Strona główna/Polska ziemia – litewski problem

Polska ziemia – litewski problem

Antoni Radczenko: Litewski parlament jeszcze 18 czerwca 1991 r., od razu po odzyskaniu niepodległości, uchwalił ustawę o zwrocie prawowitym właścicielom lub ich spadkobiercom zachowanych nieruchomości, przede wszystkim ziemi. Ten proces jednak, w niektórych regionach Litwy, szczególnie na Wileńszczyźnie zamieszkałej przez Polaków, nie zakończył się do dzisiaj. W październiku 2010 r. litewski rząd zapowiedział, że zwrot ziemi na Litwie będzie zakończony do 2013 r. Jak pan ocenia te obietnice premiera Andriusa Kubiliusa?

Grzegorz Sakson: Premier poprzedniego Rządu – socjaldemokrata Gediminas Kirkilas również ustanowił ostateczny termin zakończenia zwrotu ziemi na Litwie, tyle że na rok 2010. Po dojściu do władzy w 2008 r. konserwatystów z dniem 1 lipca 2009 r. zlikwidowane zostały na Litwie powiaty[1], które zajmowały się zwrotem ziemi i to zahamowało proces restytucji. Obecnie zwrotem ziemi zajmuje się Narodowa Służba Rolna przy Ministerstwie Rolnictwa, która ma jednak spore problemy kadrowe i finansowe. Obecny Rząd premiera Andriusa Kubiliusa dopiero po 2 latach swej pracy dostrzegł problem zwrotu znacjonalizowanego mienia i postanowił zakończyć ten proces do 2013 r. Ich powodzenie będzie zależało od należytego finansowania, odpowiedniej profesjonalnej kadry oraz faktycznego zainteresowania procesem ze strony władz. Potrzebna jest stała kontrola nad urzędnikami oraz szczegółowa kontrola nad autorami projektów (mierniczymi), którzy bezpośrednio zajmują się pomiarami ziemi podlegającej zwrotowi. Ważniejsze jest, aby te osoby działały zgodnie z ustanowioną w aktach prawnych metodyką oraz trzymały się określonych ustawowo terminów. Tak, by urzędnik i mierniczy nie zwlekali, jak to często dotychczas bywało. Aby ci, którym należy się zwrot w pierwszej kolejności, nie byliby oszukiwani i tym samym nie skarżyli przyjmowanych decyzji hamując cały proces.

A co urzędnicy i mierniczy mają z przewlekania sprawy? I w jaki sposób to robią?

Autor planu gruntu, czyli mierniczy, może nie ujawnić pretendentom informacji o całej wolnej ziemi, która znajduje się w danej miejscowości katastralnej. Przykładowo, mamy 300 hektarów wolnej ziemi, nadającej się do zwrotu. Przychodzi interesant i prosi, aby mu pokazano plan całej wolnej ziemi, aby mógł wybrać sobie działkę. Mierniczy pokazuje mu nie cały plan, a tylko powiedzmy 20 hektarów najgorszej ziemi, twierdząc, że tylko ta ziemia jest możliwa do zwrotu, a pozostała jest już oddana lub zarezerwowana dla innych osób. Najlepsze działki – z pewnością nie za „dziękuję“ – są zarezerwowane.

Samorządy nadal nie mają wpływu na zwrot ziemi?

Tak. Narodowa Służba Rolna działa przy Ministerstwie Rolnictwa. Do 1 lipca 2010 r. trwały przepychanki, kto przejmie uprawnienia powiatów. Samorządy oczywiście chciały, aby zwrot ziemi przekazano im. Zwyciężyła jednak druga opcja. Głównym argumentem nie przekazania spraw zwrotu ziemi samorządom było zalecenie, że o zwrocie ziemi, która jest państwową ma decydować organ rządowy oraz, że samorządy, zdominowane przez różne partie polityczne, będą interpretowały przepisy prawne według swojego uznania.

W mieście jednak zwrot ziemi wygląda trochę inaczej?

Tak, w miastach samorządy częściowo uczestniczą w procesie zwrotu ziemi. Administracja samorządu projektuje działki ziemi podlegającej zwrotowi. Urzędnicy administracji samorządowej muszą ocenić, czy ta ziemia w zgodzie z ustawami może podlegać zwrotowi, jak również uwzględniają potrzeby i interesy miasta. Być może w danym miejscu, gdzie pretendent ubiega się o zwrot ziemi, przewidziana jest budowa szkoły, drogi, innego obiektu. W takiej sytuacji ziemia nie jest zwracana.

Jakie są podstawowe przyczyny przewlekania zwrotu mienia?

Największy problem zwrotu ziemi na Litwie tkwi w tym, że nie ma wystarczającej woli ze strony urzędników różnego szczebla, brak strategicznego działania oraz oczywiście rażące błędy prawne reglamentujące zwrot ziemi w latach 1991-2010.

