Strona główna/SA-GA O ARTYŚCIE I POECIE ALEKSEYU ZHDANOVIE, opowiedziana przez osobę, która nigdy nie znała Zhdanova, i dlatego całkiem zmyślona

SA-GA O ARTYŚCIE I POECIE ALEKSEYU ZHDANOVIE, opowiedziana przez osobę, która nigdy nie znała Zhdanova, i dlatego całkiem zmyślona

Poznałam go już po tym, gdy odszedł. Na początku zobaczyłam jego przygnębienie, potem usłyszałam jego imię, które coraz częściej zaczęło pojawiać się w moim otoczeniu, następnie dowiedziałam się, że jest poetą i, nareszcie, do mojego życia wkroczył jego mit.

***

Я мыслю, потому что «эрго сум».

Мудрец напутал. Я не верю фразам.

А у тебя веснушки на носу.

Лиловый у тебя фонарь под глазом.

Ты просто так. Ты вышла погулять.

Я мыслю. Мне неважно остальное.

Вот краткий список: праведница, блядь,

Невесты, жены, окна; все иное.

Вот это – двор, вот это – белый свет.

Мне грустно. Я живу. Я срок ломаю.

Я плачу. Я бездельник. Я поэт.

Я водку пью. Я денег занимаю.

Как сердце бьется! Как душа болит!

Я мыслю. Я живу, по крайней мере.

Ведь тридцать лет с тех пор, как я убит.

Как нет меня в живых. Но я не верю.

Ты угодила в гости к мертвецу.

Тебе покойник раскрывал объятья.

А у тебя веснушки по лицу

Текут и струйкой падают на платье.

Вот это – руки, ноги, голова.

Вот это – мы, а это – Смерть-старуха.

Я не забуду страшные слова,

которые услышу краем уха.

1973–1979

***

Mińskie podziemie artystyczne z lat 1970–1990 przez długi czas było legendą mojego pokolenia. Pogrążeni w kulturalną pustkę początku–środka lat dwutysięcznych byliśmy zmuszeni szukać natchnienia w kulturze zachodniej, ponieważ pierwsza fala białoruskiego odrodzenia już minęła. W Mińsku prawie nic się nie działo, więc mieliśmy takie wrażenie, że to, co zasługiwało na uwagę, miało miejsce za granicą (dowiadywaliśmy się o tym i tak bardzo późno). Panowało przekonanie, że białoruska żywa kultura to… nic?

Dobiegały nas historie o performance’ach Ludmiły Rusavaj i Igora Kashkurevicha, o „konspiracyjnych” projektach Igora Tishyna wystawach w galerii „Szósta linia” oraz przy Kalektornej (sam wyraz „Kalektornaya” wydawał się tajemniczy i mistyczny: gdzie jest ta Kalektornaya?). Ujawniały się nazwiska tych, którzy już odeszli do innego życia albo wyjechali, albo zostali. Lecz gdzie? Przykro mi było, że w momencie, kiedy trwał bum mińskiego podziemia artystycznego, już byłam, ale po prostu spałam gdzieś na obrzeżach Mińska, bawiąc się plasteliną oraz zjeżdżając na sankach z pobliskiej górki.

Gdy wreszcie mnie oświeciło, zwątpiłam w to nic (rozwianie tych wątpliwości było konieczne dla mnie po to przede wszystkim, żeby określić swoje miejsce w krajobrazie tego zimnego miasta). Podjęte próby pokonania blokady informacyjnej nie odnosiły sukcesów. Ci, którzy wiedzieli, nie potrafili zrozumieć, w jakim celu komuś jest to potrzebne, w tym sensie, czy to jest interesujące? W ogóle to był powszechnie znany fakt. (Miński underground słynął ze swojego eskapizmu i przypominał kocioł. Świat poza ścianami tego kotła nie tylko nie wzbudzał zainteresowania, wręcz jakby po prostu nie istniał!)

W zeszłym roku w Muzeum Sztuki Współczesnej w Mińsku została zorganizowana wystawa pod tytułem „Białoruska awangarda. Lata 1980–1990”. Przeszła prawie niezauważona ani przez krytyków, ani przez prasę, ani przez publiczność. Rzucono parę przysłowiowych kamieni, a mianowicie twierdzono, jaka to awangarda, skoro w Europie jeszcze pięćdziesiąt lat temu…, i tym podobne rzeczy – według utartego szablonu – na temat drugorzędności sztuki białoruskiej oraz na temat bezradności naszych artystów. Pomimo to podążałam do tych obrazów z irracjonalnym przeczuciem, myśląc, że być może teraz wydarzy się dla mnie coś bardzo ważnego. Rzecz była nie tylko w mitach, które oczarowały młodą głowę. Zdążałam, żeby zobaczyć czas, który przespałam, poczuć miejsce, które było moją kołyską. Albowiem pewnego dnia obudziłam się i nagle spostrzegłam, że ten sen, o którym czytałam w podręcznikach historii, fatalny, absurdalny, ponury, trwa. Dlaczego? Pytałam swoich rodziców. Nie rozumiejąc pytania, tylko wzruszyli ramionami. Zostało mi jedno wyjście – poszukać odpowiedzi.

