Strona główna/SPOŁECZEŃSTWO. Konstytucja i konteksty unijne

SPOŁECZEŃSTWO. Konstytucja i konteksty unijne

Zbigniew Bujak
Fragment z książki Konstytucja starsza, niż myślisz: czyli o tym, co z historycznego dorobku państwa polskiego znajdziemy w naszej Konstytucji

Moje zainteresowanie procesem powstawania konstytucji III RP wynika z dwóch okoliczności. Po pierwsze, uczestniczę w polskim życiu politycznym od roku 1980. Daje mi to możliwość obserwowania ludzi i zdarzeń niejako od środka. Łatwo więc zauważyłem, że publiczne wypowiedzi i stanowiska uczestników politycznej gry najczęściej mają niewiele wspólnego z rzeczywistymi motywami. Jako poseł Sejmu I i II kadencji obserwowałem „grę o konstytucję”. W dyskusjach nad tym aktem padało wiele deklaracji i odwołań do wartości. To właśnie bardzo mnie zainteresowało. Europejska i rodzima tradycja jest pod tym względem bardzo bogata. Drugą okolicznością była więc chęć bardziej systematycznego poznania, na ile głęboka i spójna wiedza o doktrynach i wartościach stoi za tymi wypowiedziami. Uznałem, że pogłębiony wywiad z członkami Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego dostarczy ciekawego materiału do moich dociekań. […]

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej uchwalona została w dniu 2 kwietnia 1997 roku. Był to ósmy rok transformacji ustrojowej, jaką przechodziła Polska. Czy wydarzenia i procesy społeczne i polityczne tego czasu miały wpływ na treść konstytucji? Preambuła informuje o funkcji, jaką ma odgrywać ten akt prawny, oraz odwołuje się do historycznego dziedzictwa III RP. Które spośród przepisów i instytucji konstytucyjnych możemy odnaleźć w ponadtysiącletniej historii naszego państwa? Kiedy, w jakich okolicznościach, i w jakiej postaci pojawiły się po raz pierwszy? Czy i w jakim stopniu twórcy konstytucji III RP brali je pod uwagę? Czy brali pod uwagę historyczny dorobek polskich myślicieli i doświadczenie polskiej klasy politycznej w dziedzinie państwa i prawa?

Nim przejdę do omówienia drugiego etapu okresu prekonstytucyjnego, zatrzymam się na procesie politycznym o ogromnym znaczeniu dla historii naszego państwa – unii polsko-litewskiej. Porozumienie obu narodów obejmuje okres trzech stuleci. Ma jednak swój autonomiczny charakter, niezależny od procesów instytucjonalnych zmian zachodzących w Królestwie Polskim.

Unia krewska (1385r.) wydaje się być aktem ratującym byt państwowy Litwy i piastowskiego państwa. Rozpoczyna ona zarazem długi proces budowania wspólnoty politycznej litewsko-polskiej. Plany rozbioru Polski powstałe w 1392 r. na dworze Zygmunta Luksemburskiego, musiały zaistnieć w umysłach okolicznych władców już wcześniej. Unia personalna odwróciła fatalny dla obu narodów bieg historii. Świadomość niebezpieczeństw grożących obu państwom z jednej strony i wizja mocarstwowej pozycji z drugiej, sprzyjała przełamywaniu wszelkich różnic. Tu, jak sądzę, rodziła się tolerancja, z której słynąć będzie Rzeczypospolita. Art. 35 Konstytucji, traktujący o prawach mniejszości narodowych, można odnosić do tradycji tolerancji i poszanowania odrębności narodowej Litwinów i Rusinów, która stała się warunkiem i fundamentem unii, aby mogła ona wytrzymać próbę czasu. To, że Litwa zwróciła się w stronę państwa Piastów, zawdzięczamy zapewne działalności naszych „uczonych”. Znana w polskich elitach, wśród duchowieństwa tradycja augustyńska, zakazywała nawracania siłą. Znalazło to bardzo praktyczny wyraz w postawie naszej szlachty wobec działalności Zakonu. Paweł Włodkowic i Stanisław ze Skarbimierza stworzyli teoretyczne podstawy, pozwalające wygrać z Zakonem na gruncie prawa i teologii.

