Strona główna/RECENZJA (POEZJA). Litewska liryka współczesna

RECENZJA (POEZJA). Litewska liryka współczesna

Kamil Pecela
Porcelanowe zeuski

(Gintaras Bleizgys, Jan Chrzciciel, tłum. Zuzanna Mrozikowa, Wydawnictwo Convivo, Warszawa 2019)

„we śnie wiedziałem że to druskienniki” – pisze Gintaras Bleizgys w jednym z wierszy z tomu Jan Chrzciciel (przetłumaczonym przez Zuzannę Mrozikową) i powinniśmy mu być wdzięczni za oniryzm sytuacji. Tylko „nadrealność” snu daje dostęp do znaczenia tych słów. Inaczej jak poczuć, jaki to stan? Przecież na pewno nie ogranicza się do wspomnienia procedur kosmetycznych i picia ohydnej wody zdrowotnej albo przeglądania albumów ze zdjęciami z kurortów i sanatoriów na kresach II RP. W takich momentach lektura polskich przekładów poezji Bleizgysa może prowadzić do pytania o litewskość (tej) poezji i jej funkcjonowanie w doświadczeniu czytelniczym.

Przyklejanie literaturze etykiet narodowych – np. literatura litewska – może mieć różne uzasadnienia. Pomijając kryteria „przezroczyste” – jak narodowość autora i język – pozostają jeszcze obecne w tekście, istotne lub nie, odniesienia do jakiejś rzeczywistości (geografii, historii, kultury itd.) albo sposób, w który konkretna kultura objawia się jako kategorie stanowiące ramy dla postrzegania i ekspresji.

U Bleizgysa „litewskich“ aluzji jest sporo, wystarczy wymienić nazwy własne: Ramunė, Sakniewo, Merecz, Miliauskaitė, Wiejsieje, Kuciuny, Dineika, Medeina, Aura, Aidas, Marčėnas, Parulskis, Stankevičius, Arnas, Kajokas, Geda, Vaidas, Almantas, Asta, Juozas, Aputis, Ūla, Mindaugas, Brigita, Rimvydas, Krizas, Donelaitis. Jedynie kontekst albo polska fleksja i składnia mogą podpowiedzieć, które oznaczają osoby, a które miejsca. Ich egzotykę można oswajać – co czyni tłumaczka – przypisami i omówieniem tam, gdzie wymaga tego rozumienie tekstu. Co jednak z przypadkami, gdy imię odnosi się równocześnie do litewskiej mitologii? Co z aluzjami do twórczości pisarzy i poetów, którzy na Litwie są ważni, ale w Polsce nieznani, a nawet niedostępni? Oczywiście nie zawsze jest to kluczowe, czasem tylko ubogacające. Ostatecznie równie hermetyczna może być obecna u Bleizgysa mitologia prywatna.

Na poziomie głębszym – kategorii, które organizują doświadczenie i ekspresję – poezje z tomu Jan Chrzciciel uruchamiają kody kulturowe, którą nie powinny być obce polskiemu czytelnikowi: historii i symboliki biblijnej, figury Jana Chrzciciela (może też Łazarza), Jezusa, buddy, odwołania do filozofii buddyjskiej, wschodniej kontemplacji, upadku w świat i próby wyzwolenia się z niego, czyśćca, oczekiwania, odrodzenia. W takie ramy autor wpisuje własne przeżycia, uczucia i refleksje, posługując się jednocześnie środkami i obrazami, które również nie będą hermetyczne dla naszej wyobraźni. Ruch (najczęściej w dół) słońca, osypywanie się ziemi, rozkwit i uwiąd kwiatów, wzrost i wypadanie włosów, gasnące światło, nurt rzeki, schodzenie, zrywanie, opadanie, czerwono-czarne niebo, blada twarz, zima, wydziobywanie, ciało jako naczynie, droga i sen, łódź i więzienie, tamten brzeg – wszystko to wywoła znajome skojarzenia. Nie jest to obcy grunt, autor nie umieszcza się w horyzoncie litewskiej mitologii, zakorzenionej w wyobraźni ludowej z jej kolistym czasem i opowieścią zakończoną sensem lub morałem, który ma wyjaśnić świat. Przeciwnie, Bleizgys już na początku oznajmia, że jego doświadczenie (a może nasze) symbolizuje postać „sierotki z baśni wypędzonej zimą”. Opuszczenie arkadii, a więc utrata, która kończy cykliczność mitu i skazuje na wieczne, zdawałoby się, zawieszenie i oczekiwanie – na śmierć, na czyściec, na odrodzenie – rozpoczyna historię i jest zjawiskiem „nowoczesnym”, antynomicznym wobec ahistorycznej mitologii (ludowej):

umarł / król niech żyje król chronos/ nie pożera swoich dzieci to my wydziobujemy / zwyciężamy czas – tacy maleńcy / zeuski z porcelany”.

