Strona główna/WSPOMNIENIE. Znad Zatoki San Francisco

WSPOMNIENIE. Znad Zatoki San Francisco

Robert L. Hass, amerykański poeta, tłumacz i przyjaciel Czesława Miłosza, wspomina poetę. Tekst powstał na podstawie rozmowy w Berkeley, rozmawiała Aleksandra Zińczuk

Wielokrotnie widywałem go w Berkeley, zanim jeszcze zostaliśmy sobie przedstawieni, i wiedziałem, kim był, bo  jeden z  moich bliskich przyjaciół studiował na slawistyce [gdzie wykładał na Berkeley Czesław Miłosz – przyp. red.]. Czytałem też Zniewolony umysł i nieco wczesne przekłady jego wierszy na angielski. Nie były one najwyższej próby, więc nie ekscytowała mnie za bardzo jego poezja, ale zafascynował mnie Zniewolony umysł. On sam wydawał mi się bardzo tajemniczą postacią – człowiek, który widział wiele grozy XX wieku, mieszkał w pobliżu Berkeley Hill i wyglądał – jak dla mnie – bardzo srogo. Zostałem mu przedstawiony pod koniec 1977 lub na początku ‘78 roku. Natychmiast zauważało się tę drugą stronę Czesława – to, że był bardzo zabawny. A  równocześnie bardzo skoncentrowany na swojej pracy.

Praca nad tłumaczeniami

Niedługo po tym, jak się poznaliśmy, został zaproszony na międzynarodowy festiwal poetycki do San Francisco. Poprosił mnie, żebym przeczytał tam jego wiersze po  angielsku, a on będzie  mógł czytać po polsku. Twierdził, że publiczność może nie zrozumieć jego akcentu. Lecz on tutaj wykładał i te obawy nie do końca wydają się prawdopodobne. Myślę, że czytanie po polsku wypełniało, po 27 latach wygnania, naturalne pragnienie kontaktu z językiem ojczystym. Zgodziłem się, zaznaczając, że to dla mnie zaszczyt. Później umówiliśmy się, że razem przejrzymy wiersze. Miłosz zaproponował, że może przyjść do mnie do domu, pomyślałem od razu: „O, mój Boże, co powinienem mieć pod ręką, kiedy przychodzi do mnie Miłosz?” W pobliskim sklepie zapytałem o najlepsze piwo ze wschodniej Europy. Pilsner Urquell chłodził się w lodówce. Kiedy Miłosz przyszedł było gorące popołudnie, prawdopodobnie wrzesień ‘77 roku – zapytałem najzwyczajniej: „Czy chciałby pan coś zimnego do picia?” „Może być piwo…” – odpowiedział. Przyniosłem Pilsnera, „To najlepsze piwo!” – zaważył od razu, ku mojemu zadowoleniu. Zapunktowałem! Przeglądaliśmy wiersze w dobrych humorach, rozmawiając o przekładach. Czytałem po angielsku, Miłosz był ciekaw mojej oceny tych przekładów. Powiedziałem, że po angielsku te wersy brzmią nieco sztywno, formalnie – choć może po polsku też brzmią podobnie… „Nie, to bardzo prostolinijne, zwyczajny język, ani wysoki, ani niski”. Zaproponowałem więc zmiany, przetłumaczenia fragmentów inaczej. Ale oczywiście w tłumaczeniu poezji nie chodzi o brzmienie jednego wersu, są następne, rozciąga się to na cały wiersz… Tak więc natychmiast weszliśmy w taką rozmowę, w jaką popadają poeci – o brzmieniach języka. Rozmowę, którą, ku mojemu zdumieniu, prowadziliśmy przez kolejne 25 lat. Tak wyglądało moje pierwsze z nim spotkanie.

Spotkanie Miłosza z Singerem

Kiedy kilka niedziel później byliśmy na festiwalu poetyckim w San Francisco, jednym z jego uczestników był Isaac Bashevis Singer. Panowie nigdy wcześniej się nie spotkali. Studiując w Wilnie, „Jerozolimie Północy”, Miłosz nie znał zupełnie literatury jidisz. Jego żydowscy przyjaciele pisali po polsku, te dwa światy istniały osobno. Dopiero kiedy przyjechał do Nowego Jorku, w latach 40. i na początku 50., usłyszał o Singerze. Ale ci dwaj mężczyźni, odseparowani od swojego – wspólnego świata, natychmiast pogrążyli się w rozmowie, z której, czego bardzo żałowałem, nie mogłem zrozumieć ani słowa, bo rozmawiali po polsku.

Miłosz prywatnie

Lubił żartować, lubił jedzenie, alkohol, lubił towarzystwo pięknych kobiet. W 1995 roku Czesław obchodził 84 urodziny, przygotowaliśmy przyjęcie w moim domu. Byłem w innym pokoju, a gdy wróciłem do salonu, zobaczyłem go siedzącego pośrodku sofy – dookoła przysiadły, w pozach pełnych adoracji, trzy piękne kobiety. Powiedziałem coś w stylu: „Chciałem tylko sprawdzić, jak się masz, ale widzę, że masz się dobrze”. Był także bojownikiem. I zażartym, pełnym pasji tytanem pracy. Był bardzo zdyscyplinowany, musiał mieć wszystkie swoje rzeczy zrobione. Kiedy odczuwał taką konieczność, potrafił zrezygnować z rzeczy, które lubił, np. odstawiał alkohol.

