Strona główna/Rimvydas Valatka: jesteśmy w patowej sytuacji

Rimvydas Valatka: jesteśmy w patowej sytuacji

Antoni Radczenko: Jak Pan ocenia akty wandalizmu w Puńsku. Czy to jest konsekwencja problemów politycznych między Polską a Litwą?

Rimvydas Valatka: Z pewnością obecnie po obydwu stronach nie rzadzą tak mądrzy i doświadczeni ludzie jak Tomas Venclova, Emanuelis Zingeris czy Jan Widacki. Kiedy przeczytałem komentarz w „Przeglądzie” pomyślałem: ile osób na Litwie mogło napisać taki komentarz, jaki napisał Jan Widacki? Doszedłem do wniosku, że można ich policzyć na palcach jednej ręki. Warunki z obu stron dyktują radykałowie, których nigdy nie brakowało, ale teraz są w strukturach rządowych. Litewski minister spraw zagranicznych – to kiepski dziennikarz, a Sikorski to dziennikarz niezły, ale wypowiedzi obu ministrów nie przyczyniają się do poprawy stosunków strategicznych partnerów. Ludzie obserwują to wszystko i myślą: Litwini nie pozwalają wywieszać tabliczki w języku polskim albo używać litery „w”; my pozwalamy im pisać „Punskas” czy „Seinai”, a oni nie pozwalają napisać na przykład „ulica Kolejowa”. Taka droga jest bardzo śliska, bo sądzę, że nasi „čekutisy[1]” też coś podobnego wymyślą. Druga strona im odpowie. I nie będzie widać końca tego wszystkiego…

I jak temu zaradzić?

Z pewnością na świecie nie wymyślono zbyt wielu przepisów jak taką lawinę zatrzymać. Ale wiadomo mniej więcej czego nie wolno robić. Nie powinno się wywierać nacisku na atmosferę na poziomie ministerstw, nie powinni naciskać na nią intelektualiści. Mówię o Litwie. Polska dawno zezwoliła na oryginalną pisownię nazwisk. Widzę też napis „Punskas” kiedy jadę do Suwałk. Litwa ma zrobić to samo. Ma „dekryminalizować” pisownię nazwisk i zamieszczanie dwujęzycznych nazw. A „dekryminalizacja” ma nastąpić poprzez zmianę odpowiednich przepisów. Tablice nieobowiązkowo muszą być tam gdzie Polacy stanowią większość, być może wystarczy 20 procent, aby mieszkańcy mogli zawiesić nazwy ulic czy swoich miasteczek po polsku. Od tego niepodległość Litwy nie zmniejszy się ani na centymetr, a sądzę nawet, że się powiększy.

Dlaczego więc w Sejmie jest taki sprzeciw wobec przyjęcia tych poprawek?

Bądźmy szczerzy – nie da się przeskoczyć pewnych etapów rozwoju narodu. Na Litwie w przestrzeni publicznej panuje „narodowe podejście”. W Polsce trochę mniej, ale  myślenie „endeckie” również jest dosyć mocno zakorzenione. Za czasów autorytarnych ustrojów „wylano” na nas mnóstwo propagandy, więc takie myślenie może wynurzyć się nawet w trzecim pokoleniu. I nikt tak naprawdę nie potrafi wyjaśnić dlaczego. Praktycznie jest tak, że nasi konserwatyści są narodowcami, nasi socjaldemokraci są narodowcami, a nawet liberałowie w dużym stopniu są narodowcami.

Dlaczego w rozmowach prywatnych większość polityków i działaczy, z którymi rozmawiałem, jest jak najbardziej „za” dobrymi stosunkami z Polską, natomiast publicznie, albo milczą, albo są przeciw?…

Sądzę, że problem przynajmniej na Litwie — nie wiem jak w Polsce, Polska jako większy kraj posiada więcej mądrych ludzi — tkwi w tym, że litewscy politycy nie znają swego elektoratu. Gdyby zapytać litewskiego socjaldemokratę kto na niego głosuje, podejrzewam, że nie byłby w stanie odpowiedzieć. W takiej sytuacji powstaje chęć przypodobania się wszystkim. Przypodobać się wszystkim oznacza przypodobać się najbardziej głupim, ubogim i złym. Gdyby nie to, na Litwie te sprawy już dawno musiałyby być uregulowane. Nie możemy załatwić sprawy z „w” nawet kiedy prezydent i premier są „za”, bo oni nie mogą przekonać kilku swoich kolegów. Moja żona jest lekarką, pracuje z nią pielęgniarka Polka, która powiedziała, że „bardzo dobrze że powstał taki pomysł, chociaż sama nie będę zmieniała nazwiska, bo to wiąże się z mnóstwem problemów”. Podobnie jest w Puńsku – tam też nieduża liczba osób zmieniła dokumenty. To zdrowe podejście prostej kobiety nie dociera do Sejmu. Gdyby poseł wiedział kto na niego głosuje nie postąpiłby tak. Sądzę, że jedyny polityk na Litwie, który zna swój elektorat to Tomaszewski.

