Strona główna/Polska modelina eksportowa

Polska modelina eksportowa

Jestem z Polski.” To zdanie otwiera drzwi do długich rozmów albo napiętego milczenia, które muszę przełamywać, wywabiając słowa, których się dopuściłam. To czasem niebezpieczne, a czasem lekkomyślne tak powiedzieć… Czasem to klucz do zalążka przyjaźni. Kapuściński pisał, że kiedy się podróżuje, przestaje być ważny wiek, zawód, wykształcenie, ludzie zawsze pytają najpierw „Skąd jesteś?”. Tak jestem zapamiętywana – jako studentka z Polski, polska wolontariuszka, Polka…

Okruchy wiedzy o Polsce, polskości, które zbieram, podróżując po świecie, nauczyły mnie więcej o własnym kraju i jego mieszkańcach, niż mieszkanie w nim przez ponad dwadzieścia lat. Pokazały, jak niewiele potrzeba, by w czyjejś pamięci utrwalił się obraz Polski i Polaków, często jedyny, jaki pozostanie na wiele lat. Nie chcę badać, jak wygląda model Polaka czy modelowy Polak. Zastanawia mnie, jakie cechy Polaków są zapamiętywane przez obcokrajowców jako modelowe i które z nich są zbieżne ze stereotypami, które krążą na nasz temat.

Josh,
około czterdziestki, pracuje z niepełnosprawną młodzieżą, przysiada się na ławce w parku w Denver, mówiąc, że często mnie tam widuje.

Colorado 2004.

Josh nigdy nie był w Polsce, ale spotyka dużo Polaków. Sporo podróżuje i bywa w egzotycznych miejscach. Często są tam Polacy. Josh nie rozumie, dlaczego tak wielu Polaków podróżuje po świecie, choć ponoć jesteśmy biednym narodem. Dla Polaków pieniądze chyba nie są aż tak ważne. Kiedyś dowiedział się, że Kościuszko był Polakiem. Amerykański bohater! No i świetne polskie kino – Polański, Kieślowski! Arcydzieła. Josh kocha Polskę za te filmy. Myśli, że Polakom chyba czegoś brakuje. Podróżnicy, indywidualiści. Josh był kiedyś w Chicago, tam, gdzie jest tak wielu Polaków. Ma wrażenie, że Polacy kochają swój kraj.

Rivka,
60 lat, sekretarka w organizacji pozarządowej, pomagającej Palestyńczykom na Zachodnim Brzegu, spotykałam ją kilka razy w tygodniu w biurze w Jerozolimie, zawsze rozpoczynała nową opowieść o swojej polskiej rodzinie.

Izrael 2007.

Urodziła się już w Izraelu, jej rodzicom podczas wojny udało się uciec z Katowic, gdzie zostawili dom, Rivka nigdy tam nie była, ale zna adres i wymawia go jak zaklęcie. Wie, że nie może odzyskać tego domu. Nie ma do Polaków o to pretensji, choć uważa, że uczciwie byłoby go zwrócić jej rodzinie. Słyszała, że w tym domu mieszkają teraz biedne rodziny, więc nie zaczyna starań o odzyskanie domu. Jest przekonana, że Polacy są biedni i że należy im pomóc, pomimo że nie lubią Żydów. Zaczną ich lubić, kiedy Żydzi będą im pomagać.

Mama Rivki miała w dzieciństwie polskie koleżanki, często opowiadała o Polsce, bez traumy, z nutą tęsknoty. Polska była dla niej krajem jidisz.

Syn Rivki pojechał kilka lat temu do Polski, na wakacje, nie po to, by odwiedzić miejsca Zagłady. Spotykał miłych ludzi, ale nie wyglądali na biednych, nikt też się nim specjalnie nie interesował, choć spodziewał się spotkać wielu naciągaczy, nikt nie próbował oferować mu na siłę swoich usług. Przez dwa tygodnie podróży po Polsce nie słyszał prawie polskiej muzyki, języka polskiego. Wydawało mu się, że Polska jest niema i głucha, że ludzie nie rozmawiają ze sobą na ulicach, w pociągach, że na targach nie ma gwaru. Rivka nie może uwierzyć w to, co mówi jej syn. Polska w opowiadaniach jej matki była barwna i głośna.

Syn Rivki długo opowiadał o zakonnicach, które spotkał w Zakopanem. Miały okrycia głów, ale spod nich widać było ufarbowane włosy, które stały się dla niego symbolem polskiego katolicyzmu.

Eldad,
17 lat, uczeń w liceum, niebawem pojedzie do Polski na wycieczkę szkolną. Razem z kilkoma osobami został po warsztatach, które prowadziłam dla jego klasy w Rishon Le Zion.
Izrael 2007.

