SZTUKA. Oto ciało moje
Na zaproszenie kuratora sztuki Pawła Korbusa objęliśmy patronatem wystawę Pavla Kovacha w Galerii Labirynt. Projekt powstał na styku odmiennych rzeczywistości, tj. sztuki oraz doświadczenia wojennej traumy. Artysta i żołnierz pracuje z artefaktami oraz przedmiotami należącymi do osób rannych lub poległych. Ekspozycja Hoc est corpus meum otwarta do końca maja. Podczas wernisażu w Lublinie z artystą porozmawiał poeta i aktywista literacki Ivan Davydenko.
Ivan Davydenko: W ciągu ostatniego roku w polskich mediach często powtarzała się opinia, że Europa zmęczyła się wojną. Jak oceniasz takie stwierdzenia z perspektywy bezpośredniego uczestnika? A czy ty sam nie jesteś zmęczony?
Pavlo Kovach: Wszyscy są zmęczeni, to oczywiste. Zapominanie też jest normalnym stanem rzeczy. Tak właśnie działa ludzki organizm. Chroni siebie i swój układ nerwowy. Zapominanie stało się naszą nową codziennością. Czy jesteśmy zmęczeni? Oczywiście, że tak.
Europa jest zmęczona, bo ludzie nie mogą ciągle się przejmować. Jest faza aktywna, emocjonalna, ale kiedy te przeżycia ciągną się przez trzy, cztery, dziesięć lat, już nie odbiera się tego tak samo. Prawdę mówiąc, właśnie w tym tkwi pewien problem: w oczekiwaniu na to, co ma się wydarzyć, i to koniecznie musi być coś złego, jakaś katastrofa. To właśnie mnie przeraża. Ponieważ nic nie może trwać wiecznie, ale nie widzę też na razie żadnego optymistycznego zakończenia.
A więc można przyzwyczaić się do wojny i śmierci?
Tak. Ja na przykład się przyzwyczaiłem.
W jednym z ostatnich wywiadów z Open Group przyznałeś, że na początku służby w Siłach Zbrojnych Ukrainy dręczyło cię pytanie, czy nadal ma sens tworzenie sztuki, jednak później przeszedłeś do etapu przetwarzania osobistych doświadczeń.
To jest ważna kwestia i często o niej myślę. Praktyka artystyczna naprawdę działa na mnie jak arteterapia. Z jednej strony, może się to wydawać bardzo banalne, ale fakt, że coś stworzyłeś i możesz na to spojrzeć, naprawdę pomaga uporządkować myśli. One nie krążą po prostu chaotycznie w głowie, lecz ty nadajesz im strukturę, a potem możesz spojrzeć z dystansu, na przykład przejść się po wystawie, i dostrzec logikę.
Twoja wystawa Hoc est corpus meum opowiada o wojnie, ale jednocześnie nie jest tak bezpośrednia w przekazie, jeśli porównać ją z tą częścią sztuki ukraińskiej, z którą polski widz miał już okazję dotychczas się zapoznać.
Trudno nie popaść w tę bezpośredniość, gdy wokół jest tak wiele różnych wizualnych obrazów i wymyślnych narracji. Dla mnie niezwykle ważne było właśnie to, by nie zgubić się w tej bezpośredniości, ale skonstruować dzieło tak, by można było odczytywać go na różnych poziomach. By nie było jednoznaczne, w stylu „wojna to coś złego”. Bo wojna bywa różna – choć oczywiście jest zła, dla niektórych może być jednak czymś innym. Wojna ma bardzo wiele różnych odcieni. Właśnie chciałbym zgłębić odcienie i niejednoznaczności.
Czy można stwierdzić, że artyści znajdują się obecnie w awangardzie procesu przepracowywania traumy pokoleniowej, która w mniejszym lub większym stopniu dotyczy wszystkich Ukraińców?
Trudno mi to ocenić. Nie podoba mi się, gdy artystów stawia się ponad innymi – to przecież tacy sami ludzie jak wszyscy inni. Po prostu pewien rodzaj zawodu, który polega na pracy z konkretnymi tematami i zmianie perspektywy widza. Zwykła rzecz może się zmieniać w zależności od kąta widzenia. Grunt to dać odbiorcy możliwość nałożenia własnego doświadczenia na obiekt i przyswojenia sobie jego idei. Dać przestrzeń opowieści, nie dyktować, nie mówić, wycofać się z tej proroczej roli. Artyści nie są wcale prorokami. Czasami trafiają w sedno, ale czasami po prostu historia lubi się powtarzać.
Jak twoi koledzy w wojsku patrzą na to, co robisz?
Pokazałem im portfolio, rozmawialiśmy na ten temat. Okazało się interesujące zarówno dla mnie, jak i przede wszystkim dla nich. Nigdy wcześniej nie interesowali się sztuką. Ale kiedy im zaczynasz opowiadać, przedstawiasz koncepcję – to działa. Prace Open Group lub moje indywidualne dzieła to historie, które prowadzą do pewnego dialogu, a sam dialog już jest czymś bardzo interesującym.
W ukraińskiej przestrzeni internetowej krąży opinia, że do momentu rozpoczęcia rosyjskiej agresji na pełną skalę w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy nigdy nie było aż tak wielu zdolnych ludzi, którzy dobrowolnie poszli bronić swój kraj.
