Strona główna/Progres, a niezawisła polityka. Azerbejdżan po wojnie gruzińsko-osetyjskiej

Progres, a niezawisła polityka. Azerbejdżan po wojnie gruzińsko-osetyjskiej

Monarchia w Azerbejdżanie?

Niecałe dwa miesiące temu w Azerbejdżanie odbyły się wybory prezydenckie. Żadnych niespodzianek, tak jak się spodziewano, nie było. Przytłaczającą większością, 88,73% głosów, zwyciężył obecny prezydent – Ilham Alijew. Przedstawiciele OBWE i Unii Europejskiej, z lekkim pomrukiem, ale uznali wybory za demokratyczne. Według przewodniczącego misji obserwacyjnej Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE Borysa Frlesa, „ze strony  państwa, stworzone zostały normalne warunki do przeprowadzenia wyborów. Pomimo tego, że w trakcie wyborów, zobowiązania, które wzięło na siebie państwo, nie zostały spełnione w całości”. Stwierdził on , że ogólnie wybory odbyły się w cichej i spokojnej atmosferze, chociaż „zdarzały się nieprawidłowości w sferze równego dostępu do czasu antenowego. Głosowanie zaś nie przebiegało  w pełni zgodnie z normami demokratycznymi”. Wyraził także ubolewanie, że opozycja nie brała udziału w wyborach prezydenckich. Następnie pochwalił władze Azerbejdżanu za wielki wysiłek i zapewnił, o gotowości do niesienia pomocy  w udoskonalaniu techniki przeprowadzania głosowań.

Najważniejsze, że po wyborach otrzymano gratulacje od administracji prezydenta Busha.

Doniósł o tym przedstawiciel Departamentu Stanu USA Sean McCormack. Podkreślał to, że część obserwatorów, zanotowała „poprawę w niektórych kwestiach dotyczących porządku przeprowadzenia głosowania w porównaniu z poprzednimi wyborami”. To znaczy, że nie odbyło się nic, czego by się nie spodziewali. I o wszelkich głośnych skargach opozycji na niedemokratyczność wyborów i rosnący totalitaryzm, przedstawiciele Zachodu oczywiście nie słyszeli.

Podobnie, nie słyszano o nowej dyskusji w azerbejdżańskich mediach, której sedno leży w wypowiedzi kierownika kancelarii prezydenta, Sulejmana Ismajłowa: „W przyszłym roku będą rozpatrywane liczne wnioski składane przez obywateli. W znaczącej ich części, ludność wypowiadała się niezwykle pozytywnie o rządach Ilhama Alijewa, zaznaczając iż chcieliby go widzieć na czele państwa po wsze czasy, wnioskując o przedłużenie czasu trwania kadencji prezydenckiej z 5 do 7 lat”. Do tej tak zwanej dyskusji, której cel jest jednoznaczny, dołączyli się przedstawiciele władzy oraz kandydaci, którzy przegrali w wyborach – np. Fazaił Agamały. Następny wniosek – usunąć z konstytucji artykuły, które uniemożliwiają prezydentowi startowanie w kolejnych wyborach.  Zasadniczo – wszyscy za. Przeciw – tylko prawicowa opozycja. I to nie aż tak aktywnie. Według przewodniczącego partii – Musafata Arifa Gadżylego, nagłaśnianie podobnych idei szkodzi wizerunkowi Azerbejdżanu i może doprowadzić do faktycznego wprowadzenia monarchii w tym kraju.

Co do samej idei ustroju monarchicznego w Azerbejdżanie, podobnie, nikt, oprócz niektórych socjaldemokratów, nie odrzuca jej jako opcji. Bo co za różnica jak nazywa się pierwsza osoba w państwie – szach, emir, sekretarz partii, czy prezydent? Bo przecież Azerbejdżan na przekór licznym atrybutom zaczerpniętym z cywilizacji europejskiej, czy też deklaracjom prawicowych polityków, tak naprawdę znajduje się już w Azji, no może  prawie w Azji…

Wszystkich wpuszczać – Azerów  – nie wypuszczać

Kilka miesięcy temu, nastąpiło światowe pobudzenie społeczeństw, szczególnie w państwach całkowicie oddalonych od regionu kaukaskiego. Wprost przeciwnie sprawy wyglądały wśród sąsiadów Gruzji, u których wojna gruzińsko-osetyjska wywołała nikły rezonans. Dość wspomnieć, że w Azerbejdżanie sprawa ta nie miała żadnego oddźwięku podczas niedawnej kampanii prezydenckiej. Przede wszystkim nie wspominano o niej w żadnych programach przedwyborczych i deklaracjach kandydatów. I wcale nie dlatego, że nie mają one wpływu na Azerbejdżan i jego mieszkańców.