Eldad uczył się o Polsce na lekcjach historii i geografii. Teraz mają specjalne zajęcia przygotowujące do wycieczki do Polski, tylko dla tych, którzy się zgłosili i opłacili podróż. Uczył się o drugiej wojnie światowej, zna na pamięć liczby zamordowanych Żydów. Spytał, czy w Polsce mówimy po rosyjsku i czy jest niebezpiecznie. Mieli już spotkanie z ochroniarzem, który przestrzegł, że w Polsce nie wolno im oddalać się od grupy, wychodzić wieczorem z hotelu, zaczepiać przechodniów na ulicach, wdawać się w dłuższe rozmowy ze spotkanymi ludźmi… Spytał, czy Polacy naprawdę nie lubią Żydów… Eldad nie wiedział, że Polska należy do Unii Europejskiej, nie słyszał o zrywie solidarnościowym. Powojenna historia Polski to dla niego kilka wydarzeń naznaczonych niechęcią do Żydów. Słyszał za to o pięknych polskich dziewczętach i tanich cenach w markowych sklepach. Nie może się doczekać szkolnej wycieczki.

Joram,
21 lat, żołnierz, służy na Zachodnim Brzegu, pilnuje, aby nie dochodziło do zamieszek pomiędzy Palestyńczykami pracującymi na polu, a żydowskimi osadnikami mieszkającymi w okolicy.
Palestyna 2007.

Joram był w Polsce przez 10 dni, oprócz Warszawy, krakowskiego Kazimierza, Oświęcimia i Majdanka odwiedzili też Zakopane, Wawel i Wieliczkę. W Polsce jest super tanio i można kupić prawie wszystko to, co w Izraelu. I nawet bieda nie taka straszna. Tylko zimno i ludzie jacyś ponurzy. Polska jest ogromna, a Polaków jest bardzo dużo, nie są do siebie podobni. Można powiedzieć, że to różne narodowości zebrane w jednym miejscu. Tylko ubierają się podobnie i oglądają się za obcokrajowcami. Nie tylko wtedy, jak nosili bluzy z napisami hebrajskimi.
W Polsce było fajnie, szkoda, że byli tam tak krótko. Mieli dwugodzinne warsztaty z młodzieżą w Warszawie. Młodzi Polacy są beztroscy, pewnie dlatego, że nie muszą iść do armii. Wydaje im się, że wszystko w życiu zależy od tego, jakie wybiorą studia. Oni chyba niewiele rozumieją. Raczej nie są patriotami.

Said,
około 50 lat, nauczyciel historii i angielskiego w wiejskiej szkole na Zachodnim Brzegu, spotkaliśmy się podczas zbioru oliwek w jego wiosce.

Palestyna 2007.

Said cieszy się, że jestem z Polski. Sam nigdy tam nie był. Nigdy nie wyjechał z Palestyny, nie ma paszportu. Czytał o Polakach. Ma dla Polaków wielki szacunek. To waleczni ludzie. Niezależni. Szanują podobne wartości, co Palestyńczycy. Wierzą w Boga, choć nie nazywają go Allahem. Said bardzo szanuje polskie kobiety. Na przykład Marię Curie, bo ona była przecież Polką. Jak była mała, to Polska nie była niepodległa. Said, wie, jak to jest. Na lekcjach nie wolno było mówić po polsku, więc malutka Maria zbuntowała się. Powiedziała, że to jej kraj i że będzie mówić po polsku. Said czytał artykuł o Marii Curie.

Polacy są wytrwali. Odzyskali niepodległość. Teraz Polska to wolny kraj. Jest tam premier i prezydent, a ci są w dodatku braćmi. Said pyta, czy to dlatego, że rodzina jest dla Polaków najważniejszą wartością.

Ahmed,
26 lat, Egipcjanin, studiuje w Kairze, przysiada się w jednej z kawiarni na starym targu w Kairze.
Egipt 2007.

Ahmed jest zaskoczony, że nie jestem z Kanady, tak jak moje dwie towarzyszki. Nie powinnam się przyznawać, że jestem Polką. To niebezpieczne. Zakłopotany, wyjaśnia wreszcie, że samotnie podróżująca po Egipcie kobieta z Polski (i ogólnie Europy Wschodniej) to raczej prostytutka albo turystka szukająca arabskiego partnera. W Kairze widuje wiele polskich wycieczek. Drażni go, że polskie kobiety często nie okrywają ciał, wchodząc do meczetów. Pyta, czy Polki tak samo zachowują się w swoich kościołach. Od kolegów sprzedawców wie też, że Polacy dużo się targują, nie są dobrymi klientami. Ahmed pyta, czy Polska naprawdę jest biedna. Jeśli tak, to dlaczego jest w Egipcie tak wielu polskich turystów? Ahmed mówi, że dobrze jest mieć polski paszport, można z nim łatwo pojechać do wielu krajów. Można mieszkać w Europie. Polski paszport jest nawet lepszy od kanadyjskiego. Czy dlatego Ahmed rozmawia ze mną więcej niż z moimi kanadyjskimi koleżankami?

Nadja,
24 lata, studiuje prawo w Kijowie, śpiewa w chórze prowadzonym przez dominikanów z Polski. W ich klasztorze spotykamy się na Boże Narodzenie.

