Strona główna/SĄSIEDZI. Nowości literackie

SĄSIEDZI. Nowości literackie

Bankietowicz

Młody inteligentnie wyglądający człowiek po koncercie wszedł do sali, gdzie miało się odbyć przyjęcie. Nałożył sobie na talerz różne rodzaje sałatek, pierogów, szynki, kanapek i żółtego sera, popijając wszystko sokiem. Sprawiał wrażenie, jakby robił to ostatni raz. Z nikim się nie kontaktował, wykonywał profesjonalne ruchy „bankietowicza”.

Są ludzie, którzy jedzą wszystko tak poważnie, jakby zjadali samych siebie. Między tym mężczyzną a resztą sali, która także jadła i piła, wytworzyła się jakaś głęboka przepaść. Ta reszta, chociaż jedzenie było jej potrzebne, jadła jakby od niechcenia, jakby to był rodzaj jakiegoś starodawnego ofiarnego rytuału, który po każdej ważnej sprawie przewidywał
wspólną ucztę.

Podszedł mój przyjaciel. Ledwie zauważalnym gestem wskazał na „bankietowicza” i z pełnym szacunku przydechem wyjaśnił:
– Wyobraź sobie, on chodzi na wszystkie imprezy kulturalne w mieście. To szaleniec!

Zawsze mnie intrygowali nieproszeni goście i ludzie wkręcający się na krzywy ryj. Oto zachowują się jak partyzanci, podświadomie oczekujący jeśli nie odwetowych działań, to przynajmniej haniebnego wygnania. To ludzie, których już wszyscy znają, bo mają osobliwe oczy – jednocześnie zawzięcie fanatyczne i obojętne, mistrzowskie ręce i przygotowane polietylenowe torebki.

Taki sobie model ludzkiego istnienia: nikt cię nie prosi do przychodzenia na ten świat, a ty przychodzisz. Jesz cudze jedzenie, przeznaczone dla kogo innego, oddychasz cudzym powietrzem, zajmujesz cudzą przestrzeń. Całe swoje życie w zasadzie tracisz na to, żeby stać się dla ludzi swoim. Nie zwyczajnie spodobać się innym, zlać się z nimi. Zjednoczyć się z przyjemną ludzką masą, która zawsze może ci, nieproszonemu, pokazać drzwi.

Myślę, że w pewnej chwili on przestanie chodzić na te różne imprezy kulturalne. Ktoś pierwszy w myśli zauważy jego nieobecność na bankiecie. Ale nikt nie przypisze temu żadnego znaczenia. Jakby nigdy wcześniej go nie było.

Zmywać się stąd

Taki już ludzki los – nieustannie odganiać od siebie myśli. Czasami ciężkie – o chorobach, nieszczęściu, śmierci. A czasami słodkie i zakazane zarazem. O cudzych żonach na przykład. Bywa też trzeci rodzaj – myśli o swoim miejscu na świecie. To znaczy, z reguły naszym rodakom nie podoba się miejsce, w którym mieszkają.

Też nie jestem wyjątkiem. Przez całe dorosłe życie odganiam od siebie myśl o emigracji. Sądzę, że nie jestem jedyny. W naszym kraju dobrze jest mieć tę myśl na wszelki wypadek; stale ją odganiając, należy mimo wszystko mieć ją pod ręką.

W młodości, w głodnych latach 90., często nawiedzał mnie impuls: trzeba stąd się zmywać.

Ale kiełki trzeźwego myślenia podpowiadały: najpierw powinieneś stać się Człowiekiem tutaj. A potem, właśnie stąd, podbijając Paryż i Nowy Jork, zbierać międzynarodowe nagrody i kąpać się w blasku sławy.

Teraz mnie – wraz z myślą o moich fatalnych młodzieńczych błędach – też często nawiedza ten sam impuls. Ale resztki trzeźwego myślenia podpowiadają: ej, chłopcze, za późno już ci się gdzieś wynosić. Gdybyś miał teraz
20 lat i na przykład anglistykę w Harvardzie albo filozofię w Paryżu. Wtedy i góry można by przenosić.

A teraz komu tam jesteś potrzebny? Kimś, oczywiście, zostałeś. Ale sam siebie nie za bardzo cenisz. Dlatego, że ten, kim się nie stałeś, byłby naprawdę dużo lepszy. Bo tam, w idealnym świecie, dokąd mógłbyś się zmyć, wszystko by ci się udało.

Teraz wydaje się, że sama myśl o ucieczce jest głównym stymulatorem mojego życia, które mogło ułożyć się po prostu katastrofalnie. Można było wpaść w alkoholizm albo zostać wojskowym. Urządzić się w Ministerstwie Kultury, wstąpić do Związku Literatów albo zostać deputowanym. Wszystko, czym teraz władam – to możliwość przestawienia życia o 180 stopni i chciałoby się wierzyć, że to zależy tylko ode mnie.

Andrij Bondar, Nogami do przodu, przeł. Bohdan Zadura, Marek S. Zadura, wyd. Warsztaty Kultury w Lublinie, Lublin 2017.

Andrij Bondar − ur. 1974 w Kamieńcu Podolskim, ukraiński prozaik, poeta, publicysta, tłumacz i filolog. W latach 1998−2000 redaktor naczelny gazety „Literatura Plus”, 2000−2001 zastępca redaktora naczelnego magazynu „Ewa”, 2001−2007 redaktor działu literackiego w popularnym w Ukrainie tygodniku („Дзеркало тижня”). Autor trzech tomików poezji (wiersze tłumaczone na angielski, białoruski, chorwacki, niemiecki, francuski, litewski, polski, portugalski, rumuński i szwedzki), licznych prac literaturoznawczych oraz tłumaczeń, przełożył na język ukraiński m.in. FerdydurkeTransatlantyk Gombrowicza i opowiadania Mrożka. W Polsce ukazały się dotychczas jego dwie książki: tomik poetycki Jogging (2005) oraz zbiór felietonów Historie ważne i nieważne (2011). Prywatnie Andrij Bondar jest mężem pisarki Sofiji Andruchowycz.

Andrij Bondar. Fot. Ołeksandr Czekmeniew.

Andrij Bondar. Fot. Ołeksandr Czekmeniew.

Najnowsze książki białoruskich i ukraińskich pisarzy w polskim tłumaczeniu. Wydawnictwo: Warsztaty Kultury w Lublinie. Fot. Jakub Bodys.

Najnowsze książki białoruskich i ukraińskich pisarzy w polskim tłumaczeniu. Wydawnictwo: Warsztaty Kultury w Lublinie. Fot. Jakub Bodys.