Strona główna/Polskie marzenia o Afryce

Polskie marzenia o Afryce

52W artykule „Przekroczyć Granice” starałam się opisać realizowany dwa lata temu projekt, którego jednym z celów było dotarcie do Afryki, poznanie, wniknięcie w głąb Czarnego Lądu. Motywacją do działania i realizacji postawionych celów stała się siła marzenia. Nie my pierwsi jednak marzyliśmy o dotarciu do Afryki. Polacy od lat marzą i realizują swoje marzenia w oparciu o ten odległy kontynent. Poniżej przywołuję sylwetki tych, którzy realizacją afrykańskich marzeń zechcieli podzielić się z czytelnikami. Znajdują się w Hebanie Ryszarda Kapuścińskiego, Mojej Afryce Kingi Choszcz oraz Każdy ma swoje Kilimandżaro Małgorzaty Wach.

Afryka w polskiej literaturze

Choć Afryka kusi wędrowców, podróżników, tułaczy od lat, dopiero od niedawna Polacy mają możliwość przeczytać o niej, posłuchać wywiadów z ludźmi, którzy Afrykę poznali i chociaż trochę zrozumieli. Przez wieki, owiany tajemnicą kontynent, był dla Europejczyków nie do zdobycia. Jednym z pierwszych, którzy odważyli się wyruszyć w podróż w nieznane, mimo problemów i pozornego braku możliwości był Ryszard Kapuściński. Wszelkie przeciwności losu zwyciężyła siła jego marzeń. Pragnienie odkrycia Afryki stało się udziałem wielkiego reportera, ale i wielu innych, którzy od kilku lat próbują poznać nie tylko kontynent afrykański, ale przede wszystkim jego mieszkańców, kulturę. Afryka stała się wręcz symbolem marzeń, wyzwań, przekraczania barier, co pokazali chociażby niepełnosprawni uczestnicy wyprawy „Każdy ma swoje Kilimandżaro” organizowanej przez fundację Anny Dymnej „Mimo wszystko” oraz Kinga Choszcz – autostopowiczka, która po pięcioletniej podróży dookoła świata zdecydowała się samotnie ruszyć w głąb ostatniego nie poznanego kontynentu – Afryki.

Choć Ryszard Kapuściński uznawany jest za pierwszego Polaka, który dogłębnie poznał i opisał Afrykę warto wspomnieć o kilku ludziach, którzy jeszcze przed nim, gnani siłą marzeń, poznali ten odległy ląd. Jedną z najważniejszych postaci jest Kazimierz Nowak, który w kilkudziesięciu listach z Afryki, zebranych w książkę Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd[2] opisał ponad pięcioletnią wędrówkę przez niemal cały kontynent afrykański. Sam autor Hebanu mówił: „To zupełnie niezwykła książka ze względu na treść i osobę autora”[3]. Wśród innych Polaków podróżujących po Afryce warto wymienić chociażby Remigiusza Mielcarka[4], który podobnie jak Kinga Choszcz przemierzał Afrykę autostopem. Nieco inny sposób podróżowania wybrali między innymi Krzysztof Pol[5] oraz Grzegorz Łubczyk z Bogdanem Szczygłem[6] – w miejsce wygodnych plecaków zabrali oni kamery, sprzęt fotograficzny czy dyktafony. Wiedzę o Afryce próbowali przekazać i usystematyzować nie tylko dziennikarze i podróżnicy, ale i naukowcy. Do najobszerniejszych i najlepiej przygotowanych pozycji zaliczyć możemy książkę Wśród buszu i czarowników: Antologia polskich relacji o ludach Afryki [7].

