HISTORIA SPORTU. Sto lat Dinamo Tbilisi
Marta Panas-Goworska, Andrzej Goworski
Jak głosi legenda to sam Feliks Dzierżyński miał przyczynić się do powstania sieci klubów Dinamo. Nazwa, pochodzącą z języka greckiego, tłumaczy się jako 'siła’ lub 'moc’. W 1925 taka piłkarska „potęga” powstała w skolonizowanej przez bolszewików Gruzji. Dinamo Tbilisi szybko stało się chlubą Gruzinów i choć czerwoni działacze nie od razu pozwolili grać drużynie w ekstraklasie, Tbilisi kilka razy zdeklasowało kluby z centrali.
Zabrać jak najwięcej, a potem wspaniałomyślnie trochę dać – rozumowali bolszewicy i tak jak Polakom po dekadzie rabunkowej eksploatacji sprezentowali kilka budowli, tak Gruzinom, ograbionym z ich państwowości, w 1925 roku założyli klub piłkarski Dinamo Tbilisi. Sama nazwa nie kojarzyła się najlepiej. Zgodnie z wydanym w 1917 roku bolszewickim dekretem O obowiązku nauczania sztuki wojennej, zwanym Wsiewobucz, tworzono przy służbach bezpieczeństwa, ale też fabrykach czy Komsomołach, drużyny sportowe i nazywano jej Dinamami. Zapoczątkowało to ogólny trend i stąd w bloku socjalistycznym było tak wiele zespołów mających taki sam człon nazwy. Bez względu na pierwotne konotacje, nowo powołany klub piłkarski stał się dla Gruzinów oczkiem w głowie. Świadectwem uwielbienia był przydomek, jakim określali drużynę – Urugwajczycy. Nazwa tego latynoskiego narodu, który po raz pierwszy zdobył tytuł mistrza świata w 1930 roku, była wówczas synonimem finezyjnego futbolu.
Strzel gola, a Moskwa usłyszy twoje nazwisko
Zawodnicy Dinamo Tbilisi szybko odwzajemnili się kibicom sukcesami w radzieckiej lidze i na początku lat 30. brylowali w grupie B. Ich aspiracje do elity, czyli grupy A, ówczesnej ekstraklasy, nie były na rękę zarządowi Mistrzostw Związku Radzieckiego w Piłce Nożnej i mimo zwycięstw w towarzyskich spotkaniach z wyżej notowanymi klubami Dinamo Moskwa (9:5) i Dinamo Leningrad (3:2), Gruzini wciąż grali ze średniakami. Dopiero rok 1936 przyniósł zmianę – wówczas dominując nad rywalami w grupie B weszli do elitarnego kręgu sowieckich drużyn piłkarskich. I od tego momentu zespół odniósł kilka ważnych sukcesów. Dwukrotnie, w latach 1964 i 1978, zdobył tytuł Mistrza ZSRR i dwa razy sięgnął po puchar ZSRR (w 1976 i 1979 r.). W roku 1973 Dinamo Tbilisi wygrało swoje pierwsze zagraniczne rozgrywki – Karawelę Kolumba – pokonując takie sławy, jak Atletico Madryt i Benficę Lizbona. Osiem lat później nadszedł największy dotychczasowy pokonując niemiecki Carl Zeiss Jena. Wielu piłkarzy zakaukaskiego Dinamo było też powoływanych do kadry narodowej ZSRR. Radziecki historyk futbolu Grigorij Akopow sprawozdaje ich zasługi:
Gruziński futbol dał naszemu sportowi wielu wyśmienitych bramkarzy – od A. Dorochowa do S. Kotrikadze, pierwszej klasy obrońców i pomocników – od Sz. Szawgulidze i W. Panjukowa do G. Czocheli i M. Churciława, jednak jego pięknem i dumą, jego główną atrakcją zawsze byli mistrzowie ataku, tacy jak B. Paiczadze, G. Dżedżeława, A. Gogoberidze, M. Meschi, S. Metreweli.
