Strona główna/Potencjał tkwi w więzieniu

Potencjał tkwi w więzieniu

Są takie miejsca, do których każdy z nas może trafić niezależnie od tego co robi, kim jest, jak żyje. To szpital i więzienie.

Więzień czyli „Ty”

Więzień to każdy z nas, ty, ja, twój brat, syn, ojciec, może córka – gdy tymi słowami zaczynam rozmowę, z reguły napotykam zdziwienie i przekonanie że bredzę. Jak to „ja”? przecież to mnie nie dotyczy. Ja żyje jak należy, nie łamię prawa, no może jakiś mandat za prędkość, ale więzienie? Absurd! To miejsce dla bandytów, nie porządnych ludzi!

To nieprawda! Możesz jutro przypadkiem nie domknąć furtki, twój pies wybiegnie na ulicę, ktoś akurat będzie przechodził i dojdzie do fatalnego w skutkach pogryzienia. Albo wieczorem jadąc autem zbyt szybko weźmiesz ostry zakręt, a ktoś w ciemnym ubraniu, zupełnie dla ciebie niewidoczny, będzie tamtędy szedł… Wymieniać dalej? Chyba wystarczy.

Są takie miejsca, do których każdy z nas może trafić niezależnie od tego co robi, kim jest, jak żyje. To szpital i więzienie. Nie mamy wpływu na przypadek, który często decyduje o naszych losach. Oczywiście nie wszyscy osadzeni są w więzieniu z przypadku, to raczej wyjątki, ale potwierdzają regułę, że konflikt z prawem, wina, kara to problemy społeczne o którym warto pomyśleć choćby dlatego że dotyczą ponad 80 tysięcy Polaków, dla których okna z kratami to codzienność. Kolejne 40 tysięcy czeka na odbycie wyroku ponieważ w zakładach karnych brak wolnych miejsc.

W przeliczeniu na 100 000 mieszkańców liczba osadzonych w Polsce nie jest ani wysoka ani niska – to ok. 200 osób. Dla porównania w USA to ponad 700, w Rosji270, aw Norwegii zaledwie 16 osób. Warto jednak wyobrazić sobie jak duże są koszty ponoszone przez społeczeństwo na przebywających w zakładach penitencjarnych. Zajmując się sprawami społecznymi, mniej niż aspekty prawne wymiaru sprawiedliwości, interesuje mnie jak wykorzystać potencjał tych, którzy w więzieniu muszą spędzić kilka a nawet kilkanaście lat. Zgadzam się że kara oznacza konieczność resocjalizacji, warto jednak przemyśleć i przedyskutować, jak wykorzystać potencjał tkwiący w więzieniach – celowo nie piszę w więźniach.

To małe, dość dobrze zorganizowane miasteczka, żyjące jednak wyłącznie z pieniędzy podatników i konsumujące nasze PKB. Jeszcze do niedawna większość więźniów pracowała, ale po zmianie przepisów dotyczących ich wynagradzania (muszą zarabiać przynajmniej płacę minimalną), wielu przedsiębiorców zrezygnowało z zatrudniania ich. Obecnie niewielka liczba znajduje pracę poza zakładem penitencjarnym lub w gospodarstwach pomocniczych. Jak więc wykorzystać ten potencjał?

Potencjał więźniów czyli co?

Gdy pierwszy raz szedłem na spotkanie do radomskiego Aresztu Śledczego, gdzie miałem przez kilka godzin pracować z osadzonymi, moje wyobrażenia o tym miejscu ukształtowane było przez amerykańskie filmy i opowieści kryminalne. Myślałem, że stanę przed grupą umięśnionych, wytatuowanych mężczyzn, z których twarzy zionąć będzie nienawiść, lub chęć zaatakowania mnie. Może dostane obstawę? Czy strażnik będzie uzbrojony…? etc. Przeżyłem wielkie rozczarowanie, gdy w sali wykładowej stanęło przede mną kilkunastu młodych chłopców, średnio w wieku 20 – 25 lat, dość cherlawych. Z ich twarzy biło raczej znudzenie, nie agresja i nienawiść. I to mają być więźniowie? – pomyślałem trochę zawiedziony. Dlaczego wszyscy jesteście tacy młodzi? Co tu robicie? Te pytania ciskały się na usta, ale poinstruowany wcześniej przez wychowawców, że lepiej nie pytać, milczałem. Zacząłem to, do czego zostałem zaproszony przez radomski areszt śledczy, czyli zajęcia z eurofunduszy dla więźniów, przedsięwzięcie karkołomne, ale wykonalne.

