Strona główna/ROZMOWA (MUZYKA). O muzyce tradycyjnej na Polesiu oraz rosyjskiej polifonii

ROZMOWA (MUZYKA). O muzyce tradycyjnej na Polesiu oraz rosyjskiej polifonii

ROZMOWA (MUZYKA). O muzyce tradycyjnej na Polesiu oraz rosyjskiej polifonii

Z Jagną Knittel rozmawiają Agata Witkowska i Aleksandra Zińczuk

Śpiewać białym głosem, czyli…

Różna jest nomenklatura, nie jestem związana z żadnymi określeniami, bo one i tak nie oddają jednoznacznie charakteru śpiewu tradycyjnego. Ja bym powiedziała, że po prostu śpiewamy pełnym głosem, w jego naturalnym ustawieniu, najbliższym mowie.

Jak otworzyłaś swój głos?

Śpiewanie było dla mnie zawsze naturalne, śpiewałam od dzieciństwa – z tatą na łące. A na pierwszej letniej szkole śpiewu moją nauczycielką była Iryna Klymenko. Otworzenie głosu nie było dla mnie problemem. Znacznie trudniejsze było zadanie opanowania tego głosu, żebym mogła nim kierować i żeby brzmiał tak, jak ja chcę. A to już praca na wiele, wiele lat.

Jak zaczęła się twoja fascynacja kulturą tradycyjną, szczególnie wschodnią?

Jakoś od dziecka miałam sentyment i przejęte od moich rodziców dobre nastawienie do, szeroko rzecz biorąc, sztuki ludowej. Mama uwielbiała obrazki Nikifora, jeździła odwiedzać ludowych rzeźbiarzy i kupowała u nich drewniane figurki wspartego na kolanie Jezusa, tata śpiewał z wielkim upodobaniem góralskie piosenki, choć sam pochodził z warszawskiej Pragi. Zimą jeździliśmy z rodzicami w góry i najważniejszym punktem programu było pójście do kościoła na pasterkę, żeby posłuchać, jak śpiewają górale. Z tego sentymentu wybrałam etnografię jako kierunek studiów. Jednocześnie uwielbiałam śpiew, a zwłaszcza śpiew wielogłosowy. Dlatego pieśni ze wschodu, jakie do mnie docierały, przyciągały od zawsze moją uwagę i rozbudzały wyobraźnię. W końcu trafiłam na pierwszą letnią szkołę Fundacji Muzyka Kresów, zakładając, że tam będzie i śpiewanie, i wielogłosowe pieśni ze Wschodu i dużo atmosfery kultury tradycyjnej. I nie pomyliłam się. Właściwie to było moje pierwsze konkretne spotkanie z muzyką tradycyjną.

Dziś wschodniość może stanowić pewną egzotykę, jak choćby kiedyś dla Andrzeja Stasiuka, który dawno temu ruszył z centralnej Polski w zupełnie inny świat, gdzie pozostał już na stałe.

Ja też całe życie mieszkałam i mieszkam w Warszawie, a urodziłam się w Łodzi. Ciągnie mnie na Białoruś, Ukrainę, do Rosji.

W Lublinie występowałaś ostatnio w zróżnicowanym repertuarze.

 Śpiewałam pieśni z Polesia, ale też moja koleżanka, Joanna Górska, zaprosiła mnie do koncertu w pieśniach rosyjskich.

Jakie są różnice pomiędzy Polesiem ukraińskim a białoruskim? Czy pogranicze białorusko-ukraińskie jest oddzielone widoczną granicą, czy raczej płynne, pełne podobieństw?

Jeśli chodzi o tradycje muzyczne to nie ma żadnej granicy. Jest kontynuacja. Granice w stylach przechodzą bardziej z północy na południe, w wioskach oddalonych o kilka kilometrów mogą występować już inne cechy charakterystyczne, tak w śpiewie, jak i w gwarze. Po obu stronach granicy państwowej różni się natomiast obraz społeczności, życie jest nieco inne, co ma wpływ na sposób podtrzymywania tradycji wokalnych lub ich zaniechania.

 A jak było z tymi pieśniami rosyjskimi?

Wiele lat poświęciliśmy na zgłębianie tradycji rosyjskiej, konkretnie ze wsi Podserednieje z rejonu  Biełgorodu. Zbierałyśmy pieśni z koleżankami z zespołu „Warszawa Wschodnia”.

 Rosja to ogromny kraj, o zróżnicowanych tradycjach muzycznych. Jaki region jest wam najbliższy?