Ze wszystkich tekstów na temat Afryki zdecydowałam się wybrać trzy: Heban[8] Ryszarda Kapuścińskiego, Każdy ma swoje Kilimandżaro[9] Małgorzaty Wach oraz Moja Afryka[10] Kingi Choszcz. Drugą i trzecią pozycję wybrałam z kilku powodów. Po pierwsze są to książki, które ukazały się w Polsce w ciągu ostatnich lat, znajdując duży oddźwięk szczególnie wśród ludzi młodych. Ich autorzy różnią się między sobą doświadczeniem, celem podróży, wszyscy jednak mają podobną motywację – chcą realizować marzenia. Z podobnego powodu Ryszard Kapuściński ruszył w swoją pierwszą podróż. W jego przypadku wybranie jednej pozycji było jednak dużo trudniejsze. O ile Kinga Choszcz i Małgorzata Wach napisały tylko jedną książkę o Afryce, o tyle Kapuściński ma w swoim dorobku kilka innych tekstów o podobnej tematyce. Dlaczego więc Heban? Trudno nie zgodzić się z opinią Ewy Chylak-Wińskiej, która wspomina, że w Hebanie „Kapuściński opisuje świat z określoną perspektywą”[11]. Jest już doświadczonym dziennikarzem, ma ukształtowane poglądy i filozofię życiową. Potrafi spojrzeć na świat szerzej, z pewnego dystansu. To już nie jest suche przedstawienie faktów, jak w przypadku książki Gdyby cała Afryka[12]. Heban przepełniony jest nie tylko opisem, ale i głęboką refleksją dotyczącą Afryki, jak również człowieka w ogóle. Jak zauważa Michał Nawrocki: „Nie wydaje mi się żeby wartość Hebanu sprowadzała się jedynie do tego, iż jest to zestaw – znakomicie skądinąd napisanych – reportaży (…) Heban to raczej przyczynek do opisu kondycji ludzkiej: próba powiedzenia o człowieku czegoś nowego”[13]. Właśnie ujęcie tematu z szerszej perspektywy, synteza całej dotychczasowej wiedzy, refleksji i doświadczenia autora, jaką znaleźć możemy w Hebanie, stała się główną przyczyną, dla której zdecydowałam się wybrać właśnie to dzieło spośród wszystkich innych książek Kapuścińskiego dotyczących Afryki.

Co ich różni…

Heban, Moja Afryka, Każdy ma swoje Kilimandżaro. Książki, które wydają się różnić między sobą wszystkim, prócz ogólnego tematu – Afryki. Poniżej chciałabym porównać wszystkie trzy pozycje, początkowo wskazując na oczywiste różnice między nimi, by później spróbować znaleźć to, co mimo wszystko je łączy.

Główna i największa różnica między książkami to ich autorzy. Ryszard Kapuściński to zawodowy reporter, dziennikarz. Swoją przygodę z pisarstwem rozpoczął już w szkole średniej, tworząc poezję, reportaże, artykuły. Zanim zaczął pisać Heban miał już w swoim dorobku kilka innych książek o Afryce. Dla Kingi Choszcz i uczestników wyprawy „Każdy ma swoje Kilimandżaro” pisarstwo było czymś nowym. Kinga Choszcz ma wprawdzie w swoim dorobku książkę Prowadził nas los czy serię artykułów dla „Gazety Wyborczej”, wszystko to jest jednak nieporównywalne z wiedzą i doświadczeniem Kapuścińskiego. Autorka Mojej Afryki i niepełnosprawni uczestnicy wyprawy pisali po prostu dziennik, spisywali wspomnienia nie zastanawiając się nad ich formą, nad każdym słowem czy zdaniem. Inaczej jest w przypadku autora Cesarza, który sam mówi: „przykładam wielką wagę do języka. Szukanie klucza językowego, szukanie w słownikach świeżych, niezużytych słów zabiera mi lwią część czasu w pracy nad każdą książką”[14]. W efekcie mamy do czynienia z mistrzostwem słowa w przypadku Kapuścińskiego i dużo prostszym sposobem pisania w dwóch pozostałych książkach. Ich język jest niemal nieporównywalny. Wynika to również z formy omawianych książek. Moja AfrykaKażdy ma swoje Kilimandżaro to dzienniki, pamiętniki z podróży, regularnie, na bieżąco spisywane refleksje dotyczące niemal każdego dnia wyprawy. Kapuściński powiada: „nie notuję prawie w ogóle. Staram się zapamiętać, a to, co później utrwalam, to są te zapamiętane dwa-trzy obrazy, które oddają esencję, syntezę danego zjawiska i wrażenia, refleksje budzące się przy okazji”[15]. Jego książki nie powstają w czasie wyprawy. Dopiero gdy reporter wraca do domu i zasiada przy swoim biurku w Warszawie, rozpoczyna się akt twórczy. Przefiltrowane przez pamięć zdarzenia powoli zaczynają znajdować odzwierciedlenie w słowach. Nie ma to nic wspólnego z klasycznym dziennikiem, brak jest dat, chronologii, umiejscowienia zdarzenia w czasie. Ale też czas nie ma w książkach Kapuścińskiego większego znaczenia.

