Strona główna/SZTUKA. Będzie bolało. O wystawie Katarzyny Szarek, „Αλήθεια”

SZTUKA. Będzie bolało. O wystawie Katarzyny Szarek, „Αλήθεια”

Jacek Zalewski

Co to jest prawda? – pyta Piłat Chrystusa dowodząc tym samym, że i Rzymianie potrafią stawiać filozoficzne pytania. Nigdy dość wdzięczności tej w gruncie rzeczy dwuznacznej figurze, że ośmielił się to uczynić. Chrystus z kolei, jak wiadomo, milczał i doprawdy trudno nie mieć mu za złe, że mając możliwość wykazania się w tak fundamentalnej sprawie – milczał. Inna sprawa, że gdy się ma w perspektywie wyrok śmierci to trudno o wylewność.

Wpływ greckiej filozofii na nauczanie Chrystusa był umiarkowany, niemniej w odniesieniu do Piłata, Rzymianina z krwi i kości, ten jawił się jako rewolucjonista. Byłoby nadzwyczajne, gdyby obaj wdali się w pogawędkę o prawdzie, kto wie, być może właśnie w tej kwestii osiągnęliby porozumienie.

Rzymskie veritas kontra greckie aletheia. Dwie koncepcje prawdy, radykalnie od siebie odmienne. Veritas to prawda dana raz na zawsze, ustalona i odwieczna, wszelka jej rewizja może być tylko herezją. Aletheia z kolei to ujawnianie się bytu w jego prawdzie, odsłanianie tego, co zakryte. Martin Heidegger określa to jako nieskrytość. Według niego to coś więcej i zarazem mniej, niż prawda. Jest jak światło, nie widać go, ale dzięki niemu widać wszystko inne. Niekiedy jednak można zobaczyć także i światło: Heidegger proponuje wycieczkę do lasu, gdy na polance przez liście przebijają się promienie słoneczne, dosłownie widzimy jak te promienie tańczą w powietrzu, otoaletheia.

„Rdzeniem greckiego słowa Αλήθεια (tłum. prawda) jest słowo λήθη czyli zapomnienie / ukrycie natomiast przedrostek Α- jest tzw. alfa privativum, czyli zaprzeczeniem. W swobodnym tłumaczeniu Αλήθεια oznacza więc coś co nie jest ukryte w zapomnieniu, coś czego nie można zapomnieć” – to z opisu wystawy Katarzyny Szarek, „Αλήθεια”. Wernisaż odbył się 5 grudnia 2025 w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie.

Wystawa to zbiór prac zrazu sprawiających wrażenie braku powiązania, w niektórych przypadkach nawet odpychających: stalowe pręty, kolce róży, mapa Polski, orzeł, konik na biegunach, plastikowy pistolet, akt. Odpychający charakter bierze się z materiałów użytych przez Szarek: blacha, papier ścierny, stal – ich „właściwe miejsce” to raczej plac budowy, niż sala wystawowa.

Pierwsze wrażenie – artystka mówi w jakimś nieznanym nam języku, może nawet nie jest to język, a czysta asemantyka. Czyżby językowy zestaw do samodzielnego złożenia przez odbiorcę? Bez liku było wystaw, w których artysta ma lub nie (nie wiadomo) coś do powiedzenia, natomiast obowiązek nadania sensu spoczywa na odbiorcy, w końcu zaczynamy tęsknić za starym, dobrym porządkiem z klasycznie obsadzonymi rolami w dyskursie.

Mamy tu do czynienia ze sztuką, która znaczy – znaczeniem własnym, immanentnym, emanującym, a nie tym, które raczy (albo nie) nadać jej odbiorca. Pomimo nowoczesnej formy respektuje ona klasyczne reguły, co przyjmuję z ulgą: chcąc nazywać rzeczy nie potrzebuję do tego sztuki, jeżeli jednak obcuję ze sztuką chcę zobaczyć jak ona nazywa świat. Do tego temat najbardziej klasyczny z klasycznych, choć przez to niesłychanie zdradliwy, łatwo się tu bowiem osunąć w banał, śmieszność lub rujnujący jakikolwiek efekt artystyczny hermetyzm.

