Strona główna/Praca to ciężka zabawa

Praca to ciężka zabawa

Polski plac zabaw jest jak dowcip opowiedziany przez osobę, której samej on nie śmieszy. O innym spojrzeniu na przestrzeń zabawy – zarówno tej dla dzieci jak i dla dorosłych – opowiada Jürgen Bergman, twórca Wyspy Kultury Einsiedel.
Dziecięce place zabaw w Polsce są może bardziej kolorowe i drewniane niż kiedyś, ale wciąż nudne i sztampowe. Tak jakby nie bawiły one ani osób, które je zaprojektowały, ani tych, którzy je zamówiły. Czy jednak można podarować ludziom coś ciekawego, nie będąc samemu tego czegoś ciekawym? Czy można stworzyć coś wciągającego czy fascynującego, jeśli sami nie będziemy w ów akt twórczy wciągnięci i nim zafascynowani? Wydaje się, że w Polsce wiele osób wierzy, że jest to możliwe. Pokutują w nas post-PRL-owskie przyzwyczajenia mentalne, aby szukać łopaty o jak najdłuższym trzonku, być być jak najdalej od roboty.Jednak gospodarka i kultura stają się coraz bardziej innowacyjne i kreatywne, wymagając od nas coraz większego zaangażowania. Dzieła ludzkich rąk i umysłów coraz częściej nie są li tylko produktami, lecz stają się środkiem komunikacji z odbiorcami. Dotyczy to w szczególności różnych działań związanych z kulturą i edukacją. Można je porównać do dania, na które kogoś zapraszamy: ma ono konkretne wartości odżywcze, ale również – co ważniejsze – przekazuje nasze uczucia i emocje, które żywimy w stosunku do gościa. Im bardziej danie sprawia wrażenie starannie przygotowanego, tym przyjemniej, bo świadczy to o większej trosce kucharza o efekt, czyli o większym zaangażowaniu w relację z drugim człowiekiem.Pod tym względem nasze place zabaw przypominają fast-food: łatwo je zamówić, łatwo wybrać z katalogu, są przewidywalne i kolorowe ale sztuczne i niezbyt smaczne. Zupełnie inną filozofię tworzenia placów zabaw proponuje Jürgen Bergman, twórca Kulturinsel Einsiedel, osobliwego parku przygód zbudowanego w Zentendorf, najdalej na wschód wysuniętej niemieckiej wiosce. Jego Wyspa Kultury jest owocem pracy będącej jednocześnie zabawą i pasją. Gdyby choć w części udało się przekazać jego fascynację tym, co robi, radom polskich osiedli czy dzielnic – aby i radni fascynowali się tym, co robią – każdy plac zabaw byłby miejscem niepowtarzalnym zawierającym cząstkę serca swoich twórców.Dziś Wyspa Kultury, która w założeniach miała być rodzajem „pustelni” (stąd w nazwie słowo Einsiedel), to dziesięciohektarowy labirynt składający się z pagórków, placów, dróżek, okopów, budynków, wiat, mostów, przejść podziemnych, zagrody dla zwierząt i najrozmaitszych urządzeń służących do zabawy. Znajdziemy wśród nich pagórek pokryty gumą z linami zamiast klasycznej wąskiej ślizgawki ze schodkami; drewniany słup do wspinaczki zamiast zbyt wyczynowej sztucznej skałki; batut, na którym może skakać dowolna liczba dzieci, bo jest wkopany w ziemię i nikt z niego nie spadnie; zwykłe kamienie, po których można łazić; wreszcie różne przejścia i korytarze, które zamieniają każde miejsce w początek bajki.W opisie planu parku wyróżniono około 70 rożnych zakątków. Jest on otwarty od połowy marca do końca października. Odbywa się tam 15 stałych imprez wśród których trzeba wyróżnić cztery: dla piromanów (noc Walpurgii – przełom kwietnia i maja), dla wielbicieli klimatów Nocy Świętojańskiej („zakazane zabawy” pod koniec czerwca), dla amatorów folku (Folklorum – początek września) i dla ludzi zabawowych w ogóle (zabawy w październiku). Oprócz tego można zamówić lub włączyć się w imprezy organizowane stale dla grup i grupek.Przykładowo, tegoroczny festiwal Folklorum odwiedziło ponad 15 tys. osób. Na dziewięciu scenach wystąpiło 350 artystów, a więc co najmniej kilkadziesiąt podmiotów artystycznych. Trudno orzec ile, ponieważ oprócz zespołów muzycznych byli tam również sztukmistrze wyspecjalizowani w pokazach ulicznych i aktorzy czy przebierańcy, którzy – jak para udająca starsze małżeństwo z XIX wieku – animowali scenki rodzajowe wszędzie tam, gdzie nie było scen i straganów. Co roku festiwal ma nieco inny temat wiodący temat, ale oczywiście zawsze są na nim obecne grupy z Polski i Niemiec. W tym roku, poza nimi występowali na nim artyści reprezentujący kulturę meksykańską i żydowską.Kiedy podsumujemy te wszystkie fakty, nie zdziwi liczba 100 tys. gości Kulturinsel w 2009 roku. Na całością przedsięwzięcia czuwają trzy podmioty: Kulturinsel Einsiedel e.V. (organizacja nonprofit zajmująca się eventami), Galerie Café (galeria zajmująca się parkiem i restauracją) oraz Künstlerische Holzgestaltung (firma budowlana – artystyczne kształtowanie drewna). Dwie ostatnie Jürgen Bergmann firmuje własnym nazwiskiem. W całe to przedsięwzięcie zaangażowanych jest 120 osób oraz 50 osób sezonowo podczas eventów plus kilku stałych wolontariuszy i studenci angażujący się na kilkutygodniowe okresy. Bilety w mają dość atrakcyjne ceny: dorośli 8,00 € za wejście, dzieci około 5,50 €, studenci 6,50 €, rodziny 22,00 €.Rodzinne korzenie Jürgena Bergmanna tkwią w starym rodzie ogrodników z Górnych Łużyc. Być nawet płynie w jego żyłach trochę słowiańskiej krwi. Jak sam podkreśla, miał bardzo szczęśliwe i swobodne dzieciństwo na przedmieściach Zittau (Żytawy) przy granicy z Polską i Czechami. Wciąż jest za nie wdzięczny swoim rodzicom i życzy takiego dzieciństwa każdemu dziecku.Marcin Skrzypek
Marcin Skrzypek: Jakie były początki Kulturinsel Einsiedel?