Art. 26 p.21 i 1172 [1] Konstytucji, a także praktyka polityczna III RP wskazuje, że z wielką ostrożnością traktuje się Siły Zbrojne. Ich działanie jest ograniczane do ochrony niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnienia bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic. Niechęć do wdawania się w konflikty poza granicami zawiera w sobie odmowę uczestniczenia w wojnach, które mogą okazać się niesprawiedliwe. To stanowisko ma swoje praźródło w umowie z Ludwikiem Węgierskim i w naukach głoszonych przez wspomnianego Stanisława. Warto zauważyć, że nauki Pawła Włodkowica i Stanisława ze Skarbimierza wyprzedziły o wiele dziesiątek lat dzieła Franciszka Vitorii (1532) i Hugo Grocjusza. [2]

Unia z Litwą uczyniła z Rzeczypospolitej ponownie podmiot polityki europejskiej. Chrystianizacja Litwy przez Polskę przywracała odrodzonemu państwu rolę słowiańskiego filara chrześcijańskiej Europy. Podejrzana rola Zakonu kończyła się. Integracja z Europą stała się celem polityki elit obu narodów. Art. 90 Konstytucji jest wyrazem woli integracji z europejską rodziną narodów i przygotowaniem do tego aktu. Jego korzenie tkwią w polityce Mieszka I, we wspólnych planach Bolesława Chrobrego i Ottona III i w dziele unii polsko-litewskiej.

Unia wpłynęła także bardzo mocno na kulturę religijną polskiego katolicyzmu. Jeśli więc podkreślona została w preambule kultura zakorzeniona w chrześcijańskim dziedzictwie narodu, to owe chrześcijańskie dziedzictwo kształtowało się pod wpływem unii z Litwą. Jerzy Kłoczowski tak o tym pisze:

Polska od połowy XIV wieku staje się królestwem dwuwyznaniowym. Pozostaje państwem katolickim, ale wraz z zajęciem Rusi wchodzi w jej skład duży obszar z ludnością o ustalonej od kilku stuleci religii i kulturze kręgu bizantyńsko-słowiańskiego. W tej perspektywie mniejsze znaczenie ma ciągnąca się dotąd wielka debata na temat pochodzenia – wspaniałego także jako dzieło sztuki – obrazu jasnogórskiego, czasu i miejsca jego powstania. Dla historii społeczno-religijnej najważniejszy jest sam fakt nabrania przez obrazy w ogólności, a jasnogórski w szczególności, tak wielkiego znaczenia w społeczeństwie polskim XV wieku. Zjawisko to można traktować jako odpowiedź na rozbudowane potrzeby ludzi, przy czym kult ikony, przejęty w ograniczonych zresztą rozmiarach, godził się znakomicie z zasadniczymi tendencjami chrześcijaństwa zachodniego, z charakterem utrwalającego się w kulturze polskiej sposobu rozumienia i odczuwania chrześcijaństwa. […] Nie ma w każdym razie wątpliwości, że kult Matki Bożej złączy się w ten sposób bardzo autentycznie i głęboko z utrwalającym się w Polsce typem chrześcijaństwa, zarazem chrystocentrycznego i ludzkiego, zasadniczo optymistycznego, pełnego życzliwości dla świata i ludzi. Mimo iż rzeczywistość odbiegała na każdym kroku od ideału życia, ważne pozostaje to, że ów ideał został niejako zakodowany wśród naczelnych wartości kultury polskiej, i to w szerokiej skali społecznej.[3]

Ową życzliwość mogą potwierdzić niektóre reakcje polskich elit. Zaliczyć można do nich Artykuły Henrykowskie, broniące różnowierstwa, hasło – „Za naszą i waszą wolność”, czy posłanie I Zjazdu Solidarności  „Do ludzi pracy narodów Europy Środkowo-Wschodniej”. Nie zawsze jednak był to obraz tak idylliczny. W polityce wewnętrznej minionych wieków nie zauważam efektów życzliwości w postaci stosownych aktów prawnych. Mógłby nim być odpowiednio wczesny akt zniesienia pańszczyzny czy polityczne upodmiotowienie mieszczan.

