Strona główna/SPOŁECZEŃSTWO. Szlachetny poryw logistyki

SPOŁECZEŃSTWO. Szlachetny poryw logistyki

Marcin Skrzypek

W pierwszym miesiącu wojny z Rosją Polska przyjęła 2 miliony uchodźców z Ukrainy. Po dwóch miesiącach liczba ta przekroczyła 3 miliony. Czego możemy nauczyć się na przyszłość z tych doświadczeń, niemających precedensu w powojennej historii Europy?

Pomoc humanitarna dla uciekinierów z Ukrainy zasługuje na uwagę w kontekście aktualnych ruchów migracyjnych do Europy z Afryki i Bliskiego Wschodu, a także przyszłych migracji związanych ze zmianami klimatycznymi. W Europie od wielu lat toczą się dyskusje, kto ma przyjmować uchodźców i w zamian za jakie korzyści. Okazuje się, że przestrzegania praw człowieka nie jest takie proste, jeśli pomocy potrzebuje dużo ludzi na raz.

Zaczyna wtedy brakować zasobów albo pojawia się zwykła obawa, że trzeba będzie się nimi z kimś dzielić. Skutkuje to konkurencją między grupami, które tych zasobów potrzebują. Naturalnym odruchem większości staje się wówczas deprecjonowanie potrzeb mniejszości, nawet jeśli ta mniejszość – jak w przypadku migrantów czy uciekinierów – jest obiektywnie niewielka i znajduje się w dużo trudniejszej sytuacji niż większość.

W skrajnych przypadkach dochodzi do pozbawiania jej podmiotowości i praw człowieka, jak to się dzieje na polsko-białoruskiej granicy, gdzie przepychani na polską stronę obcokrajowcy są traktowani jak „hybrydowa broń” Łukaszenki, a nie jak ludzie w rozpaczliwej sytuacji. Należy uznać za realne niebezpieczeństwo, że jeżeli dziś zaniechamy odpowiedniego przygotowania na czarne scenariusze masowych migracji, w przyszłości będziemy izolować uchodźców w nieludzkich warunkach obozów „przejściowych” lub nawet strzelać do nich jak do zombie w grze komputerowej.

Wyzwania moralne

Jest to moment, w którym ujawnia się prawdziwe oblicze moralności i norm etycznych deklarowanych w danym kraju, regionie czy mieście. Trzeba bowiem udowodnić czynem, że te normy istnieją, czyli że faktycznie „normują” nasze życie w tych konkretnych okolicznościach. A wymagają one po prostu ofiarności: wykonania jakiejś dodatkowej pracy lub rezygnacji z czegoś, aby zrobić coś dobrego dla innych.

Dynamika tych zachowań i specyfika problemów jest różna w zależności od skali, dynamiki i etapu procesu destabilizacji, który dotyka życie ludzi. Co innego trzeba robić, kiedy przygotowujemy się na kryzys w niesprecyzowanej przyszłości, czego innego wymaga od nas lawinowy napływ uchodźców w krótkim czasie, a jeszcze czegoś innego stabilizacja pobytu obcokrajowców w naszym społeczeństwie na dłuższy czas. Bardzo możliwe, że docelowo musimy się przygotować nawet na przekształcenie naszego społeczeństwa z monoetnicznego w wielokulturowe.

Po napaści Rosji na Ukrainę zaskoczeniem było to, że kryzysu humanitarnego można uniknąć po prostu dzięki spontanicznemu, samoorganizującemu się wolontariatowi mieszkańców, oddolnym działaniom społecznym, które umożliwiła współpraca wielu podmiotów wszystkich sektorów. Jak to się stało, można prześledzić na przykładzie Lublina i działającego w nim od 24 lutego Lubelskiego Społecznego Komitetu Pomocy Ukrainie.

Doświadczenia lubelskie

O skali lubelskiej pomocy uchodźcom z Ukrainy i udziału Lubelskiego Społecznego Komitetu Pomocy Ukrainie w tej pomocy świadczą następujące dane. Do kwietnia w 320-tysięcznym Lublinie zatrzymało się 1 200 000 obywateli Ukrainy, w tym 138 000 spędziło w Lublinie przynajmniej jedną noc. Pod koniec marca stanowili oni 17% mieszkańców (68 000 osób). Sam Komitet przez trzy miesiące zakwaterował 1668 osób (531 rodzin), a prowadzona przez niego miejska infolinia odebrała 14 670 telefonów.

