Strona główna/FELIETON. Polsko-ukraińskie rozmowy

FELIETON. Polsko-ukraińskie rozmowy

FELIETON. Polsko-ukraińskie rozmowy
Tomasz Sikora

„Czemu oni wszyscy chcą tutaj przyjechać?”, „Co myślisz o tym ich <<patriotyzmie>>?”, „Czemu nie chcą się uczyć polskiego?”, „Ale wiesz, że oni tak naprawdę nie zamierzają się integrować?”, „Dlaczego do tej pory nas nie przeprosili?” – te i inne, podobne pytania-tezy, zadał mi ostatnio człowiek będący miłym, wykształconym, dobrze zarabiającym Polakiem, kiedy dowiedział się, że działam aktywnie na rzecz stosunków polsko-ukraińskich. Nie on jedyny i nie on pierwszy. I pewnie nie ostatni. To jedno z moich niepokojących odkryć. Rzecz, którą czułem intuicyjnie, ale nie chciałem dopuścić do świadomości , funkcjonując w pewnej bańce, w której widać bardzo pozytywne polsko-ukraińskie relacje, związane z częstymi wyjazdami do Ukrainy, pracą artystyczną z ukraińskimi przyjaciółmi i po prostu prowadzonymi od lat wspólnymi działaniami. Druga strona bańki to hejt – nacjonalistyczny, przykry, okrutny i rozlewający się w internecie i czasem nawet poza nim. Totalne skrajności. Ale jest przecież coś jeszcze, cały obszar pomiędzy. Ludzie obok nas, czasem to nasi rodzice, przyjaciele, znajomi ze studiów czy pracy, ludzie, których spotykamy na chwilę albo na dłużej w życiu. Ludzie, którzy są przecież całkiem w porządku. Pracujemy z nimi, wymieniamy się informacjami albo wchodzimy w pogawędkę, mijamy ich na co dzień, czasem spotykamy towarzysko czy zawodowo – zwykli, normalni Polacy, którzy potrafią w pewnym momencie ni stąd ni zowąd powiedzieć „Ale z tymi Ukraińcami to jest coś na rzeczy”.

I wtedy przypominam sobie to, co powiedział mi rok temu przyjaciel z Krakowa: „Słuchaj, spotykam się często ze środowiskiem artystyczno-inteligenckim, to są na przykład rodzice dzieci chodzących z naszymi do przedszkola czy szkoły, krakowska, mieszczańska klasa średnia, wykształceni, obyci ludzie. Rozmawiamy na jakimś przyjęciu, nic oficjalnego i wiesz, to nie do wiary co oni potrafią nagle zacząć opowiadać o Ukraińcach i Ukrainie. Zwłaszcza jak alkohol rozwiąże im języki. Bardzo dobrze, że robisz ten swój festiwal bo potrzebne jest jeszcze dużo pracy nad tymi tematami”.

No tak, jasne, myślenie stereotypowe, sądy obiegowe. Tkwią w nas mocno, nawet ich nie wymyślamy sami, właściwie – jak twierdzą filozofowie tacy jak Hilary Putnam – dziedziczymy je i nabywamy. Oczywiście, żyjemy wśród stereotypów, nie jesteśmy w stanie się ich zupełnie pozbyć, to jest część naszej wiedzy o świecie. Część od której nie ma ucieczki, bo stereotypy tkwią głębiej niż tylko w samym języku. Do tego dochodzi polityka, narracja na skróty, język uproszczeń obliczony na zagospodarowanie elektoratu. I jeszcze niektóre media, uporczywe sączenie uproszczonych sądów na temat rzeczywistości, historii oraz takich czy innych zachowań grup społecznych czy narodowych, czy po prostu poszczególnych ludzi. Te wszystkie składniki – od nabytego stereotypu po jego wzmacnianie przez te wszystkie zewnętrzne czynniki – prowadzą do tego, że zaczynasz coraz częściej słyszeć zdanie: „coś jest na rzeczy”. Ci od skrajności potrafią zhejtować. Ci od polityki potrafią skłamać lub wypowiedzieć każdą bzdurę. Tak jak niedawno w radio, członek jednego z ugrupowań obecnych w sejmie, prywatnie przedsiębiorca zatrudniający Ukraińców stwierdził, że przyjeżdżają do Polski za pracą tylko dlatego, że w ich kraju można zamiast wypłaty dostać kijem bejsbolowym od rekietera. Siła fałszywych wyobrażeń o Ukrainie
i Ukraińcach jest ogromna. Ale często poza internetowym hejtem słyszymy tę tłumioną i uprzejmie wypowiadaną niezbyt często na głos – bo nie wypada, bo jednak udajemy takich fajnych, bo dbamy o własny wizerunek oświeconych i oczytanych – sentencję: „coś jest na rzeczy”. I myślę, że jest to nie mniejsze zagrożenie dla naszych codziennych polsko-ukraińskich relacji niż ten głupi, prymitywny hejt.

