w najwyższych rejestrach aktorskiej ekspresji i z maksymalnym poziomem wczucia się w straszliwą dramaturgię swoich postaci. Za każdym razem, gdy oglądam ten spektakl, powraca ta sama myśl: jak to możliwe, aby tak głęboko zanurzyć się w śmiertelnie bolesne przeżycia i w samą śmierć i powrócić do życia. Półtoragodzinny spektakl na dwóch aktorów ogląda się jednym tchem, w niesłabnącym napięciu, z mocno napiętą przez grę aktorską struną, która dźwięczy bólem, krzykiem, płaczem, cierpieniem, bezradnością, nieuchronnością. Odpędzamy tę obsesyjną myśl, która pojawia się spontanicznie, gdy ujawniają się bezlitośnie tragiczne losy bohaterów, ale wiemy na pewno, że ta struna się zerwie. I się urywa. I pozostaje tylko noc.
Czymś oczywistym jest doskonały kunszt aktorski, ale jest coś jeszcze, co wyłania się nie tylko z teatralnego profesjonalizmu, który zasługuje na najwyższe uznanie jako aktorstwo na europejskim poziomie. To coś głębokiego, niewypowiedzianego, prywatnie, a nawet intymnie włączonego przez Jurija Fedczuka i Ałłę Łatyszewą-Kruk w przestrzeń swego jestestwa – i to wywiera wrażenie szczególne. I w tym właśnie, jak sądzę, tkwi tajemnica tych wyjątkowo wysokich rejestrów dramatycznej ekspresji aktorów. I stąd to niezwykle rzadkie uczucie, nawet nie uczucie, a przekonanie, że w roli Helvera po prostu nie można sobie wyobrazić nikogo poza Jurijem Fedczukiem. A w roli okaleczonej przez życie Karli widzimy tylko tę aktorkę.

I nie będzie nocy…

Miała ukochanego męża i przytulny domek z ogrodem. Mieli wyjątkowe dziecko, inne dziecko. W napadzie niekontrolowanego podświadomego protestu mężczyzna pewnego razu odrzucił to dziecko, więc się go pozbyła. I już niczego nie można było zmienić. Nie było sensu próbować. Nie da się niczego cofnąć. Pozostał tylko nieznośny ból i gorzkie wyrzuty sumienia. I zdjęcia – najcenniejszy skarb raju utraconego. Rozzłości się na niego tak naprawdę tylko raz, kiedy w pudełku, w którym były te zdjęcia, znajdzie jego żołnierzyki. I natychmiast się uspokoi, gdy tylko on wyciągnie je ze schowka – całe i nienaruszone. I wtedy opowie mu swoją straszną historię.
On nie ma przeszłości, a raczej nie zna jej ani nie pamięta. Po prostu siedział na ławce w pobliżu schroniska szpitalnego dla innych, nie takich jak wszyscy, ludzi. Ona wtedy po prostu przechodziła obok niego, w bezgranicznej rozpaczy z powodu utraconego życia – jej dziecka i szczęśliwego małżeństwa. On, wtedy już dorosły mężczyzna, po prostu zapytał ją, czy jest jego matką? Od tego czasu te dwa okaleczone losy zostały połączone w tym samym więziennym mieszkaniu. Tych dwoje innych ma zostać zniszczonych przez hitlerowski terror. Tylko dlatego, że są inni. Tak zadecydowała w bezbożnych czasach sataniczna dyktatura zła, która ucieleśniła się na ziemi.
Desperacko próbowała go uratować ucieczką. On na pożegnanie ledwo zauważalnie wyznał jej swoją miłość – tak, jak tylko może to zrobić inny. Nie zdoławszy uciec, wrócił, okaleczony, ze straszliwymi dowodami całkowitego zniszczenia wszystkich innych, takich jak on, którzy zgodnie z prawami reżimu nazistowskiego musieli zginąć. Pozostało jej ocalić go od okrutnej śmierci przez umieranie we własnych ramionach, we własnym krzyku ostatecznej i już nigdy i niczym niezaspokojonej rozpaczy. W tę ciemną noc bez Boga innego wyjścia nie było. Noc Helvera dobiegła końca. Pozostało tylko przekleństwo Karli – przekleństwo wcielonego zła dla świata: „I nie będzie Boga! I nie będzie nocy!”.
Spotkanie z Innym jest jak spotkanie z Bogiem – tłumaczył filozof-humanista Emmanuel Levinas. Ale te prawdy nie są dla sług diabła – z tamtych czasów, i z teraźniejszości. One potrafią tylko unicestwiać niewinne życie. Nawet w piekle nie ma dla nich miejsca.