Impulsywny Saakaszwili, przewidując, że masowa fala emigracji azerskiej ludności z Gruzji, po konflikcie z Rosją, mogłaby nadwątlić w oczach świata jego wizerunek muszkietera młodej, ale dumnej demokracji, po prostu zamknął granicę z Azerbejdżanem, według zasady «wszystkich wpuszczać – nikogo nie wypuszczać». Ale zamknął ją tylko dla Azerów. I mój sąsiad, pojechawszy tam wyrobić dokumenty dla swojej córki wpadł w „pułapkę na myszy”. Przebywał kilka tygodni w ogromnej kolejce na granicy przy „Czerwonym moście”. Przyjechał do domu dopiero po dwóch miesiącach, przeklinając politykę i wszystkich polityków, którzy za tym stali.

Azerowie w większości przebywają w południowo-wschodnich rejonach Gruzji, przylegających do Azerbejdżanu i Armenii. Według niektórych statystyk, żyje ich tam nie mniej niż 500 tysięcy osób. Azerbejdżańscy historycy twierdzą, że te ziemie są rdzennie azerskie, a dostały się w ręce Gruzji tylko dzięki ustaleniom władców rosyjskich – najpierw carów (jako, że  Gruzja będąc krajem prawosławnym miała pozycję uprzywilejowaną), a potem Stalina (który sam z pochodzenia był Gruzinem). Oczywiście historycy gruzińscy przedstawiają zupełnie odmienne zdanie. Ponadto uważają, że większość z gruzińskich Azerów, to tak naprawdę Gruzini, którzy za sprawą nacisku ze strony  Iranu w XVII w. przeszli na islam i zmienili język (za Gruzinów zmuszonych do przyjęcia islamu uważają oni także część Turków). Za twierdzeniem pierwszych przemawiają badania toponimiczne, czyli dotyczące starych nazw miejscowych (gór, rzek, itp.), natomiast teoria drugich podtrzymywana jest z punktu antropologicznego braku podobieństwa Azerów zamieszkujących Gruzję do Gruzinów. I tak na początku lat 90-tych Azerowie zaczęli opuszczać Gruzję. Rządy Szewardnadze przyniosły koniec bezpośrednim prześladowaniom, jednakże pozostało to, co już istniało za czasów sowieckich. A jest to faktyczna dyskryminacja we wszystkich sferach. Nie mówię już o kwestiach pracy, bo czasem jakiemuś Azerowi udało się dostać w Gruzji stanowisko kierownicze, szczególnie w okresie wprowadzania demokracji. Azerbejdżanom rzuca się kłody pod nogi we wszystkich dziedzinach – w pracy, w gospodarce, w poważnym biznesie – pozostawiając im jedynie tradycyjne zajęcie azerskich chłopów – handel na bazarach. Tylko tutaj „Tatarzy” nie spotykają się z żadną dyskryminacją. W większych miastach Gruzji ponad połowa handlarzy na bazarach to Azerowie. Jednakże nowo powstające linie przesyłu prądu czy gazu, szerokim łukiem omijają południowo-wschodnie rejony kraju , gdzie znajdują się azerskie wioski. Nie wspominając o budowie nowych szkół, szpitali czy placówek kulturalnych.

Emigracja wciąż ma miejsce, tylko teraz odbywa się w sposób bardziej łagodny i zorganizowany. Jej dodatkową przyczyną jest to, że Azerbejdżan kusi burzliwym rozwojem ekonomicznym oraz nowymi miejscami pracy. Tutaj sytuacja ekonomiczna jest porównywalnie lepsza niż w pobliskiej Gruzji czy Armenii.

Nieważne jaki jest kot, czarny czy biały – tylko to, żeby łapał myszy (Konfucjusz)

Znamienny jest stosunek władz azerbejdżańskich do kwestii wojny gruzińsko-osetyjskiej. Dokładniej, pragmatyczne Baku w żaden sposób nie ustosunkowało się do tej kwestii, a przez pierwszy tydzień oficjalne media nawet nie wspominały o jej istnieniu. Z drugiej strony działały niezależna prasa i telewizja. Tworzyło to niezwykle bogate spektrum różnych stanowisk i poglądów. Rosyjskojęzyczne gazety „Zerkało”1, „Echo”2 o prozachodniej orientacji, podawały informacje w sposób nie tylko zgodny z mediami amerykańskimi, ale czasem nawet starały się być „bardziej katolickie, niż Papież”.

Z drugiej strony informacje oraz ekspertyzy podawane w gazecie „Oko” całkowicie zgadzały się z mediami rosyjskimi. Mało tego, gazeta ta prawie każdy numer, w połowie zapełniała artykułami na ten temat, wręcz przepisywanymi z rosyjskich gazet i stron internetowych.

