Strona główna/ROZMOWA. Ukraina wzięła na siebie ciężar obrony Europy

ROZMOWA. Ukraina wzięła na siebie ciężar obrony Europy

Od lat jeździ do Ukrainy. Najpierw jako artysta, dziś także jako wolontariusz. Tomasz Sikora organizuje zbiórki, kupuje potrzebną pomoc i dostarcza ją bezpośrednio żołnierzom na froncie. Wspiera Ukrainę od 2014 roku i przekonuje, że pomaganie nie jest gestem – jest obowiązkiem.

Anna Kovalova: Mimo trwającej wojny nadal regularnie jeździ pan do Ukrainy i angażuje się w pomoc. Co sprawiło, że nie tylko nie przestał pan tam jeździć, ale jeszcze mocniej się zaangażował? Jak dziś określiłby pan swoją rolę?

Tomasz Sikora: Dziś przede wszystkim jestem wolontariuszem, chociaż do Ukrainy jeżdżę od ponad 20 lat. Pierwszy raz byłem tam w 1992 roku, a od 2006 roku regularnie jeździliśmy z zespołem Karbido na trasy koncertowe. Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny zostałem zaproszony na rezydencję artystyczną do Kijowa. Z początku wydawało mi się to trochę absurdalne. Okazało się jednak, że to, co robiliśmy jako artyści, miało znaczenie dla osób, które doświadczyły wojennej traumy, między innymi mieszkańców Mariupola. Wtedy zacząłem myśleć o sztuce jako o rodzaju wsparcia. Jeśli tworzysz sztukę, która dotyczy wojny w Ukrainie, to moim zdaniem powinno się za tym kryć także konkretne działanie. Można organizować zbiórki, samemu wozić potrzebne rzeczy. Dziś nie ma polsko-ukraińskiej współpracy artystycznej bez realnego wsparcia Ukrainy.

Do Ukrainy jeździ pan od 2014 roku, również w okolice frontu. Czy jest jakieś doświadczenie z tego okresu, które szczególnie mocno zapadło panu w pamięć?

Nie ma jednego takiego momentu. Jest ich bardzo wiele. Najtrudniejsze są dla mnie powroty do miast, które wcześniej znałem jako miejsca koncertów, spotkań i zwyczajnego życia. Z Karbido oraz Jurijem Andruchowyczem graliśmy koncerty w wielu ukraińskich miastach. Byliśmy między innymi w Charkowie, Mariupolu czy Odessie. Dlatego później zobaczenie tych samych miejsc podczas pełnoskalowej wojny było bardzo trudne. Pierwszy raz po 24 lutego pojechałem do Charkowa. Wcześniej znałem to miasto jako miejsce pełne zieleni, gdzie można było normalnie spędzać czas. Później zobaczyłem, co się z nim stało. Podobnie jest z Mariupolem. Bywałem tam wiele razy, bardzo lubię to miasto, a dziś nie mogę tam pojechać. Miałem też od dawna plan, żeby pojechać do Chersonia. Z rodziną chcieliśmy spędzić wakacje w okolicach półwyspu Kinburn. Mieliśmy nawet zarezerwowany bungalow. Nie zdążyliśmy. Dwa miesiące temu pierwszy raz w życiu pojechałem do Chersonia. Trafiłem tam w momencie, kiedy miasto znajduje się właściwie na linii frontu. Mieszkają tam cywile, a nad ich głowami cały czas latają rosyjskie drony. To było bardzo mocne doświadczenie. Dotarłem do miasta, do którego chciałem dotrzeć przez kilkanaście lat, ale dopiero wtedy, gdy znalazło się w tak dramatycznej sytuacji.

 Często można dziś usłyszeć w Polsce, że Ukraińcy nie są już wdzięczni za pomoc. Jak to odbierać?

