Strona główna/BLISKI WSCHÓD. „Brukselczyk” i polityka Izraela

BLISKI WSCHÓD. „Brukselczyk” i polityka Izraela

Porównywał siebie do Kandyda, który spogląda na politykę: „ja bez złudzeń, ona bez maski”. Swoje felietony nazywał „archeologią polityki”, która miała być podwójnym spojrzeniem – z szerokiej perspektywy, a równocześnie od środka, przy jednoczesnej analizie jej mechanizmów. Leopold Unger, polski dziennikarz żydowskiego pochodzenia, w 1969 roku na fali antysemickich czystek, zmuszony przez władzę, opuścił Polskę i zamieszkał w Brukseli. Tam, na nowo rozpoczął zawodowe życie. Był m.in. korespondentem belgijskiego „Le Soir”, „International Herald Tribune”, „Washington Post”, „New York Times”. Od początku emigracji pisał do paryskiej „Kultury”. Jego rubryka pt. „Widziane z Brukseli” stała się analizą wydarzeń na arenie międzynarodowej.

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Instytutu Pamięci Narodowej prezentujemy fragment z książki nominowanej w ubiegłym roku do Nagrody im. prof. Tomasza Strzembosza.

Agata Fijuth-Dudek, Bez złudzeń i bez maski. Publicystyka Leopolda Ungera w paryskiej „Kulturze: w latach 1970-2000, Lublin-Warszawa 2019, Instytut Pamięci Narodowej, ss.166-170.

[…] Unger sporo miejsca poświęcał w swoich tekstach miejscu Żydów i ich „sprawie” w ówczesnym świecie. Najczęściej problematyka ta przywoływana była w kontekście konfliktu na Bliskim Wschodzie, a więc walk między Izraelem a państwami arabskimi w Palestynie o newralgiczne, graniczne terytoria (Strefa Gazy, Wzgórza Golan) oraz prawa do istnienia państwa Izrael [98]. Unger często łączył te tematy z problematyką arabskiego terroryzmu. W artykule Znowu o jeden naród za dużo…? [99] pretekstem do analizy stosunków pomiędzy Izraelem a Palestyną oraz bliskowschodniego konfliktu stała się inwazja Izraela na Liban w 1982 r. Już w pierwszych zdaniach artykułu autor precyzował stanowisko wobec wojny:

„Żadne państwo nie powstało bez bólu, zwłaszcza dla jego sąsiadów. Wojny nie należy potępia za to jedynie, że jest wojną. Izrael jest państwem jak inne, Cahal [100] nie jest Armią Zbawienia. Domaganie się od Izraela, aby w imię specjalnie dla niego wymyślonego kodeksu moralnego popełniał to, co w jego rozumieniu równałoby się samobójstwu, nie ma po prostu sensu”[101].

W publikacji widać wyraźną sympatię Ungera dla rządu izraelskiego, którą można dostrzec w dużej wyrozumiałości autora wobec jego polityki. Omawiając poczynania izraelskiego rządu Menachema Begina stwierdzał: „Tak więc można nad tym boleć, ale nie należy się dziwi, że rząd Begina oczywiście kłamał” [102] zarówno jeśli chodzi o powody inwazji Izraela na Liban (zamach na ambasadora Izraela w Londynie oraz konieczność zniszczenia wojskowej siły OWP [103]), samego przebiegu inwazji (np. maksymalne oszczędzanie cywilów). Unger rozróżniał wojskową i polityczną siłę OWP. „Siła ta nigdy w rzeczywistości nie była groźna dla państwa izraelskiego. Celem inwazji było zniszczenie politycznej roli OWP, mitu jego potęgi w Cisjordanii. Tak długo bowiem, jak długo mit ten istniał i jak długo w imię tego mitu mieszkańcy Cisjordanii wysuwali do władzy wyłącznie ludzi związanych z OWP, a mordowali zwolenników innego, ewentualnie mniej ekstremistycznego przedstawicielstwa, tak długo wszelkie mówienie o autonomii, a w perspektywie myślenie o aneksji, nie miało w ogóle sensu”[104]. Unger przyznawał, że wojna w Libanie miała być  wstępem do rzeczywistej aneksji przez Izrael Cisjordanii (Zachodni Brzeg Jordanu), tak, aby nie mogło powstać na tych terenach niezależne państwo palestyńskie. Wyjaśnił: „Dla rządu z Jerozolimy – i dla większości mieszkańców Izraela – idea takiego państwa jest nie do przyjęcia. Ich zdaniem (i nie tylko ich) będzie to bowiem sowiecka bomba z opóźnionym antyizraelskim zapłonem” [105]. Autor wpisywał konflikt bliskowschodni w rywalizację światowych mocarstw USA i ZSRR, które wspierały odpowiednio stronę izraelską oraz świat arabski. Podkreślał też naiwność postrzegania rzeczywistości przez lewicowych intelektualistów z Europy Zachodniej (brak realnej oceny procesów światowych), którzy popierając komunizm nie widzą realnych zagrożeń, które ze sobą niesie. Zarzucał im, że w konflikcie bliskowschodnim bezrefleksyjnie stali po stronie palestyńskiej: „usprawiedliwiali wczoraj Pol Pota, a dziś Chomeiniego”[106].

