Strona główna/2010/04 nr 21

KULTURA ENTER 2010/04 nr 21

Informacje o okładce

W Teremiskach teatr zmieścił się w stodole, a lokalna młodzież uczęszcza na zajęcia prowadzone przez profesorów. W Lublinie w głównej instytucji kultury można nauczyć się żonglerki, parkuru, oraz gry w palanta, a za dwa lata miasto nawiedzi pięć tysięcy freaków i artystów ulicy z całego świata. W Gdyni tajemniczym wehikułem, który umożliwił Centrum Aktywności Seniora podróż w nadprzestrzeń fantazji okazało się flamenco. W Niemczech bywają przedszkola bez ścian, bez murowanych budynków, bo Waldkindergarten, czyli leśne przedszkole to po prostu kawałek odludnego lasu zaanektowanego przez dzieci i dla dzieci. I tak każdy z nas może nakreślić własną mapę punktów, w których nie przyjmuje się do wiadomości zjednoczonego dyktatu oficjalnych doktryn i homogenizowanej popkulturowej papki. W końcu lawina bieg od tego zmienia/po jakich toczy się kamieniach…

W Teremiskach teatr zmieścił się w stodole, a lokalna młodzież uczęszcza na zajęcia prowadzone przez profesorów. W Lublinie w głównej instytucji kultury można nauczyć się żonglerki, parkuru, oraz gry w palanta, a za dwa lata miasto nawiedzi pięć tysięcy freaków i artystów ulicy z całego świata. W Gdyni tajemniczym wehikułem, który umożliwił Centrum Aktywności Seniora podróż w nadprzestrzeń fantazji okazało się flamenco. W Niemczech bywają przedszkola bez ścian, bez murowanych budynków, bo Waldkindergarten (czyli leśne przedszkole) to po prostu kawałek odludnego lasu zaanektowanego przez dzieci i dla dzieci. I tak każdy z nas może nakreślić własną mapę punktów, w których nie przyjmuje się do wiadomości zjednoczonego dyktatu oficjalnych doktryn i homogenizowanej popkulturowej papki. W końcu lawina bieg od tego zmienia/po jakich toczy się kamieniach…

Kiedy padł pomysł stworzenia numeru miesięcznika „kopia-ke.venaart.pl” poświęconego edukacji alternatywnej, stwierdziliśmy, że warto przy okazji zawalczyć z narzekactwem, wyjątkowo obficie rozplenionym w edukacyjnym dyskursie. Dyskusje i płynące z nich ponure wnioski dotyczą zwykle oficjalnego systemu kształcenia dzieci i młodzieży – w przedszkolach, szkołach, na uczelniach. My natomiast chcemy przyjrzeć się temu, co w nauczaniu pozytywne. Natura nie znosi próżni. Jeśli szkoły reglamentowane przez państwo nie mają odpowiedniej oferty – to występuje z nią ktoś inny, spoza systemu, albo z jego rubieży. Wraz z naszymi autorami poszliśmy tym tropem, wskazując zaledwie kilka „dobropraktykowych” przykładów, nie roszcząc sobie bynajmniej praw do syntezy czy nawet pełnego przekroju. Nie jesteśmy metodykami, tylko obserwatorami, którzy bywają też praktykami. A przede wszystkim – chcemy po prostu zrozumieć. Zdajemy sobie sprawę, że temat jest ogromny, i trudno wyczerpać go, czy choćby przywołać reprezentatywne organizacje, ludzi i idee w kilku, czy nawet kilkunastu tekstach.

Pomimo wszystko, wydaje się, że zaprezentowane w edukacyjnym numerze „kulturyenter.pl” spojrzenie po obrzeżach udowadnia, że można przekraczać mury, których oficjalny system szkolny do dziś nie przekroczył. Każda z opisanych tu polskich inicjatyw jest w gruncie rzeczy indywidualna, ale wszystkie mają podobne cechy. Jest tu z pewnością większa niż w oficjalnym systemie nauczania samodzielność, wolność wyboru przedmiotu oraz metody nauczania. Nauczyciel sam pisze program, określa jego ramy, a uczeń w większym stopniu niż w szkole czy na uczelni decyduje, czego chce się uczyć. Swobodnie mogą tu działać mechanizmy oddolne, dostosowywanie programu do indywidualności zainteresowanych. Zadziwiającym podobieństwem w tej różnorodności jest przychodzenie do edukacji ludzi z bardzo różnych stron, często bez właściwego dyplomu, za to z własnego nadania. Kolejnym – zorientowanie na praktykę. Jeśli już uczący powołują się na idee, to tylko takie sprawdzone, poświadczone pracą. Tutaj podziały przebiegają inaczej, lewicowy etos społecznikowski podaje rękę praktykom edukacji opartej o religię. Jedynym, najlepszym kryterium jest – skuteczność. Dlatego, nawiasem mówiąc, edukacja jest bronią obosieczną, w rękach ideologów, czy po prostu przestepców (o tej drugiej mozliwości możemy przeczytać w tekście sytuującym się w kontrze do całego numeru, poświęconym edukacji negatywnej).

Być może Polskę, tę wielkomiejską i tę prowincjonalną, obejmie w końcu sieć powszechnych, swobodnych inicjatyw edukacyjnych, takich, których rola nie ograniczy się do proponowania „usług edukacyjnych”. Tkwiący w nich potencjał autorefleksji, kwestionowania tego co zastane, błyskawicznej reakcji na kryzysy i na przyśpieszające w tempie geometrycznym przemiany społeczne i kulturowe będzie miał moc wpływu na kształt szkolnictwa oficjalnego, na struktury tkwiące w bezpiecznym status quo. Chcemy wierzyć, że tak się stanie, że to dzieje się już, teraz. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że jest to spojrzenie obciążone, by tak rzec, grzechem afirmacji. Czasami trzeba mu ulec, aby uwierzyć, że jest się świadkiem Zmiany.

Katarzyna Hołda

Grzegorz Kondrasiuk