Strona główna/2014/01 nr 57

KULTURA ENTER 2014/01 nr 57

Informacje o okładce

***
Europy nie można sprowadzić do jednej, zamkniętej kategorii, ponieważ powstaje w niekończącym się procesie stwarzania siebie. Nie może być wyłącznie kontynentem, organizmem politycznym, unią gospodarczą, zbiorem doświadczeń historycznych, ani ideą czy zbiorem wyobrażeń. Europa jest częścią wspólną. Więc – jaka to Europa? – pytaliśmy jesienią 2013 roku w Lublinie, razem z kilkuset uczestnikami Kongresu „Kultura dla Partnerstwa Wschodniego” z Europy Wschodniej i Zachodniej, po prostu z całej Europy. Pomysł Kongresu, przypomnijmy, to próba sformułowania pozytywnej odpowiedzi dla podzielonego linią Schengen, tym „nowym murem berlińskim”, kontynentu. Tej odpowiedzi miała udzielić kultura…

Było to tak niedawno, a zarazem – wydaje się, że było to całą epokę temu. Kongres odbywał się w atmosferze politycznego napięcia przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Nieudane negocjacje w sprawie umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą spowodowały – przypomnijmy – gwałtowne przyspieszenie historii. Kijowski Euromajdan, którego wpływ promieniście rozszedł się na całą Ukrainę, postawił pytanie o przyszłość Europy Wschodniej. Powoli rozpędzająca się siła masowego obywatelskiego oporu w sposób nieodwołalny wywołała konieczność redefinicji całej rzeczywistości geopolitycznej naszej części świata. Ta kwestia żywo interesuje dziś nie tylko samych Ukraińców, ale i całą Unię Europejską z jednej strony, a Rosję – z drugiej. Nikt nie ma złudzeń, że na szczytach toczy się tu wielka gra o przesunięcie granicy strefy wpływów, a jej bezpośrednie skutki odczuwają przede wszystkim – zwykli ludzie. Wiedzieć, że tuż za naszą granicą wielkie państwo stoi na skraju destabilizacji, to jedno. Ale jest jeszcze coś. Mianowicie świadomość, że ludzie, z którymi znamy się od lat i przeszliśmy wspólnie niejedno, są w tym momencie na granicy fizycznej likwidacji. Właściwie nie wiem, co gorsze.

Kolejne zdania w tekście przewodnim Kongresu „Kultura dla Partnerstwa Wschodniego” brzmiały następująco: Chcemy oprzeć się na wartościach kulturowych, na dialogu społeczności ponad granicami, na tworzeniu miejsc mediacji i wymiany. Jest to misja trudna, wieloletnia, o nieprzewidywalnych i nie do końca uchwytnych rezultatach. Jednak łączy nas wspólne przekonanie, że należy ją podjąć – w poszukiwaniu utraconego sensu jednej Europy. Z tą nieprzewidywalnością zderzyliśmy się znacznie wcześniej, niż mogliśmy się tego spodziewać, przyzwyczajeni do prowizorki Partnerstwa Wschodniego, opartej na zasadach zgniłego kompromisu. W końcu od 2004 roku, od Pomarańczowej Rewolucji, minęło już prawie dziesięć lat! Wszyscy Wschodni Europejczycy pracujący w obszarach przygranicznych (a obydwa pojęcia – Wschodu i Granicy należy rozumieć nie tylko w kategoriach geograficznych) umiejętność lawirowania pośród niejasnych reguł opanowali do perfekcji. Prowizorka, trwałość chwiejnego status quo, niepisane zasady – pozwalały w gruncie rzeczy na sporą wolność. Z jednym zastrzeżeniem – dopóki trzymałeś się z daleka od większych interesów i nie wyrażałeś zorganizowanego sprzeciwu wobec powoli postępującego zaniku potencjału, wyczerpywania się tak zwanego kapitału społecznego, korupcji i bylejakości państwa, i wszelkich jemu podległych „rzeczy wspólnych”. I dokładnie właśnie taki zorganizowany sprzeciw wydarzył się, dzięki niesłychanej żywotności, kreatywności i wytrwałości Ukraińców. Cechy te mieliśmy okazję obserwować wielokrotnie, ale raczej w wymiarze indywidualnym, w niewielkich, realizowanych wspólnie projektach społecznych i kulturowych. Okazało się jednak, że Ukraina potrafi się zjednoczyć w wymiarze przekraczającym wewnętrzne podziały, w stopniu zawstydzającym „dojrzałe” społeczeństwa obywatelskie, choćby takie jak, (daleko nie szukając), Unia Europejska. Od początku istnienia kolejnych form wspólnoty europejskiej tworowi temu brakuje spójności na każdym poziomie, począwszy od tak fundamentalnych kwestii, jak wspólna tożsamość. Łatwo sobie wyobrazić odpowiedź na pytanie „czy mógłbyś zginąć za Europę?” – zadane komukolwiek zamieszkującemu obszar oznaczony niebieską flagą z gwiazdkami. Tymczasem to właśnie także i pod flagami UE demonstrowali Serhij Nihojan i Jurij Werbycki – pierwsi, którzy oddali życie na Euromajdanie.

Nie odchodząc od monitora, na którym pojawiają się wciąż nowe, sprzeczne informacje, łudzimy się nadzieją na nowy „plan Marshalla” dla Ukrainy. Tylko kto miałby go zaproponować i wcielić w życie? W oczekiwaniu na niepewną przyszłość, polecamy lekturze esej Mykoły Riabczuka…

***
Artykuły zamieszczone w niniejszej edycji portalu zostały zainspirowane tematami dyskutowanymi na Kongresie „Kultura dla Partnerstwa Wschodniego”, takimi jak – samoorganizacja, edukacja nieformalna, nowe technologie i komunikacja. Taki a nie inny wybór został spowodowany niechęcią twórców Kongresu do teoretyzowania, próbą wskazania miejsc, w których dochodzi do rzeczywistych prób forsowania granic. Każda z poruszonych kwestii ma dziś swoje praktyczne konsekwencje. NATAŠA, platforma powołana przez niezależnych twórców i organizacje kulturalne z krajów Partnerstwa Wschodniego (o której piszą Philipp Dietachmair i Nataša Bodrožić) wypracowuje właśnie reguły funkcjonowania. Bohdan Szumyłowycz, Grzegorz Stunża i Piotr Celiński odnosząc się do konsekwencji cyfrowego skoku technologicznego, kreślą projekty łamania barier cywilizacyjnych, z którymi nie potrafi poradzić sobie odziedziczony system edukacyjny. Marek Golonko relacjonuje spotkanie aktywistów z Europy Wschodniej, tworzących inicjatywy oddolne, oparte na idei spółdzielczości. A Cornelia Bruell krytycznie przygląda się założeniom największego unijnego programu wspierania kultury – ”Kreatywna Europa”.