Każda osoba, nawet osadzona, mająca pełnię praw obywatelskich, może korzystać ze wszystkich dóbr jakie daje członkostwo w Unii Europejskiej, w tym z programów dofinansowywanych przez Europejski Fundusz Społeczny. Program Operacyjny Kapitał Ludzki jedno ze swoich działań w priorytecie centralnym poświęca wyłącznie zagadnieniom penitencjarnym. Jak zatem wygląda resocjalizacja w polskich więzieniach za unijne pieniądze? Przede wszystkim każdy zakład realizuje działania wg własnego programu odpowiadającego specyfice zakładu, liczbie osadzonych ich wiekowi, płci, wykształceniu itp.

Moje doświadczenia dotyczą przede wszystkim radomskiego zakładu penitencjarnego. To jeden z dwóch najnowocześniejszych i największych placówek w Polsce. Zbudowana w latach 90. ubiegłego wieku robi wrażenie nie tylko z zewnątrz. Równie imponujące są jej rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa, warunków socjalnych i kultury. Prawie wszyscy z ponad tysiąca osadzonych mogą korzystać z dostępnych na terenie zakładu dwóch kaplic, biblioteki, siłowni, sali gimnastycznej itp. Działa tam radiowęzeł, wydawana jest lokalna gazetka, a uzdolnieni artystycznie więźniowie mogą się „wyżyć” w malarstwie, rysunku, plastyce.

Najważniejszy jest sam proces resocjalizacyjny i przygotowanie do wyjścia na wolność, a zwłaszcza profilaktyka powtórnego powrotu, bowiem prawie połowa osadzonych niestety wraca do dawnego miejsca za kratami.

W ramach programu organizowane są więc zajęcia, które mają pomóc w wyjściu na zewnątrz. Większość osadzonych nie ma pojęcia, że na wolności, za murem też są programy finansowane z Unii Europejskiej, które mają ich wspomóc w powrocie do normalnego życia. W ramach spotkań tzw. Klubu Pracy przekazywane są informacje min. o formach wsparcia, i tym jak się o nie ubiegać.

Uczestnicy zajęć, w szczególności ci, którzy mają do wyjścia na wolność nie więcej niż rok, chłoną informacje z wielkim zapałem. W odróżnieniu od szkoleń na wolności, nikt nie myśli aby wyjść z zajęć. Znajomi żartują, że to jedyne zajęcia, gdzie nikt nie ucieka z sali.

Sam nieraz dokonuje porównań szkoleń prowadzonych dla więźniów, gdzie każde słowo jest nie tylko notowane, ale wymaga dodatkowego komentarza, interpretacji, czasami powtórzeń, ze szkoleniami dla klientów Ośrodków Pomocy Społecznej, aktywizowanych podobnymi metodami. Tam trudno o jakiekolwiek zainteresowanie, a uczestnictwo w zajęciach to zło konieczne.

Może nie wszyscy ale z pewnością większość osadzonych naprawdę chce skorzystać z dawanej im szansy. I tu właśnie tkwi potencjał – po kilku latach spędzonych w zamknięciu wielu, szczególnie młodych osadzonych, szuka pomocy i programów, które mogą zmienić ich los. Stąd szczegółowe pytania dotyczące sposobów uzyskania wsparcia i wykorzystania tego, że oni chcą czegoś pomimo swego wykluczenia.