Zadając pytania zachodnioeuropejskim lewicowym politykom, Unger snuł analizę konfliktu na Bliskim Wschodzie. W punktach przypominał o wojnach przeciwko Palestyńczykom, spowodowanych nie z ich winy, a które nie wywołały tak wielkiego oburzenia na świecie [107]. Autor, odpierając zarzuty o bombardowaniu przez Izrael palestyńskich cywilów, pytał: „Dlaczego ≫ideolodzy≪, moraliści i stratedzy z Europy Zachodniej nie powiedzieli Palestyńczykom, że równie moralnie okropne jak bombardowanie cywilów jest ukrywanie się za cywilami, zakładanie arsenałów w szpitalach, szkołach i w piwnicach bloków mieszkalnych, instalowanie katiusz w ogródkach domków jednorodzinnych, przekształcanie ośrodków dla uchodźców kierowanych oficjalnie przez ONZ w bazy szkoleniowe terrorystów”[108].

Unger pokazywał też polskiemu czytelnikowi ekonomiczne podłoże konfliktu. Twierdził, że Palestyńczycy są „pionkami w ręku arabskich feudałów, którzy w czasie gdy dzieci palestyńskie ginęły w Sydonie czy Tyrze przegrywali w kasynach Riwiery fortuny tak wielkie, że wystarczyłoby na zapewnienie tysiącom tych dzieci przyszłości w spokoju i dobrobycie?”[109]. Autor widział złożoność sporu, wiele jego faktycznych wymiarów, w tym niewątpliwie jeden z najważniejszych, tj. wymiar ekonomiczny. Powyższy tekst to także analiza radzieckiej polityki wobec Bliskiego Wschodu. Unger dostrzegał dążenie Moskwy do powrotu do bipolarnego świata i korzystniejszego dla niej podziału wpływów. Konflikt bliskowschodni miał by nowym rozdaniem kart, a Palestyńczycy stanowili tylko „kartę w sowieckim pokerze i […] na trupach palestyńskich Kreml chce bez ryzyka z powrotem wjechać na bliskowschodnie salony”[110]. Wreszcie, konkludując, „Brukselczyk” stwierdzał, że nie należało dziwi się Izraelowi, który poszedł na wojnę w obronie swej państwowości, ale także aby wyjść raz na zawsze z „odwiecznej roli ofiary”. Poddawał w tym kontekście psychologicznej niemal analizie stanowisko Europy Zachodniej, która mocno przeciwstawiła się inwazji Izraelczyków na Liban. „Europa miała wobec Żydów – i słusznie – kompleks winy. To jej cywilizacja zrodziła Hitlera i prawdziwe ludobójstwo. Nikt jednak nie lubi zbyt długo żył z kompleksem winy. Kiedy więc Żydzi, a raczej Izraelczycy, wyszli ze swej odwiecznej roli kozła ofiarnego, kiedy Izraelczycy brutalnie wymazali kliszę narodu pokornego, słabego i zachowują się jak każdy inny silny naród, wtedy Zachód natychmiast skorzystał z okazji. Koniec – zawołał – z kompleksem winy, Żydzi też zabijają niewinnych, Żydzi stracili monopol na cierpienie. […] Dziś już można legalnie być antysemitą. Koniec rachunku krzywd. Europa jest odkupiona”[111]. Unger reagował stanowczo: „Nieprawda. Odkupić nasze winy możemy tylko my sami, nie mogą zrobić tego za nas Palestyńczycy. Ale w tym celu potrzeba prawdziwych ludzi, a nie tylko abonentów gazu”[112]. Warto jednak w tym miejscu zaznaczy, że Leopold Unger, być może z racji własnej tradycji, życiowego doświadczenia, w tekstach wcielał się zazwyczaj w rolę rzecznika państwa Izrael, szalę swej sympatii przechylając w stronę społeczności żydowskiej, nie dostrzegając czasem sytuacji, potrzeb czy interesów Palestyńczykow.

