POLSKA-GRUZJA. Smutek Europy
Tomasz Sikora
SCENA 1
14 marca 2011 roku,
zespół Karbido błąka się busem po centrum Kijowa, próbując dojechać na miejsce koncertu, który wieczorem ma zagrać z Jurijem Andruchowyczem. Jednokierunkowe ulice nie dają szans, utykamy, robiąc kolejną pętle wciąż tymi samymi ulicami, nie mogąc dojechać na miejsce. Za to kilka razy pojawia się ,niczym zaklęcie, nazwa: Szota Rustaweli, Szota Rustaweli, Szota… Gruziński średniowieczny klasyk, poeta, wciąga nas w matnię, nie da się z niego wyjechać. To znaczy z ulicy jego imienia. Jednej z głównych ulic Kijowa. Nie zastanawiamy się, dlaczego główna ulica Ukrainy nazwana jest imieniem gruzińskiego wieszcza. Nawet chyba jeszcze wtedy nie do końca wiemy, kim on był. Wieczorem gramy koncert dla specyficznej publiczności, na sali jest Żadan, Bondar, Jarmoła z Hajdamaków oraz Tymoszenko i Poroszenko. Za dwa miesiące Tymoszenko znajdzie się w więzieniu, to będzie chyba jej ostatnie wydarzenie kulturalne, w którym wzięła udział przed aresztowaniem. Nic jej nie da, że siedzi w pierwszym rzędzie, może nawet to świadczy o jej winie, Poroszenko siedzący w dalekim rzędzie, jest chwilowo w rządzie Janukowycza, który dwa lata później podejmie decyzję o rozstaniu Ukrainy z Europą. Za dwa lata na kijowskim Placu Niezależności zacznie się Euromajdan.
SCENA 2
30 listopada 2024 roku,
w mediach społecznościowych, przewijając ekran, kątem oka widzę ogień, wodę, fajerwerki i gruzińską flagę. Okazuje się, że w Tbilisi i innych miastach Gruzji, którą wkrótce zacznę nazywać Sakartwelo albo Kartwelią, trwa rewolucja. Podobnie jak na Majdanie to rewolucja o Europę, partia Ukraińskie Marzenie zastopowała proces aneksyjny Gruzji do Unii Europejskiej. Widać jasno i wyraźnie, podobnie jak w działaniach Janukowycza, że wszystko odbywa się przy współudziale Rosji, rosyjskich służb, rosyjskiego hybrydowego wojska, dezinformacji oraz propagandy. Tego wszystkiego nie wyczytam z polskich mediów, nie ma w nich właściwie śladu po gruzińskiej, jak ja nazywają niektórzy, Eurolucji. Wieczorem piszę pierwszy post, aby podzielić się swoim odkryciem:
Aleja Rustawelego, Tbilisi, 5:40 rano
a wcześniej gaz łzawiący, pobicia, wyłuskiwanie ludzi z tłumu, aresztowania, wywózki, przemoc służb.
A teraz stawiam dużą czaczę, komuś, kto znajdzie ślad po informacjach o tym, co działo się w nocy w Gruzji na pierwszych stronach portali naszych głównych mediów.
Tyle jest warta nasza solidarność i wsparcie. Sytuacja w Gruzji jest przytłaczająca, nasza reakcja na nią tym bardziej.
***
Pomiędzy tymi scenami, jest cały ten czas, który przespaliśmy. Jako społeczeństwo i jako indywidualni ludzie. Też spałem. Tak. Miałem swoją Ukrainę, ale nie chciałem wiedzieć, że to są naczynia połączone. Białoruś, Ukraina, Gruzja. A głównym właścicielem tych naczyń chce być Putin i Rosja. Gruzja. Kijów, Warszawa, Mińsk, Tbilisi – wspólna sprawa. Czyżby? Wino, słońce, góry, morze, wspaniałe, turystyczne miejsce, przychylne dla Polaków. Łączą nas jakieś ślady wspólnej historii i Lech Kaczyński. Tylko czy ktoś pamiętał, że Kaczyński jest dla Gruzji ważny, bo w 2008 roku wybucha wojna, w wyniku której Rosja anektuje kawałek gruzińskiego państwa? Wszystko trwa chwilę, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki konflikt kończy się, choć przecież nie obywa się bez ofiar. Ale uff, można odetchnąć, można dalej jeździć nad Morze Czarne na plaże do Batumi. Zwłaszcza, że w pewnym momencie z turystycznych destynacji Krym odpada.