W odczuciu tego stanu, zakodowanego w poezji Bleizgysa, niewiele pomoże znajomość dawnych, ale obecnych do dziś w kulturze litewskiej wierzeń, literatury pokrewnej realizmowi magicznemu, postmodernizmowi czy twórczości Juozasa Aputisa. Dobra poezja poszerza horyzonty poznawcze w tym sensie, że odsłaniając jakiekolwiek nowe sposoby użycia języka, powiększa pole operacji myślowych. To, czy dostarcza jakiejś wiedzy, jest nieistotne. Ostatecznie lektura słownika geograficznego albo podróż znacznie bardziej pogłębi znajomość litewskich miejscowości niż wiersze Bleizgysa, książki Vėliusa, Beresnevičiusa czy Gimbūtienė lepiej przybliżą mitologiczną i religijną organizację wyobraźni Litwinów.

A jednak pustynia, na której Gintaras Chrzciciel wyczekuje i jednocześnie zapowiada koniec czasu, śmierć i odrodzenie nie jest modernistyczną ziemią niczyją, nieistotną łachą piasku. W fatamorganie zwiduje mu się nie oaza czy studnia, ale Wiejsieje. Nie da się ukryć, że znajomość litewskiego kontekstu pogłębi reakcję polskiego czytelnika. Do tego potrzebna jest tłumaczka, jej przypisy i posłowie. Ta książka to zwiastun czasów, w których przekłady literatury litewskiej obejdą się bez przypisów, to zapowiedź polskiego czytelnika, który nie będzie ich potrzebował.

Tekst ten powstał w Centrum Pisarzy i Tłumaczy (Tarptautinis vertėjų ir rašytojų centras) w Nidzie podczas rezydencji dla tłumaczy literatury litewskiej organizowanej przez Związek Pisarzy Litwy (Lietuvos rašytojų sąjunga).

Kamil Pecela 

Kamil Pecela – poeta, literaturoznawca, nagradzany tłumacz z języka litewskiego (tłumaczył m.in. Herkusa Kunčiusa, Ričardasa Gavelisa, Dalię Grinkevičiūtė i Tomasa Venclovę); autor dysertacji doktorskiej o Rapolasie Mackonisie i literaturze litewskiej międzywojennego Wilna, za którą otrzymał Nagrodę im. Juliusza Bardacha; miłośnik i propagator kultury Litwy.

 

Trzy wiersze Gintarasa Bleizgysa z omawianego tomu dzięki uprzejmości Wydawnictwa Convivo:

***

w krzakach plątały się cienie
stałem z psem i
patrzyliśmy w niebo
pies szykował się do wycia
zerkając na mnie
zachęcająco
w końcu (myślę że
to wyczuwał) w końcu
nadszedł dzień wycia
noc wycia kiedy
jego pan wykrzyczy
to wszystko czego biedna
psina nie może

3.08.2009

***

o codzienności o codziennych
drzewach o ulicy potem wieczór
zachodzi spragniony nocy
ptak drobne owoce które wydziobujemy –
wszystko jest wewnątrz co minęło umarł
król niech żyje król chronos
nie pożera swoich dzieci to my wydziobujemy
zwyciężamy czas – tacy maleńcy
zeuski z porcelany

10.01.2010

***

głodny wychudzony
potok i mlecze
kwitnące wzdłuż brzegów – –
skrzypiące kładki
granie na liściu każdej wiosny:
wieczorem
wychodzą wszyscy i grają
dmuchają z głębi
w upojeniu
wspominają
wszystkie lata – –
nazwiska
mlecze
wygłodniali
i ptaki
które wracają z moimi twarzami
i ludzie
przez których nie mogę zasnąć
granie na łodyżkach mleczy
nawet z zamkniętymi oczami
nakryty po uszy
zwinięty w kłębek – –
w wiejsiejach
w kuciunach
gdzie wszyscy moi zmarli
siedzą w trawie
jak jakieś brzdące
chrabąszcze – –

 

Kultura Enter
2020/02, nr 93–94