Strona główna/Poezja rodzi się z nicości. O współczesnej poezji białoruskiej

Poezja rodzi się z nicości. O współczesnej poezji białoruskiej

Za datę narodzin współczesnej poezji białoruskiej – również jako współczesnej myśli literackiej o Białorusi – można przyjąć mniej więcej lata 1985-1986, kiedy to w Mińsku powstały niewielkie samodzielne kółka literackie: towarzystwo tłumaczy literatury światowej „Babilon” oraz towarzystwo młodych literatów „Tutejsi”. Te działania organizacyjne były w zasadzie jedynie pretekstem, dla wyraźnego stwierdzenia i pokazania faktu, że oto na Białorusi istnieje już grupa w miarę utalentowanych poetów, której cele są jak najdalsze od ideologicznej służby na rzecz istniejącego wówczas reżymu komunistycznego.

Należy pamiętać, że na ówczesnej Białorusi sowieckiej od początku lat 1920-ch partia bardzo angażowała się w kształtowanie „białoruskiej literatury sowieckiej”. Ba! Nawet uważała, że to ona właśnie – partia – tworzy tę literaturę (poprzez swoich „najlepszych przedstawicieli”). Oczywiście zawsze istniał w tej kwestii rozdźwięk. Jedni pisali zgodnie z założeniami socrealizmu, inni wyłamywali się spod tego dyktatu. Przytoczę tutaj parę przykładów.

Dubouka i „Wzgórze”

Jeden z najbardziej obiecujących w latach 20-ch poetów białoruskich Uładzimir Dubouka w roku 1926 pisze w jednym z swoich wierszy:

…Kraj zaniemówił, od gadania zgaga,

Milczą więc wszyscy, tylko wśród milczenia

Kapuś swobody głośno się domaga,

Żeby myślących wtrącać do więzienia.

Ileż więc czekać i stawiać kabały?

Aż nam zaiste rosa oczy wyje…

Zewsząd nadchodzi kłamstwo, aż kraj cały

Nieopisany zewsząd fałsz spowije…

(Przekład: Adam Pomorski)

Uładzimir Dubouka był jedną z czołowych postaci literackiego nurtu „Uzwyszsza” („Wzgórze”). Nurt ten stawiał sobie za cel wprowadzenie literatury białoruskiej w szerszy kontekst piśmiennictwa europejskiego, w kontekst bardziej powszechny. Program ugrupowania przedłożono do akceptacji Centralnemu Komitetowi Partii Komunistycznej Białorusi. Akceptację „Uzwyszsza” otrzymało. Zaraz potem Uładzimir Dubouka i inni najbardziej utalentowani członkowie ruchu już w latach 1929 i 1930 zostali zesłani w głąb Rosji i pozbawiono ich możliwości publikowania na Białorusi sowieckiej.

Dwa lata po Dubouku, w 1928 r., inny poeta – przedtem skądinąd bardzo lojalny w stosunku do władz komunistycznych – Aleś Dudar pisze tom wierszy, który w pierwszej kolejności trafia na biurko oficerów GPU, nie zaś do czytelników (opublikowany został dopiero w 1993 r.). Znajduje się tam m.in. taki wiersz:

…Bez stempla Kremla, bez podpisu

Nikt nie wydusi z siebie słowa.

Wszystko wykona za nas lizus

I szuja międzynarodowa…

(Przekład: Adam Pomorski)

Stalina wykaz poetów

Nadeszły lata trzydzieste. Pisarstwo stało się jednym z najbardziej niebezpiecznych zajęć. Badacz terroru bolszewickiego Leanid Marakou niedawno opublikował dokument z dnia 15 września 1937 r., podpisany przez J. Stalina, W. Mołotowa, oraz przez naczelnika 8-go wydziału Zarządu Głównego Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR starszego oficera W. Cesarskiego. Była to lista 103 osób skazanych na rozstrzelanie. Pod numerem 1 na tej liście widnieje poeta Anatol Wolny, pod numerem 18 poeta Aleś Dudar, pod numerem 34 poeta Todar Klasztorny, pod numerem 35 prozaik Wasil Kowal, pod numerem 36 powieściopisarz Michaś Zarecki, pod numerem 38 poeta Michaś Czarot, pod numerem 56 poeta Walery Marakou, pod numerem 65 poeta Załman Piwawarau, pod numerem 83 prozaik Wasil Staszeuski, pod numerem 87 poeta Juli Taubin, pod numerem 103 poeta Jurka Lawonny. Wszyscy oni zostali straceni w nocy z 29 na 30 października 1937 r., razem z innymi znanymi literatami białoruskimi – Jakawem Bransztejnem, Izakiem Charykiem, Piotrem Chatulowem, Płatonem Haławaczem, Chackielem Duńcem, Aronem Judelsonem, Mojszem Kulbakiem, Janką Niomańskim, Makarem Szałajem.

