Strona główna/Powrót Białorusi do europejskiej przestrzeni kulturowej: rola edukacji

Powrót Białorusi do europejskiej przestrzeni kulturowej: rola edukacji

Wszystkie zmiany, które odbywały się w sferze białoruskiej edukacji w ciągu ostatnich dziesięciu lat, można określić jako „powrót do przeszłości”: na potrzeby władzy przepisywano podręczniki historii i wiedzy o społeczeństwie, stworzono silny pion edukacyjny, zniszczono język narodowy, do szkół wróciła ideologia.

Problemy ze stworzeniem w Białorusi państwa demokratycznego, stanowiącego część światowej przestrzeni gospodarczej i kulturowej, są w znacznym stopniu związane z tym, że białoruski system edukacji nie zdołał jeszcze wypełnić swojej socjokulturowej misji – wykształcenia wolnego, demokratycznego, europejskiego narodu.

W państwach byłego ZSRR edukacja była ukierunkowana na obsługiwanie sfery przemysłu wojennego. Dlatego w szkołach utrzymywano wysoki poziom matematyki i nauk przyrodniczych i sztucznie zaniżano rolę wykształcenia humanistycznego. O edukacji społecznej w zasadzie w ogóle nie było mowy – została całkowicie zastąpiona przez propagandę.

Po rozpadzie bloku komunistycznego wszystkie wyzwolone państwa zaczęły reformować i odbudowywać swoje systemy edukacji, bo zmieniał się ustrój i społeczeństwo wymagało od obywateli innych umiejętności.

Białoruś także nie stanowiła wyjątku. W 1993 roku opracowano, ale z wiadomych powodów nie zdążono wcielić w życie „Koncepcji narodowej szkoły Białorusi”, wydano pozbawione sowieckich ideologemów podręczniki historii i nauk społecznych. Po 1996 roku jednak reformę edukacji zaczęto wycofywać.

Sytuacja panująca dziś w białoruskiej edukacji

Oczekiwania, które postawiono przed edukacją na początku lat 90. zostały zastąpione innymi. I wszystkie zmiany, które odbywały się w sferze białoruskiej edukacji w ciągu ostatnich dziesięciu lat można określić jako „powrót do przeszłości”: na potrzeby władzy przepisywano podręczniki historii i wiedzy o społeczeństwie, stworzono silny pion edukacyjny, zniszczono język narodowy, do szkół wróciła ideologia – odwieczny instrument dyktatury.

Dziś świadomość przynależności narodowej przeciwstawia się podejściu, zgodnie z którym Białoruś stanowi zachowaną przez prezydenta cząstkę ZSRR z jego najlepszymi cechami, a Białorusini to najlepsi sowieccy ludzie.

W 2008 roku wprowadzono kolejną reformę edukacji, która jeszcze bardziej oddaliła nas od współczesnych procesów edukacyjnych. Reforma ta wyróżniała się pośpiechem i była nieprzemyślana. Dekret numer 15 „O niektórych problemach średniej edukacji” został podpisany 17 lipca 2008 roku, a od 1 września 2008 roku wszystkie szkoły powinny funkcjonować zgodnie z nowymi programami. Znaczącym faktem było to, że reforma została opracowana nie w ministerstwie edukacji, a w administracji prezydenta i ogłosił ją główny wówczas ideolog państwa – nauczyciel akademicki Anatol Rubinau.

Wskutek reformy z 2008 roku w pierwszej kolejności zostały skasowane te unowocześnienia z lat 90., które były ukierunkowane na unifikację białoruskiego systemu edukacyjnego i współczesnego europejskiego. Zlikwidowano 12-letnie nauczanie, obniżono liczbę godzin nauczania praktycznie wszystkich przedmiotów, szczególnie ucierpiały języki obce, literatura, wiedza o społeczeństwie, a także niektóre przedmioty humanistyczne, które sprzyjały formowaniu światopoglądu uczniów. A historia Białorusi, kultura sztuki światowej były zasadniczo wyrzucone z programu szkolnego. W efekcie cenzury ideologicznej z podręczników historii i literatury znikły nazwiska wielu białoruskich działaczy historycznych i pisarzy, okres sowiecki prezentowany był praktycznie tak samo, jak w czasach sowieckich.