Byliśmy ślepi i głusi, ignorowaliśmy fakt, że Gruzja przecież jest w Europie, a Rosja nie chce, żeby w niej była. Jeszcze wprawdzie nie jest w Unii Europejskiej, ale naprawdę aspiruje i chce tak bardzo się w niej znaleźć. Zresztą to nie nasza sprawa, niech Gruzini i Gruzinki sami sobie wchodzą do UE, my już w niej jesteśmy. Jeździliśmy do niej na wakacje, ale nie braliśmy odpowiedzialności za kraj, który odwiedzaliśmy – wyczytane krótkie wzmianki w przewodnikach, trochę zwiedzania zabytków, trochę liźnięcia historii i kultury, ale bez szczegółów i bez tego, co się w kulturze Gruzji dzieje obecnie, gruzińska współczesna poezja, literatura, kino, sztuki plastyczne, które manifestują się w oporze przeciwko powrotowi Gruzji pod wpływy rosyjskie. Kto się tym interesuje, leżąc na plaży? Oczywiście politycy gwarantują i obiecują, ale to wszystko trwa, a Putin – jak się okazało – działa szybciej. I konsekwentniej. A trzeba było pilnować Gruzji i odganiać rosyjskie wpływy i zakusy wspólne z gruzińskim społeczeństwem, które o tym nam mówiło, ale nam wydawało się, że to zagrożenie jest przesadzone, mgliste, zamazane i niemożliwe. Nawet wojna w Donbasie, aneksja Krymu nie nauczyła nas dbania o naszych braci i nasze siostry, specyficzną rodzinę narodów, które były przez lata, setki lat, zniewolone przez Imperium Rosyjskie, a potem pod sowieckim butem stalinowskiego terroru. Jesteśmy z nimi złączeni krwią, nawet jeśli różną i pochodzącą z innych matek i ojców, to przecież wytaczaną przemocą i gwałtem przez tego samego ciemiężcę. Brzmi patetycznie? No cóż. W tej części Europy taki patos jest codziennością, powiedzcie do ukraińskiego żołnierza albo gruzińskiego ochotnika walczących ze swoimi flagami na ramieniu gdzieś pod Pokrowskiem, że są zbyt patetyczni, kiedy powtarzają wieczorem swój hymn jak modlitwę albo każdego dnia o 9 rano czczą minutą ciszy swoich pobratymców i posestry zabitych w obronnej walce przez rosyjskich agresorów.
Chwila wolności od zagrożenia, jak się okazało, była ulotna. Choć niektórzy, jak Polska czy kraje bałtyckie żyją w pozornie bezpiecznym, innym świecie, świecie UE i NATO, i rzekomych gwarancji bezpieczeństwa, ale czy na pewno one są gwarancją? Patrząc na ostatnie wydarzenia z nowym prezydentem USA chyba nie. I co w ogóle decyduje, że ktoś jest w Europie, a kogoś w niej nie ma? Rosja, Putin, Trump? A może definicja Andruchowycza jest najbardziej trafna. Niedawno jechałem z nim z Odesy do Lwowa, po naszym dziwnym koncercie (możliwe, że gramy tylko takie), który odbył się 30 metrów pod ziemią i kilometr od wejścia do podziemnych korytarzy, których jak się okazało jest w Odesie i okolicy blisko 2 tys. km, a przy którym stała uzbrojona Gwardia Narodowa, bojąc się rosyjskich prowokacji, ponieważ koncert organizował polski konsul. To był moment, kiedy Zełeński na oczach milionów został wyrzucony z Białego Domu, przełom lutego i marca. Wyjechaliśmy z Odesy o 5 rano, tuż po zakończeniu godziny policyjnej, padał śnieg, ulice były mokre i śliskie, szarówka, jechaliśmy w ciemności zamgloną i dziurawą autostradą, a w głowach mieliśmy odgłosy nie naszego koncertu, a wieczornych rosyjskich ataków na odeski port. Żeby je zagłuszyć słuchaliśmy podcastów i wiadomości. Jurij był umęczony codziennymi, coraz gorszymi wyskokami Trumpa: To jest jak codzienne tortury – powtarzał co rano – jakbym wstawał i dostawał od razu pięścią w twarz. Zaczęliśmy słuchać polskiego radia, rozmów analityków, analiz postawy Zełeńskiego, jego rzekomego braku pokory i czołobitności, pouczania jak powinien się zachować i wtedy zirytowany Jurij zdefiniował czym jest Europa: „Wiesz, widzę, że wy w Polsce jesteście już typową Europą, jesteście jak Niemcy czy Holendrzy, nie wyczuwacie zagrożenia, myślicie, że wojna was nie dotyczy i nie lubicie wychodzić ze swojej strefy komfortu, po prostu nie obchodzi was już nasz świat, ten poza <<Europą>>, w którym właśnie Rosja to nas wykańcza i próbuje ostatecznie oderwać od was…”.
