Strona główna/PRZYJAZNE MIASTO. Kultura dla rewitalizacji

PRZYJAZNE MIASTO. Kultura dla rewitalizacji

Jeśli kulturę traktować jako sumę wartości materialnych i niematerialnych decydujących o zdolności twórczego współżycia znaczącej liczby ludzi skupionych na stosunkowo niedużym obszarze, z poszanowaniem walorów natury tego obszaru, to obejmuje ona pełne spektrum zjawisk społeczno-przestrzennych zachodzących we wszelkich trwale zaludnionych miejscach. Ta zdolność decyduje o tym, że umiemy nie tylko w miarę zgodnie i bezpiecznie żyć w miastach, miasteczkach i wsiach, ale wręcz czerpać z tego wielorakie korzyści. Bez tej zdolności groziłaby nam darwinowska „walka o byt” i „bagno behawioralne”.

Prolog

Miasta (niezależnie od ich wielkości) i wsie są zbyt często niedostatecznie zdefiniowane, zbyt często przyjmowane za pojęcie pierwotne, niemal jako twór naturalny, nie zaś jako tworzone i bezustannie przekształcane środowisko życia ludzi. Zbyt często też wartościujemy je (im większe miasto − tym lepiej) bez zrozumienia dla ich specyfiki i roli w życiu społeczeństw. Nie zastanawiamy się nad tym, że są i wytworem kultury, i jednocześnie miejscem, w którym kultura się rodzi. Kultura wsi opiera się przede wszystkim na zdolności korzystania z zasobów i właściwości natury i transferowania tych korzyści. Kultura miasta powstaje przede wszystkim w relacji między ludźmi oraz ludźmi i dobrami (także tymi ze wsi), zależy od różnorodności tych relacji oraz zdolności wpisania ich w przestrzeń. Żadna z relacji nie jest „gorsza” − są tylko inne. Trzeba wreszcie zauważyć, że miasta i wsie są w coraz większym stopniu efektem dobrowolnego (mimo że nie zawsze uświadomionego) wyboru swoich mieszkańców o trwaniu we wspólnej społeczności. Wolność tego wyboru jest znacznie większa niż w przypadku przynależności do rodziny i narodu i wzrasta wraz ze zmianami cywilizacji. Tak więc jakość kultury konkretnego miasta i jego dzielnicy, czy też określonej wsi, staje się coraz istotniejszym czynnikiem, decydującym o indywidualnych wyborach o przynależności do tej lub innej społeczności lokalnej. Stąd wniosek, że kierunki migracji, czyli głosowanie nogami, stają się w naszych warunkach kluczowym miernikiem nie tylko jakości życia, ale szerzej − jakości kultury.

Na kulturę miasta lub wsi składa się wiele czynników, w tym: relacje międzyludzkie i przestrzeń dla nich kształtowana, charakter i kod znaczeń przestrzeni organizujący te relacje w różnej skali i w różnym zakresie celów, poziom bezpieczeństwa publicznego i zaufania, dostępność i otwartość kontaktów, rytmy dobowe, cykle pór roku, proces wymiany pokoleń i zdolność do kumulowania ich materialnego i niematerialnego dorobku. Termin ‘kultura’ najczęściej odnosi się do stosunkowo niewielkiego fragmentu tego zakresu, ale stanowi spoiwo życia miejskiego równie istotne jak relacje ekonomiczne. Ważne, by zarówno animatorzy kultury, ekonomiści i inni organizatorzy życia tych wspólnot jak i wszelkiego rodzaju inżynierowie (skupieni na ogół na przestrzeni i jej wyposażaniu) − byli tego świadomi.

