Strona główna/SZTUKA. Pomiędzy grafiką i malarstwem

SZTUKA. Pomiędzy grafiką i malarstwem

W tym roku przypada 35-lecie twórczej pracy prof. Artura Popka. Jubileusz skłania do podsumowań i refleksji nad dotychczasową drogą artysty. Tekst towarzyszy wystawie przygotowywanej w październiku stolicy Gruzji (w ramach 5. rocznicy współpracy partnerskich miast Lublina i Tbilisi).

Pomiędzy grafiką i malarstwem. Pytania
Artur Popek

Często wyrażane są opinie, że artyści mają pewną łatwość egzystencjalną jako ekstra bonus od natury. Zostawiają dla
potomności wartości zamknięte w małych fragmentach materii. Trzeba czasu, by było wiadome, co i ile z nich
samych przetrwa, a co stanie się jedynie oderwaną cząstką rzeczywistości, interpretowaną coraz to inaczej przez
kolejne pokolenia. Czy rozpaczliwe pytanie o sens poczynań w ogóle jest potrzebne? Czy nie należy po prostu poddać się nurtowi rzeki i szukać sensu w każdym kolejnym dniu, a nie w ciągłości lat? Na talent nie można zasłużyć, spada on na jednych niespodziewanie, inni żebrzą o niego na próżno. Jeśli talent (mniejszy lub większy) otrzymujemy ot tak, to czy nie jest pychą wobec Opatrzności usilne wdrapywanie
się na piedestał?

Inspiracje

Interesuje mnie tak wiele, że każdy nowy dzień jest wyzwaniem dla żarłocznych zmysłów. Raduję się i trwożę,
być może zbyt przesadnie reagując na otaczający świat. W miarę upływu lat nauczyłem się pokorniejszego
reagowania na otaczającą rzeczywistość: łatwiej mi zrewidować własne poglądy, przyznać się do niewiedzy.
W swoich pracach nie staram się oceniać, najważniejsze jest dla mnie wczucie się w sytuację drugiego człowieka, próba zrozumienia motywów jego działania, choć czasami zdają się być skrajnie odpychające lub bestialsko okrutne. Wszystkie dostępne zmysły są ważne, czasami synergia bodźców jest tak intensywna, że czuję zapach i smak kolorów, dotykam temperatury dźwięków. To wszystko finalnie przemienia się w świat wrażeń wzrokowych, zarówno tych docierających za pomocą oczu, jak i kłębiących się w wyobraźni.

Ogrom i bezkres natury poraża mnie i uczy pokory. Jest to mój główny impuls do podróży. Usiłuję też podróżować
w czasie. Rozumienie historii wymaga przechwycenia cząstki z jej upływającego czasu. To, co odległe, staje się
nagle dotykalne dzięki uświadomieniu sobie, że człowiek tak samo przeżywa radość, miłość, lęk, upodlenie, nienawiść jak przed latami czy wiekami. Nauczyliśmy się wierzyć w cywilizację, w nieodzowność jej
wytworów. Często kryje się za tym mechanizm wzbudzania nowej potrzeby, by ktoś mógł ją natychmiast sprzedać,
przynaglając do kolejnego rodzaju konsumpcji. Unikam wartości i potrzeb narzucanych mi przez innych, czasami
nawet przekornie reaguję z tym większym uporem, z im większą perswazją się spotykam.

Proces

Najważniejsze zaczyna się w momencie przekroczenia bariery działań intencjonalnych, uprzednio przygotowanego
planu. Jest w tym jakaś taoistyczna zgoda na poddawanie się intuicji, na podążanie za twórczym instynktem.
W procesie powstawania dzieła nadchodzi moment, kiedy wytwór przejmuje kontrolę nad tworzącym i pozwala mu
uzupełniać pustkę we własnym spójnym systemie. Trudno jest wytłumaczyć, czym jest doznanie olśnienia, kiedy
problem o nieskończonej liczbie rozwiązań pojawia się jako jednoznaczny, klarowny i spójny.
Walka z własną słabością – etapy tworzenia, pustka białej kartki, poczucie bezużyteczności, nieoryginalności.
Istotę takiego stanu oddaje istniejący w Islamie termin dżahilijja, oznaczający ciemność i niewiedzę, które
trzeba przezwyciężyć. Jeśli to zignoruję, wychodzą prace niechciane, obce, patrzące na mnie krzywo od samego
początku. W końcu to sam nakładam sobie szelki tragarza i mam nadzieję, że będą one źródłem radości.
Przychodzi moment, kiedy praca zaczyna porywać, dominuje, wciąga i prowadzi za rękę. To nie jest wymyślanie od
nowa, to wkraczanie do świata istniejącego w równoległej
rzeczywistości.