Boląca prawda, ale kto oprócz entuzjastów i entuzjastek, wagabundów i wagabundek, myślicieli i myślicielek, wariatów i wariatek, podróżników i podróżniczek, przejmuje się tym, co się dzieje w Gruzji. Może zamiast leżeć na plażach Batumi i mówiąc: „ ja tu tylko na wakacje” i odgradzając się od tego świata grubym parawanem utkanym ze strachu, ignorancji, arogancji i braku empatii, zastanówmy się, czy aby za chwilę nas, ta postawa wzmacniana działaniami rosyjskiej wojny kognitywnej prowadzonej przeciwko nam, nie zgubi. Zastanówmy się już teraz, czy czeka nas scenariusz ukraiński czy raczej gruziński? Czy będziemy żegnać naszych synów i córki idących na front pod Suwałki i dowozić im potrzebne rzeczy do przetrwania, czy będziemy żyć w iluzji pokoju pod ruskim mirem w Priwislańskim Kraju rządzonym przez jakichś moskiewskich popleczników w stylu Orbana, nieczuli na tragedię naszych przyjaciół i przyjaciółek za naszą wschodnią granicą.
Bo kto śledzi ciągle toczące się w Gruzji protesty – który to już dzień? Kto to wie? A kto oprócz nich śledzi wojnę w Ukrainie. Śledzi? Żeby choć tyle. Kto coś w tej sprawie robi? Kto w ogóle rozumie, ale tak naprawdę bez powtarzania komunału, ze porażka Gruzji, Ukrainy będzie dotyczyć nas wszystkich. Naczynia połączone, pamiętacie? A to znaczy, że Rosja przyjdzie prędzej czy później po nas. Społeczeństwo, politycy, w większości, mamy to gdzieś, ignorujemy to, nie chcemy o tym słyszeć. Gorzej, jesteśmy tym zmęczeni i reagujemy antyukraińską, a ostatnio też antygruzińską agresją. Powtarzamy to, co nam sufluje Kreml i jego hybrydowi żołnierze. Rozwiązanie problemu wojny, którą toczy Rosja konwencjonalnie i kinetycznie w Ukrainie, a w Gruzji hybrydowo i kognitywnie, widzimy w tym, żeby tego nie widzieć: wyrzućmy uchodźców i migrantów z Ukrainy, żeby już na nich nie patrzeć, przywróćmy wizy i brak swobodnego podróżowania do Europy (sic!) obywatelkom i obywatelom Gruzji, niech tam siedzą na tym swoim Kaukazie Południowym, tylko niech nas wpuszczą co roku nad swoje morze. Nie chcemy tego wiedzieć, bo niewiedza nie zmusza i nie zachęca nas do żadnego działania. My już mieszkamy w Europie i to nam wystarczy. Nie chcemy nic wiedzieć i widzieć.
Bo czy wiecie, że aparat terroru, który działa toczka w toczkę jak rosyjskie służby, czerpiąc garściami z ich modus operandi, torturuje i prześladuje ludzi w Sakartwelo porywając ich z ulicy, robiąc pokazowe sądy i skazując na lata więzień i astronomiczne grzywny za udział w protestach?
Bo czy wiecie, że za chwilę nie będzie żadnej opozycji w Gruzji, bo partia rządząca chce ją zlikwidować, tworząc parodię demokracji? Coś takiego widzimy w Rosji od lat 90.
Bo czy wiecie, że właśnie ponownie aresztowali poetę Zwiada Rataniego? Przyjeżdżał na wasze festiwale do waszych pięknych europejskich miast i świadczył swoimi pięknymi wierszami o Sakartwelo. I o wolności osobistej, i tej społecznej. Czy coś robimy w jego obronie?
Bo czy wiecie, że właśnie trwa 214 dzień protestów i na ulicy Szota Rustawelego wciąż stoją ludzie?
powtórzę:
na alei
Szota Rustawelego
wciąż stoją ludzie
Sakartvelo is Europe / Kartwelia to Europa
ევროლუცია! Eurolucja!
#StandWithGeorgianPeople
BRAK INFORMACJI TO DEZINFORMACJA
Kultura Enter
2025/03 nr 115

