Strona główna/Świadomość, bez rewolucji

Świadomość, bez rewolucji

Lubię nazywać Białystok miastem osobnym, w jednym słowie zawierając zarówno oddalenie jak i osobliwość, bo rzeczywiście – mieszkamy daleko od wszystkich, najbliższych sąsiadów z miasta mamy za granicą, w Grodnie, i mieszkamy osobliwie, choćby dlatego że wszystko świętujemy dwa razy, i dwa razy w roku w dwa sylwestry możemy z petard w niebo strzelać. Lubię tą osobność w sobie czuć, i czuję ją zwłaszcza podczas spotkań z mieszkańcami innych miast, zasiadając ze Zwierzem Podlaskim na piersiach zamiast krawata i tłumacząc, że u nas to niejasna sprawa z mową, z Orłem Białym, że dla nas to bardziej Bocian Biały swój, wspólny wszystkim Mickiewicza dzieciom.

Rozpocząłem ze swadą by się rozgrzeszyć ze swobodnej opowieści na poważny temat: „Start Białegostoku w Konkursie o Tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i Co z Tego Wynikło”. Ale też swobodnie do konkursu podeszliśmy, może zbyt swobodnie jak (słusznie) uważają niektórzy, lecz tylko tak to chyba, z perspektywy, można opisać.

Gdy Konrad Sikora, mój partner z Fundacji M.I.A.S.T.O. Białystok przyniósł wieść o możliwości startu Białegostoku w konkursie o tytuł ESK 2016 nie myśleliśmy, i daję całą głowę, nikt w naszym mieście nie myślał, w jak poważnym dziele będziemy uczestniczyć. Biję się w piersi – kiedy w innych miastach, jak Łódź, Lublin, Warszawa, Wrocław, wrzały intelektualne dyskusje, spory o kierunkach rozwoju kultury, kiedy przyznawano budżety i zawierano koalicje, wynajmowano ekspertów my, we dwajom (we dwóch), przebiegaliśmy lekko po znajomych ludziach kultury z petycją w sprawie startu, w dwa dni zbierając dwie kartki popierających podpisów, które trafiły wprost na biurko Prezydenta.

I stał się cud. Zyskaliśmy niespodziewanego partnera w najwyższych władzach. Rada Miasta jednogłośnie poparła start Białegostoku w konkursie! Niezależni twórcy opanowali magazyny wojskowe na Węglowej! Cała Polska poznała białostockich tancerzy dzięki wynalazkowi telewizji! Białostockie teatry zdobyły światowe nagrody! Paweł Małaszyński śpiewał ze swoją białostocką kapelą! Pałac Branickich rozkwitł barokowymi ogrodami! Na wspaniałym kościele farnym pojawił się nowy dach! Nawet Jagiellonia zdobyła Puchar Polski!

Okazało się, że mamy co pokazać i czym się pochwalić. Że Białystok istnieje na mapie Polski. I to w wielu wymiarach. W takich nastrojach, pomimo nielicznych malkontenckich głosów, startowaliśmy w konkursie, spóźnieni, ale pełni nadziei.

I zaczęły się schody.

Bo start w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury to nie happening, a ciężka praca, zmierzająca do jednego celu – ukształtowania na tyle spójnej polityki by, w perspektywie kilkunastu najbliższych lat, opanować sztukę świadomego kształtowania kulturalnego wizerunku miasta. To jak zbudowanie ram w których ma się znaleźć dzieło – najpiękniejszy portret miasta. I tego podejścia z perspektywy „nauki malarstwa” naszemu miastu zabrakło.