Wsparcie żony

Przyjaźniliśmy się przez 20 lat; przez ten czas zmarła Janka, poznał Carol i ożenił się powtórnie, okresowo miewał problemy, jak wszyscy – widywałem go w różnych okolicznościach. Często dręczyło go uczucie niepewności. Trzy lata po  tym, jak go poznałem, dostał Nagrodę Nobla, stał się ogromnie sławny – uwielbiał tę sławę. Wielu pisarzy Nobel zablokował, Czesław natomiast pisał jeszcze więcej. Miał swoją ciemną stronę, łatwo tracił pewność siebie, ale też bardzo łatwo ją odzyskiwał. Carol była w tym bardzo pomocna. Mobilizowała go: „Czesław, przestań się nad sobą użalać i walcz!” Zatem niełatwo powiedzieć, jaką był osobą. Oglądałem niedawno film o Miłoszu w Ameryce, wypowiada się tam o nim wielu jego przyjaciół, ja również. I zauważyłem te wszystkie historie są bardzo rozczulające, niezmiernie interesujące, często sprzeczne. Był czarujący, w pewien sposób przypominał dziecko, a równocześnie był błyskotliwym intelektualistą, silną osobowością. Ale żadna z tych opowieści nie ujęła tego, co jest tak zdumiewające w jego poezji. A był genialnym poetą. Ta poezja, pełna dostojnej powagi, ukazywała spotykające się w nim sprzeczności, łączyła intelektualne bogactwo z najprostszym gestem współodczuwania z ludźmi. Wielu ludzi przeżyło Holocaust. Jak to zrobić? Po prostu odwraca się głowę. On nie umiał odwrócić głowy, zamknąć oczu. Poezja bywa bardziej interesująca niż sami poeci… Bywają poeci o ciekawej biografii, ale niekoniecznie piszący dobre teksty. Sądzę, że on jest trochę jak Szekspir – jest najgłębiej interesujący w swojej poezji.

Wyjazd do Polski

To było zaraz po Noblu. Był ogromnie podekscytowany. Jechał wtedy nie tylko do Lublina, ale też do Warszawy, do Krakowa. Niewiarygodna historia – myślał, że już nigdy Polski nie zobaczy, że nie usłyszy na ulicy swojego języka. On odczuwał potrzebę kontaktu z tym językiem, z jego brzmieniem, przez ten czas trzydziestu lat wygnania. To był też dla niego skomplikowany czas, jego żona nie miała się dobrze, ale wydawał się wręcz ekstatycznie szczęśliwy i gotowy do drogi.

Popularność Miłosza w Polsce i USA

Słyszałem, że kiedy w Polsce umiera wielki poeta, jego sława na chwilę odchodzi w zapomnienie… Mam wrażenie, że młodzi poeci nie chcą pisać jak Miłosz. Nikt nie chce mieć ponad głową ogromnego marmurowego popiersia… Interesują się więc amerykańskimi, nowojorskimi poetami, poezją eksperymentalną, swobodniejszą, mniej podniosłą, żartobliwą. Nie sądzę, żeby każdy amerykański poeta musiał czytać Miłosza. Niektórzy go kochają, inni go nie lubią, wolą tworzyć co innego, ale jest pół tuzina poetów: Brecht, Rilke, Neruda, Miłosz, może Herbert – wielkich poetów XX wieku. Miłosz niewątpliwie należy do tych wybitnych postaci, które przez ostatnie 20 lat silnie oddziałują na wyobraźnię ludzi w Ameryce, na świecie. Czy lubił pracę wykładowcy? Myślę, że tak. Pomimo, że nie posiadał akademickiego przygotowania. Przerwał studia, potem pracował w radio, następnie jako dyplomata i  freelancer. Ale pamiętam, jak czasem wracał z zajęć po południu. Mówił: „Codziennie muszę wyciągać królika z kapelusza”. Odnosił się do tego w sposób bardzo ironiczny. Jest taki wiersz Czarodziejska góra. W tym wierszu nazywa sam siebie: „Ciemno Wielmożny Profesor Miłosz”. Jednak myślę, że to naprawdę lubił.

 Z Robertem L. Hassem rozmawiała Aleksandra Zińczuk

Tekst powstał na podstawie rozmowy, która odbyła się na Uniwersytecie w Berkeley 18 października 2011.
Pierwodruk: „Scriptores. Miłosz w Lublinie”, nr 41 (2011), red. Aleksandra Zińczuk, wyd. Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”, Lublin 2011.
Opracowanie: Agnieszka Zachariewicz, Krzysztof Bąk.

Robert L. Hass –  ur. 1941 r., amerykański poeta, pełnił funkcję poety Laureata Stanów Zjednoczonych w latach 1995–1997. Laureat m.in. nagrody National Book Award w 2007 r. oraz Pulitzera w 2008 r. Tłumacz Miłosza, wykładowca.

Kultura Enter

2020/03 nr 95–96

Materiały wideo

For privacy reasons YouTube needs your permission to be loaded.

Wyrażam zgodę

Zdjęcie Czesława Miłosza w oknie dawnego domu w San Francisco, gdzie mieszkał.

W kalifornijskim domu Miłosza pozostały ślady po wcześniejszym gospodarzu, np. fotografie polskiego twórcy. Dziś mieszka tam inny amerykański pisarz. Fot. Tomasz Grabowski.

Rowerzyści na tle nieba zlewającego się z ogromną zatoką San Francisco w Kalifornii. Droga do dawnego domu Czesława Miłosza nad Zatoką San Francisco, Kalifornia, fot. A. Zińczuk.

Droga do dawnego domu Czesława Miłosza nad Zatoką San Francisco, Kalifornia, fot. A. Zińczuk.