Obszary zdegradowane lub degradujące się to miejsca, w których te relacje i zależności zostały naruszone, gdzie zanika dbałość o dotychczasowe dobra materialne i duchowe, w tym zdolność należytego utrzymania jakości przestrzeni, obszary, z których z każdym „emigrantem” wycieka żywotność i narasta bezradność, a warunki życia stają się coraz bardziej uciążliwe. „Dobrze wychowane panienki” z innych części miasta instruowane są, by unikać tych okolic, a za ich przykładem idą przedsiębiorcy. Lokalna społeczność staje się wspólnotą ludzi izolowanych, mniej lub bardziej przegranych z przyczyn coraz bardziej od nich niezależnych. Wyjście z tego stanu jest niemożliwe bez wsparcia i koordynacji, bez oddziaływania na wszystkie niesprawne aspekty i zależności. Aby to przeprowadzić, nie wystarczą remonty, które likwidują zaledwie zewnętrzne objawy kryzysu. Potrzebna jest właściwa diagnoza problemów – oparta na wiedzy obiektywnej, wzbogaconej lokalną ekspertyzą – oraz wiele posunięć leczących chore relacje w sposób dostosowany do potrzeb, działania szyte na miarę i realizowane wspólnie przez inicjatorów i lokalnych „aktorów”. Rewitalizacja jawi się więc jako proces kulturowy, polegający na przywracaniu zdolności twórczego współżycia w miejscach i społecznościach, w których jej zanikanie jest objawem długotrwałym, dotyczącym równolegle przestrzeni i jakości życia.

W wymiarze doświadczeń prywatnych, mieszkańcy terenów zdegradowanych lub degradujących się są ludźmi doświadczonymi porażką, ba, często całym zestawem klęsk życiowych, których przyczyny leżą w dużej mierze poza ich sferą wpływów. Nic dziwnego, że czują się skrzywdzeni, cierpią na deficyt nadziei, a w obliczu zapowiedzi jakichkolwiek zmian (nawet na lepsze) odczuwają przede wszystkim lęk przed kolejnym niepowodzeniem. Stan beznadziei tłumaczy także wiele patologii społecznych obserwowanych w tych miejscach – zwłaszcza związanych z alkoholizmem i innymi uzależnieniami. Pojawia się pytanie: na ile wandalizm w tych społecznościach bywa objawem źle używanej kreatywności, dążeniem do pozostawienia „śladu na ziemi”, ale pozbawionym szans na to, by ten ślad był użyteczny? W każdy miejscu odpowiedź na nie może być inna − w zależności od kontekstu. Ale na podstawie przyczyn takich zjawiska można szukać rozwiązań na rzecz poprawy – choćby w zakresie bezpieczeństwa publicznego, bez którego trudno myśleć o wprowadzeniu nowych użytkowników w taką przestrzeń.

Kiedy możemy mówić o osiągnięciu celów społecznych w rewitalizacji?

Określenie stanu docelowego rewitalizacji jest warunkiem należytego uzasadnienia podjęcia rewitalizacji – zarówno na użytek społeczności obejmowanej tym procesem, jak i wobec podmiotów mających na uwadze interesy całego miasta lub innych jego dzielnic. Bez przesady można stwierdzić, że efekty społeczne oddają całą istotę zamierzeń rewitalizacyjnych. Da się je scharakteryzować następująco:

  • Cel wewnętrzny: kiedy większość lokalnej społeczności staje na nogi: podejmuje zatrudnienie i aktywność gospodarczą, rozwiązuje problemy rodzinne i społeczne w trybie samopomocy, poprawia swoje warunki życia, uczestniczy w wydarzeniach i je organizuje, a więc osiąga poziom zaradności i integracji pozytywnej (z patriotyzmem lokalnym niewymagającym wroga), a więc także zdolność do akceptacji nowych członków społeczności;
  • Cel wewnątrz-miejski(-gminny): kiedy z obszaru rewitalizacji zostaje zdjęte odium strefy niebezpiecznej, a walory (użytkowe, przestrzenne i kulturowe) są dostrzegane przez mieszkańców całego miasta (gminy) jako wartościowe (w tym momencie zaczyna się otwarcie na nowych mieszkańców i włączenie w normalnie funkcjonujący układ relacji);
  • Cel „zglobalizowany”: kiedy pojawia się tzw. wartość dodana, wyrastająca z walorów lokalnych obszaru rewitalizowanego, a społeczność i obszar rewitalizacji stają się jedną z unikalnych cech miasta i jego produktem markowym (tak stało się choćby w przypadku Nikiszowca i Starego Miasta w Lublinie)