Zmierzyć się z tematem prawdy może albo debiutant, wystarczająco bezczelny, żeby nie przeraziły go piętrzące się tu komplikacje albo ktoś z doświadczeniem, rozumiejący ile do tego trzeba pokory, kto wie, może nawet i wcześniejszych porażek w tej materii. Szarek nie narzuca materii swojej woli, owszem, robi to w sposób dostateczny, żeby nadać swojej pracy formę, potem jednak pozwala, żeby materiał pracował, by tak rzec, na własny rachunek. Kiedy patrzę na te potencjalnie groźne obiekty sztuki myślę sobie, że przecież to nie artystka nadała im ową potencję, ona jej tylko pozwoliła zaistnieć, mówić własnym głosem, a zwłaszcza – milczeć. Ta sztuka milczy, i być może właśnie dlatego tak silnie do nas przemawia.

To, co odpycha wizualnie czy sensualnie często jest atrakcyjne intelektualnie – być może dlatego sztuka współczesna rzadko bywa „estetyczna”. Patrzę na prace Szarek: pręt zbrojeniowy z nałożonymi dodatkowo kolcami róży, wykonany z papieru ściernego orzeł, blaszana mapa Polski, pokryty papierem ściernym koń na biegunach („Równowaga”), osadzony w drewnianej ramie pejzaż również wykonany z papieru ściernego. Nie dotknąłbym żadnej z nich (od dziecka szorstkie przedmioty budzą we mnie dreszcze), ale chcę je analizować. Oddzielnie i jako kompozycję. Są dla mnie tym, czym symbol dla Paula Ricoeura: dają do myślenia.

Przypomina mi się stary performance Zbigniewa Warpechowskiego. W trakcie występu performowane było szkło: kruche, delikatne, domagające się uwagi, troski, bez mała czułości – jednak stłuczone zamieniające się w przedmiot ostry i śmiertelnie niebezpieczny. Jakoż ta dwoistość, by tak rzec, istotowe „pęknięcie”, ontyczna „rysa” cechuje nie tylko szkło, na gruncie języka ciekawie przedstawił to kiedyś Jacques Derrida: greckie hymen to zarazem błona dziewicza i małżeństwo, pharmakon to jednocześnie lekarstwo i trucizna.

Tę samą ontyczną dwoistość i brak ostatecznego rozstrzygnięcia dostrzegam w pracach Szarek. Wróćmy do pokrytego papierem ściernym konika na biegunach: przedmiot w swojej naturalnej funkcji zaprasza do zabawy, wystarczy jednak zmienić jeden parametr, a równowaga (nomen omen) zostaje zaburzona i w miejsce zabawy wchodzi cierpienie. Podobnie z pejzażem – cokolwiek zechcemy umieścić w drewnianych ramach, Szarek uprzedza: będzie bolało.

Ontyczna dwoistość świata: nie tyle chodzi o to, żeby go oswoić, ile żeby się pogodzić, że jest jednocześnie wrogi i przyjazny, odpychający i przyjemny, sprawiający ból i rozkosz. Mniejsza o dychotomie, można je mnożyć ad hoc, rzecz w tym, że to, co najważniejsze, wydarza się pomiędzy, sensy cyrkulują i jest to ich stan naturalny. Prawda? Ona również wydarza się pomiędzy, niezdolna bezpiecznie zastygnąć w jednoznacznie zdefiniowanym stanie. To zła wiadomość dla poszukujących pewności. Szarek pokazuje, że prawda nie niesie ukojenia, to ruch, dynamika i ciągłe przemieszczanie się. Jak w tym odnaleźć siebie? „Jeżeli poruszamy się po kruchym lodzie jedynym naszym ratunkiem jest prędkość” – to Jean Baudrillard. Jego słowa to z kolei zła wiadomość dla tych, którzy szukają stabilności, jakiejkolwiek bądź.