W radzieckiej prasie i publikacjach poświęconych piłce nożnej trudno doszukać się bezpośrednich odniesień do problematyki narodowej, w ZSRR był to temat tabu, jednak mecze tbiliskiego zespołu z najbliższymi sąsiadami lub gośćmi z Moskwy czy Leningradu musiały budzić wielkie emocje. W jakiejś mierze o patriotyzmie Gruzinów manifestowanych na trybunach mówi Akopow:
Tej drużynie nigdy – nawet w chwilach porażki – nie zabrakło fanów. Czy znajdowała się w grupie liderów, czy też w środku tabeli, mecze z jej udziałem zawsze zbierały olbrzymią widownię.
Gruziński gest Kozakiewicza
Trudno sobie wyobrazić, jak wielkim przeżyciem dla Gruzinów musiał więc być w 1964 roku pojedynek o pierwszy w historii klubu tytuł Mistrza ZSRR, który stoczył ich klub z utytułowaną rywalem Torpedo Moskwa. Tym bardziej, że po rozegraniu regulaminowych szesnastu spotkań obie drużyny szły łeb w łeb i miały po 46 punktów. Przywołany znawca radzieckiej piłki tak odniósł się do tego remisu: Nigdy jeszcze w historii naszego futbolu nie było przypadku, żeby dla wskazania zwycięscy trzeba było rozegrać dodatkowy mecz na neutralnym stadionie.
Ową bezstronną areną okazało się być boisko Pachtakor w Taszkiencie. W stolicy Uzbeckiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej listopad 1964 roku był wyjątkowo ciepły i w słoneczną środę, 18 listopada rozegrano mecz o tytuł Mistrza ZSRR. W tak sprzyjających warunkach na miejskim stadionie zasiadło ponad 60 tys. widzów.
Od pierwszego gwizdka na boisku panowało duże napięcie i obie drużyny skupiły się na grze w środku pola, wyczekując błędu przeciwnika. Klincz przełamał „torpedowiec”, niejaki W. Szczerbakow i pogroził klubowi z Tbilisi, trafiając w poprzeczkę „dinamowców”. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Efektownym rajdem popisał się S. Metreweli, który doskonale znał drużynę Torpedo, będąc przez kilka lat podstawowym zawodnikiem w jej składzie, i właśnie z moskwiczanami zdobył w 1960 roku tytuł Mistrza ZSRR. Po wymianie ciosów obie drużyny wróciły zachowawczej gry w środku pola. W drugiej połowie mecz nabrał rumieńców i Szczerbakow w 56 minucie trafia nareszcie do siatki. Gruzini zerwali się do boju i nastąpiła seria trzech rzutów rożnych. Bramkarz Torpedo, E. Szapowalenko cudem ratował zespół od utraty cennego prowadzenia. Kolejny, czwarty z kolei rzut rożny I Datunawszili doprowadza do wyrównania.
„Dodatkowy mecz miał swój dodatkowy czas” stwierdza historyk futbolu. Wówczas gracze z Tbilisi pokazali klasę. W ciągu dziesięciu minut moskiewski bramkarz trzykrotnie wyjmował piłkę z siatki. Strzelcami byli wspominany już Datunaszwili oraz M. Meschi. Pod koniec sędzia odgwizdał karnego dla gruzińskiego zespołu, którego pewnie wykonał Metreweli. I tak oto Dinamo Tbilisi zdobyło tytuł mistrza ZSRR w 1964 roku. Fotografia pokazuje „złotych chłopaków” chwilę po zwycięstwie. Swoją radość, ale i narodową dumę podkreślili, zakładając tradycyjne czapki chewsurskie. Bez wątpienia zwycięstwo stało się okazją do odkorkowania niejednego gruzińskiego wina!
Kultura Enter
2025/03 nr 115