W innych gazetach – zarówno rosyjskojęzycznych jak i pisanych w języku azerskim – nastroje wahały się od jednego bieguna do drugiego. Interesujący na tym tle wydaje się artykuł przedstawiciela azerbejdżańskiej partii socjaldemokratycznej, Zartuszta Alizade3, opublikowany w gazecie „Niedielia”4. Posuwa się on do stwierdzenia, że konflikt gruziński był zapoczątkowany przez USA, które to, po pierwsze obawiają się rosnącej w potęgę Rosji i chciałyby zaszkodzić jej wizerunkowi na świecie, a po drugie chciały odwrócić uwagę swojego społeczeństwa od kryzysu na rynku amerykańskim. Według autora, USA niedługo przeprowadzą podobne działania po to, by zmniejszyć geopolityczne wpływy Chin.

Skąd bierze się taka różnica stanowisk ,czy też brak reakcji w azerskich mediach? Wydaje się, że są to wpływy współczesnej linii polityki i ekonomii reprezentowanej przez Chiny, która to opiera się na filozofii konfucjańskiej, jaką wyznawał „ojciec” chińskich reform Den Siaopin, a którą można wyrazić zdaniem:  Nieważne jaki jest kot, czarny czy biały – tylko to, żeby łapał myszy. Zatem teraz realne interesy państwa stawiane są wyżej niż poprawność polityczna. Polityka ta, odpowiada poglądom większości mieszkańców Azerbejdżanu. W ankiecie przeprowadzonej dla Day.az na pytanie: „na jakie kraje ma być skierowana polityka zewnętrzna Azerbejdżanu?” uzyskano następujące odpowiedzi:

Zrównoważony we wszystkich kierunkach – 599 (34,9%)

Europa – 378 (22,1%)

WNP5 (wykluczając Armenię) – 250 (14,6%)

Turcja – 216 (12,6%)

USA – 208 (12,1%)

Iran – 63 (3,7%)

Wszystkich głosów: 1714

Czym drugi boom naftowy różni się od pierwszego

Żeby pojąć jaki ma to wpływ na życie, trzeba przeanalizować pragmatyczną drogę, na której stanął Azerbejdżan po dojściu do władzy Hejdara Alijewa. Trzeba być obiektywnym – Hejdar Alijew po swoim powtórnym dojściu do władzy, uratował Azerbejdżan przed rozpadem, powstrzymał wojnę domową, uspokoił stosunki z Armenią. Za jego rządów Azerbejdżan stał się jednym z najbardziej rozwijających się i bogatych krajów postsowieckich. Nie ulega wątpliwości fakt, że Azerbejdżan całkowicie odciął się od swoich sąsiadów – Gruzji i Armenii – głównie w sferze ekonomicznej. Najważniejsze jest wydobycie ropy, odkrywanie kolejnych złóż z pomocą zachodnich specjalistów. Oceniając wzrost PKB, przedstawiciele Banku Światowego zaliczyli Azerbejdżan do państwo o wzroście PKB przewyższającym 33%. Jak przewidują eksperci BŚ, w tym roku PKB Azerbejdżanu może osiągnąć kwotę 13,3 miliardów dolarów, a w 2009r. – 13,9 mld USD. Ocenia się, że w przeciągu 7-8 lat, wydobycie ropy w Azerbejdżanie osiągnie wartości szczytowe, ale już w 2018 r. spadnie poniżej obecnego poziomu.

Według oficjalnych danych 90-96% krajowego eksportu Azerbejdżanu stanowi ropa i produkty ropopochodne.

Ważne jest też by wspomnieć, że porównując z zeszłym rokiem, skala handlu wewnątrz kraju wzrosła 5,4 razy, import zwiększył się o 34%, a eksport zanotował 9-krotnie lepszy wynik.

Jak na Azerbejdżan wpłynął światowy kryzys? Ton wystąpień władzy, z prezydentem na czele, był bardzo optymistyczny: jak powiedział Ilham Alijew na posiedzeniu poświęconym podsumowaniu 9 miesięcy bieżącego roku „Powinniśmy prowadzić naszą politykę w taki sposób, żeby finansowy i polityczny kryzys panujący na świecie, nie miał wpływu na Azerbejdżan, i udało nam się tego dokonać. Polityczny i finansowy kryzys nie odcisnął swojego piętna na Azerbejdżanie”.

Wedle słów prezydenta, państwo osiągnęło ten sukces dzięki swojej sile i centralnej, niezawisłej polityce „i ta polityka będzie kontynuowana” i pomimo tego, że stopa inflacji w kraju sięga 21%, rząd będzie się starał, by zmniejszyć tę cyfrę do minimum.

Jednak cytując eksperta w dziedzinie ekonomii Inglaba Achmedowa: „Nie zważając na uspokajające słowa ze strony rządu, światowy kryzys ekonomiczny odbił się negatywnie na ekonomii Azerbejdżanu”.

