Strona główna/ROZMOWA (TEATR). Co zrobimy z naszą wolnością

ROZMOWA (TEATR). Co zrobimy z naszą wolnością

Interesuje mnie, co zrobimy z naszą wolnością. Z Antoine’em Jaccoudem rozmawia Luiza Nowak.

Luiza Nowak: Ostatni raz rozmawialiśmy podczas VI Ofensywy Teatralnej w Poznaniu w grudniu 2015 roku. Wspominał Pan wtedy, że bardzo ceni Polskę, ale zaczyna się o nią martwić. Czy coś się od tego czasu zmieniło?

Antoine Jaccoud: Cały czas się o nią martwię. Czytam międzynarodową prasę. Widzę, jak wolność jest ograniczana, jaka jest pozycja władz w sprawie migrantów i jak na nowo przepisuje się historię. To jest naprawdę niepokojące. Ta sytuacja sprawia, że jeszcze bardziej potrzebujemy teatru. Jest potrzebny jako miejsce debaty.

Czy teraz będąc w Polsce, odczuwa pan te zmiany?

Gdy jestem w Polsce, przebywam głównie w środowisku artystycznym, więc tak bardzo zmiany mnie nie dotykają. Ale opowiem pewną anegdotę. Dwa lata temu byłem na Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu. Podczas festiwalu rozmawiałem po angielsku z publicznością i z ludźmi na ulicy. Wtedy, jakaś grupa ludzi do nas podeszła i ktoś z nich powiedział w naszą stronę: „Teraz rozmawiacie po angielsku, ale niedługo to się skończy”. Dzisiaj z kolei dowiedziałem się, że wasz rząd zdecydował o ograniczeniu handlu w dwie niedziele każdego miesiąca. W Szwajcarii takie działanie jest nie do pomyślenia. Tam, gdy chcesz podjąć decyzję na skalę całego kraju, musisz zrobić referendum i zapytać ludzi, czy tego chcą. Nie możesz na szczeblu rządowym wprowadzać takich ograniczeń. Patrząc na to co dzieje się w Polsce zastanawiam się, do jakiego stopnia można ograniczyć ludziom wolność. Szczególnie w sytuacji, gdy zabiera się ją krok po kroku.

W pańskiej karierze jest sporo związków z Polską.

W latach dziewięćdzisiątych Krzysztof Kieślowski przyjechał do Szwajcarii i prowadził zajęcia ze scenopisarstwa. Przez rok byłem w jego grupie. To było moje pierwsze tak duże spotkanie z kulturalnej kimś reprezentującym polską kulturę. Odwiedziłem Polskę w 1977 roku. Przyjechałem tu razem z moją przyjaciółką, której ojciec kupił volkswagena golfa. Tamta rzeczywistość bardzo różniła się od tej obecnej. Różnice estetyczne, kulturowe, gospodarcze… kompletna przepaść. Czasem staram się opowiedzieć moim dzieciom, czym był kraj komunistyczny, z tą szarością i problemami życia codziennego. Jednak trudno to wytłumaczyć komuś, kto tego nie doświadczył. Odwiedzając Polskę, widzę jak wiele się zmienia.

Od pewnego czasu współpracuje Pan też z warszawską Szkołą Wajdy. Czym ten projekt jest dla Pana?

Szwajcaria uczestniczy w programie „Ekran”. To projekt, który kształci ludzi w kierunku pisania scenariuszy filmowych. Należę do grupy współpracujących z nim ekspertów . Spotykam się w Warszawie z innymi europejskimi filmowcami i wspólnie analizujemy scenariusze. Można powiedzieć, że kiedyś byłem w Polsce jedną nogą, ze względu na kino, a teraz nogą dołączyła druga noga, bo często moje przyjazdy związane są z inicjatywamiteatralnymi.

Czy kino i teatr są dla Pana równie ważne, czy w którejś z tych dziedzin jest panu jednak bliższa?

W moim życiu zawodowym te dwie ścieżki równolegle się rozwijają. Tam, gdzie mieszkam, nie można utrzymać się z teatru. Nie robię kina dla pieniędzy, ale z niego żyję.