Inne jest doświadczenie, wiedza i umiejętności autorów omawianych książek, inny jest też ich cel wyjazdu do Afryki. Kapuściński wyrusza jako reporter, korespondent, jedzie, by poznawać odległy kontynent, by pokazać światu jak wygląda życie za Morzem Śródziemnym. Podróżuje on „po to, by po prostu poznawać świat. Dla siebie i innych”[16]. Jeżdżąc od kraju do kraju, śledząc rozwój Afryki, jej przewroty, rewolucje, ale i życie zwykłego człowieka, robi to z pasji, z poczucia misji i przekonania, że pokazanie światu prawdziwego oblicza Afryki to jego zadanie, jego odpowiedzialność i obowiązek.

Dla Kingi Choszcz podróż do Afryki to po prostu marzenie. Po pięcioletniej wyprawie dookoła świata Afryka pozostała jedynym kontynentem, którego nie zna. Wyrusza, by poznać ten przebogaty świat, spotkać ludzi, którzy tam mieszkają, zrozumieć ich kulturę. To jej własna inicjatywa, nie jest wynikiem pracy reporterskiej czy zobowiązań.

Uczestnicy wyprawy „Każdy ma swoje Kilimandżaro” jadą do Afryki, by zdobyć jej najwyższy szczyt. W przeciwieństwie do Kapuścińskiego i Kingi Choszcz, nie zwiedzają kontynentu, przez kilka dni pobytu w Afryce nie mają nawet okazji, by poznać ten świat, kulturę, ludzi. Dla nich najważniejsze jest pokonanie granic, które tkwią w nich samych, przede wszystkim granic narzuconych przez chorobę czy wypadek.

Z celu wyprawy, różnego dla każdego z autorów, wynikają też miejsca, które odwiedzą oraz czas, jaki spędzą w Afryce. Kapuściński poznał niemal cały kontynent. Kinga Choszcz była w Afryce 7 miesięcy. Przez ten czas zwiedziła wschodnie wybrzeże, by w maju 2004 roku zakończyć na zawsze swoją wędrówkę w Ghanie. Wyprawa organizowana przez fundację Anny Dymnej trwała dwa tygodnie. Jej uczestnicy oprócz zdobycia Kilimandżaro mieli okazję zwiedzić Tanzanię, okoliczne Parki Narodowe oraz wioskę Masajską.

Kolejną ogromną różnicą między autorami, która przekłada się również na treść ich książek, jest sposób podróżowania. Uczestnicy wyprawy „Każdy ma swoje Kilimandżaro” przylecieli do Afryki samolotem, wysiedli w Nairobi, skąd autobusami dostawali się w miejsca, które chcieli odwiedzić, zobaczyć. Kinga Choszcz podróżowała autostopem. Od samego początku wyprawy korzystała z uprzejmości kierowców, rzadko tylko decydując się na taksówkę czy płatny autobus. Kapuściński podróżował niemal wszystkimi środkami transportu. Samolotami, autostopem, pieszo… Korzystał z okazji i możliwości, które podsuwał mu los. Czasem zdawał się na przypadek, czasem planowo ruszał w miejsce, w którym przewidywał, że coś może się zdarzyć. Łączył sposób podróżowania Kingi Choszcz – która żyła z dnia na dzień, bez planu – i niepełnosprawnych uczestników wyprawy, których podróż była dokładnie zaplanowana i przygotowana z pełną świadomością.

Wszystkie opisane powyżej różnice między autorami znajdują odzwierciedlenie w treści i formie omawianych książek. Jako twórcy, ale i główni bohaterowie swoich tekstów, patrzą na otaczający ich świat z zupełnie innej perspektywy. Ich doświadczenia, cel wyprawy, czas, jaki spędzają w Afryce, miejsca, które odwiedzają wpływają na subiektywną ocenę, kształtują pogląd na świat i otaczającą rzeczywistość. A przecież to właśnie ich obserwacja, opinia, refleksja jest głównym tematem dzienników i reportaży. Choć korzystają z innych gatunków literackich, esencja tych tekstów jest podobna. Są one oparte na prawdzie, na subiektywnym postrzeganiu świata, na tym, że człowiek “nie wymyśla fabuł, lecz je odkrywa”[17]. Stąd też tak ważne jest dostrzeżenie różnic między autorami, różnic, które w nieuchronny sposób znajdują odzwierciedlenie w ich tekstach. Jednak, mimo odmiennego charakteru każdej z książek, wywołują one podobne reakcje wśród odbiorców. Dlaczego tak się dzieje? Co wspólnego mają ze sobą omawiane teksty?