Wspomniany Biełgorod, czyli Rosja południowa. Wykonujemy pieśni pochodzące stamtąd. Region ten charakteryzuje się przede wszystkim bardzo rozbudowaną, improwizowaną polifonią. Nie ma tam wytyczonych głosów, poza głównym. Pozostałe są improwizowane.

 Wasze zainteresowanie muzyką rosyjską jest nietypowe. Chyba bardziej popularne u nas są pieśni ukraińskie, rzadziej białoruskie.

Fundacja Muzyka Kresów zapraszała wybitnych rosyjskich specjalistów, nauczycieli, etnomuzykologów, czy to na warsztaty, czy na Letnią Szkołę Muzyki Tradycyjnej lub festiwale. To nas zainspirowało. Bardzo się w to wciągnęłam. Jestem etnografem i zawsze byłam otwarta na tę muzykę, ale mało o niej wiedziałam. Znałam wcześniej trochę pieśni łemkowskich. Dopiero dzięki działaniom fundacji to się zmieniło.

 Zatem jesteś jedną z tych osób, o których Jan Bernad powiedział, że stanowią całą generację wychowanków Fundacji Muzyka Kresów?

Fundacja z pewnością natchnęła mnie duchem poszukiwań. Chociaż trzeba pamiętać, że środowisko fundacji jest tylko częścią polskiego środowiska rekonstruktorów muzyki tradycyjnej. Trzeba wymienić też warszawski Dom Tańca i inne ośrodki: Poznań, Węgajty. Tam jednak kładziono nacisk na muzykę polską, instrumentalną. W odniesieniu do Fundacji Muzyka Kresów ważne jest też to, że postawiła ona na śpiew. Letnie Szkoły Muzyki Tradycyjnej, gdzie można było, pod kierunkiem znakomitych nauczycieli, skupić się wyłącznie na śpiewie, są czymś wyjątkowym w skali całego kraju. Uczestnictwo w nich było dla mnie wielkim szczęściem.

 Fundacja Muzyka Kresów była jednym z poruszycieli odtwórstwa muzycznej tradycji w Polsce?

Tak, jednym z głównych. Jeśli chodzi o śpiew oscylujący wokół wschodnich polifonii, była podstawowym inspiratorem.

 Czy zwrot w kierunku muzyki wschodniej może być wytłumaczony również i tym, że pieśni polskie są w jakiś sposób podobne?

Zupełnie nie. Te inspiracje są wynikiem osobistych poszukiwań Jana Bernada i Moniki Mamińskiej, i tego, że właśnie na wschodzie znaleźli oni odpowiednie osoby, świetnie wykształcone, na bardzo wysokim poziomie wykonawczym, i postanowili je do nas zaprosić, żeby pokazać, że coś takiego jest w ogóle możliwe.

 Pani Monika i pan Jan często podkreślają, że uczestnicy warsztatów, po zakończeniu przygody z Fundacją Muzyka Kresów, kontynuują przygodę z muzyką tradycyjną w swoich miejscach zamieszkania.

Nasz zespół „Warszawa Wschodnia” został utworzony przez uczestników kolejnych edycji Letniej Szkoły Muzyki Tradycyjnej. Wszystkie tam uczyłyśmy się śpiewać, tam stawiałyśmy pierwsze kroki, a potem kolejne. Nasz rozwój postępował w miarę, jak Jan Bernad zapraszał kolejnych, znakomitych specjalistów, takich jak Swietłana Własowa z Moskwy. Poznałyśmy ją właśnie w czasie tych warsztatów, i zaczęłyśmy się u niej uczyć. Jesteśmy w ogóle składem, który poznał się na letnich szkołach, i dzięki temu zaczęła się nasza wspólna przygoda i praca.

 Mam również swój zespół, który nazywa się „Z lasu”. Składa się z osób niekoniecznie kiedykolwiek związanych z Fundacją Muzyka Kresów. Są to osoby młodsze, które zajmują się też i muzyką polską, natomiast razem śpiewamy muzykę ukraińską, z Polesia. Prowadzę też warsztaty w jednym z warszawskich domów kultury, w oparciu o materiał z moich prywatnych badań terenowych, który sama nagrywam i opracowuję.

Czym różni się repertuar obu zespołów?

„Z lasu” śpiewa pieśni i piosenki z Polesia – z terenu Ukrainy, Białorusi, trochę też z polskiego Polesia. Głównie pieśni najstarsze – obrzędowe i archaiczną lirykę, tj. pieśni borowe, polne. „Warszawa Wschodnia” ma w repertuarze pieśni z kilku wsi rosyjskich, z Kujaw, z Kurpiów, i oczywiście, szeroki materiał z Ukrainy.