Mówi się, że najlepszym sposobem nabywania kompetencji międzykulturowych są podróże i wyjazdy. Człowiek skonfrontowany z ludźmi posługującymi się innym językiem, zmuszony do poradzenia sobie w innym kraju, w innym otoczeniu, odkrywa nagle, że ci inni ludzie żyją tak jak on, mają te same kłopoty i problemy. Są podobni do nas, nawet jeśli ich świat różni się w szczegółach, na przykład wyznają inną religię albo żyją w nieco innym kontekście kulturowym. Jeśli chodzi o poznawanie Ukraińców to nie musimy nawet wyjeżdżać, bo oni przyjechali do nas. Tak. Wielu z nich przyjechało szukać lepszego życia, a ich pobyt jest korzystny ekonomicznie dla naszego kraju. To taka trochę transakcja wiązana – deal. Ale przecież to nie jest jedyny argument za tym, aby zwrócić na nich uwagę. To w ogóle nie jest argument za poznawaniem innych ludzi. Oderwijmy się na chwilę od polityki państwowej, ekonomii, polityki transgranicznej, stosunków bilateralnych, konfliktów polityki historycznej czy stosunków międzynarodowych. Zejdźmy na poziom naszych miast. We Wrocławiu żyje około 100 tys. Ukraińców, czyli co dziesiąty mieszkaniec miasta. Mniej lub więcej. Co to właściwie znaczy? 100 tysięcy Ukraińców we Wrocławiu? To nie jest tylko sucha liczba ani statystyczne dane. To przecież realni ludzie, wiele osób żyjących obok nas, z ambicjami, planami, nadziejami, kłopotami, nasi sąsiedzi, pracujący, użytkujący tę samą publiczną przestrzeń, chodzący po tych samych chodnikach, jeżdżący po tych samych drogach, tymi samymi tramwajami, bywający na tych samych koncertach czy w tych samych knajpach. Kupujący w tych samych sklepach. A właśnie – sklepy. Czasem słyszę pogardliwie ten okropny stereotyp, że Ukraińcy potrafią pracować tylko w sklepach i na budowach. Hm. Nawet jeśli Ukraińcy to pokaźna grupa sprzedawców i kierowców sieci ze znanej smartfonowej aplikacji, to kto w takim razie sprzedawał i pracował w tych sklepach wcześniej, przed masową migracją z Ukrainy? Kosmici?

W każdym razie czy komuś się to podoba czy nie, te 100 tysięcy Ukraińców (podobna ich liczba jest w Warszawie, Krakowie i Poznaniu, a w całej Polsce około 1,2 mln), to są mieszkańcy tego samego miasta. To pełnoprawni obywatele tego miasta. A naszym obowiązkiem, tych nas, którzy tutaj żyją od pokoleń czy przynajmniej od lat, jest ich przyjąć i zaprosić do jego tworzenia. Nikt tu nie jest lepszy czy gorszy, bo życie w mieście, jego kształtowanie, jest szczególną przestrzenią, w której doświadczamy wspólnotowego, ponadnarodowego, nie ograniczonego etnicznie procesu jego współtworzenia. Co więcej, taka wielonarodowa struktura nie jest czymś wyjątkowym, przecież wielokulturowość europejskich miast jest znana od średniowiecza. To raczej wyjątkowe były dziesięciolecia komunizmu, w którym wydawało nam się, że jesteśmy jednym, monokulturowym społeczeństwem. To w końcu realna szansa, aby miasto takie jak Wrocław – od kilkunastu lat określający sam siebie jako wielokulturowy i na tym budujący swoją postkomunistyczną tożsamość, ale tak naprawdę tworząc tylko swój mit odwołujący się do wielowiekowej historii – stał się wielokulturowym naprawdę. Co więcej, myślę, że dzięki tej największej mniejszości, tym 100 tysiącom Ukraińców, również inne kultury już realnie wielokulturowego Wrocławia, zyskają na znaczeniu, a te procesy nabiorą dynamiki.