Zaczęliśmy konkurs jak happening, i jak happening potraktowało go miasto. Start w konkursie nie miał żadnego budżetu, biura, a jego obsługę stanowiły …trzy osoby zatrudnione w Urzędzie – niżej podpisany, Justyna Radecka, i nasz mieżdunarodnyj drug (międzynarodowy przyjaciel – chyba przestanę tłumaczyć…) – Misza Sołomenik z Grodna. Zapisuję te nazwiska by pozostał ślad. W tworzonej właśnie na piśmie Strategii Miasta nikt nawet nie zauważył konkursu ESK, co raczej nie świadczyło o wierze w sukces i powadze sytuacji. Powołane Biuro ds. Strategicznych Projektów Kulturalnych za ważniejsze dla miasta uznało inne sprawy.

Czy jednak opis ten służy usprawiedliwieniu porażki? Nie. Bo jednocześnie to pozornie „odpuszczone” i opuszczone przedsięwzięcie w niebywały sposób stymulowało zaangażowanie miasta w działalność kulturalną. Niewątpliwie olbrzymią rolę odegrało osobiste zaangażowanie Tadeusza Arłukowicza, ówczesnego zastępcy Prezydenta odpowiedzialnego za kulturę, największego przyjaciela ESK w Urzędzie, i takiego właściwie przedsięwzięcia przyszywanego ojca. Ale to start w konkursie był reketierem (czy ktoś poza wschodnią Polską rozumie to słowo?) kultury w Białymstoku. Wymuszał aktywność. Wtedy właśnie, w „wiośnie kultury” za pieniądze miejskie powstał spektakl „Metropolish” który jak burza przewalił się przez sceny największych miast Polski (w Warszawie oglądała go nawet żona Bruce’a Willisa, w białe futro ubrana, w lato). Za pieniądze miejskie stworzono festiwale Pozytywne Wibracje, Filmvisage, miasto wsparło niezrównany Up To Date, Ambient Park, rozbudowało Oktawę kultur, festiwal Inny Wymiar i niezliczone działania jakich wcześniej Białystok nie widział. Do Białegostoku zawitali niespotykani wcześniej ludzie. Za pieniądze i za zgodą miasta wreszcie powstała Węglowa. Cała Polska usłyszała o Białymstoku. W zgodnej opinii wszystkich rozważań marketingowych Białystok okazał się zwycięzcą konkursu ESK pod względem zysku wizerunkowego. Siedzimy przy jednym stole z największymi, nawet jeśli nogi trochę nam dyndają bo krzesło za wysokie. Ale rośniemy. Czy bez ESK byłoby to możliwe? Może tak, ale wolniej.

Dlatego nigdy nie będę żałował żeśmy, z Konradem, ESK miastu przynieśli, że spędziłem przy nim kawał życia, i jeśli nie będę miał za to konnej statui (jakiej w skrytości pragnę), to na Węglowej należy mi się przynajmniej tablica z mosiądzu.

A co było złe, zepsute, nie wyszło?

Przede wszystkim sam konkurs. Nie aplikacja, tą pisaliśmy świadomie, karkołomnie, angażując się w temat niezrozumiany, chcieliśmy powrotu sztuki wolnej od instytucji, zamiast celebrytów – bohemy, zamiast scen – wolnego taboru, zamiast chłodu – ognistego tańca, a krytyka zobaczyła tylko, że mamy plan zwieść do Białegostoku całą Nację Cygańską. Nie wyszedł sam proces pisania. Pozbawieni środków, narzędzi angażowaliśmy właściwie siły prywatne, prywatne też były nasze rozmowy, konsultacje nieliczne, towarzyskie bardziej niż profesjonalne. Wreszcie – opieczętowani urzędem a jednocześnie nic nie oferujący, nie staliśmy się partnerem dla twórców. Nie wykorzystaliśmy szansy na integrację środowisk wokół jednego celu. A one były chętne, te środowiska, ale jak angażować, skoro nie mogliśmy nawet dać pewności że miasto coś z ich staraniem zrobi. Bo przecież – sukces, nie sukces – ideą było, by zgłoszoną w konkursie strategię realizować. A tu realna strategia, realne życie okazało się poza nami, poza ESK, więc i poza nimi. Mieszkańcy też łatwo wyczuli, że tu nie ma wielkiego halo, na publiczny konkurs na logo ESK wpłynęło więc raptem kilka prac o …nijakiej wartości, odbyło się kilka spotkań publicznych (z głównym tematem – a kto za to zapłaci?) i na tym właściwie zakończyło się zaangażowanie Białostoczan. I tej straconej szansy żal.