…a co łączy

Tym, co łączy wszystkie trzy pozycje, jest przede wszystkim motywacja do podróżowania. Zarówno dla Kapuścińskiego, jak i dla Kingi Choszcz czy niepełnosprawnych uczestników wyprawy, Afryka była marzeniem, celem, do którego dążyli całym sobą. Był to jednocześnie cel trudny do osiągnięcia, chwilami wręcz niemożliwy. I choć przeszkody, jakie autorzy napotkali na swojej drodze były zupełnie odmienne, spotęgowały one w nich jeszcze pragnienie wyjazdu. Kapuściński musiał zmagać się z sytuacją polityczną własnego kraju, z brakiem pieniędzy, z koniecznością relacjonowania zdarzeń z całego kontynentu. Dla Kingi Choszcz głównym problemem było niebezpieczeństwo wynikające z samotnej podróży po nieznanym kontynencie, choć i jej sposób podróżowania wynikał częściowo z braku wystarczających środków. Niepełnosprawni zdobywcy Kilimandżaro również początkowo borykali się z brakiem pieniędzy, przez wiele miesięcy pozyskiwali sponsorów i partnerów. Najważniejszą dla nich barierą była jednak własna niepełnosprawność. Każdy z nich, bohaterów i autorów własnych książek, pokonał wszelkie problemy wynikające zarówno z zewnętrznej sytuacji, jak i wewnętrznych możliwości. Nie tylko wzmocniło to ich samych, ale podkreśliło jeszcze wartość zrealizowanego marzenia. Opisując Afrykę trudno im więc ograniczyć się do obiektywnej relacji. Ich teksty pełne są emocji, własnej refleksji, odczuć. To nie suche odtworzenie faktów, ale głębokie, czasem wręcz mistyczne przeżycie.

Afryka jest dla nich największym zrealizowanym marzeniem, ale też nie pierwszym, nie jedynym. Każdy z nich ma już za sobą pewne doświadczenia. Kapuściński kilka lat spędził w Azji jako korespondent, Kinga Choszcz z powodzeniem skończyła swoją podróż dookoła świata, niepełnosprawni uczestnicy wyprawy to ludzie, którzy zdobywali medale na paraolimpiadach, pracują, są samodzielni i nakierowani na aktywne, satysfakcjonujące życie. Wszyscy autorzy omawianych tekstów decydując się na wyprawę do Afryki podjęli świadomą, przemyślaną decyzję. Wiedzieli dokładnie, czego chcą, i byli zdeterminowani, by to osiągnąć. Dla siebie, ale co najważniejsze – dla innych.

Podróżowanie dla innych ludzi, to kolejna rzecz, która ich łączy. Kapuściński wierzy, że „na ludziach, którzy mają możliwość podróżowania, ciąży swego rodzaju odpowiedzialność: pokazać, że inni ludzie mają swoje uczucia i potrzeby, że musimy ich zrozumieć i poznać, a ci, którzy ich poznali, powinni to jakoś pokazać i przetłumaczyć”[18]. Przesłanie książek Kingi Choszcz to „Nie bójmy się marzyć. I marzenia te spełniać. Naprawdę, wystarczy chcieć”[19]. Piotr Pogon, organizator wyprawy „Każdy ma swoje Kilimandżaro”, tak jak wszyscy, którzy dzięki niemu w wyprawie tej mogli wziąć udział, jest przekonany, że „dla wielu osób nasza wyprawa będzie miała charakter symboliczny. Może niektóre z nich uwierzą, że warto walczyć i zdobywać swoje małe Kilimandżaro. Każdego dnia. Bezwzględnie”[20]. Wyprawa do Afryki ma dla nich wszystkich bardzo osobiste znaczenie. Realizują największe marzenie swojego życia, poświęcają mu każdą wolną chwilę, wierzą, chcą i działają, choć organizacja takiej wyprawy jest przedsięwzięciem bardzo trudnym. Wiedzą jednak, że nie robią tego tylko dla siebie. Z chwilą, kiedy zdecydowali się wydać swoje teksty, głośno mówić o marzeniu, jego realizacji, wzięli też na siebie odpowiedzialność walki z biernością świata, zachęcenia ludzi do zdobycia swojego Kilimandżaro, które wcale nie musi być szczytem, wielką wyprawą.