Na czym polega katharsis?

Przetłumaczony na wiele języków dramat psychologiczny Ingmara Villqista „Noc Helvera”, inspirowany skandynawskim psychologicznym stylem pisarstwa dramatycznego, związany z twórczością Henrika Ibsena, Augusta Strindberga czy Ingmara Bergmana (stąd norweski pseudonim sceniczny), stał się jednym z najczęściej wystawianych tekstów na wielu scenach świata, przede wszystkim w Polsce, i przyniósł autorowi bezprecedensowy sukces. Do tej pory, oprócz drohobyckiej, znane są dwie ukraińskie reżyserskie interpretacje tego dramatycznego dzieła: Kijowskiego Narodowego Akademickiego Młodego Teatru – spektakl „Noc Helwera. Swołocz” (ukr. „Ніч Гельвера. Сволота”) w reżyserii Andrija Biłousa, premiera 15 kwietnia 2008 r.; Teatru Charkowskiego P.S. – spektakl „Noc Helvera” w reżyserii Stepana Pasicznyka, premiera 28 stycznia 2021 r.
Ten trudny ekspresjonistyczny dramat o przemocy, inności, wykluczeniu, zagładzie, terrorze i totalitaryzmie nie może stracić na aktualności, wręcz przeciwnie, staje się coraz bardziej aktualny, zyskując na ostrości i nieuchronności. Nieuchronnie urzeczywistnił się on na tle zbrodniczej agresji raszystów przeciwko narodowi ukraińskiemu, pokojowo nastawionym ukraińskim mężczyznom i kobietom, przeciwko ukraińskim dzieciom. Wszyscy staliśmy się tymi innymi, których wróg postanowił po prostu eksterminować, ale jego wysiłki są daremne i nikczemne.
Noc Helvera – noc bez Boga – dobiegnie końca. Nadejdzie świt, przyjdzie zmartwychwstanie. Na tym polega katharsis – na cierpieniu i śmierci. Ingmar Villqist nie moralizuje – po prostu ukazuje brutalną prawdę o najstraszliwszych zagrożeniach zagłady i autodestrukcji człowieka. Najtragiczniejszy konflikt to ten bez żadnego dydaktyzmu i bezpośredniego przekazu – widz musi samodzielnie dojść do własnego katharsis i go doświadczyć. Nie tylko z powodu łez żalu i współczucia, ale z powodu niesamowicie głębokiej świadomości, że wszystkie te zagrożenia są tuż obok, czyhają na nas jak rozwścieczone drapieżniki. Nie ma więc szans na zwlekanie, bo jest to chwila prawdy. Z dzikimi drapieżnikami należy walczyć zaciekle aż do ich całkowitego unicestwienia. Zemsta za niewinną śmierć Helvera musi stać się nieunikniona. Właśnie to oczyszczające przesłanie wybrzmiewa dziś wyraźnie, kiedy po raz kolejny oglądam i jeszcze będę oglądała „Noc Helvera” w znakomitej reżyserii Jurija Fedczuka.

„Świat nigdy nie będzie taki, jak przedtem…”

Nicolas Boileau, francuski teoretyk klasycyzmu, podziwiałby dramat Ingmara Villqista „Noc Helvera” – wszystko w nim jest tak, jak zdefiniował to w swojej „Sztuce poetyckiej”. Przede wszystkim zachowana zasada trzech jedności: miejsca, czasu i akcji w utworze dramatycznym. U Villqista akcja rozgrywa się w jednym mieszkaniu, a nawet w jednej kuchni, w czasie ograniczonym do jednego wieczoru i nocy. Jak jednak te trzy jedności mają się do tego, że ten dramat psychologiczny zajmuje jedno z czołowych miejsc we współczesnym pisarstwie dla scen teatralnych? Czy nie różni się zbytnio od obecnych postmodernistycznych i metamodernistycznych eksperymentów teatralnych? Jeśli przypomnimy sobie psychologiczną głębię i złożoność tego dzieła, jego oczyszczające przesłanie, znikną wszelkie wątpliwości dotyczące owej istotnej różnicy między twórczością dramatyczną tego autora, a współczesną sztuką teatralną. Taka różnica jest tutaj zadeklarowana bezpośrednio.