Ja nie oczekuję podziękowań. Dla mnie pomaganie jest czymś naturalnym. Jestem też w specyficznej sytuacji, bo Ukrainę znam od wielu lat. Mam tam przyjaciół, znam ten kraj. Z Karbido zawsze byliśmy bardzo serdecznie przyjmowani. Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów. Wręcz przeciwnie – przez lata spotykaliśmy tam wspaniałych ludzi Dlatego trochę traktuję swoją pomoc jako spłatę długu wdzięczności. Ukraina przez lata bardzo dużo nam dała jako artystom i jako ludziom. Kiedy czytam w internecie różne antyukraińskie komentarze, czasami myślę: „O co wam właściwie chodzi?”. Po prostu pojedźcie tam i zobaczcie, jak wygląda wojna. A wcześniej była to dla mnie po prostu część Europy – kraj, w którym spotykałem świetnych ludzi, pracowałem, koncertowałem i spędzałem czas. Nie oczekuję specjalnych podziękowań. Robię to, co uważam za potrzebne. Jest to też dla mnie pewnego rodzaju obowiązek wobec Polski. Chcę tłumaczyć Polakom to, co dzieje się w Ukrainie, bo mam własne doświadczenia z tym krajem i są one zdecydowanie pozytywne. Chcę pokazywać, jak wygląda wojna i jak rosyjska dezinformacja próbuje przedstawiać ją w zupełnie inny sposób. Ale chcę też opowiadać o Ukrainie jako o kraju, który zasługuje na normalne życie w Europie – spokojne i pokojowe.

Jak często jest pan dziś w Ukrainie?

To różnie wygląda. W zeszłym roku policzyłem, że jeśli zsumować wszystkie wyjazdy, spędziłem tam około trzech miesięcy. Czasami przez jakiś czas nie wyjeżdżam, ale kiedy już jestem, zostaję na przykład dwa tygodnie. Gdybym nie miał obowiązków zawodowych i rodzinnych, być może nawet przeniósłbym się do Ukrainy. Ale trzeba też działać tutaj, w Polsce. Ktoś musi również pracować nad relacjami polsko-ukraińskimi i tłumaczyć ludziom, co naprawdę dzieje się w Ukrainie. Ktoś musi wykonywać tę pracę również tutaj.

A jakie konkretnie działania prowadzi pan obecnie?

Mam kilka zbiórek. Wielu moich przyjaciół to artyści, z których część wstąpiła do wojska. Jednym z nich jest Serhij Żadan. Razem z Kulturą Enter prowadzimy dla niego zbiórkę. Innym jest Mark Tokar, znakomity ukraiński kontrabasista jazzowy, który również służy w wojsku. Potrzeby bardzo szybko się zmieniają. Na początku wojny często woziło się drony czy żywność. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Ostatnio rozmawiałem z Serhijem o tym, że bardzo potrzebne są siatki maskujące. Dlatego trzeba pytać żołnierzy i ludzi, którzy są na miejscu, czego naprawdę potrzebują. Nie ma sensu wozić czegoś na siłę. Pomoc musi być dostosowana do aktualnych potrzeb. Kiedyś, na początku wojny, rzeczywiście można było zawieźć praktycznie wszystko, nawet jedzenie, i to było potrzebne. Dziś trzeba działać bardziej efektywnie i dostosowywać pomoc do rzeczywistych potrzeb.

Jak wyglądało wasze pierwsze spotkanie z Serhijem Żadanem?

Pierwsze spotkanie pamiętam słabo. Bardziej zapadło mi w pamięć drugie. Bardzo cenię to, że kiedy Karbido po wydaniu pierwszej płyty pojechało z Jurijem Andruchowyczem do Ukrainy, nie zaczęliśmy od Lwowa czy Iwano-Frankiwska, czyli miejsc, które byłyby dla nas naturalnym kierunkiem. Od razu trafiliśmy do Charkowa na festiwal organizowany przez Żadana. To była wyprawa. Jechaliśmy z Wrocławia dwa dni, nocowaliśmy po drodze w Kijowie. Nie było jeszcze Google Maps ani internetu w takiej formie jak dziś, więc po drodze oczywiście się gubiliśmy. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem Charków. Jeszcze stał tam pomnik Lenina, który później na szczęście zniknął. Bardzo sobie cenię to, że zaczęliśmy współpracę kulturalną z Ukrainą właśnie od Charkowa. To pozwoliło nam zobaczyć Ukrainę z innej perspektywy. Charków był wtedy w dużej mierze rosyjskojęzyczny. Widzieliśmy też działania Serhija Żadana na rzecz odzyskiwania ukraińskiego języka i tożsamości. Pamiętam słowa jednej z moich znajomych, artystki z Donbasu. Powiedziała mi: „Moja matka była rosyjskojęzyczna, ja przez połowę życia mówiłam po rosyjsku, ale to nie znaczy, że ten obszar był rosyjski. Moja prababcia mówiła po ukraińsku. My po prostu odzyskujemy ten język”. Myślę, że Polacy mogą to zrozumieć. Polska również doświadczała rusyfikacji. Gdyby historia potoczyła się inaczej, być może dziś również mówilibyśmy po rosyjsku.