Kolejne, co łączy autorów książek, a czym jednocześnie wypełnione są ich teksty, to ludzie. Heban „nie jest (…) książką o Afryce, lecz o kilku ludziach stamtąd, o spotkaniach z nimi, czasie wspólnie spędzonym”[21]. Kapuściński podróżuje z ludźmi i dla ludzi. Nawet opisując wielkie historyczne zdarzenia, „tropiąc rewolucje (…), trafia do zwykłych domów i zwyczajnych ludzi, przemierza ich szlaki, dociera do ich wiosek i miast”[22]. Nie ma dla niego wartości wyższej niż człowiek.

Kinga niemal każdy dzień spędza w towarzystwie innego Afrykańczyka. Mieszkając w ich domu, jedząc z nimi, poznaje ich prawdziwe życie. Ma przyjaciół na całym świecie, przyjaciół bardzo bliskich, których opisuje w sposób ciepły i emocjonalny. Razem z nimi pomaga afrykańskim dzieciom kupując im ubrania, zabawki, przybory szkolne.

Dla uczestników wyprawy „Każdy ma swoje Kilimandżaro” najważniejsze jest zaufanie do drugiego człowieka. Anna Dymna, we wstępie do książki, pisze:

Wyprawę Waszą nazywam też z ogromną radością wyprawą zaufania! (…) A czy Wasza grupa nie jest sednem, wręcz symbolem bezgranicznego zaufania? Niewidomy Łukasz idzie z Wami, bo wie, że Wy będziecie jego oczami. Angelika nie może sama chodzić, ale wie, że Wy będziecie Jej nogami i, być może, zdobędzie na nich szczyt. W pojedynkę nie dalibyście rady. Razem jesteście potęgą.[23]

Pozwoliłam sobie przytoczyć cały ten fragment właśnie po to, by pokazać wyraźnie, jak ważni w tej, lecz i w każdej innej wyprawie są ludzie. Dla niepełnosprawnych wędrowców miało to szczególne znaczenie. Samodzielnie nikt z nich nie byłby w stanie dojść na szczyt. Pomagając sobie nawzajem, ufając, mimo że spotkali się po raz pierwszy w życiu – zdołali osiągnąć cel. Podobnie jest z Kingą Choszcz i Kapuścińskim. Swoje doświadczenia, realizację marzeń, czasem wręcz życie zawdzięczają innym ludziom, i to nie tylko przyjaciołom, ale również, a może przede wszystkim tym, których spotkali przypadkiem i prawdopodobnie już nie zobaczą ponownie.

Paradoksalnie, tym, co łączy trójkę autorów, jest również samotność. Zanim dotrą oni do ludzi, którzy staną się esencją ich wyprawy, muszą zdecydować się wyruszyć samotnie, stoczyć samodzielną walkę z zewnętrznymi i wewnętrznymi granicami. Gdy staną przed ludźmi są już silniejsi, świadomi swoich możliwości, bardziej otwarci na drugiego człowieka. To pozwala im lepiej go poznać, bardziej zaufać.

Kapuściński prawie zawsze podróżuje sam. Wystawiony na działanie samotności, strachu, lęku przed nieznanym, niemal nigdy nie wspomina o nich w swoich tekstach. Czytamy już tylko o jego przygodach, sukcesach, spotkanych ludziach. Jedynie w ostatniej książce – Podróże z Herodotem – reporter pozwala sobie na chwilę zadumy nad trudnymi dla dziennikarza momentami, kiedy wkracza on do kraju nierzadko nie znając w nim nikogo, mając problemy z językiem i wciąż niewystarczającą wiedzę, by kraj ów choć odrobinę zrozumieć.