W „Nocy Helvera” wszystko jest maksymalnie skoncentrowane na słowie w jego psychoemocjonalnej warstwie poprzez aktorstwo. Pomysł autora uporczywie kieruje akcję na tekst ze wszystkimi jego konfliktami psychologicznymi i całym tragizmem dominującego konfliktu, który musi zostać rozwiązany wyłącznie w taki sposób, jaki wynika z reguł tragedii klasycznej. I cała ta tragiczna beznadziejność człowieka, która szybko i niespodziewanie metamorficznie rozwija się na scenie, staje się szczególnie wymowna i uderzająca także dlatego, że wszystko dzieje się właśnie w klasycznej formule dramatu, właśnie w krytycznie skondensowanej czasoprzestrzeni z całą jej akustyczną i wizualną perspektywą.

Ujmę to bardziej precyzyjnie: wątek nazistowskiej eksterminacji niewinnych ludzkich istnień, a także psychologiczny dramat ludzkiej autodestrukcji, nie bardzo pasują do specjalnie wymodelowanych efektów reżyserskich i aktorskich. Chodzi o słowo. O jego śmiercionośną, a zarazem oczyszczającą, odradzającą moc. Mamy na to trzy mocne dowody. Po pierwsze: autor nie zgadza się na jakiekolwiek skracanie czy redukcje tekstu w jego scenicznych realizacjach. Po drugie: spektakl utrzymuje widza w ciągłym napięciu dzięki intensywnej grze aktorów, w całości zbudowanej na dramatycznych dialogach. Po trzecie: tłumaczka dramatu na język ukraiński, Łesia Jaremkewycz-Ratyńska, poradziła sobie z wyzwaniem przekazania bardzo gęstej i wielowarstwowej całości oryginalnego tekstu, mimo że tłumaczenie pewnych kluczowych słów-sygnałów otwiera przestrzeń do owocnej dyskusji.

Świat Helvera i Karli już nigdy nie będzie taki sam. Oboje przeszli przez piekło wewnętrznej autodestrukcji i zewnętrznego horroru zagłady. Przeszli przez śmierć, więc ich świat już nigdy nie będzie taki sam. A nasz świat rozpoczął swoje nowe odliczanie od 24 lutego tego roku – nasz świat też już nigdy nie będzie taki sam. Choćby dlatego, że my, na czele z czołowym poetą ukraińskiej współczesności Serhijem Żadanem, nie pozwolimy mu być takim, jakim był przed wojną:

[…] Pośród nocnych ulic,
pośród zgiełku i ognia,
pośród śmierci i miłości
ona zagrzebuje twarz w jego ramieniu,
rozpaczliwie bije weń pięściami,
płacze, krzyczy w ciemności.
Nie chcę, mówi, patrzeć na to wszystko,
nie mogę nosić w sobie tego wszystkiego.
Po co mi tyle śmierci?
Gdzie mam ją podziać?

Gdzie podziać śmierć?
Nosić ją na plecach
jak cygańskie dziecko:
nikt go nie kocha
i ono nie kocha nikogo.
Tak mało jest miłości,
jest taka bezbronna.

Płacz i rozbijaj ciemność ciepłymi rękami.
Płacz i nie odstępuj go na krok.
Świat nigdy nie będzie taki, jak przedtem.
Za nic mu nie pozwolimy
być takim, jak przedtem.[…] (Serhij Żadan, Nosorożec, w: Drohobycz, tłum. Jacek Podsiadło, Warszawa: PIW 2018, s. 100–101)

Tekst dr Wiera Meniok (Drohobycz)
Z języka ukraińskiego przełożył Andrzej Jekaterynczuk

Zdjęcia Igor Feciak

 


Kultura Enter 2022/02
nr 103–104 „Rosyjskie zbrodnie”

 

„Noc Helvera” w obiektywie Igora Feciaka