Twierdzi on, że wykazywanie przez wysoko postawionych urzędników braku wpływu kryzysu na ekonomię azerbejdżańską, świadczy o tym, że jego ekonomia jest zamknięta.

„Globalny kryzys finansowy, nie może nas ominąć. Będziemy zaś odczuwać tym większe jego następstwa im większy się on stanie. Przypominam, że cena ropy naftowej w budżecie na 2009 r. została ustalona na poziomie 80 USD. Przy czym jest to scenariusz pesymistyczny. Przy tym budżet w związku ze wzrostem inflacji i innych czynników, nie prognozuje jakiegoś szczególnego wzrostu. A to oznacza, że nawet jeśli ropa utrzyma swoją cenę na mniej więcej przewidywanym poziomie, to i tak nie będziemy już świadkami tak burzliwego wzrostu wskaźników ekonomicznych.”

Autor uważa, że „perspektywy ekonomiczne Azerbejdżanu rysują się bardzo mgliście. I ta mgłą póki co się nie rozwiewa. Ale będziemy mieli nadzieje na lepsze. Przecież nawet kryzys można wykorzystać dla dobra ekonomiki. Koniec końców, może to wreszcie zmusi państwo do przeprowadzenia tak potrzebnych reform strukturalnych i instytucjonalnych”.

Inny analityk – Ilham Szaban – sądzi, że „obecny kryzys dużo bardziej odbił się na ekonomiach innych krajów, w ciągu jednego dnia powodując np. w Rosji spadek cen na rynku papierów wartościowych o 19%. W USA, Rosji i Kazachstanie ceny mieszkań spadły o 10-20%. Tylko u nas nie widać skutków tego kryzysu, ponieważ ceny nieruchomości się nie zmieniły”.

Co się tyczy wahań ceny ropy naftowej, to Szaban zdecydowanie twierdzi, że nawet jeśli cena za baryłkę spadnie do 50 USD, to nie odbije się to w jakiś szczególny sposób na budżecie państwa, ponieważ istnieje Fundusz Naftowy, którego zadaniem jest kompensowanie wszystkich strat. Jeżeli podsumować opinie wielu analityków, to można wysnuć wniosek, że gospodarka Azerbejdżanu rozwija się tak dynamicznie i w tak specyficznych warunkach, że nawet globalny kryzys nie może mieć na nią wpływu. Życie pokaże, czy mają oni rację. Obecna stosunkowo dobra sytuacja związana jest z ingerencją państwa. Ale kryzys o którym tak dużo mówią media w krajach rozwiniętych, okazać się może nie długotrwałą słotą, ale jedynie chmurą burzową, która w niedługim czasie zostanie rozwiana i znów zajaśnieje słońce postępu. Stopniowo pojawia się także zrozumienie, że nie można budować gospodarki kraju jedynie na eksporcie jednego surowca. Przeprowadzone zostały niezależne badania, których wyniki okazały się być zaskakujące. Jeśli by przerwać wydobywanie ropy na Morzu Kaspijskim i zająć się ekologią tego unikalnego basenu wodnego, który w przeszłości słynął z obfitości ryb, to dochody z samego tylko rybołówstwa, przewyższyłyby te osiągane dzięki sprzedaży ropy. Oprócz tego sprzyjające warunki klimatyczne pozwalają uprawiać rozmaite warzywa i owoce, które swoimi walorami smakowymi przewyższałyby te uprawiane w basenie Morza Śródziemnego. Wszystkich cieszy fakt, że w tej sferze prognozuje się zmiany na lepsze.

Według danych z 1 października w Azerbejdżanie zanotowano poważny wzrost wskaźników zbioru plonów zboża, kukurydzy, warzyw, kartofli, bawełny, tytoniu, buraków cukrowych czy winorośli.. Przy czym większość z tych roślin uprawiana jest w gospodarstwach specjalistycznych. Rolnicy opanowali technikę uprawy nowych roślin, takich jak np. kiwi. Nie można też zapomnieć o dużej produkcji cytrusów w południowej części Azerbejdżanu.

Jednak według danych Głównego Urzędu Statystycznego6 żywność wciąż jeszcze stanowi około 20% importu krajowego, co oznacza, że Azerbejdżan nie osiągnął pełnego zabezpieczenia w tej sferze.

Kolejne 20% importu stanowią maszyny, samochody, telefony komórkowe, półfabrykaty, wyroby metalowe itp. Ok 6-7% stanowią materiały budowlane – cement, drewno, szkło.

Wiadomo, że w krajach leżących w tej strefie klimatycznej, dużym  zastrzykiem finansowym dla budżetu może być turystyka. Azerbejdżan daje szerokie możliwości jej rozwoju.