Folklor wschodni to pewnego rodzaju fenomen, tu, w Polsce, gdzie wszyscy badacze i odtwórcy muzyki tradycyjnej czerpią z niego pełnymi garściami.

Nie wszyscy. Przede wszystkim ci, którzy mieli związek z Fundacją Muzyka Kresów. To specyfika konkretnie tego środowiska. Mi osobiście bardzo to posłużyło. Swego czasu, właśnie dzięki tej fundacji trafiłam do muzyki tradycyjnej, co w moim przypadku było – i wciąż jest – ściśle związane z muzyką wschodnią.
Ogromny wpływ na popularyzację tej tradycji miały konkretne osoby, chociażby takie jak Jewhen Jefremow z Kijowa, a wcześniej Dmitrij Pokrowski z Moskwy. To środowisko wpadło na pomysł, by muzykę tradycyjną nie tylko opracowywać na potrzeby archiwów naukowych, ale też, żeby również ją wykonywać.

 Folklor rosyjski może w Polsce kojarzyć się z taką jego cukierkową wersją spod znaku zespołów pieśni i tańca, które w czasach radzieckich, tam właśnie się narodziły.

Ten model narodził się w Związku Radzieckim i u nas też został zaszczepiony. Natomiast to, o czym mówimy, było efektem inwencji wielu osób: ażeby folklor, muzykę tradycyjną, zacząć przedstawiać w sposób prawdziwy, a nie stylizowany. Na pewno te działania nie były oficjalnie finansowane  i popularyzowane. To była całkowita nisza.

Kiedy spotykasz się ze starszymi ludźmi, śpiewakami, to przecież nie rozmawiacie tylko o pieśniach, ale o życiu…

Trochę rozmawiamy o życiu, ale znacznie bardziej po prostu słucham tego, co chcą mi powiedzieć – to fascynujące opowieści o dawnym świecie, o ludzkich losach. O sytuacjach uderzająco różnych od tego, czym żyję, a jednocześnie spojonych takimi samymi emocjami, przez to bardzo bliskich.

Jagna Knittel – etnolożka, dokumentalistka, śpiewaczka tradycyjna. Od 1997 r. zajmuje się dokumentowaniem muzyki tradycyjnej z terenów Polski, Ukrainy, Białorusi i Rosji. Bada białorusko-ukraińskie Polesie (woj. Rówieńskie i Brzeskie). Jest założycielką zespołu zespołu „Z lasu”, śpiewa również w zespole „Warszawa Wschodnia”. Organizatorka koncertów z udziałem wykonawców wiejskich z Ukrainy, wystaw fotograficznych poświęconych tematyce kultury ludowej. Realizatorka i koordynatorka projektów Stowarzyszenia Panorama Kultur, m.in. „Polesie. Pieśni i Ludzie”, „Spotkania na Polesiu – archaiczne pieśni we współczesnym świecie”, „Głosy Europy – białorusko-ukraińsko-polska współpraca artystyczna”. Jest reżyserką filmów dokumentalnych poświęconych kulturze tradycyjnej: „Takich pieśni sobie szukam”, „Wieś Swarycewycze”, „Olmany”, „Podwórko Jana Gacy”. Od 2010 roku współtworzy warszawski festiwal muzyki tradycyjnej „Wszystkie Mazurki Świata”. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2014).

Kadr z filmu Jagny Knittel pt. "Olmany".

Kadr z filmu Jagny Knittel pt. "Olmany".

Jagna Knittel na konferencji "Tutejsi - peryferia i pogranicza", 2017. Materiał organizatorów.

Jagna Knittel na konferencji "Tutejsi - peryferia i pogranicza", 2017. Materiał organizatorów.

Za kulisami trwają przygotowania do Najstarszych Pieśni Europy. Pierwsza z prawej: Jagna Knittel. Fot. (i kolejne) Marcin Michał Serdeczny. Materiały organizatorów.

Za kulisami trwają przygotowania do Najstarszych Pieśni Europy. Pierwsza z prawej: Jagna Knittel. Fot. (i kolejne) Marcin Michał Serdeczny. Materiały organizatorów.

Druga od lewej: Jagna Knittel. Koncert w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie.

Druga od lewej: Jagna Knittel. Koncert w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie.

Druga od prawej: Jagna Knittel. Zespół "Warszawa Wschodnia". Materiały zespołu.

Druga od prawej: Jagna Knittel. Zespół "Warszawa Wschodnia". Materiały zespołu.