Jürgen Bergman: Wszystko zaczęło się około 20 lat temu wraz ze zjednoczeniem państw niemieckich, kiedy nagle nikt nie chciał już słyszeć o socjalistycznych ideałach i zaczął się masowy zwrot w kierunku egoizmu – a do tego ani ja, ani moi znajomi nie chcieliśmy się dołączać. W dniu unii walutowej założyliśmy małą firmę artystycznego kształtowania drewna „Künstlerische Holzgestaltung” – Jürgen Bergmann„. Chcieliśmy chodzić własnymi drogami pod hasłem połączenia sztuki, kultury i natury w formie zabawy. Chcieliśmy też zachować przyjaźń między nami, wspólnie pracując. Potem wyrosło z tego pojęcie „wyspa kultury”, bo rozumiemy siebie jako wyspę w morzu „nie-kultury”, która panuje dziś niestety na wielu obszarach Niemiec.

Co odróżnia Kulturinsel od morza „nie-kultury”?

Pojęcie „nie-kultury” jest oczywiście sprawą subiektywną, więc trudno o jego ścisłą definicję. Mogę powiedzieć jedno: że brama do Kulturinsel Einsiedel jest jak przejście do innego świata. Próbujemy przenieść naszych gości w inną przestrzeń – tam, gdzie dzieci mogą być dziećmi, a dorośli mogą dziecko w sobie odnaleźć. Nasz Wyspa jest inna, ponieważ próbujemy robić inaczej to, co wszyscy robią tak samo. Między innymi, każdemu dajemy szansę pracy w naszym zespole. Jeśli ktoś ma wyczucie drewna i potrafi porozumieć się z resztą, jest mile widziany. Staramy się po prostu być zgranym zespołem roboczym i jednocześnie grupą znajomych, którzy dążą do tego samego celu.

Skąd wzięło się twoje zainteresowanie rzeźbiarstwem?

Było to moje hobby, które po około 10 latach pracy w gospodarce leśnej, uczyniłem zawodem, zdobywając wykształcenie rzeźbiarza w drewnie. Dzięki temu przed zjednoczeniem Niemiec mogłem całkiem nieźle żyć z pracy własnych rąk. Mieszkałem wtedy na leśnej farmie oddalonej od ludzkich osiedli. Moje życie wyglądało wówczas tak, jak każdy mógłby sobie wyobrażać życie w Kanadzie. Niestety po zjednoczeniu zaczął się lęk o egzystencję, który właściwie ciągle trwa i stanowi główny motor dokształcania i osobistego rozwoju.

Od początku działalności naszej małej firmy skupiliśmy się na tworzeniu unikalnych obiektów artystycznych. Były to głównie duże i zwariowane czasem rzeźby z drzewa, służące do zabawy. Produkowaliśmy je, choć nie mieliśmy zamówień, a efekty naszej pracy eksponowaliśmy przy drodze, żeby każdy mógł je zobaczyć i z nich skorzystać. Tak powstał swego rodzaju „wzorcowy” plac zabaw, z którego stopniowo rozwinął się zielony park przygody Kulturinsel Einsiedel.