Oprócz tego, wielu zapomina, że Azerbejdżan jest w końcu jednym z krajów byłego ZSRR i wciąż znajduje się tam spore zaplecze dla produkcji wojenno-przemysłowej. W związku z tym ma nadal spore szanse, na poprawę w sferze produkcji sprzętu, związanego z rozwiniętą technologią.

Agencja informacyjna Day.az opublikowała wywiad z prezesem firmy „Azel” Igorem Jakovenko. Firma, istniejąca już 15 lat, początkowo zajmowała się obsługą serwisową i sprzedażą komputerów, zakładała centra serwisowe takich firm jak Hewlett-Packard, Canon, Toshiba, Samsung i wielu innych. Potem zajęła się własną produkcją. Na początku września firma „Azel” wzięła udział w wystawie poświęconej realizacji pięcioletniego programu rozwoju gospodarczego regionów Azerbejdżanu. Zaprezentowała tam  takie osiągnięcia jak komputer Lazer, czy obecnie wprowadzany w kraju system bankowy Progress, z którego już korzysta ok. 25% azerbejdżańskich banków.

Firma chce zwiększyć produkcje komputerów Lazer, którymi zainteresowane są już takie firmy jak amerykańskie Intel i Microsoft oraz koreański Samsung. W opinii wielu użytkowników, komputery te w niczym nie ustępują znanym markom,  a są od nich ok. 15-20% tańsze.

Jeszcze jeden aspekt. Podczas pierwszego bumu naftowego, na początku XX w., główny nacisk położony był na przetwórstwo ropy naftowej i Azerbejdżan sprzedawał głównie produkty ropopochodne, których cena jest nieco wyższa od ceny surowej ropy naftowej. Obecnie planuje się do 2018 r. wybudować ogromną rafinerię o wartości 4 mld. USD, której roczna moc przerobowa wynosiłaby 15 mln. ton  ropy.

Syn praktycznie kontynuuje linię polityki ojca. Baku wygląda jak jeden wielki plac budowy. Zmienia się wygląd miasta, stawiane są nowe budynki na miejscu starych. W mieście zaczęło jednocześnie powstawać 13 w blokowała ruch samochodowy. W sierpniu, w porównaniu z lipcem wzrosła cena mieszkań o 0,8% .Obecnie ceny nie zmieniły się, co znaczy, że nie wpłynął na nie kryzys finansowy. Reakcja społeczeństwa na  bum budowlany nie jest jednoznaczna. Ludzie przeklinają samowolkę mafii budowlanej i niszczenie całej historii architektonicznej miasta. Patrząc na miasto odnosi się wrażenie, że ominęły je zupełnie lata 90-te. Wątpliwości budzi również jakość nowych budynków. Niedawno zawalił się niedokończony budynek wielopiętrowy, a pod jego gruzami zginęli robotnicy. I nie był to pierwszy taki wypadek. A fakt, że Abszeron7, okazał się być strefą aktywną sejsmicznie nie uspokaja.

Dodatkowo drażni fakt, że pod budowę nowych parkingów i wieżowców wycina się stare parki, gdyż wszyscy wiedzą, jak trudno jest wyhodować drzewo w półpustynnym klimacie miasta. Poza tym, zagraniczni inwestorzy wykupili prawie wszystkie odcinki plaży. Jedyną rzeczą, która cieszy, jest to, że póki co ceny mieszkań w Baku stoją nadal na niższym poziomie niż w innych europejskich stolicach i Moskwie.

Podsumowując: Azerbejdżan to typowy młody kraj z burzliwie rozwijającą się gospodarką, najszczęśliwsze państwo regionu razem ze wszystkimi plusami i minusami wynikającymi z takiej pozycji.

Lider „pomarańczowych” popierał w wyborach Ilhama Alijewa

Polityka Azerbejdżanu również zmieniła się w ciągu ostatnich kilku lat. Jeszcze na początku 2005 roku, szef kancelarii prezydenta Ramiz Mehtijev oświadczył, że nadzieje na przeprowadzenie „pomarańczowej rewolucji” w ich kraju są płonne i pojawiają się jedynie za sprawą opozycji, która za wszelką cenę stara się utrzymać na scenie politycznej. Mehtijev podkreślił, że naród azerski już przeszedł etap „pomarańczowej rewolucji”, kiedy w 1993r odtrącił władzę obecnych liderów radykalnej opozycji i wybrał na prezydenta Hejdara Alijewa. „Społeczeństwo nie jest tak naiwne, by powierzyć swój los tym, którzy już raz postawili kraj na skraju przepaści”.

