Strona główna/ROZMOWA (SZTUKA/TERAPIA). Rysuję ludzi w stanie walki i poszukiwania wolności

ROZMOWA (SZTUKA/TERAPIA). Rysuję ludzi w stanie walki i poszukiwania wolności

Z Iryną Mykoliw rozmawia Olga Maciupa

14 lipca w Galerii Akademickiego Centrum Kultury «Chatka Żaka» w Lublinie odbyło się otwarcie wystawy absolwentki Wydziału Artystycznego UMCS — Iryny Mykoliw. Artystka prezentowała projekt metaforycznych kart asocjacyjnych (MAK), nad którym pracowała wspólnie z ukraińską poetką i weteranką-paramedykiem Oleną Herasymiuk oraz z psycholożką Łudmiłą Nowicką. Projekt jest podstawą pracy magisterskiej Iryny i oprócz celu artystycznego ma działa
terapeutycznie. Obrazy, które są prezentowane na kartach, powstawały na podstawie anonimowych wywiadów z wojskowymi i cywilami dotkniętymi wojną.

Wystawa „MAK 450” jest poświęcona przeżyciom uczestników wojny rosyjsko-ukraińskiej i pokazuje ich doświadczenia. Cyfry „cztery zero pięć” są szyfrem wykorzystywanym przez ukraińskich wojskowych i znaczą, że „wszystko jest spokojnie”. Z czasem tego szyfru zaczęli używać wolontariusze i stał się on pewnym symbolem spokoju, chociażby tymczasowego, ale również wiary w to, że wszystko będzie dobrze.

Talią MAK posługują się psycholodzy w pracy z ludźmi, którzy przeżyli doświadczenie traumatyczne związane z wojną. Po raz pierwszy takie karty pojawiły się w Izraelu w latach 80. Na otwarciu wystawy psycholożka Łudmiła Nowicka opowiedziała o sposobie wykorzystania kart i ich działaniu: „Terapeutyczna metoda pracy polega na tym, że karty metaforyczne aktywują naszą prawą półkulę mózgu, która odpowiada za wyobraźnię, wizualizację i kreatywność, podczas gdy lewa półkula, która kontroluje logikę, wolę i racjonalność, staje się mniej aktywna. Takie cechy pracy naszego mózgu dają nam wspaniałą możliwość dotknięcia naszej podświadomości. Po sformułowaniu pytania, zaczniecie poszukiwanie własnej wyjątkowej odpowiedzi. Ważne jest to, że «MAK 450» nie mają stałych interpretacji, dlatego będziecie odczytywać fabuły wobec własnej wiedzy i doświadczenia”. Wspomnienia i wyobraźnia również wychodzą z tego samego miejsca naszego mózgu, więc za pomocą kart człowiek może zacząć pracować z własną traumą.
*Wystawę będzie można obejrzeć do 28 sierpnia.

Olga Maciupa: Proszę opowiedzieć o tym, jak pojawiła się idea stworzenia kart metaforycznych, bo wydaje mi się, że Pani już przez długi czas pracowała nad tym projektem.

Iryna Mykoliw: Pracuję nad projektem od roku. Rozmawiałyśmy z moją przyjaciółką – wojenną medyczką i poetką Oleną Herasymiuk i mówiłyśmy o rehabilitacji po PTSD (Zespół Stresu Pourazowego). Olena powiedziała, że psycholodzy nie mają kart metaforycznych, które by dotyczyły właśnie wojny rosyjsko-ukraińskiej i odzwierciedlały nasze unikalne doświadczenia. Po raz pierwszy metoda kart metaforycznych została wykorzystana w Izraelu, w latach 80. Klasyczne są kolekcje «OH» і «COPE». Psycholodzy nadal z nich korzystają, aleod momentu ich powstania świat się zmienił i ukraińskie doświadczenie wojenne nie jest identyczne z izraelskim. Inny jest klimat, przestrzeń kulturowa. Na przykład dużo wydarzeń, o których opowiadali nasi respondenci w wywiadach, jest związanych z technologiami: z telefonem, z połączeniem, z mediami społecznościowymi. W latach 80. jeszcze nie było telefonów komórkowych, nie było mediów społecznościowych i przez to nie było takich lęków jak teraz, związanych z fotografiami oraz informacją w Internecie. A nasze karty są już adaptowane do nowych realiów. W ramach projektu analizowałyśmy także traumy przeszłości, które i dzisiaj mają wpływ na świadomość Ukraińców. Na przykład po Wielkim Głodzie niektórzy ludzie do tej pory podświadomie odczuwają strach przed utratą wszystkiego. Ten ból jest żywy, dlatego że przez długi czas był nawet zakaz mówienia o tym. Jego efekty nigdy nie zniknęły, a dzisiejsza wojna tylko nawarstwia nowe problemy. Najpierw chciałyśmy z Oleną stworzyć wyjątkowo wojenne karty, ale po głębszym zbadaniu kwestii traumy i po otrzymaniu świadectw od cywilów począwszy od 2014 roku aż do dzisiaj, rozszerzyłyśmy grono naszej publiczności do wszystkich, których wojna dotknęła. Wśród relacji są wspomnienia ludności cywilnej, wolontariuszy frontowych i niefrontowych, ochotników, uczestników Majdanu i członków ich rodzin. Mnóstwo ludzi udzieliło nam wywiadów.