Miałam niewątpliwą satysfakcję obserwowania realizacji celu wewnętrznego w Lublinie, na Starych Bronowicach i Kośminku, zamieszkanych łącznie przez 7,5 tysiąca osób. Te dwie dzielnice, przyrównywane do slumsów i przeznaczane od lat 70. do wyburzenia pod nowe osiedla, potrzebowały zaledwie 6 lat, by dynamika poprawy objęła 75% działek (w większości prywatnych) i by ze stanu ostrego kryzysu wejść do „dolnej strefy stanów średnich” – z wyjątkiem paru uliczek z wyższą zabudową czynszową. Nawet zaniechanie wsparcia tego procesu przez samorząd, po wyborach w 1998 roku, nie wyhamowało procesu poprawy. Partycypacja mieszkańców w określaniu wizji zmian i dostosowanie celów do ich potrzeb uruchomiły ich aktywność i w pierwszych 6 latach sprawiły, że koszty wsparcia publicznego nie przekroczyły 18 % ostrożnie szacowanych kosztów wszystkich inwestycji. Po kolejnych 4 latach mógł tam powstać zespół nowych budynków mieszkalnych TBS, a nowi mieszkańcy wprowadzili się bez oporów i konfliktów. Teraz planowane są dalsze, komercyjne już inwestycje, co oznacza, że przybliża się osiągnięcie celu wewnątrz-miejskiego. Jeśli w tych inwestycjach zostaną uwzględnione walory historycznej kompozycji obu dzielnic, jest szansa, aby stały się jednymi z najciekawszych i atrakcyjnych obszarów powiązanych bliskimi relacjami z centrum miasta.

Z kolei Stare Miasto w Lublinie ożyło pod wpływem poprawy bezpieczeństwa i infrastruktury, odzyskując powiązania piesze z resztą centrum miasta. Tym inwestycjom z lat 1995−2003, towarzyszyło budowanie aktywności kulturalnej. Już w 1997 to połączenie uruchomiło rozwój przedsiębiorczości usługowej, głównie gastronomicznej, bardzo często powiązanej z ofertą kulturalną. To wystarczyło, by przyciągnąć najpierw studentów (odpornych na złą sławę tego miejsca), a w ślad za nimi innych klientów. Inwestorzy prywatni zainteresowali się renowacjami kamienic staromiejskich dopiero w 2003 roku, po zakończeniu modernizacji infrastruktury i utrwaleniu aktywności komercyjnej. Pełne „odczarowanie” złych skojarzeń Stare Miasto zawdzięcza serii wydarzeń kulturalnych, które w latach 2007−2010 odbyły się w ramach starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. W ten sposób w ciągu niespełna 15 lat udało się osiągnąć drugi i trzeci cel, w znikomym stopniu odnosząc się do zakresu objętego celem wewnętrznym. Coraz wyraźniej widać jednak potrzebę podjęcia takich działań, aby uzupełnić atrakcyjność turystyczną − normalną, codzienną aktywnością mieszkańców, choćby dla zapewnienia pełniejszego poczucia bezpieczeństwa. Bez niej Stare Miasto stanie się jedynie atrakcyjnym skansenem w sercu miasta. Szkoda by było.

Te dwa przykłady pokazują, jak różne mogą być ścieżki rewitalizacji – prowadzone między tym, co potrzebne, a tym, co możliwe. W gruncie rzeczy rewitalizacja wymaga czasu, ale ważne w niej są nie tyle efekty końcowe, zwieńczone uroczystym przecięciem wstęgi, ile raczej etapy stopniowych przemian. To one budują fundamenty pod dalsze zmiany, włączając stopniowo obszary kryzysowe w normalny proces życia całego miasta. Rewitalizacja to proces, który powinien raczej stopniowo wygasać, niż być okazją do szumnego zakończenia. Poprawa jakości przestrzeni jest niezbędna, ale w wysokim stopniu niewystarczająca. Wynika wprost z oczywistego sprzężenia zwrotnego pomiędzy jakością życia a jakością przestrzeni, w której to życie się toczy.

Jak formułować cele społeczne rewitalizacji?