Ale taki poseł wie, kto na niego nie zagłosuje. Widzi, że Polacy głosują na „swoich” myśli, po co mam głosować za tymi poprawkami, kiedy nic nie zyskam, a może nawet stracę?…

W Wilnie socjaldemokrata czy konserwatysta powinien zacząć liczyć i analizować, ilu Polaków nie głosuje na Tomaszewskiego, a na kogoś innego. Gdybym był politykiem, to bym się nimi zainteresował – dostałbym sporo więcej głosów. Zauważyłem też taką prawidłowość, że zaczynając od Paksasa czyli od jakichś 8 lat, litewscy politycy coraz bardziej zwracają się ku radykalnemu elektoratowi. Ci którzy walczyli z Paksasem teraz działają dokładnie tak jak on. Kiedyś było w złym tonie powiedzieć cokolwiek przeciw przedstawicielom innej narodowości. A teraz jeśli weźmiemy Sejm to 70 proc. mówiło, że Polacy są tacy lub owacy… Dlatego jest jedno wyjście – dekryminalizować nazwiska i nazwy ulic. Na razie jesteśmy w patowej sytuacji, w której wszystkim jest źle…

Wspominał pan, że ludzie chętnie słuchają takich ludzi jak Venclova czy Zingeris, ale czy kiedykolwiek w historii intelektualiści byli popularni?

Był taki czas. Na przykład czasy „Solidarności” w Polsce, rząd Mazowieckiego, u nas to było za czasów „Sajudisu”. Tylko po pewnym czasie zauważasz, że filozofia tych intelektualistów nie jest taka wolna i tolerancyjna. Pełno u nas jest przedstawicieli środowisk akademickich, którzy twierdzą, że „nasi Polacy to nie żadni Polacy, a spolszczeni Litwini”. Przecież jest podręcznikowa prawda, że człowiek jest tej narodowości jakiej chce być. Ilu na Litwie jest Litwinów z nazwiskami pochodzenia tatarskiego. Matka jest Rosjanką, ojciec – Tatarem, a syn czuje się Litwinem. To co mamy z nim zrobić? Zaliczyć do Tatarów czy Rosjan, kiedy on czuje się Litwinem? Czy na przykład bracia Ławrynowicze[2]. Matka – Rosjanka, ojciec – Polak, a grają za Litwę. I Litwa jest dla nich czymś ważnym. Co mamy z nimi zrobić? Czas intelektualistów mija, ale na ich miejsce przychodzą wojujący intelektualiści…

Dlaczego na Litwie wzmacniają się siły radykalne?

Polityka zazwyczaj jest odzwierciedleniem myślenia narodu. W spokojnych czasach zaciekawić wyborcę normalną polityką jest coraz trudniej. To bardzo dobrze zauważył Erich Remarque w „Łuku Triumfalnym”, gdy opisał dwa spotkania. Na pierwszym występował socjaldemokrata – przyszedł inteligent, w dobrym garniturze, mówił ładnie i logicznie, popierając swoje wywody liczbami. Wszyscy się nudzili. Później opisał spotkanie z Hitlerem, na którym jakiś wariat zaczął krzyczeć i ludzie po 15 minutach byli w euforii. Niestety głupota jest bardziej atrakcyjna. Powiem naukowo: charyzma to umiejętność wpływania na człowieka nie za pomocą faktów, a za pośrednictwem emocji.

Niedawno powstał pomysł, że trzeba stworzyć opozycyjną wobec Tomaszewskiego i S-ka polską prasę. Ta prasa ma być podobno finansowana z budżetu państwa. Co pan o tym sądzi?