Kinga Choszcz wyrusza w swoją podróż po Afryce całkowicie sama. Mimo, że „ciężko, ciężko się rozstać [z mężem] tu żaden kompromis nie jest wystarczającą dobry. On nie chce jechać do Afryki. Ja nie chcę zamieszkać w Grabniku”[24]. Mimo ostrzeżeń, dobrych rad i świadomości niebezpieczeństwa, Kinga Choszcz wyrusza samotnie w stronę Afryki. Będzie podróżowała z wieloma ludźmi, z jednymi krócej, z drugimi dłużej, jednak poczucie samotności od czasu do czasu do niej powróci. Nie na tak długo jednak, by zrezygnowała ze swych marzeń.

Uczestnicy wyprawy „Każdy ma swoje Kilimandżaro” wyruszyli w podróż razem. Podczas zdobywania szczytu jednak każdy jest na swój sposób samotny. Mimo, że są obok siebie, pozornie w grupie, to jednak walka, jaką stoczą, jest ich własną walką.

„Podróż jest po prostu stosunkowo zdrowym rodzajem narkotyku”[25]

Kinga Choszcz, Ryszard Kapuściński, niepełnosprawni zdobywcy Kilimandżaro – autorzy o różnych doświadczeniach, ambicjach, celach. A mimo to ich teksty wypełnione są często niemal tymi samymi emocjami, przyciągają do siebie podobnych odbiorców. To dzięki nim, podróżnikom z wyboru, dziś możemy spojrzeć na kontynent afrykański z nieco innej perspektywy. Czytając ich książki nie mamy przed sobą suchego, encyklopedycznego opisu faktów, widzianych z daleka, bez głębszej refleksji. Oni pisząc o Afryce, piszą o jej codzienności, o zwykłym życiu, które starają się poznać i zrozumieć. Jak mówi Ryszard Kapuścińki: „ja chcę żyć w mieście afrykańskim, przy ulicy afrykańskiej, w afrykańskim domu. Jak inaczej mogę poznać to miasto? Ten kontynent?”[26]. Pragnienie zbliżenia się do zwykłych ludzi, szukania między nimi odpowiedzi na niemodne dziś pytania – dlaczego?, po co?, w jaki sposób?, uwalniają autorów od konieczności „pośredniczenia” między Afryką a medium, które narzuca nam sposób patrzenia na świat i jego opisywania[27]. Mogą pisać o tym, co dla ich ważne, nie skupiając się jedynie na sensacji, wojnie czy rewolucji. Piszą o widzianym świecie, ale piszą też o sobie, o własnym odbiorze rzeczywistości. Jak zauważa Ewa Chylak-Wińska “Jest też Kapuściński bohaterem swych reportaży. Nie jedynym i często nie głównym, ale ciągle obecnych w strukturze dzieła. Filtruje dzianie się przez własne przeżycia i odczucia”[28]. Podobnie jest z Kingą Choszcz czy zdobywcami Kilimandżaro. Jadą do Afryki, by przeżywać, by być „człowiekiem otwartym na innych. Słyszącym szerzej, widzącym głębiej, czującym zachłanniej”[29]. Czytając ich książki możemy nie tylko uwierzyć w ludzi, ich siłę do realizacji własnych marzeń, ale też spojrzeć na mieszkańców Afryki z innej perspektywy. W książce Afryka Kapuścińskiego czytamy komentarz do wyników sondy ulicznej, podczas której pytano ludzi o ich poglądy na temat afrykańskiego kontynentu. Większości uczestników sondy, Afryka kojarzyła się z wojnami, dyktaturą, głodem, nędzą czy nieróbstwem. „Jednakowoż kilka osób potrafiło z nutą zachwytu i rozmarzenia opowiedzieć o Afryce jak o miejscu wyjątkowym. Tajemniczym. Przebogatym. Każda z nich, po chwili, powoływała się na książki Ryszarda Kapuścińskiego”[30]. Być może z czasem i Moja Afryka oraz Każdy ma swoje Kilimandżaro staną się dla większego grona ludzi powodem do refleksji i zweryfikowania własnych stereotypowych poglądów na temat Afryki. Już dziś możemy jednak powiedzieć, że obie wyprawy stają się inspiracją dla młodych ludzi, inspiracją do realizacji własnych marzeń[31], do poszukiwania w życiu czegoś więcej niż codzienna rutyna, do niezgody na to, by „delikatny akt naciśnięcia klamki u drzwi, ten akt, który mógłby wszystko odmienić, przeszedł w zwykły codzienny odruch”[32]. A wszystko dzięki autentycznemu przeżyciu, dzięki sile marzeń, która mimo wszelkich przeciwności pozwoliła autorom omawianych tekstów przekroczyć upragnione granice. Nie na chwilę, z ciekawości, lecz na zawsze. Raz przekroczywszy granice nie potrafią się już bowiem zatrzymać. Chcą poznawać wciąż więcej, docierać dalej, podejmować kolejne wyzwania. Z każdą podróżą, każdym nowym marzeniem stają się silniejsi, ale i bardziej otwarci na świat, więcej potrafią zrozumieć, a tym samym przekazać nam – czytelnikom. Kto raz wyruszył w podróż, nie potrafi z niej zawrócić. Autorzy, podróżnicy, stają się niczym Bieguni. „Kto się zatrzyma – skamienieje, kto przystanie, zostanie przyszpilony jak owad, jego serce przebije drewniana igła, jego ręce i stopy będą przedziurawione i przybite do progu i powały”[33]. Nawet jeśli na chwilę wracają do domu, zatrzymują się po to tylko, by opowiedzieć o swoich doświadczeniach, przekazać innym własną siłę, motywacje, własne obserwacje i spostrzeżenia. Już po kilku, kilkunastu dniach czy miesiącach osiadłe życie zaczyna ich nużyć. Rozglądają się z niepokojem za kolejną możliwością wyjazdu. Nawet skupieni na pracy i codzienności, tak jak Kapuściński, wiedzą, że „pojadę natychmiast, nie dokończywszy nawet zdania, jeżeli coś ważnego będzie się działo w Afryce”[34]. W Afryce, czy gdziekolwiek indziej, pojadą jeśli świat na nowo postawi przed nimi wyzwanie. Lub gdy pragnąc uciec od rutyny znajdą je sami.