Wydano 39 500 paczek z trwałą żywnością. Wysłano 80 tirów i 68 innych transportów z pomocą humanitarną. Ponadto Komitet prowadził 14 interwencyjnych punktów noclegowych z ok. 1 500 miejsc, które przez ten czas udzieliły ponad 102 500 noclegów i wydały 150 000 posiłków. Ze wsparciem Komitetu 1196 obywateli Ukrainy znalazło zatrudnienie u lubelskich pracodawców, w tym 64 pedagogów w 41 lubelskich szkołach (więcej: Raport „90 dni pomocy. Lubelski Społeczny Komitet Pomocy Ukrainie”)

Lubelski komitet był siecią współpracy wielu NGOsów, Urzędu Miasta, Urzędu Wojewódzkiego, Urzędu Marszałkowskiego, instytucji kultury, uczelni, firm i zwykłych ludzi. Został on zorganizowany z inicjatywy m.in. stowarzyszenia Homo Faber, a pomieszczeń i pierwszych stałych pracowników udzieliło mu Centrum Kultury w Lublinie i Urząd Miasta. Z danych statystycznych wynika, że pod względem ilościowym działania Komitetu były tylko ułamkiem wszystkich działań dla uchodźców, jednak zależności ilościowe nie są tu miarodajne. Społeczna pomoc uchodźcom miała charakter sieci naczyń połączonych, w których liczyły się zupełnie inne czynniki takie jak np. szybkość reakcji.

Szybkość reakcji

Członkowie Homo Faber od wielu lat zajmowali się w Lublinie pomocą obcokrajowcom, a w 2021 roku weszli w skład Grupy Granica, która skupiła się na bezpośredniej pomocy terenowej osobom porzucanym własnemu losowi na granicy polsko-białoruskiej. Dzięki tym doświadczeniom, kiedy wybuchła wojna, dysponowali oni siecią kontaktów z władzami i innymi podmiotami, a także potrafili sobie jasno wyobrazić sytuację ludzi uciekających z Ukrainy.

Dlatego też, kiedy o świcie w czwartek 24 lutego, będąc w drodze do Berlina, dowiedzieli się o ataku Rosji, natychmiast zawrócili i jeszcze z pociągu zaczęli organizować spotkania organizacyjne i wolontariuszy. Wiedzieli, że na granicy zaraz pojawią się tłumy przestraszonych, głodnych i zmęczonych ludzi, którym trzeba będzie zapewnić przeżycie najbliższych godzin i wskazać jakieś opcje na przyszłość.

Parę dni wcześniej z inicjatywy Homo Faber odbyło się spotkanie Komisji Dialogu Obywatelskiego ds. miejskiego systemu integracji imigrantów i imigrantek z prezydentem i wojewodą. Dzięki temu było wiadomo, co planują władze a także łatwiej było wejść z nimi w szybki kontakt operacyjny. Gdyby nie ta błyskawiczna mobilizacja, już po jednym dniu napływu uchodźców problemów do rozwiązania było by więcej i znacznie trudniej byłoby je rozwiązywać.

Potrzeba pomagania

Sytuacja na granicy z Białorusią prawdopodobnie przygotowała na tę pomoc również całe społeczeństwo. Wiele osób od miesięcy frustrowało się, że może tylko biernie przyglądać się nieludzkiemu traktowaniu imigrantów przez polskie i białoruskie służby. Pojawienie się uchodźców z Ukrainy było rodzajem “wyzwolenia” z tej niemocy: wreszcie można było czynnie zareagować na dziejącą się na świecie przemoc i niesprawiedliwość.

Ludzie prywatnie ruszyli na granicę z Ukrainą, aby przewozić stamtąd uchodźców do innych miast. Dzięki temu nie powstawały skupiska bezradnych uciekinierów, lecz zaczęli oni być rozpraszani po Polsce i dalej w Unii Europejskiej, gdzie mogli spotkać się z równie rozproszoną pomocą wielu ludzi dobrej woli w innych krajach. Jeden z lubelskich ośrodków, który się zaangażował w taką pomoc, miał swoją siedzibę w prywatnym domu na Liliowej 5. Za sprawą trzech osób, które spotkały się na Facebooku, zaczął on pełnić funkcję centrum logistycznego wysyłającego uchodźców do innych krajów europejskich transportami, które od nich do nas przyjeżdżały z darami.