SA-GA O MUTANCIE SEMENOVIE, którą opowiedział sam Semenov i jest zupełną fantazją

Как мутант Семенов взял мутантку Клаву,

полюбивши, в жены и прижил с ней дочь,

Черную как сажа, синюю как небо,

желтую как мыло, серую как моль.

Взял мутант Семенов у мутантки Клавы

Рубель тридцать восемь и пошел в кино,

а в кино он видит на большом экране,

как мутантка Клава спит давно с другим.

Взял мутант Семенов бритву-нержавейку,

выпил рюмку водки и пришел домой,

и зарезал Клаву, и малютку-дочку,

и старушку-тещу, тестя-старичка.

Как четыре года быстро пролетели

и мутант Семенов вышел из тюрьмы,

и мутантку Раю взял мутант Семенов,

Уломав насилу, в жены для любви.

А мутантка Клава встала из могилы,

оборотнем стала и пошла гулять.

И мутант Кириллов с этой самой Клавкой

По любви горячей прижил дочку вновь.

Трансмутантка-дочка выросла большая,

вскоре вышла в люди, кончила нархоз.

Звать ее Светлана. Черная как сажа.

Синяя как небо. Серая как моль.

Знать она не знает: кто она такая.

И торгует пивом в лавке на углу.

И имеет за день сто рублей навару.

И не пьет ни грамму. И со всеми спит.

Милые мутанты, люди дорогие!

С этой самой Светкой спал и я не раз.

С черною как сажа, господи Иисусе!

А на самом деле – серою как моль.

Вот какие страхи с нами происходят.

Ну, а мы не знаем ровно ничего.

А во всем, конечно, лишь мутант Семенов,

подлый многоженец, только виноват.

***

Z obrazu w tle dziwnego, ponurego, złowrogiego miasta przyglądały mi się pewne stworzenia o okrągłych szaroniebieskich twarzach i wytrzeszczonych oczach czy to z powodu strachu, czy z powodu beznadziei. Był to Pochmurny poranek Alekseya Zhdanova. Miasto z tyłu tych stworzeń było jakby trudne do rozpoznania, czy jest to wyobraźnia, czy okropny sen malarza? Ale poznałam to miasto. To był Mińsk, na obrzeżach którego (obraz był datowany na rok 1989) w tamtym momencie spałam. Miasto, które pamiętam ze swoich snów, było słoneczne, radosne, wypełnione przeczuciem świetlanej przyszłości i nieskończonej ilości otwartych drzwi. Nie było to wcale podobne do miasta Zhdanova. W tym momencie jednak, gdy spojrzałam na płótno artysty, moje miasto, którego budynki już były pokryte krakelurą, rozpłynęło się jak widmo, ukazując realną pustkę. Artysta swoją pracą przekazał mi więcej niż długie monologi moich „śpiących” rodziców, intelektualne programy w telewizji białoruskiej i podręczniki szkolne, które przez cały czas były zmieniane zgodnie z przyjętą ideologią.

Przypatrywałam się przygnębieniu Zhdanova: zmrok nad miastem, dziwne stworzenia w tym mieście, nie czułam strachu. Nasłuchiwałam zaciśniętych ust mieszkańców-mutantów i nagle zaczęłam słyszeć ich cichy szept, ich śpiew, o tym że, wydaje się, nie ma końca ten „ciąg”, a za drzwiami są następne drzwi, i, wydaje się, że miasto tuż-tuż się budzi, a ono jeszcze bardziej zapada się w sen. O tym, że człowiek w tym mieście jest niczym wilk dla człowieka, a tego, kto nie włoży porcelanowej maski obojętności, to miasto wypluwa. Czyli to właśnie, co uczyniło z artystą malarzem.

Мир долго собирался стать иным,

Но стал таким же – все наоборот.

Я притворялся тяжелобольным

За гаснущий в агонии народ,

За гибель рода в море выпивох,

За полное лишение примет.

Но в свете параллельности эпох

Моей болезни оказалось – нет.

И пустомеля из числа притвор

Я буду с неизбежностью изъят

Из нынешних, учетных, этих пор,

Перемещен в «ничто» и буду рад.

1979

***

Były to dwa miasta. W jednym ponurym i mrocznym mieszkał artysta i poeta Aleksey Zhdanov. Betonowe i szklane zabudowania tego miasta są wszędzie, nie dają oddychać, pną się do góry, przebijając niebo na wylot. A stamtąd już tylko chłód i zapomnienie. Życie tego miasta odbija się na twarzach jego mieszkańców. W ich oczach widać jego ogień. Ponieważ to miasto pali się w ogniu wiecznym.