Tylko, że tu pojawia się praktyczne pytanie. Co właściwie mamy z tym faktem robić. Jak mamy to robić? Jak sprawić, aby rzeczywiście współdzielić przestrzeń i razem być odpowiedzialni za miasto. Od czego zacząć? Odpowiedź jest prosta, może nawet trywialna. Trzeba zacząć rozmawiać. Po prostu rozmawiać ze sobą. Nawet nie debatować, deliberować, dyskutować (to też), co po prostu rozmawiać. Rozmawiać o wszystkim i o niczym. Niekoniecznie na ważne tematy i jakieś spędzające sen z powiek kwestie. Przede wszystkim rozmawiać po ludzku. Bez głupich i obraźliwych pytań, bez zakładania czegoś z góry i bez uprzedzeń. Musimy rozmawiać, bo musimy współdziałać. Musimy współdziałać, więc musimy rozmawiać. I chcemy rozmawiać, żeby się polubić.

Wiem, drodzy Ukraińcy, że jesteście rozmownym i przyjaznym narodem. Doświadczam tego zawsze, kiedy jestem – dajmy na to w Kijowie – i rozmawiam z taksówkarzem. Albo z barmanem w knajpie na lotnisku, albo z ochroniarzem na parkingu w Czerniowcach. Albo z fryzjerką w Charkowie. Albo z nowo poznanym muzykiem, czy profesorem z uniwersytetu po spektaklu teatralnym we Lwowie. Potraficie bardzo otwarcie mówić, dzielić się wrażeniami, przemyśleniami, ale również potraficie słuchać. Wiec nie wstydźcie się i nie bójcie, tylko rozmawiajcie z nami.

A ty, Polaku, nie obrażaj się i nie dąsaj, tylko spróbuj porozmawiać z Ukrainką, która jest Twoją sąsiadką i odprowadza dzieci do tego samego przedszkola co ty, albo Ukraińcem, który naprawił właśnie twój samochód. Przy okazji dowiesz się: że nie wszyscy Ukraińcy chcą przyjechać do ciebie, bo przecież mieszka ich wszystkich w Ukrainie 45 milionów; że patriotyzm ukraiński nie różni się od polskiego, a skrajne myślenie o narodzie to domena wąskiego ekstremum, podobnie jak w naszym kraju; że Ukraińcy chcą się uczyć polskiego, jeśli z tym wiążą długi pobyt w naszym kraju, ale nie każdemu to dobrze idzie z różnych względów, choćby braku wolnego czasu, a Ukraińców słabiej operujących polskim nie jest przecież więcej, niż Polaków słabo mówiących po angielsku na emigracji w Londynie; że język ukraiński, gdyby zacząć wymawiać go z lekko innym akcentem i zapisywać łacińskim alfabetem jest tak bardzo podobny do polskiego, że to będzie twoje odkrycie życia; że Ukrainiec rozmawiając teraz z tobą przecież właśnie się integruje; że historia Ukrainy jest skomplikowana, a rzeczy wydające się jednoznacznymi wcale nie są jednoznaczne jak to w historii każdego kraju.

I że żądanie przeprosin od Ukraińca jest zwyczajnie głupie. Bo za co ma mnie przepraszać mój przyjaciel Mark ze Lwowa, wspaniały jazzowy kontrabasista, z którym możemy pożartować o ukraińskich wyborach prezydenckich, polskich kolejach państwowych, razem pograć muzykę, a potem porozmawiać poważnie o życiu, o jego synu i przeprowadzce do Kijowa. Co mi takiego zrobił Sergiej z Iwano-Frankiwska, Vj, który jest wyjątkowym artystą i praca z nim przy wspólnych projektach zawsze jest kreatywna i w pełni profesjonalna. Albo Roman – absolutnie serdeczny kumpel, który razem ze swoją żoną Jaryną ma fantastyczne dzieci. Albo Serhij ze Starobielska, z którym podróżujemy pociągami po całej Ukrainie, rozmawiając o muzyce i metafizyce, by potem zagrać muzykę do jego tekstów. Albo Jurij ze Stanisława, który jest kimś więcej niż przyjacielem, bo jest poważną częścią życia, a ekscytująca podróż z nim nie ma końca. Albo jego żona Nina z Czernihowa, której dobrego serca nie da się opisać. Albo Dana – wokalistka i pianistka mieszkająca we Wrocławiu, szkolna przyjaciółka córki Jurija, która jest fantastyczną, serdeczną, wyjątkową osobą. Albo Ilja, również z Wrocławia, z którym się tak ciekawie rozmawia o wszystkim, że nie można przestać. I Artem, który jest tak samo racjonalny i uważny, jak otwarty, no i w ogóle jest po prostu w porzo. I Dmytro, i Jana, i Ola, i Slawa…