Polski Instytut Ekonomiczny opublikował raport, że w pierwszych miesiącach wojny w pomoc uchodźcom zaangażowało się 77% polskiego społeczeństwa, wydając na ten cel z prywatnych pieniędzy nawet 10 mld złotych. Kilka tygodni po rosyjskiej agresji politycy zaczęli powtarzać slogan, że ten „szlachetny poryw serca już nie wystarczy” i sprawą musi się zająć rząd. Twierdzenie to wynikało ze skrajnej niewiedzy o fachowości pomocy niesionej uchodźcom przez społeczeństwo. Był to raczej „szlachetny poryw logistyki” niż serca. Po prostu obywatelki i obywatele okazali się sprawniejsi w samoorganizacji niż finansowany przez nich sektor publiczny, któremu akurat jakiś “poryw serca” bardzo by się przydał.

Logistyka współpracy

Wcześniejsze kontakty Homo Faber z władzami pozwoliły im na przekazanie stowarzyszeniu inicjatywy organizowania pomocy humanitarnej i na błyskawiczne połączenie szerokiego środowiska wolontariuszy  z zasobami Urzędu Miasta i Centrum Kultury w postaci lokali, decyzyjności i pracy ofiarnych pracowników. Już 24 lutego po południu odbyło się w Centrum Kultury zebranie z kilkudziesięcioma wolontariuszami którym rozdzielono zadania. W sobotę działała już internetowa baza danych typu home sharing, dzięki której napływający nieustannie uchodźcy trafiali do prywatnych mieszkań.

W ciągu kilka dni Komitet zorganizował ponad 20 zespołów roboczych, a w nich 40 koordynatorów i 250 wolontariuszy, które objęły swoim działaniem wszystkie życiowe potrzeby uchodźców, czyli niejako pod względem świadczonych usług społecznych zastępowały im lokalny samorząd. Kluczową rolę odegrało zorganizowanie jednej infolinii i jednego centrum zbierania i publikowania aktualnych informacji, z czego mogły korzystać wszystkie inne podmioty i mieszkańcy udzielający pomocy uchodźcom we własnym zakresie. 

Za pomocą takich małych kroczków, lokalnych „łączników” i procedur mających charakter zarówno zorganizowany lub społecznościowy, powstał system pozwalający skumulować zasoby lokali, czasu, pracy i środków rozproszone w społeczności. Tak działo się w całej Polsce. W tym, co dla nieświadomego polityka mogło wyglądać z zewnątrz na „poryw serca”, informatyk mógłby się dopatrzyć oprogramowania sieci serwerów, a socjolog kapitału społecznego w realnym działaniu. Chyba po raz pierwszy w życiu zetknęliśmy się z tak zaawansowanym wykorzystaniem w praktyce zdolności do współpracy i łączenia sił we wspólnym celu.

Jedna osoba miała auto, druga wiedziała, dokąd jechać. Ktoś wrażliwy i empatyczny pomagał uchodźcom psychicznie, podczas kiedy ktoś bardziej „zadaniowy” dostarczał im jedzenie i dowiadywał się, jak załatwić dokumenty. Nic się nie marnowało, żadna kompetencja ani zasób. Znająca ukraiński właścicielka domu na Liliowej 5 pracowała dla obcych ludzi po kilkanaście godzin dziennie dzięki temu, że jej sąsiadka wzięła pod opiekę jej dzieci.

Organizacja zadań

Jeśli chodzi o Komitet, którego przykładem tu się posługujemy, większość jego wolontariuszy ukraińsko i rosyjskojęzycznych pracowała 24 h na dobę w punktach noclegowych, zakwaterowania, na dworcach PKP i PKS, a także wożąc osoby lub produkty. Pozostałe zespoły zajmowały się: wysyłką pomocy medycznej, asystą dla rodzin, które przyjęły uchodźców, znajdowaniem im pracy, kierowaniem głodnych do restauracji oferujących darmowe posiłki, pomocą psychologiczną dla dzieci, dorosłych i wolontariuszy, pomocą prawną, tłumaczeniami, koordynacja zbiórek darów, publikacją poradników, ulotek i plakatów, kontaktami z podmiotami zewnętrznymi, koordynacja wolnych lokali i infrastruktury, kursami polskiego i ukraińskiego, opieką nad dziećmi, zbiórką książek, stypendiami dla osób potrzebujących kontynuowania nauki (np. gry na fortepianie) itp. 