Jako społeczny proces dynamicznych zmian − rewitalizacja wymaga raczej scenariusza kolejno wyłaniających się celów społecznych niż statycznego ich określenia. Stąd potrzeba ich wytyczenia krok po kroku (step-by-step) i systematycznego weryfikowania adekwatności tych celów w relacji do zmieniających się potrzeb. Etapy te można usystematyzować, ale tylko po to, by łatwiej je sprecyzować dla konkretnej społeczności i w odpowiednim czasie:

  • Na etapie przygotowania programu kluczowym celem jest redukowanie lęków przed zmianami i budowanie nadziei (etap przedwstępny, ważny do czasu wykazania realności zmian). Ten etap bywa trudny dla animatorów, gdyż wymaga cierpliwego wysłuchania wszystkich problemów, żalów i pretensji, wyrażających te lęki i obawy. Ale daje też wiedzę o specyfice sytuacji i pomaga zazwyczaj wyłonić lokalnych reprezentantów.
  • Dopiero po osłabieniu poziomu lęków możliwe jest włączenie lokalnej społeczności w programowanie rewitalizacji i rozpoczęcie myślenia o poprawie, obejmującej nie tylko indywidualne aspiracje, ale także dobra wspólne – nie zawsze oczywiste dla zewnętrznych ekspertów i nie do końca uświadamiane przez mieszkańców. Korzystne dla jakości tego etapu bywa uczestnictwo lokalnych reprezentantów, którzy zbierając opinie sąsiadów i przekazując je do zespołu programującego, zdobywają przy okazji status lokalnych liderów zmian. Poczucie współautorstwa programu rewitalizacji redukuje wiele barier psychologicznych, przede wszystkim nieufność wobec nadchodzących zmian. Nie trzeba chyba dodawać, że istotą tego etapu jest wspólne ustalenie optymalnego zakresu i kolejności zmian, z poszanowaniem możliwości i ograniczeń zainteresowanych stron.
  • W miarę wspólnego definiowania programu rosną umiejętności korzystania z możliwości zmian, które mogą wymagać dodatkowej edukacji lub indywidualnego doradztwa, umożliwiających sprawne partnerstwo lub samodzielne (synergiczne) wykorzystanie zmian do uruchomienia indywidualnej aktywności (dotyczy to np. inicjowania przedsiębiorczości lub remontów na własne potrzeby). To bardzo ważny element inicjujący wdrażanie programu, dzięki któremu można przełamywać dominujące zazwyczaj poczucie bezradności.
  • Udział w realizacji ustalonych elementów programu (na potrzeby własne i wspólne, ale także w ramach pomocy wzajemnej) – daje lokalnej społeczności świadomość sprawczości zmian, wzmacnia poczucie (współ)autorstwa zmian, co w środowiskach tak doświadczonych ma niezwykłe działanie oczyszczające z negatywnych emocji. Jest wręcz rodzajem terapii społecznej, a nierzadko także indywidualnej.
  • Dlatego ważne jest również organizowanie świętowania efektów cząstkowych. Potrzebują go wszyscy uczestnicy rewitalizacji (lokalni aktorzy, firmy komunalne, inwestorzy zewnętrzni), nie wyłączając polityków, którzy firmują całość tego długotrwałego procesu (z braku szans na „przecięcie wstęgi” na koniec rewitalizacji). Zauważenie zakończenia remontu czy otwarcia świetlicy musi się przebić przez doniesienia o kolejnej awanturze, bo w takim środowisku jest wydarzeniem znacznie bardziej wyjątkowym i znaczącym. Jego autorzy powinni być należycie docenieni, bo to pozwoli znaleźć naśladowców.
  • Fascynujące w rewitalizacji jest to, że każda zmiana dokonana w tzw. realu i każdy zakończony etap otwierają kolejne możliwości, prowadzą do zainteresowania nowych aktorów. Tego procesu nie da się szczegółowo zaplanować, co stwarza konieczność aktualizacji programu. W miarę realizacji podstawowych potrzeb indywidualnych, coraz wyraźniej pojawiają się potrzeby wyznaczania kolejnych celów wspólnych i integracji wokół ich realizacji. Animowanie takich zmian w odpowiednich momentach pozwala radykalnie przybliżyć punkt osiągnięcia drugiego i trzeciego ze spodziewanych efektów rewitalizacji (efektu wewnątrz-miejskiego i globalnego)

Niezależnie od powyższych celów społecznych, kroczących w miarę zaawansowania procesu, istnieje też kilka stałych celów natury społecznej, które wynikają z elementarnej odpowiedzialności i empatii (wchodzących wszak w zakres kultury). Należą do nich:

  • budowanie i utrzymywanie społecznej wiarygodności procesu zmian oraz budowanie zaufania do koordynatorów, obejmujące przede wszystkim dostosowanie celów do rzeczywistych potrzeb, ale także przejrzystość działań i intencji koordynatorów, jak też ich dostępność i łatwość kontaktu;
  • zdolność reagowania na potrzeby słabszych członków społeczności i włączanie ich w proces zmian (samopomoc, pomoc chorym i starszym ludziom, wsparcie dla rodzin patologicznych i reagowanie na objawy nawrotu kryzysów);
  • rozpoznawanie i uruchamianie lokalnych potencjałów kreatywności, zwłaszcza wśród młodego pokolenia (warunki rozwoju lokalnych talentów, budowanie lokalnej elity liderów);
  • budowanie i utrzymywanie relacji wzajemnego szacunku i zaufania między aktualnymi i potencjalnymi uczestnikami rewitalizacji – w czym bardzo pomocne bywa stosowanie coraz bardziej zapomnianej, a w obszarach kryzysowych nadzwyczaj deficytowej KURTUAZJI. W naszych czasach nie jest ona spontaniczna, a warto ją stosować, przynajmniej jako najtańszą formę kompensacji doświadczania upokarzających warunków życia.

Rewitalizacja otwiera też możliwości dla niezależnych projektów społecznych i kulturalnych, które mogą uzupełnić i urozmaicić dość żmudny proces regeneracji oraz zaoferować inne niż dotychczasowe sposoby spędzania czasu. Dobrym przykładem jest „Most Kultury”: projekt realizowany przez lubelskie Centrum Kultury pod kierunkiem animatora Szymona Pietrasiewicza. Polega on na organizowaniu w miesiącach wakacyjnych niemal całodobowej oferty aktywności i wydarzeń plenerowych na odrestaurowanym zabytkowym moście, leżącym na styku czterech tzw. trudnych dzielnic (w tym wspomnianych już Starych Bronowic). W zależności od pory dnia zmieniają się grupy wiekowe uczestników i charakter tych wydarzeń, ale osią pomysłu jest upowszechnianie uczestnictwa w kulturze oraz jej dostępność, połączone z odkrywaniem walorów sąsiednich przestrzeni. Coroczne edycje tego projektu (od 2013 roku) przyciągnęły z każdym rokiem coraz więcej uczestników, stając się bardzo pożądanym letnim świętem nie tylko dla społeczności lokalnych, ale i całego miasta.

Ile to trwa?

Przyjmuje się zazwyczaj, że wychodzenie społeczności i obszaru zdegradowanego z ciężkiego kryzysu trwa około 20 lat. Obejmuje to okres nie tylko poprawy warunków życia, ale też i wzrastania młodego pokolenia, zakorzenionego lokalnie, ale już wolnego od kryzysowego stygmatu. Dopiero w tak długim czasie daje się wykazać zerwanie tendencji do dziedziczenia bezradności życiowej. Powierzchowna poprawa w przestrzeni i funkcjonowaniu obszaru bywa zauważalna dużo wcześniej, ale bez zakorzenienia jej efektów w nawykach społecznych i utrwaleniu potrzeby dalszej poprawy, możliwy jest nawrót kryzysu. Dlatego tak ważne jest uspołecznienie procesu zmian i prawdziwa, nie tylko udawana, partycypacja mieszkańców. W gruncie rzeczy chodzi o upodmiotowienie lokalnej społeczności w konstruktywnych i kreatywnych relacjach z przestrzenią swojego życia, a to trwa zawsze dłużej niż jakikolwiek proces inwestycyjny.

Zachętą do podejmowania tak długotrwałego wyzwania w naszych „pospiesznych czasach” jest fakt, że efekty cząstkowe pojawiają się znacznie szybciej. Na Starych Bronowicach wystarczyło 7 lat (1992−1998), aby udało się usamodzielnić proces poprawy, tak by toczył się dalej niemal bez wsparcia władz miasta. Na lubelskim Starym Mieście ożywienie zaczęło się już po 2 latach (od 1997 roku), a przekroczenie punktu krytycznego poprawy dokonało się w ciągu 15 lat (2010). Nikiszowiec i Księży Młyn są postrzegane jako atrakcje w swoich miastach po zaledwie pięciu latach rewitalizacji. Jednak, mimo niewątpliwych sukcesów, trudno uznać którykolwiek z tych projektów za skończony.