W Baku przez kilka lat wychodziła gazeta „Bakijskij bulwar”.8 Gazeta była niejednokrotnie zamykana i wydawana pod innymi nazwami („Bakijski monitor”, „Bakijskie wykazy” i inne..). Stosunek do niej był niejednoznaczny. Przyciągała do siebie odważną krytyką polityczną, ale raziła częstą pogonią za niesprawdzonymi informacjami. Jej nakład był porównywalnie dużo większy niż innych popularnych azerbejdżańskich gazet. Szczególnym zainteresowaniem cieszyła się zagranicą. Faktycznym redaktorem tej gazety był Elmar Gusiejnow, zabity w zagadkowych okolicznościach. Prasa prawicowa posądzała władzę o wydanie na niego wyroku. Ugrupowania lewicowe oraz rosyjskojęzyczne media przypisywały to zabójstwo zachodnim służbom specjalnym, które chciały ten fakt wykorzystać kopiując schemat ukraiński (tam również była sprawa zabójstwa dziennikarza Georgija Gongadze) do realizacji „pomarańczowego projektu”. I tak postać Elmara Gusiejnowa stała się sztandarem prawicowej opozycji o pomarańczowychodcieniach.

Tu należy wspomnieć o postaci byłego towarzysza broni Hejdara Alijewa – Rasula Quliyeva, który wyemigrował do USA, a z którym wiązano nadzieje, na przeprowadzenie „pomarańczowej rewolucji”. Niestety jego powrót do kraju został zablokowany, a wraz z tym prysły nadzieje rewolucyjnej prawicy. By nie było wątpliwości kto przyczynił się do tego wydarzenia, azerskie media pokazywały w telewizji spotkanie przedstawicieli władz azerbejdżańskich z przedstawicielami rosyjskich służb bezpieczeństwa.

Co jeszcze jest charakterystyczne dla Azerbejdżanu? W innych krajach postkomunistycznych ortodoksyjni demokraci – w pierwszej chwili o romantycznym podejściu, ustąpili miejsca politykom bardziej pragmatycznym. W Azerbejdżanie dziwi sytuacja, że prawicowa – czy jak oni się nazywają: demokratyczna – opozycja nie może pogodzić się z upływem czasu, upadkiem ZSRR,  i wciąż mentalnie zdaje się tkwić w latach 90-tych, nie dostrzegając zmian, jakie zaszły w ich kraju. Właśnie te partie ogłosiły bojkot niedawnych wyborów prezydenckich, tak naprawdę robiąc dobrą minę do złej gry, gdyż ich programy w najmniejszym stopniu nie mogłyby się sprawdzić w realnym kierowaniu państwem. Ich podstarzali liderzy od prawie 20 lat powtarzają te same rzeczy w różnych wariantach. To politycy pokroju przewodniczącego Partii Narodowej Niepodległości9 Etibara Mammedowa, który wsławił się haniebnymi wybrykami takimi jak zajęcie byłego Kirowskiego Komitetu Rejonowego razem z parkiem leśnym, placem o powierzchni 20 hektarów, w którym przebywa już od 10 lat, a Ilham Alijew do tej pory go nie wykurzył. Są to liderzy różnych partii politycznych, urządzający manifestacje i protesty, ale nie potrafiący stworzyć jednolitego frontu, ponieważ w Azerbejdżanie działa kilkadziesiąt różnych ugrupowań politycznych. Ale życie już dawno odsunęło ich na margines wielkiej polityki.

Szanse na pomarańczowy projekt, zdają się być kompletnie pogrzebane, gdyż zdarzyła się sprawa, która mogła mieć miejsce chyba tylko w Azerbejdżanie. Podczas kampanii wyborczej, Partia Otwarte Społeczeństwo(POO)10 na której czele stał wspominany już Rasul Quliyev, przeprowadzała kampanię agitacyjną na rzecz… Ilhama Alijewa (to tak jakby Juszczenko poprosił swoich wyborców, żeby oni głosowali na Janukowycza czy choćby Symonenkę). Powiadomiła o tym agencja Day.az.

Za co Dick Cheney obraził się na Ilhama Alijewa?

Interesujące, że pomimo istotnych różnic geopolitycznych oraz zasięgu, działania Rosji i Azerbejdżanu są dość podobne. Eksport surowców energetycznych, który początkowo jest głównym źródłem dochodu państwa, później dostarcza pieniędzy na rozwój technologii innowacyjnych (w Rosji w większym stopniu), które mogą uniezależnić ich politykę zagraniczną. „Azerbejdżan nie potrzebuje pomocy ekonomicznej”, – powiedział prezydent kraju Ilham Alijew na odbywającej się w Baku III Spotkaniu Kierowników Służb Dyplomatycznych Azerbejdżanu za granicą. „Niezawisłość gospodarcza pozwala prowadzić samodzielną politykę, co byłoby niemożliwe, gdybyśmy byli uzależnieni od innych państw. Dla przykładu Azerbejdżan kontynuuje politykę współpracy i integracji z Unią Europejską, jednak nie oczekuje niczego w zamian. Chociaż nowi członkowie UE otrzymują ogromne dotacje liczone w miliardach dolarów, to Azerbejdżan nie potrzebuje takiej pomocy. To daje możliwość prowadzenia niezależnej linii polityki we wszystkich jej aspektach: wewnętrznym, zewnętrznym, czy w sferze handlu paliwami. Być może Azerbejdżan jest jedynym krajem o tak niezależnej polityce. Według wskaźnika wzrostu gospodarczego, Azerbejdżan już 4 rok jest oceniany jako kraj o najbardziej dynamicznym rozwoju.  Nie ma drugiego takiego kraju, w którym w ciągu 3 lat zanotowałby wzrost gospodarczy o 96%. Azerbejdżan prowadzi również najbardziej przejrzystą politykę gospodarowania zasobami ropy, co zostało potwierdzone przez ONZ”.