Trudno zatem powiedzieć, aby był w tej kwestii publicystą obiektywnym. W konflikt bliskowschodni wpisany był oczywiście handel bronią. Unger sięgał do początku konfliktu, tuż przed proklamowaniem powstania państwa Izrael, kiedy zarówno Syria, jak i przyszły Izrael zaczęły się zbroić, przygotowując do przypuszczalnego przyszłego starcia. Autor przytaczał ciekawy przykład zaopatrywania się zarówno strony arabskiej, jak i żydowskiej u tego samego „dostawcy”. Sugerował czytelnikowi, że międzynarodowa rzeczywistość handlu bronią nie była czarno-biała, czyli że ZSRR dostarczał broń państwom arabskim, Zachód oraz USA zaś dozbrajali Izrael. Opisywał istotę tego typu transakcji. Pisał: „Jest to jedyna dziedzina […], gdzie ani nabywca, ani dostawca nie chwalą się wysokością, warunkami i innymi detalami zawartych transakcji” [113]. Zwracał uwagę, że chociaż na tym rynku udział brało 15 państw z obu półkul, to właściwie liczyły się tylko Stany Zjednoczone oraz ZSRR. Pretekstem do spojrzenia na zjawisko terroryzmu, ale przede wszystkim na osamotnienie Izraela wobec agresji arabskiej, stały się wydarzenia z letniej olimpiady sportowej w Monachium [114]. Tekst Pięć skrwawionych kółek powstał 15 września 1972 r. [115], a więc tuż po zakończeniu zmagań olimpijczyków i widać w nim spore nacechowanie emocjonalne. Po śmierci zawodników z żydowskiej drużyny, igrzysk nie odwołano, uzasadniając to „triumfem idei olimpijskiej”. Autor z incydentu na olimpiadzie w Monachium wysnuwał szersze wnioski: „Izrael – bardziej niż kiedykolwiek – zrozumiał, że żadna olimpiada nie zapewnia bezpieczeństwa jego synom […]. Izrael jeszcze raz zrozumiał, że zawsze będzie sam ze swymi zabitymi. A kiedy wraz ze startem samolotu z jedenastu trumnami na pokładzie wystartowały kolejne konkurencje olimpijskie, Izrael zrozumiał, że na nikogo liczyć nie może nawet w miejscu, gdzie powiewa sztandar mający symbolizować przyjaźń i braterstwo”[116]. Przywoływał dodatkowo relację świadka, który uważnie śledził przebieg zawodów: „Gdyby jakiś przybysz z Księżyca wylądował w Monachium 7 września 1972 r., nie zorientowałby się w ogóle, że w przeddzień coś się stało. Kiedy spiker ogłaszał listę dziewcząt startujących w półfinale setki, to nawet nie powiedział, dlaczego jeden korytarz jest pusty. Gdzie podziali się ciężarowcy i zapaśnicy, trenerzy i sędziowie izraelscy? Rozpłynęli się, zabawa przecież trwa”[117].
Tekst Pięć skrwawionych kółek wypada potraktować jako kompletną krytykę ruchu olimpijskiego, który zamiast haseł szlachetnej rywalizacji sportowej między zawodnikami, uosabiał „wyścig medali” między państwami. Unger ironizował:

„Olimpiada kieruje resentymenty i nacjonalistyczne hece w legalne niejako łożysko. Wszyscy więc gorąco popierają całą tę strażacką pompę ≫protokolarnych uroczystości≪, to groteskowe stanie na baczność po 100 metrach stylem grzbietowym i spoglądanie ze łzą w podbitym oku, po zmasakrowaniu boksera, na sztandar państwowy wciągany na maszt przy dźwiękach hymnu narodowego”118.