To pozwala mieć nadzieję, że Narodowy Plan Rewitalizacji, tworzony na okres sięgający jedynie do 2022 roku, ma szansę przynieść widoczne efekty cząstkowe. Jednak warunkiem ich utrwalenia jest determinacja w kontynuowaniu rewitalizacji przez co najmniej kolejną dekadę. O ile przewidywalność polityczna i ekonomiczna rzadko sięgają dalej niż okres czteroletnich kadencji, to zmiany środowiska i stylu życia mierzy się w rytmie cyklów pokoleniowych. To zasadniczo inny punkt widzenia.

W tym kontekście wypada mi przestrzec przed długotrwałymi skutkami błędów, które pozostają w pamięci mieszkańców, a nawet zdają się podlegać procesowi dziedziczenia. Jako ilustrację tego zjawiska znów przytoczę przykład lubelskiego Starego Miasta. W latach 70. ubiegłego wieku opracowano wyjątkowo dobry w tamtych warunkach plan rewaloryzacji. Autorzy planu dołożyli starań, aby był on dobrze osadzony w realiach społecznych, poddając go szerokim konsultacjom i badaniom społecznym. Niestety, plan ten nigdy nie doczekał się założonej skali finansowania, a jedną z jego tez – wówczas oczywistych – była tzw. przebudowa społeczna. W odbiorze mieszkańców oznaczało to, iż zostali uznani za nieodpowiednich użytkowników tego miejsca (co zresztą częściowo nie było pozbawione racji, wobec ówczesnej polityki społecznej i mieszkaniowej). Kiedy po upływie ćwierćwiecza, w 1995 roku opracowywaliśmy strategię rewitalizacji Starego Miasta, najmniej aktywną grupę osób zainteresowanych stanowili właśnie mieszkańcy. Wysyłali wprawdzie pojedynczych emisariuszy na spotkania konsultacyjne, ale odniosłam wrażenie, że ich rola ograniczała się do sprawdzania stanu zagrożenia zmianami. Ten brak zaufania zdaje się utrzymywać do dziś, pomimo dokonania wielu zmian na lepsze.

Jak zmierzyć efekty działań kulturalnych wspierających rewitalizację?

Mierzalność efektów działań kulturalnych jest zawsze problematyczna. Oczywiście wskaźniki ilościowe dają pewien obraz zasadności wydawania publicznych pieniędzy, ale istotą kultury jest przecież JAKOŚĆ życia. Efekty rewitalizacji – zwłaszcza społeczne – nie są od razu widoczne w statystykach. Tymi efektami są przecież historie pojedynczych ludzi lub rodzin, którym udało się wyjść ze stanu beznadziei, odkryć swoje zdolności i je wykorzystać. Myślę, że ważna jest tu liczba takich pojedynczych historii i jej widoczne objawy – drewniane rzeźby na podwórkach Nikiszowca, wystawy prac dziecięcych w ramach „Mostu Kultury”, dobrze zakomponowane, artystyczne i wspólnie tworzone graffiti.

Nie można zmierzyć ilości zażegnanych konfliktów rodzinnych czy problemów osobistych, a to byłby chyba dobry wskaźnik. Z czasem te efekty znajdą odbicie w statystykach bezpieczeństwa publicznego, w wykorzystaniu przestrzeni plenerowych lub w liczbie turystów, ale tu działają zbyt złożone uwarunkowania, by odnosić je tylko do działań kulturalnych.

Jedno jest pewne: życie w trudnych warunkach zmusza do kreatywności. Moment przyrostu nadziei pozwala tę kreatywność uruchomić nie tylko na potrzeby przetrwania. Działania kulturalne mogą ten przypływ inwencji wykorzystać dla dobra całej wspólnoty. Każda aktywność kulturalna wygenerowana z inicjatywy lokalnej świadczy o powrocie do zdrowia całej społeczności. Może więc raczej należałoby liczyć właśnie takie małe wydarzenia?