Dziś Serhij Żadan jest nie tylko pisarzem i artystą, ale również żołnierzem. Co najbardziej pana w nim porusza?

To, że robi to, czego jego kraj w tej chwili potrzebuje. Czasami myślę o tym również w kontekście Polski. Zastanawiam się, ile osób, które dziś wypowiadają się na temat wojny, byłoby gotowych zostać i bronić swojego kraju, gdyby Rosja zaatakowała Polskę. Myślę też o sobie. Co ja bym zrobił? Pamiętam, że kiedy wybuchła pełnoskalowa wojna, napisałem do wielu swoich ukraińskich znajomych, żeby przyjechali do Polski. Żeby uciekali. Serhij nawet mi na to nie odpowiedział. Jurij Andruchowycz odpisał mniej więcej: „Gdzie ja mam jechać? To jest mój kraj. Zostaję”. Bardzo szybko zrozumiałem, że moja propozycja była nie na miejscu. Wielu naszych znajomych – artystów, czasem pacyfistów, ludzi, którzy wcześniej w ogóle nie myśleli o wojnie – musiało nagle stać się żołnierzami albo w inny sposób zaangażować się w obronę swojego kraju. Niestety, wielu z nich już nie żyje.

Mam nadzieję, że w Polsce nigdy nie będziemy musieli mierzyć się z wojną. Ale gdyby jednak przyszła taka chwila – czy dziś wie pan, co należałoby zrobić?

Mam nadzieję, że wiem, co robić. Ale przede wszystkim mam nadzieję, że będzie z kim to robić. Oczywiście krytycznie patrzę również na Polaków, bo sam jestem Polakiem. Ukraińcy sami mogą krytykować siebie i pracować nad swoimi problemami. Ja natomiast mogę krytycznie patrzeć na Polskę i Polaków. Mam nadzieję, że ludzi dobrej woli jest więcej. Trzeba tylko oddzielić to, co widzimy w internecie, od tego, co dzieje się na ulicach. Oczywiście zdarzają się różne sytuacje, ale kiedy patrzę na swoich znajomych, rodzinę i ludzi, których spotykam we Wrocławiu, Warszawie czy Lublinie, widzę bardzo dużo zwykłej ludzkiej solidarności. Jak śpiewał Niemen – ludzi dobrej woli jest więcej.

Co dalej – jakieś plany zarówno zawodowe, jak w kontekście pomocy Ukrainie?

Dalej robić swoje. Miałem teraz jechać do Charkowa z Serhijem, ale zepsuł mi się samochód. Pojadę później. Chcę dalej prowadzić zbiórki i wozić to, co jest potrzebne. Nie wszystko trzeba jednak przywozić z Polski. W Ukrainie również można wiele rzeczy kupić czy zorganizować. Najważniejsze jest dobre rozpoznanie potrzeb. Dobrym przykładem są siatki maskujące. We Wrocławiu ukraińska diaspora, przy dużej pomocy Polaków, robi je przez cały rok. Głównie starsze kobiety, często z terenów wschodniej Ukrainy. Tkają siatki codziennie – w soboty, niedziele, praktycznie każdego dnia. Często właśnie te siatki później zabieram do Ukrainy. To są bardzo wzruszające spotkania. Kobiety pytają, dokąd jadę. Kiedy mówię, że w okolice Kramatorska, czasami słyszę: „Tam jest mój syn albo mój wnuk. Może można mu coś zawieźć?”. One same mieszkają w Polsce jako uchodźczynie wojenne, ale cały czas myślą o Ukrainie. Robią to bez rozgłosu, bez potrzeby pokazywania tego w mediach. Po prostu robią to, co trzeba. We Wrocławiu ukraińska diaspora zbiera też puszki po konserwach. Później są one zalewane woskiem i trafiają do ukraińskich żołnierzy jako świece okopowe. Z żoną również je zbieramy – mamy już pół pokoju puszek. To jest codzienna praca nad zwycięstwem.

Na koniec chciałabym poprosić Pana o jedno zdanie. Dlaczego warto nadal pomagać Ukrainie?