Znamiennym było spotkanie w Baku pomiędzy prezydentem Alijewem, a amerykańskim sekretarzem stanu Dick’iem Cheney. Jak wiadomo, zanim udał się do Gruzji i na Ukrainę, najpierw odwiedził Azerbejdżan, gdzie nie zgotowano mu ciepłego przyjęcia. Nie uzyskawszy od Alijewa zapewnień odnośnie jego stanowiska w konflikcie gruzińsko-rosyjskim, oraz ewentualnej pomocy w wojnie z Iranem, Dick Cheney był tak zdenerwowany, że nawet nie został na obiad.

Istnieją jednak także inne opinie na temat tego spotkania „Wiceprezydent Dick Cheney jest najwyżej postawionym politykiem USA, który do tej pory odwiedził Azerbejdżan. Jego wizyta świadczy o rozpoczęciu nowego etapu we wzajemnej współpracy naszych państw. Chociaż nasze kraje są tak od siebie oddalone, to jednak nasze narody są sobie bliskie i będą się zbliżać ku sobie coraz bardziej” pisze Ann Dersi,11 która uważa plotki o złym przyjęciu Cheney’a za dziennikarską manipulację.

«Najpierw uznajcie nasze prawo do Karabachu, a potem pomyślimy» – Serż Sarkisjan

W odróżnieniu od prezydenta Gruzji, Alijew postanowił nie zrywać kontaktów z Rosją, z którą Azerbejdżan jest bardzo silnie związany. Rząd bardzo sprawnie manewruje pomiędzy różnymi obozami geopolitycznymi – Zachodem, Rosją, krajami muzułmańskimi – żeby wyciągnąć dla siebie korzyści. A 3 miliony Azerów mieszkających w Rosji tworzą niezwykłą siłę. Szacuje się, że sumy inwestowane w Azerbejdżanie przez emigrantów mieszkających w Rosji, kilkakrotnie przewyższają razem wzięte, wszystkie inwestycje zachodnie.  Dlatego wprowadzenie reżimu wizowego przez Rosję byłoby katastrofą.

W rzeczy samej, inwestycje budowlane w Baku są finansowane w większości przy użyciu kapitału rosyjskiego, czy uściślając – zarobionego w Rosji.

Prezydent Ilham Alijew jest niezwykle częstym gościem w Moskwie. Tak samo przedstawiciele rządu rosyjskiego odwiedzają Azerbejdżan dużo częściej niż inne kraje poradzieckie. Dmitrij Miedwiediew nie bez powodu jako cel jednej ze swoich pierwszych podróży prezydenckich wybrał Azerbejdżan. Był tam na początku lipca. Ostatnia, październikowa wizyta Alijewa w Moskwie, to już trzecie spotkanie tych prezydentów w tym roku. Politycy obu krajów mówią, że współpraca pomiędzy Rosją a Azerbejdżanem ma charakter strategiczny (pomimo tego, że Azerbejdżan często podkreśla również strategiczne partnerstwo z USA i UE oraz europejski wymiar swojej polityki). Jest to naturalne, gdyż Azerbejdżan jest jednym z największych producentów surowców energetycznych na świecie. A Moskwa jest ich najbardziej wpływowym «dostawcą».

Wiadomo, że pomimo twierdzeń strony gruzińskiej, naftociąg Baku-Cejhan nie został uszkodzony podczas działań wojennych. Baku utwierdziło Rosję w tym przekonaniu, oświadczywszy, że wstrzymanie pracy naftociągu nie było związane z wojną.

To oczywiście problemy natury ekonomicznej. Jeśli idzie o aspekt geopolityczny, wizyta Alijewa w Moskwie odbyła się na tle pojednania dawnych wrogów – Turcji i Armenii, oraz wysuniętego przez Turcję projektu stworzenia tzw. „Kaukaskiej piątki”.

Oprócz tego, w kontekście rosyjskich działań w Gruzji, zmieniło się nastawienie Moskwy w stosunku do Armenii, na czym skorzystał Azerbejdżan. Dlaczego?