Reforma zlikwidowała edukację profilowaną w szkołach, uniemożliwiła pogłębioną naukę wybranych przedmiotów. Wskutek tego wszystkie szkoły realizują taki sam program, przystosowany do uczniów ze zdolnościami poniżej średniego poziomu. Zajęcia dla uczniów zdolnych można przeprowadzać w ramach godzin fakultatywnych, nieuwzględnionych w planie lekcji. Zachowała się niewielka liczba gimnazjów i liceów, w których jest nieco wyższy poziom nauczania, ale on także stopniowo się obniża.

Reforma z 2008 roku ostatecznie umocniła państwowy monopol na szkołę średnią, obniżyła ogólny poziom nauczania, zlikwidowała edukację obywatelską, zastępując ją pseudopatriotyzmem i nauką o przewadze białoruskiego modelu rozwoju. Reforma ta nie była przypadkowa. Ideologia, której nauczanie zostało wprowadzone do planów lekcji od 2003 roku, nie wypełniła swojego zadania. Wówczas więc pod kątem realizacji zadania ideologii – wychowania pozbawionego inicjatywy i posłusznego człowieka, który bezmyślnie popiera politykę kół rządzących – przebudowano cały system edukacji. Wskutek tych działań podstawową funkcją szkolnictwa stała się nie edukacja, a kontrola myśli i wstrzymywanie aktywności nowego pokolenia. Jak stwierdziła rejonowa działaczka edukacyjna z Orszy: „U nas szkoła jest państwowa, czyli carska. Jak nakazuje car, tak i będzie”.

Edukacja jednak jest wartością dla absolutnej większości Białorusinów. Od wieków dążyli oni do tego, by wykształcić swoje dzieci, a jeśli nie mieli na to środków – cała rodzina składała się, by wykształcić choć jednego jej członka, żeby wyszedł na ludzi. Bogatsi chłopi budowali szkoły, zatrudniali „derektorów” – domowych nauczycieli, którzy chodzili od rodziny do rodziny i uczyli pisania i czytania.

Dziś zaistniały takie warunki, że tradycja ta się odradza. Ogólny poziom edukacji szkolnej jest na tyle niski, że nauczyciele zdolni do wykładania współczesnej wiedzy i rodzice, zainteresowani edukacją dzieci, są zmuszeni do tworzenia alternatywnych, niezależnych od państwa ośrodków edukacyjnych. Funkcja oświatowa stopniowo wychodzi poza granice szkoły i wchodzi w sferę edukacji nieformalnej. Najbardziej rozpowszechnionymi jej formami są kursy i zajęcia prywatne (korepetycje). Mają one różny stopień legalizacji, ale pełnią bardzo wąskie role, nie pretendują do funkcji wychowawczej, nie są ukierunkowane na socjalizację uczniów.

Tak, jak i wcześniej, wiele dobrego dla edukacji robią organizacje społeczne, choć państwo zagwarantowało warunki niezbyt sprzyjające ich funkcjonowaniu.

Prywatne instytucje edukacyjne (szkoły i uczelnie wyższe) są nieliczne i raczej mało aktywnie działające. Stopniowo nikną z rynku usług edukacyjnych. „Szkół podziemnych” jest również niewiele, nie mogą otwarcie rekrutować uczniów, ryzykują represje. Z drugiej jednak strony szkoły te (na przykład Białoruskie Liceum Humanistyczne) stanowią przykład tego, że nawet w warunkach dyktatury możliwa jest własna organizacja edukacji na wysokim poziomie.

Białoruskiemu państwu przeszkadzają Białorusini

Każde państwo tworzy taki system edukacyjny, jaki odpowiada panującemu w nim ustrojowi politycznemu. Współczesne państwo nie jest zainteresowane tym, by Białorusini uświadomili sobie swoje korzenie narodowe, przypomnieli tradycyjne wartości. Jeśli tak by się stało, okazałoby się, że absolutna większość naszych obywateli to przedstawiciele cywilizacji Zachodu – z europejską mentalnością, odpowiednimi wartościami, a demokracja to nasz wybór cywilizacyjny.

W chwili obecnej władzom jest łatwiej manipulować świadomością masową. Z pomocą ideologii i propagandy można zakorzenić w narodzie niewłaściwe dlań ideały kolektywizmu, „silnej ręki”, ofiar na rzecz stabilności i porządku, wtłoczyć do głów, że nasze państwo znajduje się na granicy między Zachodem i Wschodem, nawymyślać „starszych braci” i „niewiernych przeciwników”. Podczas gdy Białorusini przeszkadzają białoruskiemu państwu.