W międzyczasie należało reagować na wszelkie nowe okoliczności jak np. fakt, że uchodźcy nie chcą jechać dalej tylko zostać blisko granicy. Inną taką potrzebą było stworzenie systemu zaufania między wolontariuszami a uciekinierami, którzy najpierw bali się na granicy wsiadać do obcych samochodów, a potem zaczęli korzystać z ofert nieuczciwych przewoźników, przed czym należało ich ostrzegać. Trzeba było stworzyć odpowiednie ulotki i system certyfikacji przewoźników oparty na zapisywaniu i wielostronnym informowaniu się, kto kogo i dokąd wiezie, aby w razie problemów można było prześledzić historię transportu. Częściowo robiły to odpowiednie podmioty administracyjne, a częściowo sami ludzie, tworząc spontanicznie łańcuchy zaufanych kontaktów będących odpowiednikiem słynnych blockchainów znanych z rynku kryptowalut.

Do sierpnia 2022 granicę z Polską przekroczyło ponad 5 mln Ukraińców a w drugą stronę 3 mln. Na początku maja przebywało w Polsce około 3 mln Ukraińców, z czego około połowę stanowili uciekinierzy i ten rząd wielkości można uznać za stabilny. Dziś już wiemy, że wojna może się szybko nie skończyć i że mniejszość Ukraińska zostanie z nami na dłużej. Czy jesteśmy w stanie przejść do tego kolejnego etapu dzielenia się z przybyszami tym, co mamy? Na pewno nie pomagają w tym okoliczności kryzysu ani krecia robota rosyjskich trolli, próbujących podburzać Polaków przeciwko Ukraińcom jak i przeciw innym Polakom, którzy im pomagają. Zatem przed nami kolejne trudne egzaminy praktyczne z etyki i słynnej „wyobraźni miłosierdzia” św. Jana Pawła II.

Kwestia międzyludzkiej bliskości

Pomoc Ukraińcom była możliwa dlatego, że jest to naród bliski nam kulturowo i językowo. Niestety niewiele zmieniło to w podejściu służb granicznych i polityków do obcokrajowców o innym kolorze skóry na granicy z Białorusią a nawet uciekających z Ukrainy. Ta kulturowa bliskość nie była jednak czymś samorodnym, lecz została wypracowana przez trzy dekady różnorodnych działań. Gdyby nie one, dużo mogłoby nas z Ukraińcami dzielić, np. walki Ukraińców z Polakami o Lwów, wymordowanie ok. 50 tys. cywilów przez Ukraińską Powstańczą Armię na Wołyniu czy zwykła konkurencja na rynku pracy. 

Działania zbliżające nas do Ukraińców były prowadzone przez NGOsy, instytucje kultury i grupy nieformalne w obszarze animacji kultury i animacji społecznej. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że jest to obszar wciąż w Polsce niedoceniany. Przemyślaną politykę kulturalną świadomie wykorzystywano do rozwoju kraju po 1989 roku, czego przykładem był ruch „małych ojczyzn”. Kolejne ożywienie przyszło podczas starań polskich miasto tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 koło 2010 roku. Potem jednak to strategiczne myślenie rozeszło w dwóch kierunkach prowadzących donikąd z punktu widzenia potrzeb kapitału społecznego: przemysłów kreatywnych i narodowego konserwatyzmu.

Rola więzi społecznych w pomoc dla Ukrainy sugeruje, że warto wrócić do animacji kulturalnej i społecznej jako narzędzia ich zawiązywania. Wydarzenia kulturalno-społeczne tworzą neutralną przestrzeń wspólnych pozytywnych przeżyć, które budują kapitał społeczny. Ten zaś jest niezbędny do tego, abyśmy mogli łączyć siły i współpracować zarówno w nagłych i trudnych okolicznościach jak i na co dzień. Każda międzyludzka animozja, czy to polityczna czy światopoglądowa, oddala nas od tego celu.

Trzy dekady działań międzykulturowych

Trudno jednoznacznie stwierdzić, jakie działania kulturalne były najważniejsze dla dojrzewania lubelskiej społeczności do pomocy uchodźcom. Nie wiadomo nawet czy i jak Lublin różni się pod tym względem od innych miast. Mogłoby to być przedmiotem ciekawych badań. Faktem jest, że na napływ uchodźców zareagowaliśmy nieco szybciej i lepiej niż wiele innych miast oraz że w ciągu ostatnich kilkunastu lat nie doszło w Lublinie do ksenofobicznych incydentów, jakie miały miejsce gdzie indziej.