Snucie planów stanowi cząstkę radości, tak samo jak potem wspominanie świetnych chwil. Praca nad obrazem też ma swoje fazy, najpierw coś wykluwa się, zamysł niekształtny, złożony z ulotnych emocji, retrospekcji rozmytych przez czas, przeczuć, snów, lęków, czy nawet jednostajności nic-nie-dziania się, nawijanej na kolejne warstwy świadomości i przykrywanej następnymi. Czasami wymyślanie nowej pracy przywodzi na myśl sny o lataniu. Wydaje się, że to tylko kwestia wyćwiczenia mięśni rąk, by machać tak szybko, żeby umożliwiło to uniesienie się w powietrze. Dość niezgrabne jest samo wzbicie się w przestworza. Potem wszystko staje się płynne, harmonijne, liczy się poddanie prądom wznoszącym i zstępującym, ptasia intuicja, rozumienie przestrzeni. Budzi się radość szybowania,
nieporównywalna z innymi doznaniami.

Jeżeli przyjmiemy za pewnik, że gatunek ludzki jest w procesie nieustannego rozwoju, a przy tym dokonania poszczególnych jednostek kończą się wraz z ich odejściem, powstaje pytanie – co jest nośnikiem informacyjnym
zmian jakościowych dla następnych pokoleń. Czy inaczej ujmując: w jakim stopniu jako gatunek ludzki jesteśmy
zdolni do natychmiastowego dziedziczenia – z pokolenia na pokolenie? Jestem przekonany, że szybkie dziedziczenie
genetyczne jest nie tylko możliwe, ale wręcz stanowi główne źródło danych dla naszych nieświadomych
i podświadomych poczynań. U Karola Gustawa Junga pojawia się myślenie archetypiczne. Zastanowiła mnie
minimalna wymagalna liczba pokoleń niezbędna do uruchomienia tych mechanizmów. Jung mówi o dość
nieokreślonym, aczkolwiek niezmiernie długim upływie czasu. Czymś, co zaszło w prehistorii i wdrukowało się na
zawsze w ludzką wrażliwość.

Warsztat

Spotykałem się w różnych częściach świata z grafikami warsztatowymi i naturalne było, że rozmowa schodziła na
sprawy grafiki, sposobów technicznych, środków wyrazu itp. Zdumiewające było, jak niewiele słów zazwyczaj
potrzebnych było do porozumienia, do zaprezentowania swojego stanu wiedzy, do wyłuskania różnic i podzielenia
się tajnikami warsztatu, istotą twórczości. Nie mogę przezwyciężyć uprzedzeń wobec kierunków odrzucających bądź ignorujących warsztat. Wydaje się jednak, że zbalansowanie proporcji pomiędzy myśleniem twórczym a rzemiosłem jest szalenie ważne. Wytwarzanie struktur imaginacyjnych niemających swojej kontynuacji w wytworze materialnym jest narażone na mnóstwo pułapek, niesprawdzalności, ulotności, monosensoryczności.

Artur Popek

prof. Artur Popek – ur. 1960 roku w Szczebrzeszynie. Ukończył z wyróżnieniem psychologię oraz wychowanie plastyczne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W 1983 roku podjął pracę w Instytucie Wychowania Artystycznego jako asystent-stażysta, a następnie asystent i starszy asystent. W latach 1991–1992 odbył staż doktorancki na Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem prof. Rafała Strenta. Tytuł adiunkta I st. uzyskał w 1992 roku, a tytuł adiunkta II st. w roku 1998. W 2011 roku uzyskał tytuł profesora sztuk plastycznych. Od
2013 profesor zwyczajny. Dziekan Wydziału Artystycznego w Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie na
kadencję 2012–2016. Należy do Związku Polskich Artystów Plastyków, Stowarzyszenia Międzynarodowe Triennale Grafiki w Krakowie i ADOGI (Międzynarodowe Stowarzyszenie Małej Formy Graficznej) w Barcelonie, Hiszpania. Od 2000 roku związany z Grupą KRAK – Hollywood, L.A. USA. Od 2000 roku Dyrektor Artystyczny Society for Arts w Chicago USA. W latach 2001–2010 współpracował jako grafik-ilustrator z Nowym Dziennikiem w New York USA.
Zorganizował ponad 75 wystaw indywidualnych (m.in.: Bratysława – Instytut Polski 2000, Chicago – USA, Society for Arts, 1999–2003; Los Angeles California USA, Director’s Guild of America 2000; Charlotte – Unlimited Art Gallery 2002, Buffalo USA, Canissius College Gallery 2013), brał udział w ponad 70 wystawach międzynarodowych oraz 120 wystawach zbiorowych. Jest autorem ponad stu projektów katalogów, książek, druków akcydensowych itp. Jest laureatem kilkunastu prestiżowych nagród i wyróżnień w zakresie grafiki i malarstwa. Jego prace zdobyły renomę międzynarodową, wchodząc w skład wielu zbiorów uznanych galerii, muzeów oraz prywatnych kolekcji.