Epilog

Kultura leży w centrum procesu rewitalizacji, nawet jeśli nie występuje jako odrębna pozycja w kosztorysie lub harmonogramie prac. Ośmielam się twierdzić, że bez kultury rewitalizacji grozi nadmierna technologiczność, inwestycyjno-socjalna inżynieria, rozmijająca się z wieloma potrzebami społeczności zdegradowanego obszaru i całego miasta. Czasem wystarczy, że kultura przejawi się w empatii wobec osób w niej uczestniczących, innym razem pozwala ona przygotować się i dotrwać do możliwości osiągania bardziej wymiernych i trwałych efektów. Ważne jest jednak, by w działaniach kulturalnych nie ulec pokusie ucieczki od rzeczywistości – ale by kierować się intencjami uczestnictwa w szerszym, nie zawsze wzniosłym, procesie poprawy.

Przyzwyczailiśmy się traktować zaniedbane dzielnice jak miejsca wstydliwe. Tymczasem takie tereny znajdują się w każdym, nawet najbardziej dostatnim i kulturalnym mieście. Prawdziwym wstydem, o wymiarze cywilizacyjnym, jest jedynie zaniechanie dążenia do poprawy, tylko dlatego że nie przynosi to natychmiastowego efektu „Wow!”.

Ewa Kipta

Tekst wystąpienia panelowego podczas Konferencji „Kultura + Rewitalizacja”, zorganizowanej 4 grudnia 2014 w Warszawie przez Narodowe Centrum Kultury. Zachowane zostały podkreślenia autorki.

Ewa Kipta – architekt, urbanista, w latach 2011−2015 Prezes Stowarzyszenia Forum Rewitalizacji (obecnie wiceprezes), koordynator projektu rewitalizacji lubelskich dzielnic Stare Bronowice i Kośminek (1991−2000), współautorka koncepcji przestrzeni publicznych lubelskiego Starego Miasta i strategii jego rewitalizacji oraz projektu PHARE, realizującego te zamierzenia (1995−2003), członek Rady Kultury Przestrzeni oraz Forum Kultury Przestrzeni.

Noc Kultury 2015, Plac po Farze w Lublinie. Kultura przyciąga. Fot. Robert Pranagal

Noc Kultury 2015, Plac po Farze w Lublinie. Kultura przyciąga. Fot. Robert Pranagal

Księży Młyn w Łodzi uważany jest za przykład modelowej rewitalizacji terenów zaniedbanych. Fot. JDavid za: Wikipedia

Księży Młyn w Łodzi uważany jest za przykład modelowej rewitalizacji terenów zaniedbanych. Fot. JDavid [za: Wikipedia]

Plac Wyzwolenia, Nikiszowiec, Katowice. Fot. Christophorus ex Silesia za: Wikipedia

Plac Wyzwolenia, Nikiszowiec, Katowice. Fot. Christophorus ex Silesia [za: Wikipedia]

Noc Kultury 2015, Plac po Farze, Lublin. Fot. Marcin Butryn

Noc Kultury 2015, Plac po Farze, Lublin. Fot. Marcin Butryn

Noc Kultury 2015, ul. Żmigród w Lublinie. Fot. Ignacy Tokarczuk

Noc Kultury 2015, ul. Żmigród w Lublinie. Fot. Ignacy Tokarczuk

Noc Kultury 2015, Stary Browar w Lublinie. Fot. Ignacy Tokarczuk

Noc Kultury 2015, Stary Browar w Lublinie. Fot. Ignacy Tokarczuk

Noc Kultury 2015, Plac Litewski w Lublinie. Fot. Robert Pranagal

Noc Kultury 2015, Plac Litewski w Lublinie. Fot. Robert Pranagal

Festiwal Wschód Kultury - Inne Brzmienia 2015, Lublin. Fot. Ignacy Tokarczyk

Festiwal Wschód Kultury - Inne Brzmienia 2015, Lublin. Fot. Ignacy Tokarczyk

Jarmark Jagielloński 2015, potańcówka na Placu Dominikańskim w Lublinie. Fot. Mateusz Borny

Jarmark Jagielloński 2015, potańcówka na Placu Dominikańskim w Lublinie. Fot. Mateusz Borny