Strona główna/Teatr Ósmego Dnia. W drodze do mitycznej krainy Śródziemnomorza…

Teatr Ósmego Dnia. W drodze do mitycznej krainy Śródziemnomorza…

Dawno, dawno temu w odległym kraju, Polsce Ludowej – w przestrzeni niemożliwej wolności narodził się Teatr Ósmego Dnia – niepokorne dziecię, które stanęło na czele bezkrwawej rewolucji walcząc o wolność i prawdę w swoim królestwie świadomości i niczym nieograniczonej wyobraźni…

W roku 1968 na arenę dziejów polskiego narodu wkroczyło nowe pokolenie, które odważnie podniosło głos walcząc o swoje Jestestwo, o swoją przyszłość, o swoje BYĆ. Gdy w kraju obwarowanym szczelnymi granicami toczyło się codzienne, monotonne „bycie”, pod wpływem wydarzeń „niecodziennych” – tak zwanych Wydarzeń przez duże „W” –zmieniających oblicze świata, stopniowo rodziła się Wyspa, przestrzeń odosobniona. Z czasem Wyspa stawała się coraz bardziej ludna, a jej mieszkańcy stworzyli społeczność – Pokolenie Emigracji Interior[1]. Rok 1968 otworzył nową epokę, a jednocześnie dał początek nowemu teatrowi studenckiemu, inicjując myślenie o teatrze jako czymś „więcej niż teatr”[2]. To był przełom. Rodziła się nowa świadomość wspólnoty; rodził się ruch, który zaludniał Wyspę, stanowiącą przestrzeń zamkniętą, enklawą niezależności. Umożliwi to doświadczenie katharsis, a jego następstwem będzie więź z widzami i „dialog wolny od systematycznych zakłóceń”[3]. Wyspa stanowiła świat alternatywny, w którym naczelną zasadą było poszukiwanie Prawdy i dążenie do wyprostowania krzywego, karykaturalnego odbicia w zwierciadle naznaczonej codzienności. Budowano świat wewnętrzny, wędrowano w głąb, konstruowano nowy, wolny świat. Gdy rzeczywistość zewnętrzna zaczęła uwierać coraz bardziej, zbliżał się rok 1980. Wówczas pojawiła się konieczność przekroczenia granicy, opuszczenia Wyspy… Rok 1981 stanowił początek końca całego ruchu. Wielu młodych ludzi znalazło nową alternatywę – „Solidarność”. Teatr był dla nich miejscem przejściowym, domem zastępczym, który przygotował ich do skoku w dorosłość. Z ponad stu dwudziestu mniej lub bardziej trwałych grup teatralnych przetrwało zaledwie kilka, może kilkanaście. Pozostali ci, dla których teatr był priorytetem, sposobem na życie, całym życiem. Gdy wprowadzono stan wojenny, Ósemki zaangażowały się w działalność opozycyjną – wydawanie gazetek, kolportaż. Ich pierwszy spektakl w tym czasie, Przypowieść na motywach powieści Faulknera (premiera 30 czerwca 1982, Poznań), stanowił adaptację. Pozbawiony został autorskiej wizji, stając się próbą wypowiedzi zza szyby, poprzez kogoś, nie bezpośrednio. Dlaczego? Ponieważ wówczas nie znaleziono jeszcze słów, by opowiedzieć o codzienności, która nastała po „Nocy Generała”. Nastąpiło to chwilę później.

W roku 1982 Teatr Ósmego Dnia zrealizował przedstawienie Wzlot – poetycką, przeplataną songami opowieść o tragicznym losie Osipa Mandelsztama, jednego z najwybitniejszych poetów rosyjskich – rozkochanego w starożytności i w kulturze śródziemnomorskiej:

„Latami tęsknił do krajów wybrzeża śródziemnomorskiego, a gdy los pchał go wciąż dalej na północ, pozostawała mu tylko nadzieja i wiara, że sam natchniony Bożą wolą, jak prorok, stworzy słowami nową ziemię obiecaną i własnym głosem, szeptem, oddechem tchnie w ten świat życie…”[4]