Drugi potencjał to zdolności. Jeżeli ktoś myśli, że za kratkami są wyłącznie ludzie prymitywni, jest w błędzie. Nieraz w rozmowie odnosiłem wrażenie, że mój wskaźnik IQ jest niższy od rozmówcy w jednobarwnym drelichu. Czasami czułem się trochę zawstydzony, gdy widziałem, że wiedza niektórych osadzonych np. z zakresu finansów czy informatyki znacznie przekracza moją, będącą na przyzwoitym poziomie. Cóż, niektórzy trafili tu, ponieważ swoje nieprzeciętne zdolności księgowe, informatyczne wykorzystali w sposób niezgodny z prawem. Ach gdyby ten potencjał wykorzystać w dobrej wierze…

Miałem również do czynienia z przypadkami wybitnie uzdolnionych więźniów. Nie jest tajemnicą, że w radomskim zakładzie przebywa osadzony, którego zdolności są w kręgu zainteresowań warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Tworzone przez niego obrazy znajdują nabywców, płacących tysiące euro za dzieła powstające na tzw. oddziale zamkniętym dla więźniów szczególnie niebezpiecznych.

Inne działania kierujące potencjały na właściwe tory, to zajęcia rozwijające w kierunkach artystycznych lub dające nowy zawód. Dla posiadających maturę uruchomiono na terenie więzienia studia licencjackie o specjalizacji logistyka. Radomski Areszt Śledczy w porozumieniu z Politechniką Radomską zdecydował się na ten eksperyment, który na razie działa. Miejmy nadzieję, że za kilka lat da pozytywne rezultaty i dyplomy ukończenia studiów. Dla więźniów słabo radzących sobie z własną agresją są zajęcia zastępowania agresji, wspomagające przystosowanie do życia w rodzinie i funkcjonowanie w otwartej społeczności.

Ale najlepszych kumpli mam w więzieniu

Mniej więcej od 5 lat regularnie współpracuje z radomskim zakładem penitencjarnym. Te same miejsca, sytuacje, powinno mi się już znudzić, ale, choć to może dziwnie zabrzmi, praca w tym środowisku wciąga, tam nie ma nudnych ludzi, banalnych historii i zdarzeń.

Już sami pracownicy więzienia są bardzo ciekawymi ludźmi. Znam głównie grupę wychowawców, którzy odpowiadają za stan więźniów i ich resocjalizację, a więc meritum, sedno sprawy i pracy więzienia.

Mając własne doświadczenia z wojska wyobrażałem sobie ich jako ludzi z tzw. syndromem mundurówki, zbiorowisko ograniczone rygorami życia w służbie. Zostałem jednak kompletnie zaskoczony… życzyłbym wielu poważnym urzędom, instytucjom a także firmom komercyjnym takich pracowników. Podobnie jak wcześniej osadzonym, nieraz zadawałem im pytanie: „Co wy tu robicie? – z takim CV, wykształceniem, doświadczeniem lądujecie w pracy w areszcie?” – Jeżeli los rzucił cię do Radomia, gdzie najwięksi pracodawcy to urząd miejski, szpital i …zakład karny, musisz się gdzieś zaczepić,.. dużych firm
i przemysłu dawno tu nikt nie oglądał – w tłumaczeniu słyszę jakby usprawiedliwianie się. Wielu z nich ma doświadczenie w biznesie, pracę za granica, staże, aktywność w ogólnopolskich mediach. Wielu pracuje jednak zgodnie z wykształceniem, są pracownikami resocjalizacji z krwi i kości.

Największy potencjał więzienia to ludzie, którzy potrafią zmienić tych najbardziej opornych. Uderza w nich otwartość, rozumieją, że sukces ich pracy zależy od tego jak wiele skorzystają z otoczenia, z pomocy organizacji pozarządowych, kontaktów z samorządowcami i przedsiębiorcami. Największym sukcesem jest zmiana wizerunku i uświadomienie wszystkim dookoła, że problemu więzień, więźniów i ich powrotów za kratki, nie da się zamieść pod dywan.

Wojciech Jagielski