No właśnie, przede wszystkim podczas tej rozmowy, tych rozmów, droga Ukrainko i Polko oraz drogi Ukraińcu i Polaku, dowiecie się dużo o sobie samych, bo jak pisał Hans-Georg Gadamer „rozmowa jest rozmową nie dzięki temu, iż doświadczyliśmy w niej czegoś nowego, a dlatego, iż napotkaliśmy w drugim człowieku coś, czego jeszcze w naszym doświadczeniu świata nie spotkaliśmy”, a mówiąc prościej poznacie kogoś wyjątkowego i jedynego w swoim rodzaju, a jednocześnie w wielu sprawach tak bardzo podobnego do ciebie, bo dzielącego ten sam świat. Choć żyjemy wśród stereotypów i często one domagają się nieuprawnionego, mniej czy bardziej świadomego użycia w celu krzywdzącego uogólnienia lub niesprawiedliwej oceny, bo taka bywa natura ludzka, to dzięki poznanemu w rozmowie innemu człowiekowi możemy nauczyć się je niuansować i odróżniać te szkodliwe od tych nieszkodliwych. I pozbyć się tych krzywdzących i raniących innego. Może dzięki temu, dzięki wzajemnemu poznaniu poprzez rozmowę jest szansa, że przestaniemy używać tego fałszywego, podstępnego zdania: „Aha, jest coś na rzeczy”.

*

No i tak na koniec, jako szczególny appendix i specyficzne „lokowanie produktu”. My już tu we Wrocławiu rozmawiamy. Od marca, co miesiąc odbywa się cykl „Rozmowy polsko-ukraińskie”. W Muzeum Pana Tadeusza i w ramach III edycji całorocznego Festiwalu Twórczej Współpracy WROCloveUKRAINA. Do rozmów zaprosiliśmy znanych intelektualistów, twórców oraz ludzi aktywnych społecznie z obu krajów, a są one prowadzone w formacie dwuosobowym przy udziale publiczności. Ich temat jest zawsze otwarty i nienarzucony z góry. Naprawdę rozmawiamy o wszystkim. Cykl otworzyła rozmowa wybitnych przedstawicieli współczesnej literatury z Polski i Ukrainy: Olga Tokarczuk i Jurij Andruchowycz. 2 kwietnia odbyła się rozmowa młodszego pokolenia twórców: Doroty Masłowskiej z Serhijem Żadanem. Następni czekają w kolejce, w maju porozmawiają Ziemowit Szczerek z Romanem Kabaczijem a sam cykl potrwa do końca roku. Oprócz zaproszenia na publiczne rozmowy tych wyjątkowych osób, jest to tak naprawdę zachęta dla nas wszystkich, Polaków i Ukraińców – po prostu siądźmy razem do stołu i zacznijmy rozmawiać.

Tomasz Sikora – muzyk, menadżer kultury, filozof, realizator dźwięku, autor dźwięku do filmów, producent. Muzyk wrocławskiego zespołu Karbido. Od wielu lat czynnie zaangażowany w dialog i polsko-ukraińską wymianę kulturalną. Z zespołem Karbido od 2004 roku bierze udział we współpracy z Jurijem Andruchowyczem, z którym zespół wydał 5 płyt i zagrał kilkadziesiąt koncertów w Ukrainie i Polsce. Współpracował również z zespołem DakhaBrakha, VJ Grupa Cube i ArtPole. Ostatnio uczestnik projektu rozdilovi z udziałem Serhija Żadana oraz twórców z Ukrainy i Białorusi.

ROZMOWY POLSKO-UKRAIŃSKIE / ПОЛЬСЬКО-УКРАЇНСЬКІ РОЗМОВИ
NOWY CYKL WYDARZEŃ W MUZEUM PANA TADEUSZA
W RAMACH FESTIWALU TWÓRCZEJ WSPÓŁPRACY WROCloveEUKRAINA
Rozmowa trzecia. Ziemowit Szczerek i Roman Kabaczij
prowadzenie – Tomasz Sikora

➦14 maja 2019 (wtorek), godz. 19.00

Organizatorzy: Fundacja „Hermetyczny Garaż”, Muzeum Pana Tadeusza

👏 wstęp bezpłatny, liczba miejsc ograniczona, wejściówki do odebrania w kasach Muzeum Pana Tadeusza, możliwa rezerwacja mailowa: zapisy@ossolineum.pl (zarezerwowane wejściówki należy odebrać najpóźniej pół godziny przed spotkaniem)

Tekst w języku ukraińskim ukazał się w Привіт.pl  nr 01/2019.

Kultura Enter, 2019/02 nr 88