Po obejrzeniu wystawy analizowałam obrazy i pierwsze, na co zwróciłam uwagę – to obrazy z jedzeniem. Jest ich bardzo dużo. Są także fabuły z drogą i dworcami kolejowymi, są rzeczy osobiste, obrazy ludzkiego ciała i chyba domu, ale dość mało tego domu. W jaki sposób wybierałyście historie i tworzyłyście obrazy?

Miałyśmy zespół: psycholożka, która wybierała, jakie karty wejdą do talii i paramedyczka Olena Herasymiuk, która przedstawiała właśnie weteranów i punkt widzenia człowieka, który ma doświadczenie bycia na froncie. Żeby namalować karty odpowiednie jakościowo, robiłyśmy wywiady. W pracy z obrońcami podobał nam się system «Równy Równemu»1 i dlatego Olena jako wojskowa zbierała świadectwa. Sama nie mogę pytać weteranów, bo nie mam podobnego doświadczenia i spektrum emocjonalnego związanego z wojną. Moje pytania nie będą konstruktywne, a pytania Oleny – tak. Ona może uchwycić się jakiegoś słowa, jakichś frazesów, którym ja mogłabym nie nadać szczególnego znaczenia. Co ciekawe, sama nie wiem, kto nam udzielał wywiadu, bo teksty w całości były zaszyfrowane. Dostawałam gotowe, spisane odpowiedzi na moje pytania, bez nazwisk i statusów, żebym była niezaangażowana i nie wyróżniała kogoś specjalnie. Jestem przekonana, że wśród respondentów były zarówno osoby medialne, jak i wolontariusze, którzy codziennie wykonują swoją pracę i są bohaterami bez oklasków i popularności. Doświadczenie każdego jest ważne, dlatego szyfrowałyśmy wywiady. Jak wybierałyśmy historie? Za to odpowiadała psycholożka Łudmiła Nowicka. Wybierała je w taki sposób, żeby karty się nie powtarzały i żeby maksymalnie obejmowały klasyczne doświadczenia życiowe. Specjalnie odrzucałyśmy historie bardzo indywidualne, które dotyczą konkretnego człowieka w konkretnej sytuacji życiowej. Wybierałyśmy coś takiego, co jest zrozumiałym i rozpowszechnionym doświadczeniem w społeczeństwie. Jeśli chodzi o historie z jedzeniem, to chciałabym się na tym troszeczkę zatrzymać. Jedzenie jest źródłem. Dla wielu ludzi jest dużym źródłem emocjonalnym. Faktycznie w każdym wywiadzie ludzie opowiadali o jedzeniu. O tym, jak wojskowi na linii frontu smażyli jakieś mięso czy gotowali coś smacznego, co przekazywali wolontariusze, jak oni dostawali przesyłki od swoich krewnych, jak wracali do życia cywilnego i najpierw szli zjeść coś smacznego, dlatego że na wojnie nie było możliwości wybierać. Słyszałam historię o tym, jak ktoś poszedł do restauracji dla obejrzenia menu.

To jest takie źródło radości.

Tak, dla Ukrainy jest to wielkie źródło radości. Nawet myślę o stworzeniu odrębnej talii dotyczącej jedzenia.