Pierwsze zyskowne zamówienia przyszły wraz początkami boomu na budownictwo. Zarobione dzięki nim pieniądze zainwestowaliśmy w mały budynek pełniący funkcję galerii, której zadaniem było ożywienie lokalnego środowiska kulturalno-artystycznego. Z otwierania kolejnych wystaw i organizowania innych imprez powstały małe, powtarzające się „święta”. I tak powstała nasza specyficzna Wyspowa kultura.

Dlaczego tak ważna jest w niej zabawa?

Zabawa jest bardzo ważną sprawą w ogóle w całym życiu. Każdy powinien zachować w sobie trochę z dziecka, ponieważ zabawa jest tym, co zapobiega nudzie. Kiedy się czymś bawisz, widzisz wszystko inaczej, to nastawienie pomaga w znajdywaniu nowych pomysłów. Dzieci uczą się większości rzeczy przez zabawę.

Dzięki wychowywaniu moich własnych dzieci, studiowaniu teorii zabawy i obserwacjom dzieci odwiedzających Kulturinsel, z czasem stałem się specjalistą jeżeli chodzi o projektowanie rzeźb, z którymi można się bawić. Na początku myśleliśmy o projektowaniu placów zabaw w miejscach publicznych, szkołach i przedszkolach. Jednak dziś w tej dziedzinie już nie mamy szans, bo duże firmy produkujące gotowe wyposażenie placów zabaw zajęły całą tę niszę rynku, nie zostawiając żadnego wolnego miejsca dla pracy twórczej.

Nasz rozwój potoczył się w więc w kierunku pomysłów na zagospodarowanie czasu wolnego, które wymagają specyficznych rozwiązań i specjalistycznego wyposażenia. Tutaj dla naszej inwencji twórczej nie ma granic. Pracujemy dla parków zoologicznych, obszarów chronionych, hoteli rodzinnych, parków rekreacyjnych każdego rozmiaru prawie w całej Europie Zachodniej.

Wśród naszych klientów można znaleźć wielką francuską firmę tworzącą pola kempingowe, zoo w Osnabrück i Gelsenkirchen, hotele Hilton, Klub Robinsona i parki rekreacyjne takie jak Europapark Rust, Vogelpark Marlow, Neusiedler See, Erlebnisbahn Ratzeburg i wiele innych.

Uważamy się za projektantów narzędzi. Rozwijamy nasze produkty pod konkretną funkcję. Ostateczny dizajn jest sprawą, którą zajmujemy się dopiero w drugiej kolejności.

Czy nie myśleliście o stworzeniu „wysp kultury” również w innych miejscach?

Jak już powiedziałem nasze obiekty czy nawet całe obszary przeznaczone do spędzania wolnego czasu rozsiane są po całej Europie. Jednak Wyspa Kultury jest i będzie tylko jedna. Jest to dzieło mojego życia i chciałbym ją zostawić mojej rodzinie i swoim licznym współpracownikom i przyjaciołom jako bezpieczną podstawę egzystencji materialnej. Oczywiście musimy być jednocześnie odważni i rozszerzać swoją działalność na nowe dziedziny.

Nasz najnowszy pomysł oparty jest na współpracy z najbliższym sąsiadem czyli z Polską. Chcielibyśmy tutaj, w sercu Łużyc, w najdalej wysuniętej na wschód części Niemiec, wspólnie stworzyć „aglomerację” różnych atrakcji turystycznych. W tym regionie nie mamy żadnych wyjątkowych zabytków czy cudów natury, więc jedynym sposobem na stworzenie miejsca przyciągającego turystów jest wymyślenie nowych koncepcji, co wymaga odwagi w ryzykowaniu i bardzo dużo wytrwałości. Jest to ekscytująca droga, która zamienia nasze życie w przygodę.

Jak można rozpocząć z tobą współpracę?

Najlepiej przybyć do Kulturinsel Einsiedel, dać się zainspirować temu miejscu i umówić się ze mną na spotkanie, choć nie jest to łatwe, bo często wyjeżdżam.

W Polsce również wszystkie place zabaw zapełnia się gotowymi obiektami z katalogów. Ale mentalność osób, które zamawiają rzeźby u was musi być inna.

Ludzie, którzy z nami współpracują są innowacyjni, chcą czegoś specjalnego i unikalnego. Chcą rozwiązań stworzonych specjalnie pod ich potrzeby i dla ich grupy docelowej. Każdy nasz projekt jest stworzony dla konkretnego klienta. W większości zamawiają je klienci zajmujący się organizowaniem ludziom atrakcyjnych form spędzania czasu wolnego. Nie mamy fabryki z taśmą produkcyjną, co powoduje, że nasze produkty nie są tanie, ale jest na nie zapotrzebowanie, ponieważ kiedy na tym rynku pojawia się przesyt, klienci szukają właśnie rozwiązań unikalnych, które projektujemy dla nich i razem z nimi. Po prostu interesują ich projekty, w których mogą odnaleźć samych siebie.

Marcin Skrzypek