Wracając do zajęć ze scenopisarstwa z Krzysztofem Kieślowskim, jak pan wspomina ten okres?

Pamiętam absolutnie wszystko. On cały czas palił papierosy (śmiech). Jako nauczyciel był bardzo wymagający. Na zajęciach pisaliśmy z nim scenariusz. Zawsze miał wiele uwag: co robi moja postać i dlaczego właśnie to robi. Mówił, że jej nie wierzy, że ta postać kłamie albo że ukrywa coś, czego nawet ja jeszcze o niej nie wiem i dlatego muszę nad nią dalej pracować. Ciągle chciał iść głębiej. Ale był też przy tym bardzo zabawny i sympatyczny. Wtedy w Polsce nie było takich sklepów z elektroniką jak obecnie. Będąc w Zurichu, gdy kończyliśmy o 17 pracę mówił: „Teraz idę do muzeum sztuki współczesnej”. Chodził po sklepach takich jak Saturn czy Media Markt i przyglądał się wszystkim elektronicznym urządzeniom. Nie przestawał być filmowcem: jeżeli dostrzegł w przestrzeni interesujące go odbicie światła, przyglądał mu się dokładnie i starał się zrozumieć jak ono pada.

Czy sama twórczość Kieślowskiego jest dla Pana inspiracją?

Głębia i ciężar relacji między postaciami w jego filmach jest dla mnie nie do przeskoczenia. Zawsze wymagał, żeby w każdej scenie między bohaterami bardzo dużo się działo. On bardzo poważnie patrzył na ludzkie życie. Oczywiście nie brakowało w tym humoru, ale to był chyba najpoważniejszy człowiek jakiego spotkałem. Był przy tym skromny. Powtarzał, że gdy jego córka na niego patrzy, tak naprawdę patrzy, to czuje się jak nikt.

Wczoraj podczas rozmów kuluarowych w Czytelni Dramatu kilka osób wspominało, że dostrzega podobieństwo między bohaterami z Pana dramatów a tymi z filmów Kieślowskiego.

Jeżeli chodzi o takie typowe scenopisarstwo, wykształcili mnie amerykańscy, pragmatyczni scenopisarze. Kieślowski pomógł mi zbudować pewną postawę jako autorowi – dotyczącą tematów, które poruszam i postaci, które tworzę. Jestem trochę taką „ciemną postacią”, pesymistą przepełnionym humorem. Może dlatego ludzie dostrzegają ten rys w moich bohaterach?

W Pana sztukach często poruszane są poważne tematy takie jak śmierć, samotność i opuszczenie. Jest tam też dużo humoru i krytyczna wizja społeczeństwa.

Pesymiści antycypują wszystko negatywnie. W grupie świstaków zawsze jest jeden osobnik, który czuwa nad resztą , np. gdy inne jedzą, on pilnuje, czy nikt nim nie przeszkadza. Osoby, które są wrażliwe, czasem zachowują się jak taki świstak. Mam wrażenie, że, chociaż nie działam z rozmysłem w ten sposób, gdy inni się bawią, jestem właśnie takim strażnikiem, który rozgląda się dookoła.

Czy jest to próba opisu i oceny rzeczywistości, czy raczej przestroga dla widzów?

Kiedyś wierzyłem, że działaniami politycznymi możemy coś zmienić. Teraz nie mam już w sobie tej naiwności. Całą energię przenoszę na pisanie. Jednak nie wiem, czym jest idealny świat. Nie wiem też jak powinniśmy żyć. Nie czuje się upoważniony do tego, żeby doradzać. Wczoraj, w Czytelni Dramatu rozmawialiśmy o zwierzętach. Zdaję sobie sprawę, że masowa produkcja zwierząt na mięso powoduje masakrę, która dzieje się codziennie na naszych oczach. Z drugiej strony jednak, nie uważam, że filozofia wegan jest rozwiązaniem. Nasza relacja ze zwierzętami istnieje od 14 tys. lat i nie możemy jej przerwać ot tak po prostu, jakby chcieli tego weganie. Przede wszystkim interesuje mnie, co zrobimy z naszą wolnością i jak jesteśmy zagubieni w świecie. Dawniej były pewne zwyczaje, które organizowały nam wspólne życie. Jestem świadkiem ich zanikania.