Tworzeniu unii z Litwą od początku towarzyszyło dążenie do stworzenia jednolitego organizmu państwowego. Ostatecznie sfinalizowane zostało to w akcie Unii Lubelskiej. Jednolitość państwa jest problemem, z którym musieliśmy borykać się przez wszystkie niemal stulecia. W obecnej Konstytucji dążenie to znalazło swój wyraz w art. 3.2. Deklaracja  „jednolitości” zawarta w Unii Lubelskiej tworzyła jednak specyficzną sytuację. Jednoczyły się bowiem dwa narody. Oznaczało to różne języki, różną zatem kulturę, związki z różnymi kościołami. Deklaracja jednolitości wydawała się zawierać sprzeczność. Z tej sprzeczności można wybrnąć tylko przez specyficzne rozumienie Rzeczy – pospolitej, która się z dwu państw i narodów w jeden lud zniosła i spoiła[4]. Pojęcie narodowości nie może być związane z przynależnością do jednego z narodów, nie może być określane poprzez język czy religię. Naród jest tu wspólnotą polityczną obywateli różnej narodowości, języków, wyznań i religii. W Konstytucji znalazło to swój wyraz w zdaniu preambuły: My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej. Źródło tej uniwersalistycznej formuły należy widzieć moim zdaniem w naszym unijnym doświadczeniu. Dążenie do jednolitości miało jednak swój drugi wymiar. W pierwszych latach XV w. między kościołem wschodnim i zachodnim trwały rozmowy na temat unii. W tym właśnie celu udał się na sobór w Konstancji w 1418 r. Grzegorz Cemblak (Cembłak). Unia florencka zawarta została bez udziału Polaków i Rusinów.[5]

Jak podaje J. Kłoczowski:

Kiedy zaś mianowany zarazem przez patriarchę Konstantynopola i papieża metropolita całej Rusi i kardynał Izydor, Grek z pochodzenia, przybył w 1440 roku na obszar państwa polsko-litewskiego, spotkał się tu z rezerwą, jeśli nie wrogością, przede wszystkim może ze strony kół katolickich i katolickiej hierarchii. Wyraźnie obawiano się zatarcia różnic między obrządkami, ich zrównania. Dobrze świadczy o tym chociażby ostry i zdecydowany protest strony polskiej, reprezentowanej przez biskupa Oleśnickiego około 1440 roku, przeciwko dyskutowanej ówcześnie na soborze w Bazylei propozycji zezwolenia nie tylko w Czechach, ale i w Polsce na Komunię świętą pod dwiema postaciami.

To stanowisko wyjaśnia, dlaczego unia polityczna napotykała tak wiele sprzeciwów po stronie litewsko-ruskiej. Jest także możliwe, że postawa Oleśnickiego pozbawiła polską politykę szansy na odegranie dziejowej roli w stosunkach wschodniego i zachodniego cesarstwa. Być może mogliśmy przyczynić się do uratowania Konstantynopola. Wtedy zupełnie inaczej wyglądałaby ta część Europy. Inaczej bowiem potoczyłaby się ekspansja Moskwy.

Podsumowując, unia polsko-litewska prowadziła do:
1. Przywrócenia Rzeczypospolitej statusu słowiańskiego filara Europy.
2. Sformułowania teorii wojny sprawiedliwej.
3. Rozwinięcia tolerancji wobec odmienności narodowych i etnicznych oraz religijnych.
4. Ukształtowania pod wpływem Bizancjum, odrębnych cech polskiego katolicyzmu. Kult obrazów przyczynił się do powstania w Polsce kultu maryjnego.
5. Stworzenia pojęcia obywatela jako członka narodu rozumianego jako wspólnota polityczna (bez względu na język, kulturę, religię).
6. Unia zapoczątkowała też przechodzenie w Sejmie na język polski jako urzędowy. Jest to początek instytucjonalizacji języka jako narodowego.