Po co był mi jednak wstęp o osobności Białegostoku?

Otóż aby na koniec pokazać jacy naprawdę jesteśmy.

Ostateczną aplikację konkursową stworzyliśmy w kilka osób, Jurek Szerszunowicz spisał ją na wakacjach, zamiast zażywania cienia pod palmą przeklinając nad laptopem, złożyliśmy ją w formie happeningu (do Ministerstwa zamiast nas pojechały drewniane lalki), broniliśmy żarliwie, happeningowo, z filmem, tańcem i dwoma słodkimi nastolatkami które po prostu mówiły dlaczego chcą mieszkać w Białymstoku, przegraliśmy od razu i …nic (mógłbym napisać to po naszemu, ale to w końcu kultura…).

Nie było rozliczeń, szat drapania, piersi bicia, plwania, oskarżeń, zwolnień grupowych (zresztą skąd grupa?) tylko stwierdzenie że się nie udało, i trochę zdrowego śmiechu.

Tak, wiem, na pewno są ludzie którzy czytając to zaczną pomstować na nie-powagę, nie-wykorzystanie, nie-gospodarność, nie-kompetencję, i wszystko co się na nie- zaczyna. Ja jednak wolę komentarz naszej lokalnej Kunstgruppy Gawnouka, czyli ich wersji loga ESK, oddającego ich stosunek do całej sprawy. I za ten stosunek, osobny, ale gwarantujący zdrowie psychiczne, jestem dumny z mojego miasta.

Przed nami praca. Wszyscy zauważyli jak bardzo zależna jest kultura w mieście od gospodarczej koniunktury. Odczuwamy skutki kryzysu. Jesteśmy uczestnikami sporu o to, co się bardziej opłaca, a ta rachunkowość często opiera się na politycznych wytycznych. Białystok nie przeżył rewolucji kulturalnej w związku z ESK, ale zbudował przyczółek, który teraz, w czasach kryzysu, utrzymać będzie łatwiej niż cały front. Chciałbym wierzyć że to świadoma droga miasta a nie przypadkowy zbieg okoliczności i – ciepło obserwując najwyższy w Polsce poziom zadowolenia mieszkańców ze swojego miasta – nie oczekuję drugiego cudu, lecz zwykłej konsekwencji.

Sławek Mojsiuszko

Wypowiedź na seminarium Polskie Stolice Kultury, Lublin 4 II 2012. Tytuł pochodzi od redakcji.



Piszemy o tym:SŁAWEK MOJSIUSZKO, Białystok 2016 – wnioski Zobacz także:

Wniosek aplikacyjny o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury – BIAŁYSTOK 2016

Sławek Mojsiuszko fot. Tomasz Kulbowski

Białystok - rynek. Fot. Urząd Miejski w Białymstoku

Białystok ESK 2016 - Kunstrugppa Gawnouka

Elektrociepłownia - Galeria Arsenał. Fot Urząd Miejski w Białymstoku

Opera w Białymstoku. Fot. Urząd Miejski w Białymstoku

Up To Date, namiot, Węglowa. Fot. Up To Date

Up To Date, Węglowa, logo. Fot. Up To Date

Up To Date, Węglowa, wystawa Art Bike. Fot. Up To Date

Węglowa Białystok fot. Sławek Mojsiuszko

Węglowa Białystok fot. Sławek Mojsiuszko

Węglowa Białystok fot. Sławek Mojsiuszko

Węglowa Białystok fot. Sławek Mojsiuszko

Węglowa Białystok fot. Sławek Mojsiuszko