Pisał o igrzyskach, że Coubertinowskie idee ostatecznie pogrzebano decyzją o kontynuowaniu święta po terrorystycznej zbrodni na zawodnikach. Twierdził, że odbywało się ono za cenę ślepoty, cynizmu i zakłamania. Jako dowód podał reakcję ZSRR. Cały dzień zwlekano z podaniem informacji o arabskim akcie terroru, aby kilka dni później przyjąć na Kremlu dr. Georgesa Habasza [119], szefa organizacji fedainów palestyńskich.

Unger opisując wydarzenia w Monachium, dostrzegał również „błąd strategiczny” palestyńskich terrorystów: „Zamordowanie jedenastu osób, nawet bezbronnych, nie jest już dzisiaj w stanie wstrząsnąć ludzkością, która dojrzała, niejedno widziała i po gorszych rzeczach spała spokojnie. Tym razem wyjątkowa wściekłość zrodziła się nie tylko z bezradności wobec zbrodni, ale z żalu za utraconym rajem, za wygasłymi iluzjami o wyspie pokoju na świecie. […] Kto przy zdrowych zmysłach powie, że mord w Monachium pomógł wykuć przyszłość arabskiej Palestyny?”[120]. Znów nie widać w spojrzeniu Ungera obiektywizmu. Domaga się stosowania zasad moralności wobec poszkodowanych Żydów, ale odmawia go Palestyńczykom lub innym ludziom, np. Ugandyjczykom w czasie akcji izraelskich komandosów w Kampali [121].