Ukraina 2008.

Nadja mówi trochę po polsku. Kocha Polskę. Pielgrzymowała z polską grupą do Częstochowy. Polacy są tacy szczerzy, tacy prawdziwi, pomocni, wierzący, rodzinni. Sami mają niewiele, ale innym pomogą. Wszyscy byli dla niej zawsze mili i delikatnie poprawiali jej język polski.
W Polsce jest wielu przystojnych mężczyzn. Koleżanki Nadii żartowały, że idzie do Częstochowy znaleźć porządnego męża. Ale ona marzy o studiach w Polsce, na męża przyjdzie pora później. Drażni ją to, że wielu Polaków nie lubi swojego kraju i chciałoby wyjechać na zachód. Przecież Polska to zachód! Dobrze się tu żyje. Prawie nikt z osób, które Nadia spotkała nie był na Ukrainie, byli zdziwieni, że Kijów ma metro. Więcej wiedzieli o odległej Hiszpanii niż o własnym sąsiedzie.

Jonas,
23 lata, studiuje medycynę, podróżowaliśmy razem po Izraelu, Palestynie, Niemczech i Polsce.
Berlin 2008.

Reakcje Izraelczyków, których spotykaliśmy były podobne. Niemiec – doskonale, Niemcy są bogatym krajem i po wojnie zrobili dużo dobrego dla Izraela. Często zawstydzona poprawiałam, że „I’m from Poland, not Holland”. Dziadek naszego rozmówcy mieszkał tam przed wojną. Zginął w Treblince. Rozmowa schodzi na jakość niemieckich samochodów… Niektórzy spotykani Arabowie nie wiedzieli nic o Polsce, ale gorąco zapraszali Jonasa do siebie, ponieważ słyszeli o Hitlerze, który chciał zabić wszystkich Żydów. Jonas dla żartu dodawał, że Auschwitz było w Polsce i wtedy ja też byłam zapraszana…

Jonas był kiedyś w Polsce. Czuł się nieporadnie. Rzadko spotykał kogoś, kto mówił w obcym języku. Ludzie wydawali się być smutni, dziewczęta ładne, ale sztuczne, zbyt mocno umalowane, wszystkie podobnie ubrane. Mężczyźni o szerokich ramionach, chodzący ciężkim krokiem. Jonas czuł, że tu bardziej niż w innych krajach istnieje bariera języka. Że istnieje tajemnica znana tylko ludziom mówiącym po polsku i że nikt tej tajemnicy nie chce mu przetłumaczyć. Kiedy mówił po angielsku – patrzono na niego z sympatią, kiedy mówił po niemiecku – patrzono wilkiem.

Był zachwycony polskością przekazywaną w legendach i opowieściach, sensem i znaczeniem, które tu przypisuje się ruinom.

Jonas nie rozumie, dlaczego tak wielu młodych Polaków studiuje, procentowo dużo więcej niż w Niemczech. Nie rozumie, dlaczego młodzi Polacy szybko chcą skończyć studia i od razu zacząć pracować. Polska uczelnia przypomina mu bardziej college niż uniwersytet, ponieważ wszyscy są tacy młodzi.

Polacy się szybko starzeją. Na ulicach widać w większości dwudziesto- i pięćdziesięciolatków. Wszyscy uważnie się sobie przyglądają, mijając się na ulicach. Jonas nie może wyobrazić sobie, jak ludzie wiążą koniec z końcem. Na życie w Berlinie Jonas wydaje tyle samo, co studenci na życie w Krakowie, a jego studenckie zarobki równe są dobrej polskiej pensji.

Elena,
35 lat, pracuje w straży pożarnej, poznałyśmy się podczas projektu ekologicznego w jej miejscowości.

Gargantilla del Lozoya, Hiszpania 2008.

Kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej do Hiszpanii przyjechało wielu Polaków, nie tylko do jej miejscowości. Ci, których zna, są bardzo pracowici i szybko uczą się hiszpańskiego, kobiety szybciej od mężczyzn. Trzymają się razem, więc trochę trudno jest się z nimi bliżej zapoznać, trudniej niż z Ukraińcami, których też dużo przyjechało do Gargantilli, a którzy wydają się Elenie podobni do Polaków. Ma nadzieję, że zostaną na dłużej. Są bardzo weseli i poproszeni zawsze pomogą organizować fiesty w miasteczku Eleny.

Jestem pewna, że każdy mógłby stworzyć własną listę cech przypisywanych Polakom, na podstawie rozmów z obcokrajowcami. Chciałabym mieć czapkę niewidkę i możliwość spotkania każdego z moich rozmówców jeszcze raz, żeby sprawdzić, jak zmieniła się ich opinia o Polakach po spotkaniu za mną…

Bo choć we własnych oczach jesteśmy mniej lub bardziej wyjątkowi, to w oczach obcokrajowca każdy z nas jest Polakiem modelowym.

Milena Migut

Kultura Enter
2009/05 nr 10