Podczas wczorajszego spotkania sporo czasu poświęciliśmy właśnie relacji ludzi i zwierząt. To ciekawe, także w związku z ostatnimi doniesieniami o atakach wegan na sklepy z mięsem we Francji.

Dla weganina ten, kto zjada mięso jest mordercą. Nie może więc siedzieć z nim przy jednym stole. Z tego co wiem, francuscy rzeźnicy poprosili władze państwowe o zastosowanie środków prewencyjnych. Ten temat mnie interesuje i w pewien sposób inspiruje. Od dawna jesteśmy świadkami konfliktów politycznych i etnicznych, a teraz nagle pojawił się nowy konflikt, który jest związany ze zwierzętami.

Dziś przed Panem także wizyta w Rudzie-Hucie koło Chełma. Teatr Oko, z którym przecież się znacie, przygotuje czytanie sztuki Likwidacja. Jestem ciekawa, czego oczekuje Pan przed tym spotkaniem.

Czuję się podekscytowany jak dziecko. Dla mnie sam fakt, że jadę w nowe nieznane miejscejest ekscytujący. Pamiętam Teatr Oko, ich reżysera, Marcina Woszczewskiego i inscenizację mojej sztuki Czekając na ptasią grypę, czyli pandemia, którą oglądałem w Poznaniu. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że znowu się z nimi spotkam. Już teraz zżera mnie ciekawość, co nam zaprezentują. Oczekuję, że będzie w tym dużo radości.

Kiedyś wspominał pan, że ceni tych twórców, którzy potrafią z dystansem i radością bawić się pana tekstem. Wczoraj, w Czytelni Dramatu, reżyser Daniel Adamczyk zaproponował dwie zupełnie różne wersje. Bardzo teatralną Likwidację oraz skromniejsze w środkach Psy. Która z tych form jest Panu bliższa?

A.J.: Likwidacja była dla mnie w pewnym sensie hybrydowa, bardzo teatralna. W niektórych momentach aktorzy grali nie patrząc na tekst. Zastanawiałem się w trakcie co byłoby gdybyśmy zasłonili ekran. W którą stronę by to poszło? Jak brzmiałaby wtedy cisza? Z kolei podczas czytania sztuki Psy czułem się jakbym słuchał radia. Było wspaniale. Czułem te emocje.

Nad czym Pan teraz pracuje?

Pracuję nad filmem w Bośni. Będzie to dokument o dwóch nauczycielach, którzy starają się odnaleźć wszystkich uczniów, których mieli w klasie przed wojną. Oprócz tego równolegle pracuję w Berlinie nad filmem pełnometrażowym. Planuję też napisać monolog o Afrykaninie, który został znaleziony zamarznięty w szwajcarskich Alpach.

Antoine Jaccoud – socjolog, dziennikarz, dramatopisarz. Pracował m.in. w gazecie „L’Hebdo”. Brał udział w programie „Ekran” prowadzonym przez Szkołę Wajdy (dawniej Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy). Pisze sztuki teatralne oraz scenariusze do filmów dokumentalnych i fabularnych.

Luiza Nowak – dziennikarka, absolwentka prawa i stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Dziennikarka Wirtualnej Polski (dział Life style).

Kultura Enter, 2018/05 nr 86
Antoine Jaccoud, fot. Natalia Gruszka.

Antoine Jaccoud, fot. Natalia Gruszka.

Teatr OKO, Likwidacja, Czytanie dramatu. Fot. (i kolejne) Damian Grzywna.

Teatr OKO, Likwidacja, Czytanie dramatu. Fot. (i kolejne) Damian Grzywna.

Teatr OKO, Likwidacja.

Teatr OKO, Likwidacja.