Bo Ukraina jest naszą siostrą, a Ukraińcy są naszymi braćmi. Jesteśmy bardzo blisko siebie – kulturowo, mentalnie i historycznie. Oczywiście mamy różnice, ale mamy też bardzo dużo wspólnego. Trzeba pomagać, bo to jest moralny obowiązek. Jesteśmy Europejczykami. Rosja napadła na Ukrainę bez powodu i prowadzi niesprawiedliwą wojnę. Ale nawet jeśli ktoś patrzy na to wyłącznie racjonalnie i cynicznie, powinien pamiętać, że wsparcie Ukrainy leży również w naszym interesie. Ukraina zapewnia nam spokój i bierze na siebie ogromny ciężar obrony Europy przed Rosją. To nie jest film ani gra komputerowa, w której Rosja nagle znika. Rosja cały czas jest zagrożeniem dla Europy Wschodniej. Ukraina wzięła na siebie ciężar obrony Europy przed Rosją. Koniec, kropka.

Wywiad z Tomaszem Sikorą przeprowadziła redaktor Anna Kovalova z Radia Lublin

 
UNIKATOWE RYSUNKI SERHIJA ŻADANA!
Licytujemy na rzecz STAŁEJ ZBIÓRKI DLA BRYGADY CHARTIA, w której służy POETA.
Mamy nowy narysowany przez Serhija Żadana rysunek z Lublina!
 
ZASADY LICYTACJI (REGULAMIN):
1. Licytujemy już drugi rysunek. Start dziś 13 sierpnia do DNIA URODZIN POETY – czyli do 23 sierpnia na stronie: https://tiny.pl/nnsw-zf50
2. Licytujemy widoczny na zdjęciu rysunek – fragment Starego Miasta w Lublinie przy ulicy Złotej (wykonany w osobistym szkicowniku markerem, oprawiony w czarną ramkę 21×29 cm), cena wywoławcza 800 zł
2. Licytują Państwo pod TYM postem, proponując w komentarzach sumę, którą jesteście Państwo gotowi zapłacić za licytowany przedmiot
3. Licytujemy w polskiej walucie
4. Ta sama osoba może licytować wiele razy, nie ma limitów dla poszczególnych licytujących. ważne, że licytujemy, przebijając w kolejnym poście co najmniej o 50 zł więcej
5. Wygrywa największa kwota wylicytowana do godziny końca zbiórki (23.08.2026, godz. 23.00 UTC+2 )
6. Zanim zwycięzca wpłaci datek, prosimy o kontakt z organizatorami licytacji w celu ustalenia warunków wysyłki wygranej oraz opłacenia kwoty via: https://zrzutka.pl/z/zadan
Kontakt do organizatorów via FB:
lub e-mail: redakcja@kulturaenter.pl
CENA WYWOŁAWCZA: 800 zł
Cała kwota Wygranego zasili konto zrzutki: https://zrzutka.pl/z/zadan
ZAKOŃCZENIE II części LICYTACJI, tj. rysunku nr 2:
23 sierpnia 2026, 23.00 UTC+2
Z każdej zebranej złotówki cała kwota zostanie przeznaczona na pilne zakupy pomocy ratującej życie żołnierzy, tj. zakupów typowo humanitarnego pakietu (opatrunki medyczne do szybkiego tamowania krwotoków urazowych na polu walki oraz w ratownictwie cywilnym) i wojskowej (siatki maskujące, systemy antydronowe). Następnie Pisarz wraz z polskim wolontariuszem artystą, Tomaszem Sikorą Tomasz Sikora, osobiście zakupią i dostarczą zakupioną pomoc do batalionu Chartia.
 
Kultura Enter
20 sierpnia 2026

Tomasz Sikora podczas prezentacji nowej książki Serhija Żadana w Lublinie, fot. Dorota Mościbrodzka.

Serhij Żadan i Tomasz Sikora podczas spotkania autorskiego w Lublinie na Zamku Lubelskim. Koszulkę i futbolówkę z podpisem Żadana wylicytował

Podczas pobytu w Lublinie Poeta narysował 3 rysunki, które licytujemy na rzecz jego batalionu. Jeden z rysunków wylicytował Andrzej Szabaciuk. Szczegóły poniżej.

Anna Kovalova rozmawiała z Tomaszem w Radio Lublin