Jest wiele przykładów działań kulturalno-społecznym, które mogły się do tego przyczynić. Warto wymienić przynajmniej najdłuższe, najgłośniejsze lub najbardziej spektakularne z nich. Chronologicznie rzecz biorąc, do najwcześniejszych skierowanych do szerokiego odbiorcy należy działalność folkowego zespołu Orkiestra Świętego Mikołaja. Od założenia w 1988 roku gra on muzykę Łemków, Bojków i Hucułów w gwarze ukraińskiej, popularyzując naszą wspólnotę kulturową, wcześniej kultywowaną przez ruch turystyczno-krajoznawczy. Od 1991 roku Orkiestra organizuje „Mikołajki Folkowe”, które były pierwszym w Polsce festiwalem muzyki międzykulturowej i podwaliną rozwoju tego ruchu w Polsce.

Jako drugi w kolejności można wymienić Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”, który w latach 90-tych zadebiutował w lubelskim krajobrazie kulturalnym programem „Spotkania Kultur”. Samą swoją nazwą wyrażał on ideę międzykulturowej animacji społecznej. Przez pierwsze lata trwania tego programu odbywały się głównie prezentacje artystów ukraińskich z racji bliskich kontaktów Teatru NN ze środowiskami artystycznymi Lwowa i Kijowa. Potem punkt ciężkości działalności Ośrodka przeniósł się na dziedzictwo pamięci o lubelskich Żydach, mających swoją dzielnicę zaraz za Bramą Grodzką. Ta pamięć jest ściśle powiązane z pomocą uchodźcom w lutym 2022 roku, czego nie należy tłumaczyć narodowi, z którego pochodzi ¼ Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Kiedy nasza tożsamość ma charakter międzykulturowy, łatwiej nam zdobyć się na ofiarność wobec osób innej narodowości będących w potrzebie.

Jednodniowe przejście graniczne

Bardzo ciekawym, symbolicznym i spektakularnym działaniem było przez wiele lat tymczasowe przejście graniczne między Korczminem a Stajiwką w ramach Dni Dobrosąsiedzkich organizowanych przez księdza Stefana Batrucha i Fundację Kultury Duchowej Pogranicza. Po wojnie Korczmin został oddzielony granicą od cudownego źródła związanego z objawieniami Matki Boskiej. Tradycja lokalnego odpustu stała się okazją do corocznej organizacji jednodniowego przejścia granicznego symbolicznie przecinającego pas zaoranej ziemi między Polską i Ukrainą.

W 2008 i w 2014 roku lubelski artysta Jarosław Koziara wykonał z tej okazji landarty przedstawiające naziemne kontury ogromnych ryb przekraczających pas graniczny jako symbol “swobodnego przepływu”. Ta wizualizacja idei polsko-ukraińskiego dobrosąsiedztwa niewątpliwie wbiła się w pamięć i wyobraźnię społeczności Lublina i Lubelszczyzny. Lista takich działań jest bardzo długa. Nie powinniśmy lekceważyć ich integracyjnej roli dla podnoszenia naszej zdolności pomagania ludziom innej narodowości czy kultury. Nawet firmy komercyjne doceniają rolę imprez integracyjnych dla lepszej współpracy swoich załóg. 

Niejako w odpowiedzi na landarty Koziary z czasem w Lublinie pojawiały się kolejne roczniki ukraińskich studentów, wiele też osób z Ukrainy zaczęło pracę w Urzędzie Miasta i w instytucjach kultury. Do wybuchu wojny w całej Polsce przebywało około 1,5 mln ukraińskich migrantów zarobkowych, więc pojawienie się większej liczby osób tej narodowości w Lublinie i w kraju było tylko zmianą ilościową, a nie jakościową.

Elastyczność i empatia

Po wybuchu wojny charakter pomocy humanitarnej zmieniał się na początku z godziny na godzinę, a potem z tygodnia na tydzień. Należało reagować błyskawicznie na nowe sygnały, identyfikować i poprawiać błędy, a jednocześnie szanować dobrą wolę wszystkich partnerów. Można to porównać do zjazdu na nartach: narciarz nie ma dokładnego planu jak balansować ciałem czy skręcać. Musi po prostu umieć jeździć na nartach, czyli umieć szybko reagować na zmienne okoliczności. 

Stopniowo bezpośrednia pomoc bytowa zamieniała się w asystę czy informowanie o możliwościach uzyskania pomocy z innych źródeł. Po czterech miesiącach pojawiły się nowe problemy takie jak wykorzystywanie pracownicze uchodźców czy brak stabilności uzgodnień związanych z usługami społecznymi takimi jak nauka szkolna dla ukraińskiej młodzieży. Ponieważ środek ciężkości pomocy przeniósł się na struktury administracyjne i biurokratyczne, nie zawsze ich działania były dalej empatyczne i dobrze zorganizowane.