Wspominała też pani, że w społeczeństwie ukraińskim jest to związane z traumą głodu.

Tak, i to widać do tej pory. Osoby starsze chronią jedzenie, gromadzą je, konserwują w ogromnych ilościach, na strychach trzymają cukier i inne produkty, żywność tak zwanej pierwszej potrzeby. Nie mogą zrezygnować z nadmiernego gromadzenia. A pokolenie młodsze – jest to moja wersja – młodsi nie nadają wielkiego znaczenia samemu jedzeniu, przygotowywaniu jedzenia czy wyjątkowym smakom. Odbierają jedzenie jako paliwo, jako konieczność. Czasami dochodzi do pewnych kontrakcji między wnukami a babcią czy dziadkiem, którzy przeżyli głód. Bo ludzie, którzy przeżywają PTSD po Wielkim Głodzie, mają bardzo poważny stosunek do jedzenia. Znam historie, kiedy babcie zmuszały dzieci do zjadania całego posiłku. Złościły się, jeśli dzieci wyrzucały resztki jedzenia i bardzo się martwiły, żeby wnuki nie schudły. Właśnie przez to ich potomkowie w wieku dorosłym mają obojętny stosunek do jedzenia.

Czy jest jakaś karta, która dla Pani jest wyjątkową? Czy w ogóle jest jakaś dyferencjacja? O której z nich chciałaby Pani opowiedzieć przede wszystkim?

Lubię kartę «Człowiek z bronią». To jest obraz rąk wojownika albo wojowniczki, które trzymają automat. Forma po prostu «oliwa / olive», na której nie ma żadnego kamuflażu, nie ma możliwości natychmiastowego ustalenia, co to jest za wojskowy, czy jest ochotnikiem i do jakiej grupy wojskowych w ogóle należy. Ciekawe jest to, że ludzie patrząc na ten obraz, wyrażają przeciwne emocje. Cywile w Ukrainie do 24 lutego widzieli w tej karcie często niebezpieczeństwo. Dla ludzi, którzy nie byli w gorących miejscach w Doniecku i Łuhańsku, to karta o wojskowym, którego nie powinno być w ich społeczności. Logika reakcji była taka: «Chciałbym chodzić sobie po mieście, widzieć piękne drzewa, dzieci, budynki, z jakiego powodu są tutaj wojskowi? Symbolizują wojnę, a ja nie chcę wojny w swoim krajobrazie». Ludzie, którzy mieli doświadczenie wojny, wręcz natychmiast widzieli w obrazie obrońcę ukraińskiego i widzieli w nim symbol ochrony: «Człowiek z bronią mnie chroni». Takie samo zdanie mają wojskowi – kiedy widzą ten obraz, mówią: «To jestem ja, mam broń i mogę siebie ochronić». Po 24 lutego u większości ludzi cywilnych, których pytałyśmy, skojarzenie się zmieniło. Teraz szukają znaków identyfikacyjnych i kiedy znajdują malutką flagę ukraińską, to mówią, że to są nasi obrońcy. Cieszę się, że recepcja zmieniła się na pozytywną. Jednak w Polsce, kiedy ten obraz ukazał się na wystawie, dalej wywoływał negatywne skojarzenia: wojskowy – to niebezpieczeństwo i wojna. Ludzie, którzy nie mają doświadczenia wojennego… Nie, nie tak, nie mają doświadczenia obrony Sił Zbrojnych Ukrainy, widzą w «Człowieku z bronią» symbol wojny, a nie bezpieczeństwa.

Jest to chyba związane z faktem, że jest to strach przed czymś nieznanym, a w Ukrainie już jest to oswojone.

Tak. I jeszcze jedna karta, od której zaczęłyśmy i robiłyśmy ją w pierwszej dziesiątce. Ma nazwę «Człowiek chodzi po trawie boso». Wydobyłyśmy ją z wielu podobnych historii wojskowych mówiących o tym, że mają lęk chodzenia boso po wysokiej trawie. Oni podświadomie wybierają ścieżki, chodniki, asfalt, ale unikają trawy, bo doświadczenie wojenne pokazuje, że tam mogą być miny, których można po prostu nie zauważyć. Ciekawe, że dla cywilów ta karta w większości przypadków wywołuje skojarzenia ze wsią, dzieciństwem, jakąś swawolnością, kiedy chodzisz sobie po trawie i niczego się nie boisz. W wojskowych ona wywołuje strach. Znam historię jednej weteranki, która nakrzyczała na swoje dziecko, bo wbiegło w trawę, by zabrać swoją zabawkę. Ona natychmiast sobie przypomniała zaminowane zabawki, zostawione przez separatystów i się przestraszyła. Karta ze spacerem na bosaka wykrywa ten strach i jest ciekawa ze względu na swoje przeciwstawne znaczenia. A ja takie lubię.