Trzecia fala

Okres między 1936–1938 rokiem był czasem trzeciej już fali terroru bolszewickiego wymierzonego przeciw literatom (ale również przeciw naukowcom, nauczycielom, duchownym, dziennikarzom, chłopom, a nawet działaczom partyjnym) Białorusi sowieckiej. Jeszcze w 1930 r. w głąb Rosji zesłani zostali m. inn. Uładzimir Dubouka, Jazep Puszcza, Uładzimir Żyłka (zmarł w niewoli w 1933 r.), Maksym Harecki (rozstrzelany w 1938 r.), Wacłau Łastouski (rozstrzelany w 1938 r.), Adam Babareka (zmarł w łagrze w 1938 r.), Jazep Losik (zmarł w więzieniu w 1940 r.), Michajła Hramyka, Wasil Szaszalewicz (zmarł w łagrze w 1941 r.).

Z kolei w latach 1933–1934 zostali aresztowani: Andrej Mryj (zmarł w niewoli w 1943 r.), Alaksandar Waźniasienski, Maksym Łużanin, Łukasz Kaluha (rozstrzelany w 1937 r.), Mikoła Nikanowicz, Raman Sabalenka, Aleś Sałahub (rozstrzelany w 1934 r.).

Rok 1938 przeżyło pozostając na wolności, bądź przesiadując w „złotych klatkach” reżimu stalinowskiego (jak w przypadku Janki Kupały, Jakuba Kołasa, Arkadzia Kulaszoua) nie więcej niż dziesięciu poetów białoruskich, członków utworzonego w 1934 r. Związku Pisarzy.

Poezja z nicości

Biorąc pod uwagę powyższe fakty, bez żadnej przesady można powiedzieć, że białoruska powojenna poezja odradzała się niemal z nicości. Dla białoruskiego sowieckiego poety określenie mianem opozycjonisty niosło nieprzewidywalne, często ostateczne następstwa. I chociaż przykłady konsekwentnego nonkonformizmu istniały (Lesia Białorusinka, Łarysa Hienijusz, Aleś Naurocki), to raczej był to nonkonformizm nie tyle estetyczny, ile ideowy. Oczywiście na emigracji – zwłaszcza w USA, Kanadzie, Australii nie brakowało oryginalnych poetów piszących w języku białoruskim (Natalla Arsieńniewa, Ryhor Kruszyna, Masiej Siadniou, Janka Juchnawiec). Jednak chyba jedynym wyraźnym przedstawicielem „sprzeciwu estetycznego” w Białoruskiej SRS był poeta Aleś Razanau, który nigdy nie pisał „o polityce”, zaś w swojej twórczości mówił (i dalej mówi) niekonwencjonalnym językiem poetyckim. Ostatnie lata Aleś Razanau spędził w Niemczech oraz w Szwajcarii, część swoich „wielokropków” napisał po niemiecku (zb. „Hannoversche Punktierungen”. Graz 2003). Gruby tom jego wersów ukazał się też po polsku (Wrocław 2006). Właśnie twórczość tego ostatniego była wielkim przykładem dla pokolenia „Babilonu” i „Tutejszych”. Nie ma to jednak nic wspólnego z epigonizmem.

O wiele bardziej radykalnym krokiem w przód, dystansującym wcześniejsze konwencje, było powstanie grupy „Bum-Bam-Lit”. W pewnej mierze wzorowała się ona na ukraińskich bu-ba-bistach, ale właściwie jedynie w odniesieniu do założeń czysto estetycznych.

Aresztowane słowa

Po objęciu w 1994 r. władzy politycznej na Białorusi przez promoskiewskie ugrupowania rewanżu z Alaksandrem Łukaszenką na czele, w literaturze białoruskiej, również w twórczości poetyckiej, powraca dyskurs walki, dyskurs konfrontacji dwóch opozycyjnych wizji Białorusi –nonkonformistycznej, walczącej o wolną przyszłość kraju oraz zachowanie języka białoruskiego, oraz drugiej – świadomie „zniewolonej umysłowo”. Pisarzom uchylającym się do ideologicznej służby na rzecz ekipy rządzącej odebrano możliwość nie tylko publikowania swoich utworów w wydawnictwach finansowanych przez państwo, ale także zakazano im organizowania promocji własnych książek. Nie mogą oni również, bez specjalnego zezwolenia, spotykać się z liczniejszą publicznością. Zakaz ten tyczy się nawet spotkań z czytelnikami w mieszkaniach prywatnych. Brak przestrzegania tych zakazów niejednokrotnie skutkuje wkroczeniem sił porządkowych, a także i aresztowaniami literatów (jak to było w ubiegłym roku z Pawłem Siewiaryńcem, prezentującym w Brześciu zbiór swych nowych esejów).