Anna Książek


[1] E. Chylak-Wińska, Afryka Kapuścińskiego, Poznań 2007, s. 61.

[2] K. Nowak, Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd, red. Ł. Wierzbicki, Poznań 2008.

[3] Ibidem.

[4] R. Mielcarek, Listy afrykańskie, Poznań 2000.

[5] K. Pol, Smak afrykańskiej przygody, Warszawa 1987.

[6] G. Łubczyk, B. Szczygieł, Plątanina afrykańskich dróg, Kraków 1984.

[7] Wśród buszu i czarowników:. Antologia polskich relacji o ludach Afryka, red. A. Kuczyński, Warszawa 1990.

[8] R. Kapuściński, Heban, Warszawa 2008.

[9] M. Wach, Każdy ma swoje Kilimandżaro, Kraków 2008.

[10] K. Choszcz, Moja Afryka, Pelplin 2008, s. 11.

[11] E. Chylak-Wińska, op.cit., s. 107.

[12] R. Kapuściński, Gdyby cała Afryka…, Warszawa 1971.

[13] M. Nawrocki, Tłumacz człowieka, „Tygodnik Powszechny” 1999, nr 37.

[14] R. Kapuściński, Autoportret reportera, Kraków 2003, s. 68.

[15] Ibidem, s. 73.

[16] R. Kapuściński, Dałem głos ubogim, Kraków 2008, s. 29.

[17] E. Chylak-Wińska, op.cit., s. 150.

[18] R. Kapuściński, Autoportret…, s. 98.

[19] K. Choszcz, Moja…, s. 9.

[20] M.Wach, op. cit., s. 67, Piotr Pogon.

[21] R. Kapuściński, Heban…, s. 9.

[22] E. Chylak-Wińska, op. cit., s. 60.

[23] M. Wach, op.cit., s. 12-13, Anna Dymna.

[24] K. Choszcz, Moja…, s. 17.

[25] A. Stasiuk, Jadąc do Babadag, Wołowiec 2004, s. 48.

[26] R. Kapuściński, Heban…, s. 116.

[27] „To jest wolność nie tyle anty- ile pozamedialna. To jest moment uwolnienia z przymusu pośredniczenia”, Z. Bauer, op. cit., s. 43.

[28] E. Chylak-Wińska, op. cit., s. 145.

[29] Ibidem, s. 36.

[30] Ibidem, s. 56.

[31] www.przekroczycgranice.pl

[32] J. Cortazar, Opowiadania 1, Warszawa 2009, s. 497.

[33] O. Tokarczuk, Bieguni, Kraków 2008, s. 293.

[34] W. Wiśniewski, op. cit., s. 122.