A karta, na której widać dziecko w futerale od skrzypiec, jeśli się nie mylę…

To jest futerał od broni. Podobne są.

Od broni? Nie sprawdziłam, dla mnie pierwsze skojarzenie – to instrument muzyczny.

Nie miałyśmy też podobnego zdjęcia, jakiegoś odniesienia, ale wzięłam tę fabułę z opowieści weteranek. Dla mnie karta «Dziecko z automatem» – to trudny wybór, którego trzeba było dokonać po 24 lutego. Wiele kobiet teraz ma dzieci w wieku 3-4 lat. Musiały decydować: być z dzieckiem albo zostawić je u rodaków i wrócić na wojnę, żeby z bronią w rękach bronić swojej rodziny i przyjaciół. Oba warianty są o obronie, tylko na różne sposoby. W taki sposób wymyśliłam fabułę «Dziecko i automat». Ale okazało się, że karta ta wywołuje szereg skojarzeń. Przede wszystkim o bezpieczeństwie. Sama słyszałam interpretację, że karta jest pozytywna, «bo mam broń, żeby bronić swoich dzieci» albo że «wychowamy całe pokolenie, które będzie wiedziało, jak się obronić». Jednak większość opinii jest negatywna. Kogoś oburza sama kompozycja: jak dziecko może być tak blisko wojny? Ale karty nie powinny się podobać. Ich cel to wywołanie uczucia.

Czy różnią się historie weteranów mężczyzn i kobiet?

W opowieściach o służbie – nie. Wszyscy znajdują się w jednakowych surowych warunkach, mają wspólnego wroga. Na froncie oni są przede wszystkim żołnierzami, a dopiero potem mężczyznami lub kobietami. Historie bardziej się różnią po powrocie. Zgodnie z moim spostrzeżeniem kobiety często są pytane o to, dlaczego wybierając między rodziną i służbą wojskową, wybrały tę drugą opcję? Nigdy nie słyszałam, żeby żołnierzy-chłopaków pytano, czy trudno im było zostawić dzieci? Także w relacjach obrończyń widziałam radość z wyznania. Jeszcze nie tak dawno nie mogły zajmować posad bojowych. Kilka lat temu rozpoczęła się kampania prawnicza (adwokacka), w wyniku której kobiety otrzymały prawo, by walczyć na równym poziomie z mężczyznami. Nakręcili o tym film «Niewidziany batalion»2. I właśnie ten film stał się takim szczytem osiągnięć kobiet-weteranek. One wywalczyły swoje miejsce w armii, bo wcześniej rejestrowano je jedynie jako szwaczki…

Jako szwaczki, kucharki…

Tak. Teraz rejestruje się je na pełnocenne posady bojowe. Zmiany chociaż dokonują się powoli, ale jednak zachodzą. Jestem pewna, że w niedługim czasie zostaną rozwiązane kwestie szycia mundurów z żeńską siatką wymiarową, nadanie usług medycznych oraz zmiany porządku poboru do wojska. Dlatego historie kobiet-obrończyń trochę się różnią od męskich, ale nie w sensie wojny, a bardziej w kontekście wyznania ich wkładu w walkę i różnych warunków służby.

Czy były historie, które stały się wyzwaniem, które trudno było narysować, z których zrezygnowałyście albo które pozostały tabu?