A czy sami zainteresowani wykorzystują wszystkie mechanizmy prawne, aby odzyskać znacjonalizowana ojcowiznę?

Oczywiście, że nie. Gdyby wykorzystywali wszystkie mechanizmy to ziemia w ten lub inny sposób zostałaby już dawno zwrócona. Obecnie jedną z przyczyn braku zainteresowania zwrotem ziemi, jest spadek popytu na nią. Przed kilkoma laty kiedy ceny na ziemię były wysokie, ludzie byli bardziej aktywni w odzyskiwaniu ojcowizny.

Rząd twierdzi, że w rejonie wileńskim zwrócono ponad 80 proc. ziemi, natomiast samorząd twierdzi, że nie więcej niż 60. Skąd ta rozbieżność w liczbach?

Rząd operuje ogólną statystyką, która mówi ile ogółem zwrócono ziemi, zarówno miejscowym jak i tym, którzy przenieśli swoją ziemię. Samorząd natomiast liczy tylko miejscowych. Powiedzmy jest taka sytuacja: 30 hektarów ziemi przeznaczono na zwrot właścicielom. Do 15 hektarów pretendują miejscowi. Drugie 15 chcą przenieść, z wiadomych powodów, bo któżby nie chciał mieć działki pod Wilnem, mieszkańcy z innych regionów Litwy. Miejscowym zwrócono 8 hektarów, a dla zamiejscowych pozostawiono 12, więc w statystykach stoi, że zwrócono ponad 70 proc. ziemi.

Z tego co mi wiadomo zamiast ziemi można otrzymać rekompensatę. Na czym to polega?

Jeżeli nie da się zwrócić ziemi w miejscu, gdzie się znajdowała przed nacjonalizacją, ponieważ jest np. zabudowana, albo osoba nie chce zwrotu pierwotnej działki to można „przenieść” ją do innego regionu Litwy, o ile jest w nim wolna ziemia, i uzyskać proporcjonalny przydział. Przenoszenie ziemi jest możliwe tylko na terenie wiejskim lub z miasta na teren wiejski. W mieście ziemi nie przenosi się, przenosiny nie są możliwe również ze wsi do miasta. Osoba posiadająca dług wobec państwa, może ten dług spłacić ziemią. Można otrzymać rekompensatę w pieniądzach lub w papierach wartościowych, otrzymać działkę pod budowę domu.

Duże zastrzeżenia, zwłaszcza wśród Polaków litewskich, wywoływała kwestia tzw. przenoszenia ziemi. Jednak czasami część ziemi jest zajęta (na przykład przez budynki, parki, rezerwaty, zakłady, inne obiekty państwowe) i nie da się jej zwrócić w naturze. Wydaje się więc, że takie przenosiny są uzasadnione? Czy aby przenieść ziemię z jednego miejsca na drugie trzeba to jakoś argumentować?

Przenosiny ziemi zostały usankcjonowane w dużym stopniu z przyczyn oszczędnościowych. Państwo, żeby nie wypłacać rekompensaty pieniężnej za zajętą ziemię, przewidziało mechanizm zastępczej działki w innym miejscu. Jednak to rozwiązanie powinno było wyglądać zupełnie inaczej aniżeli tak jak je unormowano. Po pierwsze, należałoby ustalić, że z tej możliwości mają prawo skorzystać tylko te osoby, co do których nie ma możliwości zwrotu ziemi w naturze. Po drugie, taka osoba powinna otrzymać działkę zastępczą w obrębie tej samej wsi, a jeżeli nie ma wolnej ziemi w tej wsi, to w obrębie gminy, a jeżeli nie ma wolnej ziemi w obrębie gminy – w granicach tego samego samorządu. Wówczas zwrot ziemi na terenie wiejskim dawno by się zakończył, a państwo zaoszczędziłoby wiele pieniędzy i ukrócono by korupcję. Natomiast przyjęte rozwiązanie prawne przewiduje możliwość przeniesienia ziemi z jednej miejscowości do innego regionu Litwy, w oparciu o widzimisię. Oczywiście, że z tej możliwości skorzystało wiele osób, bo któż by nie chciał, nic nie robiąc, powiększyć swój majątek kilkanaście, kilkadziesiąt, a czasem kilkaset razy, poprzez przeniesienie piaszczystej lub bagnistej ziemi powiedzmy ze Żmudzi pod Wilno lub nad któreś z malowniczych jezior trockich?

Jaka jest pańska prognoza, czy zwrot ziemi się zakończy w 2013 r.?

Zwrot ziemi zakończyłby się w 2010 r., gdyby aparat urzędniczy pracowałby sprawnie i byłby dobrze finansowany.

Grzegorz Sakson, Antoni Pacuk Radczenko


.

[1] Jednostka administracyjno-terytorialna, podobna do województwa w Polsce, przyp. red.