Historia tęsknoty Mandelsztama za Europą, za Rzymem, marzenie o ucieczce na wyspy szczęśliwe to także zapis świadomości poetów sceny, reprezentantów młodego polskiego teatru, którzy pewnego dnia obudzili się w kraju, w którymwyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle”[5]. Podobnie jak Mandelsztam śnili o wolnym świecie i poprzez teatr budowali pomost do wolnej Europy. W tym ekstremum dnia codziennego konstruowali świat przedstawiony, alternatywny, który oświetlał drogę do nieuchwytnego raju ziemskiego. Emigrowano do wewnątrz, by szukać odpowiedzi na coraz trudniejsze pytania o jutro. Z czasem jednak w kraju dalekiej północy, w kraju rządzonym przez „Cara”, wśród ludzi marzących o Rzymie zaczęło narastać poczucie zamknięcia i zniewolenia. Mimo to teatry alternatywne miały swoją furtkę do Europy – organizowane w kraju międzynarodowe festiwale:

„Okres stanu wojennego dla nas, ludzi teatru to był czas festiwali jeleniogórskich. Ewenement! Święto teatru skontrowane z żałobą tamtych ponurych dni. Na uboczu, gdzieś za rogiem spotykały się teatry z całej Europy! My nie mogliśmy wyjeżdżać, ale oni mogli przyjeżdżać do nas. Tu rodziły się prawdziwe, wieloletnie przyjaźnie, które zaważyły na późniejszym życiu. Kontynuowana była wówczas idea festiwalu wywodząca się z festiwali lat siedemdziesiątych – wrocławskich, krakowskich, lubelskich. Piękna idea, która rozpłynęła się wraz z upadkiem ruchu alternatywnego. Czas trwania festiwalu to był czas spotkania artystów. To wówczas żyło… My cierpieliśmy na rodzaj klaustrofobii, a ten festiwal był naszą furtką na świat. Przyjeżdżały teatry z Francji, Niemiec, USA, z różnych stron świata. Często to oni wyjeżdżali stąd zachwyceni, zainfekowani nowym teatrem, z którym tu się zderzyli, z publicznością, która chłonęła ten teatr. To było niezwykłe wydarzenie. My byliśmy niezwykle głodni kontaktów z Zachodem, szukaliśmy nici porozumienia i znajdowaliśmy, choć nasze rozumienie świata było totalnie różne – na przykład ich lewicowość i nasza lewicowość to były zupełnie odmienne systemy wartościowania. Oni przyjeżdżali przywożąc w walizkach, schowane pod koszulami książki, maszyny do pisania, kalki, farby – wszystko to, co było nam potrzebne w podziemiu. Te niezwykłe przyjaźnie o których już wspominałem potwierdziły się na Zachodzie, potem podczas peregrynacji emigracyjnych. Ten festiwal to było nasze święto, nasz karnawał, a codzienność? Była jaka była….”[6]