Z pewną dozą ironii można podsumować, że pod tym względem uchodźcy nie mają gorzej od Polek i Polaków, ale nasze wszystkie inne potrzeby są zaspokojone: praca, dom, znamy język, jesteśmy u siebie, czujemy się bezpiecznie. Tymczasem dla samotnej ukraińskiej matki z dziećmi, biurokratyczne zgrzyty mogą urastać do wielkiego problemu. Z tego też powodu uchodźcy powinni być traktowani niejako „lepiej” niż narodowa większość. Wciąż wiele osób nie może zrozumieć ich sytuacji i niepotrzebnie podchodzi do takich przywilejów jako do nierówności czy wręcz dyskryminacji siebie i swoich potrzeb. 

Wnioski

Chcąc pomagać uchodźcom w nagłej potrzebie, trzeba przede wszystkim zadbać, aby obcy nie byli dla nas obcy. Dobrze jest też mieć w mieście NGOsy kompetentne w sprawach bezpośredniej, terenowej pomocy humanitarnej i dysponować kapitałem społecznym umożliwiającym włączenie szybkiej współpracy międzysektorowej. Oznacza to wcześniejsze wieloletnie oswajanie się z obcością innych i budowanie współpracy na co dzień między wieloma ludźmi i podmiotami.

Tego rodzaju działania nigdy nie będą masowe. Pomoc ma zawsze kształt piramidy: na samej górze są ludzie najbardziej aktywni i ofiarni a na dole najmniej aktywni, którzy na przykład mogą tylko udostępnić swoje mieszkania. Chodzi o to aby połączyć ich w jeden system, a inni żeby w tym nie przeszkadzali. W takich działaniach szczególnie skuteczni są animatorzy kultury i animatorzy społeczni, ponieważ są dobrymi organizatorami i towarzyszy im atmosfera działań dla wspólnego dobra, która zachęca do solidarności i współpracy. Ich porywom serca trudno odmówić szlachetności i szczerości, a działaniom logistycznej skuteczności.

Powyższy tekst stanowi rozwinięcie artykułu autora “Von Mensch zu Mensch”, który ukazał się w publikacji Stimmen zum Krieg in der Ukraine wydanej przez Aktion Sühnezeichen Friedensdienste e. V. i dostępnej w pdf na stronie:

https://www.asf-ev.de/de/infothek/themen/stimmen-zum-krieg-in-der-ukraine/

Czytaj więcej na stronach Kongresu Ruchów Miejskich:

  • Marcin Skrzypek, „Dlaczego się udało? Relacje o lubelskiej pomocy uchodźcom z Ukrainy”, https://kongresruchowmiejskich.pl/nasze-tematy/wyzwania-spoleczne/item/181-pomoc-uchodzcom-z-ukrainy-lublin
  • Marcin Skrzypek, “Jak kapitał społeczny Lublina wypłacił dywidendę uchodźcom z Ukrainy”, https://kongresruchowmiejskich.pl/nasze-tematy/wyzwania-spoleczne/item/180-lublin-uchodzcy-z-ukrainy

    Tekst i wybór fotografii – Marcin Skrzypek


                                                                                  Kultura Enter

                                                                                 Nr 1 (105) 2023

Liliowa 5. Główna sala noclegowa w ogrzewanym garażu. Kwiecień 2022. Fot. Marcin Skrzypek.

Baner na ogrodzeniu domu na ul. Tulipanowej, niedaleko Liliowej. Jeden z wielu takich banerów w okolicy. Czerwiec 2022. Fot. Marcin Skrzypek.

Liliowa 5. Przestrzeń biurowa w głównej sali noclegowej w ogrzewanym garażu. Kwiecień 2022. Fot. Marcin Skrzypek.

Fragment wystawy „Pamięć Miejsca” w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN” dotyczący pamięci o Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata z Lublina i województwa lubelskiego. Na wystawie są oni nazwani „światłami w ciemnościach” dla podkreślenia uniwersalnego wymiaru heroizmu w imię ludzkiej solidarności we wszystkich kontekstach historycznych i geograficznych. Fot. Marcin Skrzypek.

Punkt informacyjny dla uchodźców u wejście do Centrum Kultury, w drzwiach Piotr Skrzypczak. Fot. Marcin Skrzypek.

Piwnice Centrum Kultury. Zebranie w sztabie Lubelskiego Społecznego Komitetu Pomocy Ukrainie. Fot. Bartłomiej Żurawski.