Otóż prezydent Armenii, Serż Sarkisjan, niejednokrotnie wzywany był przez Rosję do uznania niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. Niestety, wysiłki okazały się daremne. W najbardziej decydującym momencie, Serż Sarkisjan z typowo ormiańską butą powiedział: „Najpierw uznajcie nasze prawo do Karabachu, a potem pomyślimy”. Naturalnym następstwem tego, był fakt, że rosyjski minister spraw zagranicznych, potwierdził jako prawowite roszczenia Azerbejdżanu do panowania nad Górskim Karabachem.

O drugiej podstawie niezawisłości Azerbejdżanu

W osiągnięciu rzeczywistej niezależności i przeprowadzeniu reform rynkowych, Azerbejdżan posunął się o wiele dalej niż prozachodnia Gruzja, czy prorosyjska Armenia. Teraz już prawie nikt nie pamięta, że pierwszym z krajów Południowego Kaukazu, który wyzwolił się spod kontroli wojsk rosyjskich, był właśnie Azerbejdżan.

Gruzję wojska rosyjskie opuściły dopiero w zeszłym roku (przy czym, co prawda nie na długo, ale potem jeszcze powróciły).

W Armenii stoją rosyjskie bazy wojskowe, z których startowały samoloty bombardujące gruzińskie obiekty wojskowe.

Z Azerbejdżanu wojska rosyjskie bez żadnych ekscesów, po cichu, zostały wyprowadzone jeszcze w 1993r. Wypływała z tego jeszcze jedna nader ważna kwestia dla stworzenia niezawisłej polityki. Wzrost dochodów Azerbejdżanu związanych z wydobyciem ropy, przyczynił się do gwałtownego zwiększenia potęgi wojskowej kraju. W przeciągu 4 lat budżet armii wzrósł ponad dziewięciokrotnie. Do tego zgodnie z oświadczeniem prezydenta Alijewa, budżet przeznaczony na potrzeby wojska w tym roku wzrośnie do sumy 2 mld USD, co stanowi niewiele mniejszą sumę niż budżet całego państwa Armenii – 2,5 mld USD.

Poza tym dwukrotnie przewyższa to budżet „niezwykle zmilitaryzowanej Gruzji”, jak jest ona określana przez rosyjskie media.

Od końca 2005 r w Azerbejdżanie duże nakłady przeznaczane są także na działanie Ministerstwa Przemysłu Obronnego, które przewiduje zwiększenie produkcji broni. Trzeba dodać, że modernizacja azerbejdżańskiego wojska ma dorównać standardom natowskim, a zgodnie z ustaleniami planu wzajemnej współpracy, azerscy wojskowi w mieście San Antonio zaczęli przechodzić szkolenie prowadzone przez Amerykanów.

Azerbejdżańscy wojskowi wezmą również udział w imprezach, odbywających w ramach dwustronnej współpracy Azerbejdżanu z Turcją, Rumunią, Wielką Brytanią, Pakistanem, Ukrainą i Bułgarią.

Wszystko to wskazuje na to, że Azerbejdżan stara się uzyskać pozycję lidera w swoim regionie, ale nie tylko w odniesieniu do Południowego Kaukazu, ale również zwiększając pole swoich interesów geopolitycznych.

Czy może to wywołać niepokój? Tym bardziej, że w azerbejdżańskiej polityce coraz częściej można usłyszeć pogłoski o rewanżu i odbieraniu tego co się straciło.

Czy może to doprowadzić do wojny z Armenią? Chyba nie. Bo czynników hamujących jest więcej niż tych, które mogą podjudzać nastroje wojenne. Wojna miałaby zły wpływ na obecny rozkwit gospodarczy. Tym bardziej wojna w tak ważnym geopolitycznym regionie, w którym zderzają się interesy Zachodu, Rosji, Iranu, Turcji i krajów Bliskiego Wschodu. Trzeba zatem milczeć, a Rosja stara się utrzymać Azerbejdżan w zapewnieniach niestosowania rozwiązań siłowych. Elementem właśnie takich gwarancji, swego rodzaju «paktu o nieagresji», jest podpisanie 3 listopada w Moskwie przez głowy Azerbejdżanu, Armenii i Rosji, deklaracji o pokojowym rozwiązaniu armeńsko-azerbejdżańskiego sporu w kwestii Górskiego Karabachu. Widocznie Rosja, uwzględniając swoje «marketingowe» niepowodzenie związane w wojną w Gruzji, postanowiła za wszelką cenę utrzymać swoje wpływy w Południowym Kaukazie.

A. Sztelmach – azerbejdżański dziennikarz i politolog. Z oczywistych względów zmuszony był użyć pseudonimu.

Tłumaczenie z języka rosyjskiego Darek Figura

Kultura Enter
2008/12 nr 05