W roku 1983 Teatr Ósmego Dnia przygotował na Festiwal w Jeleniej Górze widowisko uliczne Raport z oblężonego miasta. Była to metaforyczna opowieść, która potęgowała pesymizm i brak nadziei. „Daremne słowa w gips zastygły”, śpiewała Ewa Wójciak, jakby wołając, że to słowo zaklęte w krzyk zatraciło już swoją moc sprawczą. I dalej – „Sen o ogrodach śniegi skryły, w mieście panuje święty spokój”. Tak jakby miasto zapomniało o swym brzmieniu, a jego mieszkańcy zastygli w bezruchu. Coraz mniej tych, którzy marzą o Rzymie, coraz więcej tych, którzy zamarli w nieskończonym trwaniu w bezsilności. W sierpniu 1984 roku podczas II Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych w Jeleniej Górze Ósemki zagrały ostatnie przedstawienie zrealizowane w oficjalnym obiegu – Cuda i mięso. W „Kulturze Niezależnej” w 1984 roku pisano, że władze wydały zgodę na prezentację tego spektaklu, gdyż obawiano się, że jego nieobecność zwróciłaby uwagę zespołów zagranicznych. W Lubomierzu pokazali – we współpracy z innymi uczestnikami festiwalu, z RFN, Szwajcarii, Francji – procesyjne widowisko, którego hasłem wywoławczym było „mięso”. Nie tylko to dosłowne, o które zabijano się szturmując sklepy rzeźnicze, ale i to metaforyczne – mięso armatnie, mięso ludzkie, ścierwo, padlina, synonimy czegoś martwego bądź symbole człowieka sprowadzonego do czystej biologii i fizjologii. W tym ujęciu mięso stało się synonimem duchowej martwoty. Spektakl Cuda i mięso stanowił swoiste przedłużenie problemu sygnalizowanego rok wcześniej na festiwalu w Raporcie z oblężonego miasta. To był krzyk w stronę tych uśpionych „szarych ludzi”, w których wymarła tęsknota do krajobrazu wysp szczęśliwych. Jest taka scena w widowisku zatytułowana Poszukiwanie mięsa – tłum ludzi usiłuje uformować kolejkę, biegając w poszukiwaniu właściwego miejsca, wreszcie staje kolejka donikąd. Słychać następujące teksty: Mięso. Wołowina z kością drugi gatunek. Podobno rzeźnicy piją tylko surową krew. Oto życie pomiędzy kolejką po mięso, a nadzieją cudu. Szarzy ludzie z kolejki tańczą tango. To obraz uśpionego społeczeństwa. Na placu samotny człowiek usiłuje porzucić zintegrowanego z nim manekina. Rozstanie jest jednak niemożliwe. Człowiek godzi się ze swym martwym towarzyszem. Mówi: Dlaczego nie mogę tańczyć? Ono jest martwe. Przez ulice Lubomierza idzie procesja ze sztandarami. Słychać muzykę. Na dachach i balkonach ukazują się martwe anioły:

„W kwietniu 1985 przygotowaliśmy spektakl Piołun, który graliśmy w kościołach. Nadal dostawaliśmy zaproszenia na występy na Zachodzie. Żeby zdobyć paszporty część z nas – Lech Raczak, Roman Radomski, Tadeusz Janiszewski i ja – pozawierała fikcyjne małżeństwa z aktorami zaprzyjaźnionych z nami grup teatralnych z Niemiec i Włoch. Ale nadal proponowano nam paszporty w jedną stronę, a tego nie chcieliśmy. Przyszło kolejne zaproszenie – na festiwal w Edynburgu. Tym razem Adam Borowski, Tomasz Stachowski, Leszek Sczaniecki, a po złożeniu odwołań także Tadeusz, otrzymali paszporty. Postanowiliśmy nie zmarnować szansy i stworzyć przedstawienie, w którym będzie mogła zagrać część zespołu – z paszportami. Pracowaliśmy nad nim wszyscy (my po ich wyjeździe przygotowaliśmy krajową wersję) i w rekordowym dla nas czasie, w ciągu miesiąca, powstało Auto da fe – nasze eksportowe przedstawienie inspirowane Małą Apokalipsą Tadeusza Konwickiego, z cytatami z wcześniejszych spektakli, pokazujące naszą metodę pracy. Spakowaliśmy chłopców i wysłaliśmy ich w delegację na Zachód”[7].

Auto da fe było przedstawieniem, które rozpoczęło życie zespołu na Zachodzie. W sierpniu rozpoczynał się festiwal w Edynburgu. Teatr Ósmego Dnia z trudnościami dotarł do Edynburga, zagrał spektakl i otrzymał jedną z dwunastu nagród „Fringe First”. Tournée po wymarzonej Europie wiązało się z trudami podróży, która zaklęta w wiecznie trwanie utwierdzała w poczuciu bezdomności. Wyobrażenie Zachodu było inne niż jego bezpośredni, namacalny obraz. Tu teatr był jedną z atrakcji. Nie był sposobem na życie, ani ostatnim bastionem obrony ludzkich praw. To była emigracja, wygnanie, a nie wolna, swobodna podróż po Europie. Mit Śródziemnomorza – raju na ziemi stawał się coraz bardziej odległy. Wędrówka przez krainy Europy, które stanęły otworem była wkroczeniem na nową Wyspę rządzącą się swoimi prawami. Życie i tworzenie w nowym świecie nie było pomysłem na zakorzenienie, lecz sposobem na przetrwanie. Praca w kraju, który stawał się coraz bardziej duszny i ciasny okazywała się niemożliwa. W 1986 wyjechał Lech Raczak, który przyjął paszport w jedną stronę. Ewa Wójciak dojechała do Włoch w październiku 1987 roku, także z paszportem w jedną stronę. Marcin Kęszycki w roku 1988 otrzymał kontrakt z Pagartu na występy we Francji. Kęszycki wspomina:

„Ja byłem najbardziej oporny w sprawie emigracji, nie paliłem się do wyjazdu, który był formą wygnania. Miałem poczucie, że nasza misja jest tu. Tam – te nasze historie nie są dla nikogo ważne! Nie chciałem zostawiać naszej widowni. Wówczas myślało się takim wysokim „C”. Nie chciałem wyjeżdżać. Wyjechałem i wówczas przeżyłem szok cywilizacyjny, lecz nie kulturowy. Miałem poczucie, że te czterdzieści lat komunizmu to nie jest to z czego ja jestem zbudowany”[8].

Podczas wędrówki przez nowy ląd nadal „robili swój teatr”. Grali dla francuskiej, włoskiej, niemieckiej publiczności historię Mandelsztama, Raport z oblężonego miasta, Auto da fe, wreszcie Piołun – prezentowany w Polsce wyłącznie w obiegu niezależnym – który był zapisem doświadczeń stanu wojennego. Wybrane obrazy polskości na długo pozostają w pamięci – Człowieka ze Wschodu i Człowieka z Zachodu.

OBRAZ I

Drewniany podest. Ciemność rozcina niebieskie światło milicyjnej suki. Trzy postaci. Tupot, ciężki łomot stóp. Ktoś ucieka. Dwaj pozostali go gonią. Biegną w miejscu. Biegną ciężko, jakby ucieczka i pogoń trwały od dawna. Wreszcie uciekający upada. Dwaj pozostali, w płaszczach chwytają go za ręce, wykręcają je do tyłu, usiłując przycisnąć schwytanego do ziemi. Twarz schwytanego, w niemym grymasie oświetla smuga niebiesko-fioletowego pulsującego światła. Uciekający wyrywa się, ucieka. Cios w plecy i pada ponownie. Kopią brutalnie i systematycznie. Stawiają na ziemi tuż przed twarzą dogonionego aluminiową miskę, by wcisnąć w nią jego głowę. Jeszcze chwila walki i jego ręce przestają drżeć… Ciemność.

OBRAZ II

W ciemnościach, jak upiorne maski pojawiają się twarze oświetlone od dołu strumieniami światła. Słychać głosy: Polska! Polska! Polska! Polska!…

– Polska! Młode kobiety przestają się różnić od starych kobiet, córki młodych kobiet, małe dziewczynki – siedzą nieruchomo, jak matki, z torebkami w bezradnie zwisających rękach. Polska…

– Polska! Ja kocham podróże przez Polskę: na pielgrzymkę, do cudu, do szpitala, więzienia… Polska gubiąca się w troskach: żona bez męża (mąż pije), matka bez syna (syn siedzi), samotna narzeczona (narzeczony w wojsku, od trzech miesięcy nie pisze…) Polska!

– Polskie biesy, w jednej chwili dające wolność od wzroku, dotyku, słuchu, od powietrza, od głodu, pożarów wszechświata, zniewolonej ojczyzny, smrodu wódki, sąsiadów… marne polskie biesy: oszukane, zdradzone, oszalałe, o płaskich twarzach – ja ci jeszcze dopierdolę!

– Polska. Ten sen ma lepkość wódki. Pan pozwoli, że po panu dopiję?

– Polsko, wstań! Twój sąd idzie![9]

„Polscy komedianci” pielgrzymowali tak przez miasta i miasteczka europejskie dzieląc się szczodrze okruchami własnej pamięci, by zachować własną tożsamość; chcąc poruszyć nowego widza, by poczuł, że ten bity człowiek, kimkolwiek jest, to też jego sprawa. Bez względu na różnice cywilizacyjne, ludzkie doświadczenie stanowi jedność. Ewa Wójciak podkreślała wówczas, że estetyka Ósemek nie była estetyką biedy polskiej. Ich teatr opowiadał się po stronie słabszych, przegrywających, po stronie tych, którzy odpadają, a to jest problem ludzkości od wieków i tacy ludzie są wszędzie. W czerwcu 1988 roku wszyscy wystąpili wspólnie – cały zespół mógł zagrać Raport z oblężonego miasta przy berlińskim murze. Niezwykłe widowisko, które przerodziło się w marsz solidarności.