Duchy mieszkańców tego miasta milczą. Z mocno zaciśniętymi ustami i zaczerwienionymi oczami z powodu bezsennych nocy błądzą w ruinach tego miasta. Nigdy nie śpią. Płaczą suchymi łzami. Wiara została z tyłu. Przed nimi jest głuchy mur nie do przejścia między obrazem, w którym są oni, a inną rzeczywistością – żywą. Ale czy żywą? Może artysta maluje lustro, w którym widzę siebie?

Było jeszcze jedno miasto – wieczne. Miasto, które artysta oglądał, gdy zamykał oczy albo zapadał się w zapomnienie. Miasto to było zalane słonecznym światłem, za jego kamiennym murem też nikt nie spał. Jednak tam było wesoło, cieszono się, siedząc przy świątecznym stole, czekając na podróżnika, który przez góry i pustynie spieszy dniem i nocą na rozmowę do Kany Galilejskiej.

Do tego wiecznego miasta artysta pragnął wrócić. Kiedyś, gdy uda się przebić przez głuche obojętne żółte ściany, rozedrzeć płótno oraz wyjść poza ramy, w które został umieszczony, żeby wreszcie z urojonego świata, zamieszkanego przez duchy, w którym betonowe bloki szarym kurzem opadają na twarze mieszkańców, wyjść i zobaczyć słońce, miasto zalane słońcem, ludzi mających promienne twarze, niebo zsyłające światło.

W mieście, gdzie mieszkał artysta i poeta Aleksey Zhdanov, nie widać było nieba, nie było w nim też słońca, bo „to samo miasto było Słońce”. Urodziłam się w tym mieście. Grzałam się w jego promieniach, uważałam, że należały do słońca, a to było samo miasto. Miasto, którego kamienie byłe żółte nie z powodu tego, że były zalane słońcem, a to dlatego że ze swej istoty były żółte.

***

На небе – желтый развод.

Желтые наши дома.

Кто-то не ест и не пьет,

весело сходит с ума.

Кто-то над книгой сидит,

песню мурлычет под нос.

А за окошком дождит –

долго, солидно, всерьез.

Желтый удушливый дым –

кроткая совесть моя.

Мир за окном объясним

в терминах небытия.

Смешаны запах и цвет

и опрокинуты в сон:

заполучили букет,

образ грядущих времен.

Желтые, как анаша.

Чувственный самообман.

…катится разум, как шар –

маленький мой кегельбан.

1979

***

„I tu znowu, nie wiem z jakiego powodu, przypomniałam sobie pogrzeb, teraz już Zhdanova. Dużo ludzi zgromadziło się wtedy w jego mieszkaniu – koledzy, koleżanki, wielbiciele. Wszyscy byli zaszokowani, nie z powodu śmierci, ponieważ dużo pił, mając słabe serce, więc można się było tego spodziewać. Szokowało coś innego – jej absurdalność. Aleksey pił z samego rana w pewnym barze, w tym samym baraku, gdzie mieszkał Kim. Potem zasnął przy stole. W pobliżu stała duża kadź z kiszoną kapustą. Oparł się o nią głową, przycisnął krawędzią szyję i udusił się we śnie.

Pamiętam, jak do jego mieszkania przychodzili coraz to nowi ludzie. Podchodzili do trumny, przy której, nie spuszczając oczu, siedziała ubrana na czarno jego ścięta żalem matka. Później wchodzili do kuchni, wypijali kieliszek wódki i, milcząc, wychodzili na zewnątrz zapalić. Następnego dnia po pogrzebie wszyscy znów zebrali się w jego mieszkaniu na stypę. Na początku siedzieli cicho i pili. Ale nagle, po którymś kieliszku, przyszła wariacka wesołość – zrobiło się głośno, słychać było coraz więcej śmiechu. Za godzinę, półtorej wszyscy się rozeszli, żeby się bawić w innych miejscach, jakby nic się nie stało, a nawet jeśli – to lepiej szybciej o tym zapomnieć”.

Z powieści Artura Klinava Szkło zwrotne

Zapłaczę mokrymi łzami, żeby ugasić pożar wokół siebie. Będę przebijać się przez płótno, wdzierać się przez niego, ciąć, żeby nie być duchem z tego miasta. Zbuduję swoje wieczne miasto, żeby mieć  szansę pewnego razu tam wrócić.

***

…Луна для всех. Для психа. Для микроба.

Для быта, пропитавшегося серой.

«От скуки бытия», от слов, от злобы

я становлюсь на время мышкой серой.

Под койкой схоронюсь в укромной щелке,

бессмертный со своим конечным счетом.

И выметут с утра мой трупик щеткой

и к прочим сопричислят нечистотам.

1979

Taciana Arcimowicz