Historii jest tyle, że do tej pory nie opracowałyśmy wszystkiego. Doświadczenie wojny jest bardzo szerokie. Postanowiłam stworzyć z kart projekt artystyczny, bo w badaniu bez przerwy pojawiają się nowe, i wciąż nowe, detale. To znaczy, że temat jest obiecujący i ciekawy. Nie ma możliwości opracowania wszystkich historii, bo sama wojna się transformuje. Nie jest już taka, jak na Wschodzie w 2014, teraz jest znacznie gorzej. Dołączyła awiacja. Jednak praktycznie nie zmieniałyśmy kart od 2014 roku, tylko dodawałyśmy nowe. Jeśli chodzi o tematy tabu, to u nas one też były. Nasza psycholożka od razu zaznaczyła, że karty metaforyczne nie są zdjęciami dokumentalnymi. Nie mogą być na nich namalowane ostrzały i ranni tak samo, jak w reportażach. Kiedy człowiek zobaczy okropną fabułę z krwią, przemocą, rujnacją, nie będzie miał nawet dwóch minut, żeby pomyśleć o swoich uczuciach. Człowiek może natychmiast powrócić do wspomnień traumatycznych i do swojego flash backu. Wtedy sesja z psychologiem zatrzyma się w okresie od 10 minut do tygodnia, żeby człowiek mógł się adaptować i powrócić do normalnego stanu. Dlatego tworzyłam kompozycje bardzo ostrożnie, w taki sposób, żeby porozmawiać o trudnych problemach, ale przy tym nie straszyć człowieka od pierwszego spojrzenia. I starałyśmy się tworzyć tak, żeby można było pracować z dziećmi. Dlatego w MAK nie ma scen przemocy, krwi i tego, co wychodzi poza ramy ograniczeń wiekowych.

Czy były opowieści o gwałtach, okrutnym traktowaniu, upokorzeniu? Jeśli tak, to w jaki sposób Pani to rysowała, żeby nie doprowadzić do retraumatyzacji? Jakich metafor Pani szukała?

Fabuły o przemocy – najbardziej bolący i tabuizowany temat. Zawsze pytałyśmy tylko tych, którzy sami się zgłaszali na wywiad i którzy mieli psychoterapeutę albo posiadali umiejętności radzenia sobie ze stresem. Nie każda ofiara jest gotowa dzielić się swoim doświadczeniem. Większość skupia się na rehabilitacji. W historiach o przemocy jest ważny moment – dopóki przestępca jest na wolności, ofiary nie mogą czuć się bezpiecznie. Dla wyjścia z traumy niezbędne jest to, żeby winni zostali ukarani, Nie tak dawno w Kijowie złapali głównego kata «Izolacji»3 Pałycza. On sobie po prostu chodził pomiędzy ludźmi, zajmował się swoimi sprawami. Co dopiero mówić o całej armii federacji rosyjskiej, która jest do tej pory w Ukrainie i czyni ludobójstwo? Dlatego, żeby kolejny raz nie traumatyzować ofiar, wszystkie świadectwa o przemocy brałyśmy tylko ze źródeł publicznych. Kart z obrazami przemocy nie ma. Założyłam tylko wskazówki na wtrącenie się w przestrzeń osobistą. Więcej nie jest potrzebne, bo ofiarom nawet zwykłe fabuły mogą przypominać o najstraszniejszych chwilach ich życia.

A ze względu na technikę artystyczną, jaka metodologia jest wykorzystana?

Karty są wykonane metodą malarstwa cyfrowego. Pracuję z tabletem graficznym według następującego schematu: dostaję świadectwa, czasami zdjęcia z miejsca wydarzeń. Weterani sami dzielą się nimi i pozwalają na ich wykorzystanie. Wszystkich autorów zdjęć zaznaczamy w instrukcji. Staram się zrobić podobną fabułę, ale nie kopiując zdjęć i cech twarzy. Jednak najczęściej pracuję tylko ze świadectwami tekstowymi i tworzę własną kompozycję na podstawie kilku bezpłatnych zdjęć-odniesień. Najważniejsze w tej pracy – to stworzenie rysunku uniwersalnego. Ważne jest zabranie wszystkich elementów, które dotyczą konkretnej osoby i zostawienie wieloznacznych detali, żeby nawet wśród bliskich przyjaciół karta wywoływała emocje sprzeczne. We mnie – jedno zdanie, u Oleny Herasymiuk – drugie, u Pani Łudmiły – trzecie. Jeśli karta przechodzi taki test, to znaczy, że jest zrobiona dobrze. Wybrałam technikę cyfrową, ponieważ ciągle trzeba redagować rysunki. Nie wystarczy tylko narysować talię – trzeba ją jeszcze przetestować. Zazwyczaj po testowaniu psycholodzy proponują szereg zmian dotyczących kompozycji, palety i wariantów tego, czego brakuje w talii. W taki sposób opracowujemy karty i zabieramy wszystko, co zbędne. Poza tym jest mi wygodnie jeździć do domu z Polski i z powrotem, mając wszystko, co potrzebne do pracy pod ręką.