Kolos na glinianych nogach chwiał się, ale nikt jeszcze nie wierzył, że wkrótce się zawali, że niebawem nadejdzie rok 1989, który zainicjuje nową epokę, a wraz z nią nowe mity i nowe rewolucje. W 1989 roku w Moskwie Teatr Ósmego Dnia zagrał premierowe przedstawienie uliczne Mięso. Spektakl przygotowano z myślą o tournée w Związku Radzieckim i w krajach wschodniej Europy. Dlatego został oparty na dwóch ważnych motywach: z jednej strony mit Rewolucji, z drugiej – szara nędza porewolucyjnej egzystencji oparta na zasadzie braku: braku jedzenia i braku wiary, że cokolwiek się zmieni. Co może się stać z ludźmi, jeśli ponownie uwierzą w mit? Zobaczcie ich, jak brudni, złachmanieni, zmęczeni pościgiem za żarciem, za uciekającym żarciem, obcy i źli wchodzą do waszego miasta, które pławi się w nadmiarze przedmiotów, odbija się kolorowo w taflach szyb wystawowych, tonie w odmęcie żarcia. Ludzie na Wschodzie rozpoznawali w tym przedstawieniu siebie, a ludzie na Zachodzie?

Teatr Ósmego Dnia – artyści, którzy w 1968 roku rozpoczęli pochód pokolenia walczącego poprzez teatr o normalność codziennej egzystencji, zbudowali wspólnie ze swymi rówieśnikami Wyspę – przestrzeń niezależną – by potem z tej Wyspy wyemigrować i znaleźć się na ziemi niczyjej. Stali przez jakiś czas za szybą – ani tu, ani tam. Wyspę, którą zbudowali własnymi rękami, pozostawili idąc na wygnanie. Wyspa wymarła. Oni znaleźli się w nowym świecie, który nie był jednak ich światem. Po powrocie do kraju, gdy Polska stała się częścią Europy, zrealizowali przedstawienie Ziemia Niczyja, które stanowiło zapis osobistego doświadczenia – bycia pomiędzy, narastającej obcości nie tylko tam, ale także tu. Ulice, ludzie – to wszystko było jakby za szybą, i tu, i tam. Ziemia niczyja rodziła się w nas, wspomina Ewa Wójciak. Nie było już Wyspy, a za granicą był wielki, obcy, a może po prostu inny świat. Na pewno daleki od mitu Śródziemnomorza …

Adriana Świątek


[1] Kategoria „Pokolenie Emigracji Interior” – studencki ruch teatralny lat 1968-1983. Pokolenie dla którego przeżyciem pokoleniowym był Marzec 1968, Grudzień 1970, Czerwiec 1976 oraz doświadczenie stanu wojennego, który stanowił punkt kulminacyjny, a zarazem finalny, ruchu.

[2] Określenie Aldony Jawłowskiej.

[3] Określenie Jurgena Habermasa [w:] S. Magala, Polski teatr studencki jako element kontrkultury, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza 1988, s.49.

[4] Fragment scenariusza przedstawienia Teatru 8 Dnia Wzlot.

[5] ibidem

[6] Wypowiedź Marcina Kęszyckiego , aktora, współtwórcy Teatru 8 Dnia. Rozmowa przeprowadzona przez autorkę 18 czerwca 2009 roku.

[7] Wypowiedź Ewy Wójciak pochodzi z relacji nagranej w lutym 1994 roku przez Zbigniewa Gluzę. E. Wójciak, Na ziemi niczyjej. Listy Ósmego Dnia, Karta. Niezależne pismo historyczne, nr 12/1994, s.35.

[8] Wypowiedź Marcina Kęszyckiego, op.cit.

[9] Wybrane obrazy – na podstawie scenariusza przedstawienia Teatru 8 Dnia Piołun.