Jeszcze jedna dychotomia, formalnie zresztą widoczna aż nadto: prywatne vs. publiczne. Jeżeli bowiem Szarek zachęca nas do nadania kształtu naszemu światu to nie tylko temu wewnętrznemu, lecz również społecznemu. Kiedy widzę obraz w drewnianej ramie, a w nim pejzaż utkany z papieru ściernego, to nie mam wątpliwości, co jest moim zadaniem – cóż, jeżeli w tej otwartej dla mnie przestrzeni zechcę umieścić sąsiadujące z nią na wystawie godło Polski, zresztą również wykonane z papieru ściernego? Odnajduję tu przypomnienie o przykrej skądinąd prawdzie, że nawet jeżeli nie interesujemy się polityką, ona interesuje się nami, więc siłą rzeczy prywatne i publiczne będą się nie tylko przenikać (to jeszcze do zniesienia i duchowego zagospodarowania), ale i – wymieniać miejscami! Stąd już krok do jeszcze bardziej przykrej konstatacji, że prywatne jest iluzoryczne, a tam, gdzie się spodziewam odnaleźć swoje najintymniejsze głębie – mieszka jak u siebie Inny.

Mimo wszystko czuję, że te chropawe, szorstkie, kłujące obiekty drażnią tylko na zewnątrz, to zaledwie naskórek i zachęta do sięgania w głąb. Bez obietnicy, że spotka nas nagroda, ale z nadzieją, że świat nie jest taki jak wygląda w pierwszym spojrzeniu. Szarek udał się nadzwyczajny wyczyn, wzięła jednolitą, homogeniczną, pozbawioną głębi empiryczną materię i w akcie transgresji pozwoliła jej znaczyć, a więc mieć wewnętrzną strukturę: logiczną i aksjologiczną. Dzięki temu zabiegowi kawałek żelaza staje się katalizatorem emocji, a odpad budowlany sprawia, że komunikujemy się z czymś w nas, co ukryte, a może i zapomniane.

Co jest tym o czym nie możemy zapomnieć?” – pyta Szarek w zachęcie do wystawy. I korelatywnie: co jest tym, czego nie możemy sobie przypomnieć? Albo inaczej: coś w nas pamięta, coś z czym utraciliśmy łączność, a co teraz mamy szansę odnaleźć. Co to takiego? – Jeżeli wyjdziemy z wystawy jedynie z tym pytaniem to już bardzo dużo. Odpowiedź może być nieosiągalna, nie ona jednak jest najważniejsza, tym bowiem, co nas rozwija najbardziej jest umiejętność stawiania właściwych pytań. Dobrze zadane pytanie właściwie już jest odpowiedzią, albowiem daje nam to, czego wcześniej nie mieliśmy. Co takiego? Pytajmy dalej…

Zamiast podsumowania ostatnia dychotomia, być może najważniejsza: statyczny charakter wystawy vs. energia intelektualna, zapewne emocjonalna także, z jaką z tej wystawy wychodzimy. Jeżeli, jak wspomniałem, wystawa daje do myślenia, to znaczy, że za jej sprawą chce się myśleć, chce się problematyzować własną egzystencję, chce się przypominać jak to było, kiedy stawianie pytań przychodziło nam równie łatwo, co teraz ich zapominanie. To nie w rzeczach tkwi prawda (aletheia), ale dzięki nim mamy szansę ją dostrzec, resp. przypomnieć ją sobie. Instalacje Szarek mają poniekąd demiurgiczny charakter: wprawiają w ruch, choć same się nie poruszają. Tego właśnie oczekuję od sztuki.

Kultura Enter
8 stycznia 2026

Wystawa Katarzyny Szarek, fot. Krzysztof Bąk