Trzeba też zauważyć, że obecnie Papież widzi w Polsce kraj zdolny do przeprowadzenia, czy raczej zapoczątkowania misji  „nowej ewangelizacji”. Wydaje się, że ma to wiele wspólnego z utrwalanym, także przez akt Unii, wizerunkiem Polski jako najwierniejszej córki Kościoła. Ewangelizacja ta wydaje się mieć jednak wiele wspólnego ze stanowiskiem biskupa Oleśnickiego.

Okres prekonstytucyjny

Obrady Sejmu Walnego w Piotrkowie w styczniu roku 1493 uznaje się za początek działania parlamentu polskiego w nowożytnym rozumieniu tej instytucji. Od wcześniejszych zgromadzeń odróżnia go obecność posłów wybieralnych (na sejmikach ziemskich). Uchwały (konstytucje) są uzgadniane pomiędzy zgromadzonymi posłami, radą królewską przekształcającą się w senat z królem. Co do istoty, odpowiada to rozwiązaniu, jakie znajdujemy w obecnej Konstytucji. Tu także ustawa, dla swej ważności, wymaga zgodnego przyjęcia przez Sejm, Senat i Prezydenta RP. Zasada reprezentacji rozwija się nie tylko przez obecność posłów, wybieranych na sejmikach ziemskich. Maksyma quod omnes tan git („Quod omnes tangit, ab omnibus tractari et approbari debet” – co wszystkich dotyka, przez wszystkich omówione i zaaprobowane być powinno) po potwierdzeniu jej przez konstytucję sejmową 1505 r., przekształca się w trwałą zasadę (ciało Królestwa z pełną mocą reprezentacji nieobecnych). Parlament w nowym kształcie politycznym – trzech stanów sejmujących – przejmuje też w całości uprawnienia króla w zakresie ustanawiania podatków, stanowienia prawa i nadawania przywilejów, zwoływania pospolitego ruszenia. Nową erę polityczną uosabia konstytucja  „Nihil novi” (nihil novi sine communi consensu – nic nowego bez powszechnej zgody). Ograniczając władzę królewską wprowadzała ona zasadę suwerenności prawa. Zasadę tę sformułował już Arystoteles. Zapewne też jego dziełem inspirowali się polscy prawnicy.

Zbigniew Bujak

Zbigniew Bujak – ur. 1954 r.,  polski polityk i politolog, działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL, poseł na Sejm I i II kadencji. Współpracownik Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”, kolporter wydawnictw niezależnych, współzałożyciel Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” w ZM Ursus w Warszawie. Zasłużony opozycjonista w PRL i uczestnik obrad Okrągłego Stołu. Należy do Stowarzyszenia Wolnego Słowa. W 2014 r. współtworzył Komitet Obywatelski Solidarności z Ukrainą.

 

[1] Art. 26 p2: Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli. oraz: Art. 117: Zasady użycia Sił Zbrojnych poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej określa ratyfikowana umowa międzynarodowa lub ustawa. Zasady pobytu obcych wojsk na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i zasady przemieszczania się ich przez to terytorium określają ratyfikowane umowy międzynarodowe lub ustawy.
[2] L. Ehrlich, Paweł Włodkowic i Stanisław ze Skarbimierza. PWN, W-wa 1954.[3] J. Kłoczowski, Dzieje chrześcijaństwa polskiego. Paryż 1987, s. 105.[4] Art. 3: Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym.
[5] Unia Lubelska z 1. VII. 1569. Punkt 3.[6] J. Kłoczowski, Dzieje chrześcijaństwa polskiego. Paryż 1987, s. 98.

Kultura Enter
2020/02, nr 93–94

Zbigniew Bujak, legendarny opozycjonista w debacie w 30-lecie Okrągłego Stołu w Lublinie, ze zbiorów redakcji.

Tyle pokoleń starało się o demokrację. Pomnik Abrahama Lincolna, który częściowo zniósł niewolnictwo (park miejski w Oslo). Photo by Woubishet Z. Taffese on Unsplash.

Przypadek?