Czy karty mogą być plakatami?

Tak. Oczywiście. Mogą być plakatami, naklejkami. Dużo ludzi nas pyta, czy będziemy wypuszczać jakąś produkcję towarową z nimi. Na wystawę też drukowałyśmy je jako plakaty w formacie A3.

Czy Olena Herasymiuk pracowała tylko z historiami, czy jednak jej doświadczenie poetyckie też miało wpływ na fabuły historii?

Olena jest poetką i jej zbiór wierszy «Pieśń więzienna» opowiada właśnie o jej doświadczeniach wojennych, o okrucieństwie wroga, o zniewolnieniu mentalnym i fizycznym. Jej badanie i emocje, zarówno jak doświadczenia innych weteranów i weteranek, stały się fundamentem projektu. Dla stworzenia MAK przeczytano dużo literatury weterańskiej. Jesteśmy też wdzięczni psychologom, którzy dzielili się z nami historiami anonimowymi ze swojej praktyki. Oni mają bardzo uczciwie podejście do swoich klientów, dlatego wskazywali nam tylko popularne wyzwalacze traumy i jednocześnie sposoby na ich pokonanie, bez imion i zdjęć. Cały czas wspominam tych, którzy nas wspierali, bo bez tych ludzi nic by się nie udało. Sama nigdy nie będę w stanie opracować takiej ilości wrażeń, mając pod ręką tylko wywiady z Internetu.

Pani była na froncie?

Nie, ja nie mam doświadczenia bojowego. Jestem tylko artystką. Rysuję nie tyle tematykę militarną, ile walkę. Rysuję ludzi w stanie walki i poszukiwania wolności indywidualnej. Dlatego wojskowi stali się dobrym prototypem dla pokazania tego tematu.

Jak Pani rozumie tę walkę? Jakie sensy w to wkłada? Walka z Rosją, za niezależność, walka postkolonialna?

Walka w kontekście Ukrainy – to bardzo szerokie pojęcie. Jeśli wziąć pod uwagę, że nas niszczono ponad 300 lat, to jest to walka za prawo w ogóle do bycia. Walka o swoją tożsamość, o prawo wypowiadania się tak, jak się podoba, o prawo do bycia sobą, wyrażania emocji, walka o sprawiedliwe sądy i przyszłość dla dzieci. Dla każdego człowieka, który mieszka w Ukrainie, jest to jego własna walka. Przyjaciele Kateryny Handziuk4 walczą o karę dla jej zabójców. Wspólnota LGBT domaga się bezpieczeństwa dla siebie i prawa do ślubów. Roman Ratusznyj walczył o ochronę Protasowego Jaru w Kijowie i zwyciężył5. W Ukrainie ludzie walczą o sprawiedliwość we wszystkich strefach, zaczynając od usług i życia codziennego do kwestii państwowych. To są moje obserwacje od momentu wstąpienia do ruchu patriotycznego. Zauważyłam, że nie jest tak ważne bycie częścią wspólnoty lub ponadnormowa praca jako wolontariusz. Najważniejsze jest bycie sobą, dojście do wysokiego poziomu samoświadomości i polega to na tym, żeby przynosić korzyść swoimi umiejętnościami i wiedzą. Jak powiedziała jedna moja przyjaciółka, która teraz jest w Siłach Zbrojnych: «Praca wolontariusza nic ci nie daje, to ty przychodzisz do tego ruchu ze swoim źródłem siły». Moje źródło siły polega na tym, że rysuję obrazy. Dlatego muszę bardzo dobrze znać siebie i swoje interesy.

Takie samozanurzenie się?