W tym właśnie różnimy się od armii rosyjskiej. U nas walczą wszyscy: poeci, artyści, biznesmeni, politycy. Kiedy trafiasz do wojska, widzisz cały przekrój społeczny. Chociaż większość stanowią mężczyźni, mamy też spory komplet kobiet – w naszej brygadzie jest ich najwięcej ze wszystkich. Patrzysz na ten przekrój i widzisz, kto służy. Do tego momentu żyjesz w pewnej bańce, komunikujesz się z kimś, kto cię interesuje, nie wychodzisz zbytnio poza jej granice. Myślisz sobie, że wszyscy wokół są tacy sami lub tacy jak ty. A w rzeczywistości tak nie jest. Trafiasz do wojska i rozumiesz, jak bardzo się myliłeś, jak różni potrafią być ludzie. I to jest zabawne, chodzi o ciekawość. Jak powiedział mój przyjaciel z wojska: „Bóg stworzył świat, a diabeł uczynił go interesującym”.
Ten cytat pojawia się w opisie kuratorskim wystawy.
Gdyby nie ta ciekawość, nie byłoby sztuki w ogóle. Nie byłaby potrzebna. Kiedy wyobrażasz sobie raj, właściwie zdajesz sobie sprawę, że wieje tam nudą. Cała ta wieczność, idealizm, utopijność – ale co z tym zrobić? I śmieszno, i straszno. Tak, że chce się uciec.
W opisie kilkakrotnie wystawy pojawia się stwierdzenie, że pamięć jest napięciem w ciele.
Chodzi raczej o pamięć ciała. O nawyki, które stają się automatyczne. I o „cudotwórstwo”.
Sztukmistrz, iluzjonista i jogin – to ważne dla ciebie klasyfikacje artystów. Pytanie za kogo sam się uważasz, wydaje się zbędne.
Tutaj są różne prace. Interesuje mnie właśnie pokazanie siebie w rozmaitej optyce.
Zatem kurator Paweł Korbus proponuje nam spojrzeć na wystawę jako na analizę zjawiska przeciwstawiania się sobie różnych sił: iluzji i materii, dyscypliny i wytrwałości, obecności i ucieczki, sztuki i wojny, Ukrainy i Rosji, życia i śmierci.
To pytanie raczej do kuratora. Mój opis na pewno by się różnił. Mój tekst Esej za 300 euro, który też się znalazł na wystawie, jest zamieszczony pośrodku. Długo nad nim pracowałem. Wielce się nad nim głowiłem.
Czasami powstają prace, tworzone są opisy, i wszystko się splata, jedno przechodzi w drugie i zderza się z otaczającą rzeczywistością. Bo z jednej strony – masz do czynienia ze zwłokami, a z drugiej – dosłownie mija chwila i widzisz, jak rodzi się twój syn. To odwieczne tematy, życie i śmierć, ale spotykasz się z nimi w swojej codzienności i to jest niesamowita rzecz, która, można powiedzieć, inspiruje – na pewno! – pobudza do myślenia, do twórczej pracy i w pewnym stopniu wszystko upraszcza. Lubię mówić, że wszystko jest o wiele prostsze, lecz poprzez rzeczy skomplikowane, dochodzę do tej prostoty.
Jak mawiał Paweł Bezir, przedstawiciel pokolenia szestydesjatnykiw z Użhorodu, można osiągnąć oświecenie na dwa sposoby: albo nie myślisz, czyli medytujesz, a twój umysł jest jak tafla wody podczas idealnej flauty. Albo wręcz przeciwnie, myślisz do upadłego. I wtedy, gdy to wszystko dochodzi aż do punktu wrzenia, pojawia się jakieś olśnienie. Osobiście stosuję tylko drugą metodę, pierwsza mi nie wychodzi. Nie potrafię nie myśleć. Niestety medytacja nie do końca mi wychodzi.
Starożytni mistrzowie buddyzmu twierdzili, że oświecenie można osiągnąć poprzez tworzenie sztuki.
To szerokie pojęcie. Czym właściwie jest to oświecenie? Dla mnie stanowi moment, w którym pojawiają się pomysły. I ma ono wpływ na dalsze życie – ten proces wymyślania i urzeczywistniania, przekształcania, nadawania sensu. Pod tym względem jestem oldschoolowy.
Kamień, materialność, duch – te pojęcia we mnie rezonują. Na wystawie pojawia się praca, w której pojawiają się przepisy, jak zmyć imiona z kamienia – mnóstwo skomplikowanych kombinacji, o których nie mówimy, ale mam nadzieję, że gdzieś są wyczuwalne. Nie wszystko trzeba mówić wprost. Bo kiedy się rozmawia o pewnych rzeczach, to one znikają.
Za pomocą niedopowiedzeń dostrajam częstotliwość odbioru dzieła. Kiedy jesteś nastrojony jak instrument, to powoli, krok po kroku, bierzesz udział w procesie postrzegania. Bo instrument może brzmieć bez grania na żadnej strunie, po prostu stać lub wibrować, ale tak, jak trzeba.
Pavlo Kovach – ukończył Użhorodską Szkołę Sztuk Pięknych im. A. Erdeliego (2005) oraz Lwowską Narodową Akademię Sztuki (2011). Otrzymał stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Polski Gaude Polonia (2012). Laureat konkursu MUHi (2012) i Festiwalu IN-OUT (Gdańsk, 2018). Współzałożyciel galerii Jefremowa 26 (Lwów, 2013) i Detenpyla (Lwów, 2011). Od 2012 roku jest założycielem i członkiem Open Group. Grupa otrzymała główną nagrodę PinchukArtPrize (2015) oraz wyróżnienie specjalne Allegro Prize w Warszawie (2020). Open Group była również kuratorem Pawilonu Ukraińskiego na Biennale w Wenecji w 2019 roku oraz prezentowała Pawilon Polski na Biennale w 2024 roku pod kuratorską opieką Marty Czyż. Mieszka i pracuje we Lwowie. Od 2023 roku służy w Siłach Zbrojnych Ukrainy.
Kultura Enter
maj 2026