Dzięki pomocy ambasad krajów zagranicznych, Instytutu Polskiego lub Instytutu J. W. Goethego, działających w Mińsku, od czasu do czasu dochodzi do organizacji imprez literackich w stolicy lub w innych miastach Białorusi. Podczas tych cieszących się niezwykłą popularnością wydarzeń brakuje miejsc dla widzów nawet na wielkich salach. Coś takiego miało na przykład miejsce podczas spotkań poetycko-muzycznych z udziałem poety Andreja Chadanowicza i jego kolegów w auli mińskiej Akademii Sztuk Pięknych w styczniu i maju br. Imprezy te żywo przypominają spotkania ze znakomitymi poetami rosyjskimi, które odbywały się w czasie chruszczowowskiej „odwilży” na sali Politechniki Moskiewskiej. Tyle że Andrej Chadanowicz i inni unikają moralizatorstwa. Swój autorytet budują przede wszystkim na wspaniałej „postmodernistycznej” białoruszczyźnie:

Zmartwychwstają anegdoty i kawały

Podświadomość reaguje na cytaty

Złota gwiazda świeci znów na polu chwały

Dzielny pioner czci donosem powrót taty

Na dalekim pograniczu grzmi katiusza

W partii wicie rozumicie trwa kampania

Na wojenkę znów beznogi lotnik rusza

Mądry czukcza gruppenführer i kompania

Partyzanci podejmują walkę z wrogiem

Okupanci w permanentnej drżą histerii

Na rozstajach na nich czają się za rogiem

Wszyscy święci stirlitz kloss czterej pancerni…

(Andrej Chadanowicz. Déjà-vu. Przekład: Adam Pomorski)

Odzyskać głos

Nieustannych poszukiwań nowych dróg dla poezji białoruskiej, nowych środków wyrazu, za sprawą których mogłaby ona przemówić potężnym głosem, dokonują poeci starszej generacji: Ryhor Baradulin (po ukazaniu się jego kolejnego tomu wierszy pt. Ksty w językach białoruskim i angielskim został w 2006 r. nominowany do literackiej Nagrody Nobla, przy wsparciu Związku Pisarzy Ukrainy oraz Rosyjskiego PEN Clubu), Hienadź Buraukin, Nina Maciasz, mieszkająca w Bielsku Podlaskim Nadzieja Artymowicz, Uładzimir Niaklajeu, Siarhiej Zakońnikau, Jurka Hołub. Choć niektórym z nich czasami trudno bywa uniknąć zbędnego demaskatorskiego patosu, to jednak wszyscy oni (i nie tylko oni) mają swój wyrazisty styl, swoistą poetycką wymowę:

Sobie na uciechę

Psy głodnawe zza płotów

Ujadają sumiennie,

Oszczędzając łańcucha.

Naniepokoiła się do zimnych potów

Łąk zamglonych dziedziczka –

Noc młoducha.

Byle kołek wokół

To część częstokołu.

W biegu śni o czymś wiatr

I mknie z sobą w zawody.

W mroku nie wstyd pomarzyć,

Że nieba dosięga się z dołu.

U wezgłowia coraz płytszej wody

Niedosiężna spiekota

Czołem chciałaby poczuć chłodną wilgotność.

Żeby odważyć mgłę,

Nie dość chudym bezmianom

Ciężaru.

Chociaż echa niedościgłych lat

Powtarza, by ulżyć duszy

I samej sobie,

Samotność…

(Ryhor Baradulin. Sobie na uciechę psy głodnawe… Przekład: Adam Pomorski).

Arłou

Jednym z najbardziej popularnych autorów współtworzących dzisiejszą literaturę białoruską jest Uładzimier Arłou. Z początku znany był jako autor małej prozy i esejów (część z nich została opublikowana po polsku m.in. w zbiorach „Rekwiem dla piły motorowej”, Białystok 2000, oraz „Kochanek Jej Wysokości”, Wrocław 2006). Niedawno zaś zwrócił na siebie uwagę również jako ciekawy poeta. Jego tom poetycki zatytułowany „Parom przez Kanał La Manche” (ukazał się w prywatnym wydawnictwie Łohvinau w Mińsku w 2006 r.) został nominowany do gdańskiej nagrody Europejski Poeta Wolności. To że jest właśnie Poetą Wolności, nie ulega wątpliwości:

…a wieczorem,

pogasiwszy świece,

będzie się z nią kochał

do cielesnej nieważkości dmuchawca…

Urodzą się im

dwie białogłowe dziewczynki,

a jemu przyznają

order świętego Stanisława…

Ratowała go,

ranionego rosyjską kulą,

i, skubiąc szarpie,

zatruwała własną krew

nienawiścią

do niejakiego Kalinowskiego

razem z jego gazetką

drukowaną dla tych tam

chłopów,

którzy wydając powstańców,

brali pięć carskich rubli

za żywego,

a trzy – za martwego.