Tak, powinnam być zanurzona w temat i doskonale władać techniką. Pierwsze, co robie dla bycia wolontariuszką – wkładam inwestuję w siebie i swoje wykształcenie. Myślę, że w tej wojnie dla każdego z nas jest ważne, by znaleźć to, co się udaje najlepiej i wyciągnąć z tego maksymalną korzyść z tego dla państwa. Walka czyni mnie lepszą. To ona, a nie komfortowe, spokojne życie, dała mi przyjaciół, wzmocniła charakter oraz stała się inspirację inspiracją dla obrazów. Mój dyplom jest o wojnie, o walce z PTSD. Pragnienie szczęścia odróżnia nas od naszych wrogów, którzy myślą o sobie jako o «maleńkich ludziach». I jeśli mi się uda chociaż troszeczkę przekazać tę cechę przez malarstwo – będę szczęśliwa.

1 Nieformalny model komunikacji pomiędzy ludźmi mającymi podobne doświadczenie życiowe.
2 Niewidzialny batalion – projekt społeczny dotyczący prawa i poparcia ukraińskich żołnierek na wojnie z Rosją od 2014 roku w armii ukraińskiej, godnej rehabilitacji weteranek wojny rosyjsko-ukraińskiej i walki z przemocą seksualną w wojsku ukraińskim. Projekt rozpoczął się w 2015 roku. Więcej szczegółów jest tutaj: https://invisiblebattalion.org/
3 Izolacja – więzienie utworzone w Doniecku po zajęciu miasta przez armię rosyjską w 2014 roku.
4  Kateryna Handziuk (1985-1918) – ukraińska aktywistka polityczna i antykorupcyjna, deputowana do rady obwodu chersońskiego V kadencji oraz radna Chersonia VI kadencji. 31 lipca 2018 r. w pobliżu swojego domu w Chersoniu została napadnięta i oblana kwasem siarkowym. Odniosła obrażenia 30% powierzchni ciała, w tym głowy, oczu, pleców i jednej ręki. W sprawie napadu na Handziuk prowadzone było początkowo śledztwo pod kątem możliwości popełnienia przestępstwa chuligaństwa. Gdy sprawa nabrała rozgłosu, kwalifikację czynu zmieniono na ciężkie uszkodzenie ciała, a następnie na usiłowanie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Zatrzymanych zostało pięć osób, z czego cztery przyznały się do udziału w napaści. Kateryna Handziuk zmarła wskutek poniesionych obrażeń w szpitalu w Kijowie. Po jej śmierci pod budynkiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Kijowie miały miejsce manifestacje, których uczestnicy domagali się wyjaśnienia okoliczności napadu na aktywistkę i ukarania sprawców.
5 Roman Ratusznyj — ukraiński działacz społeczny, dziennikarz, urbanista. Walczył przeciw zabudowy zabudowie Protasowego Jaru w Kijowie. Uczestnik Rewolucji Godności. Od 24 lutego wałczył w wojnie z Rosją w rozpoznaniu wojskowym. Zginał 09 czerwca w rejonie Iziumskim obwodu Charkowskiego.

Iryna Mykoliw — malarka ukraińska, urodziła się w Bereżanach na Tarnopolszczyźnie. Malarstwo studiowała od dziewięciu lat i w lipcu 2022 roku obroniła pracę magisterską ze specjalności Malarstwo Użytkowe. Artystka
pracuje w kierunkach malarstwa cyfrowego i akwarelowego. W 2020 roku stworzyła serię prac artystycznych w ramach akcji „Wiosna na granicie”, podczas której uczestnicy protestowali przeciwko wycofywania się wojsk i polityki nawiązania „pokoju» na warunkach wroga. W następnym 2021 roku Iryna przygotowywała obrazy dla książki „Dziennika nielegalnego żołnierza” Oleny Bilozerskiej i pracowała nad wystawą indywidualną pod tytułem „Król ptaków”, poświęconą znaczeniu ochrony dziedzictwa kulturowego. W tej chwili przez drugi rok pracuje nad projektem „MAK 450”, a również nad zbieraniem świadczeń o wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Główna działalność artystki jest skupiona na kształtowaniu się stylu indywidualnego i badaniu archaicznej kultury ukraińskiej. Poza tym Iryna Mykoliw uważa temat walki o wolność ważnym elementem, który jednocześnie jest częścią tożsamości narodowej oraz wkorzenioną wartością wielkiej części Ukraińców.

 

Kultura Enter 2022/02
nr 103–104 „Rosyjskie zbrodnie”

Prace Iryny Mykoliw dzięki uprzejmości artystki.