Taki pomysł mógł powstać tylko w zgniłym umyśle litewskiego konserwatysty. Kiedyś oni myśleli szerzej. Postulowali stworzenie alternatywnej prasy wobec „Lietuvos rytasa”. Kiedy to nie udało się, chcą stworzyć alternatywę wobec Tomaszewskiego. W obecnych czasach żadna etniczna grupa, w ogóle żaden człowiek, propagandy nie będzie czytał. Zresztą na sukces Tomaszewskiego gazety czy portale internetowe nie mają większego wpływu. 50 proc. sukcesu Tomaszewskiego polega na tym, że Polacy chcą mieć swego obrońcę. A drugie 50 proc. wynika z tego, że władza litewska robi wszystko, aby mu się udało za takiego uchodzić. Każde głupstwo popełnione przez litewską władzę działa na korzyść Tomaszewskiego. Taki Songaila[3] praktycznie pracuje na Tomaszewskiego. A Tomaszewski w pewnym sensie na Songailę.

Przed kilkoma miesiącami litewski ambasador Loreta Zakarevičienė powiedziała w Polsce, że litewscy Polacy nie są do końca lojalni wobec Litwy. Czy miejscowi Polacy naprawdę są nielojalnymi obywatelami? Co znaczy być lojalnym obywatelem?

Bardzo lubię popatrzeć na to z drugiej strony. Weźmy Litwinów. Czy taki Litwin, który twierdzi że na Litwie wszystko rozkradziono, że tu nie ma nic dobrego, że stąd trzeba emigrować, Litwin który zrzeka się litewskiego obywatelstwa na rzecz amerykańskiego – czy taki ktoś jest lojalnym obywatelem? Według mnie nie. Żaden z Polaków mieszkających w rejonie wileńskim czy solecznickim takich bredni publicznie nie mówił. Nigdy czegoś takiego nie słyszałem ani od Tomaszewskiego, czy nawet od Subocza lub Jangielewicza. Słyszałem to natomiast od tysięcy Litwinów. Więc jeśli pani Zakarevičienė umie liczyć, a podobno z wykształcenia jest fizykiem, w pierwszej kolejności powinna zapytać tych Litwinów: czy są lojalni wobec Litwy? Czy lojalni wobec Litwy są Šimašius z Bernotiene, którzy sprzedali Łukaszence Bialackiego? Być może są lojalni wobec Grybauskaitė, ale nie wobec Litwy. Złą nie jest sama wypowiedź ambasador, zło tkwi w tych, którzy ją mianowali na to stanowisko. Sęk w tym, że Zakarevičienė była fizykiem, później przez dłuższy czas była pomocnicą Landsbergisa, za to jej dali tytuł ambasadora. Będąc fizykiem nie zna się ani na społecznych procesach, ani na historii i takiego człowieka wysyłamy do Warszawy. I co mamy w rezultacie? Stukniętego ministra, stukniętą ambasador, którzy mówią o lojalności. Dla takiej Zakarevičienė chyba i ja jestem nie lojalny. Jeśli posłuchać konserwatystów to oprócz nich i Grybauskaistė lojalnych w ogóle nie ma…

Ostatnie pytanie: polsko-litewskie partnerstwo strategiczne jeszcze istnieje czy to już przeszłość? Czy ono w ogóle kiedykolwiek istniało?

Sądzę, że strategiczne partnerstwo istniało. Gdyby go nie było, całkiem możliwe, że Litwa nie zostałaby członkiem NATO. Partnerstwo z Polską należy jednak już do przeszłości, podobnie jak do przeszłości należy wsparcie Litwy dla Gruzji, dla Ukrainy, wsparcie dla białoruskiej opozycji. Do tego nikt u nas się nie przyzna, ale obecnie na Litwie patrzy się na Polskę gorzej niż na Rosję czy Białoruś…

Dlaczego?

Nieznajomość historii. Kiedy się nienawidzi bardziej państwa, które okupowało jedno miasto przez 20 lat, niż państwa, które okupowało cały kraj przez 50 – to jest nielogiczne. Wynika to z nieznajomość historii…

Rozmawiał Antoni Radczenko


[1] Ričardas Čekutis – lider litewskich nacjonalistów. Prezes “Litewskiego centrum Narodowego” (Lietuvių Tautinis Centras)

[2] Krzysztof i Dariusz Ławrynowicze – znani litewscy koszykarze.

[3] Gintaras Sonagaila – litewski polityk, poseł na Sejm, lider Związku Litewskich Narodowców, znany ze swej antypolskiej retoryki.