Można to wytłumaczyć faktem, iż we współczesnych białoruskich warunkach politycznych i społeczno­‑kulturowych istnieje bezpośredni związek między postrzeganiem wartości narodowych i demokratycznym światopoglądem oraz aktywnością społeczną. A aktywność społeczna jest tym, czego obecny reżim mieć nie chce.

Edukacja białoruskojęzyczna zagnana jest do rezerwatu i sytuacja tylko się pogarsza. W stolicy po białorusku uczy się góra 2% uczniów. W okręgowych i rejonowych centrach sytuacja jest jeszcze gorsza. Stworzenie białoruskiej klasy jest bardzo trudne, wręcz niemożliwe.

Z innej strony poszerza się zakres domowej, korespondencyjnej i nieformalnej edukacji. Dzieci nadal chodzą do obowiązkowych szkół podstawowych, ale coraz częściej paralelnie uczą się także w innej formie. Edukacja ta jest bardzo zróżnicowana. Jest także białoruskojęzyczna. Bycie Białorusinem wśród młodzieży jest bardzo prestiżowe.

Państwa to jednak nie zadowala. Dlatego Kodeks Edukacyjny, który wchodzi w życie 1 września 2011 roku, przewiduje jeszcze większą kontrolę państwa nad różnymi formami nauczania.

Rola pedagoga

Rolę pedagoga w kształtowaniu przyszłości rozumieją nie tylko siły demokratyczne, lecz także i władza. Pojmuje ona pedagoga jak czynnik, który wpływa na młode pokolenie i może umocnić istniejący reżim. Nie bez przyczyny Minister Edukacji A. Radźkow został wyznaczony na kierownika grupy inicjatywnej A. Łukaszenki podczas wyborów w 2010 roku, a potem awansowany do administracji prezydenta. Oficjalne stanowisko białoruskiej władzy sprowadza się dziś do tego, że szkoła powinna przygotowywać niewymagającego obywatela – wykonawcę cudzych poleceń, który stoi na straży adoptowanych wartości sowieckich.

Aby to osiągnąć, władze z jednej strony maksymalnie ograniczają wolność nauczyciela, czemu służyć mają krótkoterminowe kontrakty, biurokracja, drobiazgowo przygotowane plany, programy, instrukcje. Z drugiej strony posłuszni nauczyciele wiele zyskują. Aby obniżyć protestacyjną i społeczną aktywność pedagogów, państwo przymyka oczy wykonywaną przez większość nauczycieli pracę na czarno: korepetycje, które pozwalają na dodatkowy i w większości przypadków nielegalny dochód. Jest tak jednak tylko dopóty, dopóki nauczyciel jest posłuszny. Na przykład w 2010 roku pod adresem nauczycieli, którzy wystawili swoje kandydatury w wyborach lokalnych posypały się groźby: władze obiecały wszczęcie przeciw pedagogom spraw karnych w związku z nielegalnym dochodem z prywatnych lekcji.

Ostatnio w Białorusi represjom podlegają nie tylko demokratycznie nastawieni nauczyciele, lecz także i uczniowie, studenci. W celach represywnych wykorzystywane są metody ekonomiczne, wojsko, medycyna, przy czym niemal zawsze realizowane jest to niezgodnie z prawem.

Nowy Kodeks Edukacyjny przewiduje nowe możliwości wyrzucenia niepożądanych nauczycieli i nawet uczniów (!) z systemu edukacji.

Z punktu widzenia wspólnoty obywatelskiej rola pedagoga jest niezwykle ważna. Naszym ogólnym celem jest utrzymanie młodego pokolenia dla perspektywy demokratyzacji Białorusi.

Przed nauczycielem stoi nieproste zadanie, bo coraz trudniej jest wytłumaczyć młodzieży, czym są wartości demokratyczne, dla młodzieży to pojęcia abstrakcyjne. Jak niemożliwe jest opowiedzenie człowiekowi o smaku potrawy, której nigdy nie próbował, tak młodzież, która wyrosła i ukształtowała się przy antydemokratycznej władzy nie rozumie, czym jest wolność, wybór, szacunek dla zdania innych. A jeśli tego nie wie, nie przyjmuje, to trudno jej zrozumieć, do czego należy dążyć.