Agata Fijuth-Dudek

[96] Numeracja przypisów przyjęta za oryginalnym tekstem [ przyp. red]. L. Unger, Wypędzanie szatana, Lublin 2005, s. 142.[97] Ibidem.[98] Pierwsza z licznych wojen izraelsko-arabskich (zwana wojną o niepodległość) rozpoczęła się już w 1948 r., tuż po proklamacji niepodległości państwa Izrael. Wojnę rozpoczęła strona arabska (państwa: Egipt, Syria, Transjordania, Liban, Irak, Arabia Saudyjska, Jemen), która nie chciała się pogodzić z powstaniem Izraela. Początki osadnictwa żydowskiego w Palestynie sięgają 1841 r.; zaburzyły wówczas równowagę liczebności ludności na tych terenach zarówno pod względem narodowym, jak i wyznaniowym; zob. M. Jadwiszczok, Pierwsza wojna izraelsko-arabska 1948 roku i jej wpływ na formowanie się Izraelskich Sił Obronnych, Poznań 2010, s. 22–91.[99] L. Unger, Z Brukseli, Warszawa 1991, s. 159–171.[100] Cahal – armia izraelska, oficjalna nazwa: Siły Obronne Izraela.[101] L. Unger, Z Brukseli…,, s. 159.[102] Ibidem.[103] Organizacja Wyzwolenia Palestyny (OWP). Unger przedstawiając katastrofalną dla istnienia Izraela politykę OWP pisze o tzw. Karcie OWP z 1964 r., która oznajmia, że „podział Palestyny i powstanie Izraela są niebyłe i nieistniejące. Że cała Palestyna jest ojczyzną Palestyńczyków (reprezentowanych wyłącznie przez OWP) i że tylko ci Żydzi, których przodkowie żyli w Palestynie w roku…1882 będą mieli pełne prawa obywatelskie”; ibidem, s. 163.[104] Ibidem, s. 160.[105] Ibidem.[106] Ibidem, s. 161.[107] Przypomina m.in. akcję grupy terrorystycznej „Czarny Wrzesień” w 1970 r., w trakcie której zginęło z rąk podwładnych króla Jordanii ok. 30 tys. Palestyńczyków, czy rok 1976, kiedy w wojnie z Libią zginęło kolejnych 30 tys. Palestyńczyków. Autor przypomina również pomoc, której udzielili Palestyńczykom izraelscy Żydzi podczas wojny religijnej w Libanie w 1976 r.; ibidem, s. 161.[108] Ibidem, s. 162.[109] Ibidem.[110] Ibidem, s. 163.[111] Ibidem, s. 171.[112] Ibidem.[113] L. Unger, Widziane z Brukseli, „Kultura” 1974, nr 4(319), s. 78.[114] Letnie Igrzyska Olimpijskie w Monachium odbyły się na przełomie sierpnia i września 1972 r. Niechlubnie zasłynęły z zamachu terrorystycznego przeprowadzonego przez palestyńską organizację Czarny Wrzesień. Terroryści wzięli jako zakładników kilkunastu izraelskich sportowców, zażądali
wypuszczenia Palestyńczyków przetrzymywanych w Izraelu. Po nieudanej akcji niemieckiej policji zginęło 11 Izraelczyków, 5 terrorystów oraz jeden policjant.[115] L. Unger, Widziane z Brukseli. Pięć skrwawionych kółek, „Kultura” 1972, nr 10 (301).[116] Idem, Z Brukseli…, s. 208; idem, Widziane z Brukseli. Pięć skrwawionych…[117] Ibidem, s. 211.[118] L. Unger, Z Brukseli…, s. 212; idem, Widziane z Brukseli. Pięć skrwawionych…[119] Georges Habasz – palestyński terrorysta, z wykształcenia lekarz. W 1952 r. założył Arabski Ruch Narodowy. Po zakończeniu wojny sześciodniowej rozpoczął tworzenie Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (LFWP), partyzanckich oddziałów zajmujących się działalnością terrorystyczną. W latach 1968–1977 zorganizował serię ataków na samoloty pasażerskie oraz na obywateli Izraela, m.in. na samolot pasażerski Air France na lotnisku Entebbe w Ugandzie.[120] L. Unger, Z Brukseli…, s. 209.[121] Piszę o tym szerzej w podrozdziale Państwa zachodnie wobec terroryzmu.

Agata Fijuth-Dudek – absolwentka Wydziału Politologii UMCS, w Zakładzie Dziennikarstwa obroniła pracę doktorską dotyczącą publicystyki Leopolda Ungera w paryskiej „Kulturze”. Interesuje się historią prasy i problemami współczesnego dziennikarstwa. Wieloletni rzecznik prasowy lubelskiego oddziału IPN. Obecnie specjalistka ds. kontaktów z mediami w Warsztatach Kultury w Lublinie oraz wykładowca w Instytucie Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach UMCS.

Kultura Enter
2021/01 nr 99

Mężczyzna w koszuli w kratę.

Leopold Unger, 1982 r. Zdjęcia dzięki uprzejmości rodziny Leopolda Ungera. Materiał ilustracyjny książki A. Fijuth-Dudek pt. "Bez złudzeń i bez maski" wydanej w Instytucie Pamięci Narodowej.

Okładka książki wydanej przez IPN w 2018 r. Książka

Leopold Unger i Lech Wałęsa, 1992 r.

Leopold Unger i Lech Wałęsa, 1992 r.

Mężczyzna w todze z córka i wnuczką pozują do zjęcia.

Leopold Unger z córką Moniką i wnuczką Sarą podczas uroczystości nadania dziennikarzowi doktoratu honoris causa, UMCS 2009 r.

Matylda i Leopold Ungerowie z synem Markiem na wakacjach w Sopocie, 1954 r.

Matylda i Leopold Ungerowie z synem Markiem na wakacjach w Sopocie, 1954 r.

Matylda i Leopold Ungerowie z dzećmi, Warszawa, Łazienki 1960.

Matylda i Leopold Ungerowie z dzećmi, Warszawa, Łazienki 1960