Któregoś rana

poprosił

o poziomki ze śmietaną

i umarł,

odwróciwszy ze skruchą oczy.

Podczas potajemnego pogrzebu

raz na zawsze przeklęła

tę ziemię,

niepotrzebny jej

wicher wolności

i jej mowę,

co pachnie

aresztami i krwią.

Tuląc innych w ramionach,

wspominała do końca życia

jego pieprzyk

w intymnym miejscu

i modliła się,

żeby Bóg skarał tych,

którzy,

strzelając do Moskali,

strącali jabłka

jej złotych marzeń.

Jego biografowie napiszą:

do ostatniego uderzenia serca

pozostała

płomienną patriotką.

(Uładzimier Arłou. Narzeczona powstańczego komisarza. Przekład: Adam Pomorski)

Młode wersy

Głośno, niekiedy nawet prowokacyjnie, próbuje dziś mówić także młodsze pokolenie poetów białoruskich; tych, którzy urodzili się po 1978 r. i kształtowali się już w niepodległej Białorusi. Wśród nich nie da się nie zauważyć Walżyny Mort, która od kilku lat mieszka z mężem w Sanach Zjednoczonych. Co jest symptomatyczne, jeden z jej wierszy nosi tytuł „Z plaż Florydy”. W istocie jednak jest to wiersz białoruski:

jakbym się znalazła zamiast kogoś na zdjęciu.

słońce skacze po gałęziach chmur jak żółta małpa.

w wodzie – dzieci – jutrzejsi monarchowie,

śmiejąc się, znakują swoje terytorium.

plaża ocieka jak rozlany miód, a fale

toczą ślinę i oblizują brzeg,

na wodzie – mali chłopcy – jutrzejsi magowie

pędzelkami spomiędzy nóg malują słońce.

dopiero kiedy się nią zachłysnę, rozumiem,

że cała sól ziemi jest w wodzie oceanu,

że ryby

w walucie przyrody to bilon,

o którym łatwo zapomnieć. nie to co ptaki –

papierowe banknoty, którym wszystko wolno.

nawet wiatr biorą od tyłu

i po jego plecach schodzą do wody,

i zostawiają tam znaki wodne.

zlizuję z warg słony miód,

a powietrze przylepia się do naślinionej skóry

i skręca się jak mucha w pajęczynie.

w wodzie – dzieci – potomni małp

bezwstydnie sikają na lusterko boga.

(Przekład: Adam Pomorski)

Nowy świat tuż za granicą wschodnią

Kilka tygodni temu było znów głośno o Maryjce Martysiewicz, bowiem ukazała jej prozatorsko-poetycka książka „Cmoki” („Smoki”). Czyta się ją jednym tchnieniem. Utwory Walżyny, Maryjki, również takich oryginalnych młodych poetów, jak Siarhiej Pryłucki, Wiera Burłak, Michaś Bajaryn lub Wiktar Żybul, polski Czytelnik może znaleźć w antologii „Pępek nieba”, która rok temu ukazała się we Wrocławiu w ramach serii Biblioteka Białoruska, wydawanej przez Fundację Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego. W tej samej serii w ostatnich miesiącach ukazała się antologia poezji białoruskiej od XV do XX wieku „Nie chyliłem czoła przed mocą”, zaś w formie „Suplementu poetyckiego” w Warszawie został opublikowany wybór wierszy poetów białoruskich urodzonych między 1941 a 1982 rokiem. Wśród tłumaczy tekstów wymienionych antologii znaleźli się m.in. Adam Pomorski, Jerzy Litwiniuk, Leszek Engelking, Jerzy Pomianowski, Bohdan Zadura. Dzięki tym działaniom wydawniczym Polacy mają niepowtarzalną szansę otworzyć sobie w dużej mierze nowy, mało znany świat. Świat, który paradoksalnie znajduje się zupełnie blisko – jakieś 200 kilometrów na wschód od Warszawy…

Lawon Barszczeuski

Tytuły i śródtytuły pochodzą od redakcji

Kultura Enter
2008/07 nr 00