Białoruski nauczyciel stoi dziś przed wyborem

Nauczyciel ma dziś do wyboru trzy modele zachowań. Jeśli nie robi nic – ideologiczna propaganda zdyskredytuje takie pojęcia jak „patriotyzm”, „demokracja”, „Europa”, „wolność”, a za normę uznane zostaną paternalizm, ksenofobia, konformizm. Wówczas bliski już będzie czas, w którym młodzi Białorusini przestaną się śmiać z głównego postulatu „komunizmu naukowego”, który poważnie dowodzi, iż „dyktatura proletariatu jest najwyższą formą demokracji”.

Jeśli zajmuje się edukacją demokratyczną w odległej perspektywie – ryzykuje przetworzenie demokracji w grę, której reguły funkcjonują jedynie w ograniczonej przestrzeni i są nieprzydatne do życia.

I trzeci szlak – najtrudniejszy: nauczyciel powinien nadać nowe znaczenie funkcji, którą wyznacza mu państwo, aktywnie bronić swojej zawodowej i obywatelskiej pozycji i budować demokrację środkami edukacji już dziś. Wymaga to wielkich wysiłków. Nauczyciel musi znaleźć metody, aby pokazać młodemu pokoleniu przewagę demokracji. Przy czym musi dokonać tego w państwie, w którym edukacja obywatelska nie jest w stanie zastąpić ideologii i zapotrzebowania na edukację obywatelską nie ma, bo nastawiona jest ona na społeczeństwo demokratyczne. Nauczyciel powinien stwarzać warunki, by dzieci zdołały przyswoić wartości cywilizowanych społeczeństw w czasie gdy na zewnątrz zamiast wartości proponuje się wybór haseł reklamowych typu „Za kwitnącą Białoruś!”. Ponadto białoruski nauczyciel musi tego dokonać samodzielnie, bo nie ma kogo prosić o pomoc. Białoruś to ostatnia dyktatura w Europie. Nasi europejscy sąsiedzi czasami nawet nie rozumieją, że dyktatura w społeczeństwie informacyjnym wykorzystuje nowe, sprytniejsze i bardziej zawoalowane techniki ideologicznej propagandy i represji, z którymi walczyć jest trudniej, niż w czasach polskiej „Solidarności” czy nawet w okresie kolorowych rewolucji.

Z innej strony trzeci szlak jest najłatwiejszy: trzeba być sobą i realizować swoją misję – i ten szlak wybiera wielu nauczycieli Białorusi.

W uświadomieniu sobie swojej misji i uzyskaniu koniecznych do jej realizacji instrumentów pomagają nauczycielom organizacje społeczne, które organizują metodyczne i obywatelskie szkolenia dla pedagogów. Proponują one różne programy, staże, tłumaczą materiały, z których korzystają nauczyciele w państwach demokratycznych. Żeby nie odkrywać wszystkiego na nowo, można wykorzystać to, co się spodobało, co jest dla nas bardziej przydatne, ale wiele trzeba zrobić samodzielnie.

Białoruscy metodycy i inni specjaliści pedagogiki, którzy oferują nauczycielom techniki nauczania, wypożyczane zazwyczaj od wschodnich sąsiadów, nie biorą w ogóle pod uwagę tego, że absolutna większość obywateli Białorusi ma europejską (zachodnią) mentalność – nawet sobie tego nie uświadamiają. Niezależnie od tego, co twierdzą, dla Białorusinów, tak samo jak dla Niemców, Czechów czy Łotyszy, człowiek zawsze był ważniejszy od jego statusu: posad, pagonów, nagród czy innych regaliów. Jest to, można powiedzieć, fakt medyczny – psychologia człowieka zachodniej cywilizacji. Kto był w krajach azjatyckich i Rosji, szczególnie w jej centrum, ten rozumie, że tam jest zupełnie inaczej. Może to właśnie dlatego innowacyjne i skoncentrowane na osobie techniki edukacyjne tak ciężko przyjmują się na rosyjskiej glebie; zostały one wszak wymyślone przez Europejczyków i uwzględniają zachodnie wartości cywilizacyjne.

Wybitny psycholog i pedagog, urodzony w Orszy Lew Wygotski, stworzył nawet kulturowo­‑historyczną teorię, która zrodziła najpopularniejszą w psychologii sowieckiej szkołę. Do szkoły tej należeli A. Leontiew, A. Łuria, A. Zaporożec, Ł. Bażowicz, P. Galperin, D. Elkonin, P. Zinczenko, Ł. Zankow i in. W latach 70. teorie Wygotskiego zaczęły budzić zainteresowanie amerykańskich psychologów. W ciągu następnych dziesięciu lat jego prace przetłumaczono i stały się one – wraz z badaniami Jeana Piageta – postawą współczesnej psychologii edukacyjnej USA. A w tym czasie w Rosji i przez zapatrzenie w nią także i w Białorusi, szybko likwidowano oparte na teorii naszego krajana nauczanie rozwojowe według systemu Elkonina­‑Dawydowa, znowu umieszczano na piedestale sowiecki system edukacyjny, zdolny kształcić co najwyżej żołnierzy.

Białoruscy nauczyciele, tak jak Białorusini w ogóle, muszą wyrwać się spod wpływu rosyjskojęzycznej przestrzeni informacyjnej, patrzeć szerzej, aby odnaleźć swoje miejsce w wielokulturowym świecie i pozostać sobą.

„Pokolenie Y” vs „pokolenie Lu”

Każda edukacja ma trzy składniki: wiedza, kompetencje obywatelskie (tzn. umiejętność i świadome pragnienie wykorzystania tej wiedzy) i wartości. Jeśli zatracony zostanie chociaż jeden z tych składników, efektem jest nietrwała konstrukcja.

Odgraniczona od europejskich programów nauczania edukacja białoruska nie podlega ocenie według kryteriów, które wyznaczają jakość edukacji europejskiej. Białoruś nie jest włączona do międzynarodowego Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów (PISA), który obejmuje najbardziej rozpowszechnione na świecie i rzetelne badania wiedzy i umiejętności uczniów szkół średnich. Białoruś nie włączyła się także do Procesu Bolońskiego, który pozwalałby studentom i wykładowcom wyższych uczelni na wymianę doświadczeń edukacyjnych. Zresztą większość białoruskich wykładowców nie słyszała nawet o kluczowych kompetencjach jako kryterium oceny jakości edukacji, zamieszczonych w zaleceniach Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej z 18 grudnia 2006 roku.

Białoruska edukacja rozwija się na ślepo – w efekcie mamy całe pokolenie, ukształtowane przy reżimie Łukaszenki, które uzyskuje wykształcenie bez orientacji na jego wykorzystanie w społeczeństwie. Przedstawiciele tego pokolenia różnią się od swoich rówieśników na całym świecie, bo nie umieją cenić swojego czasu, nie koncentrują się na osiągnięciach, dłużej niż inni odciągają wejście w dorosłe życie. Według danych laboratorium badań aksjometrycznych „NOWAK”, tylko część białoruskiej młodzieży liczy na siebie i uzależnia swój sukces od własnych wysiłków, a druga część – stanowiąca 30% – liczy na państwo. Negatywną tendencją dla państwa jest to, że odsetek potencjalnych emigrantów wśród młodzieży stanowi dokładnie 40%, tak samo jak fakt, że wśród młodych Białorusinów występują znaczne ślady sowieckiego myślenia. Z pokoleniem Y Zachód wiąże nadzieję, a u nas jest to generacja stracona.

Wnioski

Białoruś jest geograficzną, historyczną i kulturową częścią Europy, sztucznie odsuniętą na bok od procesów, które tam się odbywają. Aby Białoruś powróciła do europejskiej przestrzeni kulturowej, system edukacji w naszym państwie musi przede wszystkim skoncentrować się na kształtowaniu nowoczesnego narodu białoruskiego – są to fundamenty pod budowę europejskiego państwa. Bez realizacji tego zadania niemożliwa jest integracja ze współczesną europejską przestrzenią edukacyjną i kulturową, w której społeczeństwa rozwiązują problemy na wyższym poziomie.

Drugim, niemniej ważnym zadaniem, jest kształcenie aktywnego, odpowiedzialnego obywatela, zdolnego do działania na wszystkich poziomach demokratycznego społeczeństwa. To zadanie jest jeszcze trudniejsze, bowiem wymaga po pierwsze zjednoczenia intelektualnych sił Białorusi, by sformułować jasne przesłanie, mówiące o tym w jaki sposób można nauczać demokracji w społeczeństwie, w którym nie ma zapotrzebowania na tego typu wiedzę, a aktywność i chęć bycia odpowiedzialnym za siebie przeczą paternalizowanej polityce państwa i po drugie – wymaga stworzenia warunków dla praktycznego wykorzystania wiedzy i nawyków społeczeństwa demokratycznego.

Tamara Mackiewicz